2

kwi

Polska kimonowa

Odgadywanie trendów w dzisiejszych czasach jest dość proste. Zauważcie, napisałam „odgadywanie”, nie „przewidywanie”. Mam bowiem na myśli obserwowanie wybiegów z trendami podanymi na tacy. Pojawi się kilka spódnic tej samej długości, żakietów skrojonych według podobnej myśli, etniczny czy geometryczny deseń i gotowe. I nawet się nie zastanawiamy, ile pracy zostało włożonej w opracowanie tych a nie innych tendencji, nawet kilka lat wcześniej przed danym sezonem.
Wielkie czy też oczywiste trendy to prosta historia. Dlatego ja lubię się bawić w wyszukiwanie tak zwanych „mikro trendów”. To są drobiazgi, zbyt małe, by osiągnąć status trendu, lecz zbyt wyraźne, by zginąć w tłumie. Na przykład na ostatnim Łódzkim Tygodniu Mody zaobserwowałam u kilku projektantek mniej lub bardziej dosłowne inspiracje japońskim kimonem.
U Joanny Paradeckiej spośród feerii barwnych tkanin i wzorów wyłoniła się kimonowa bluzka w delikatny kwiatowy motyw. Karolina Gerlich zabawiła się konwencją, oprócz dość tradycyjnych propozycji pokazała sukienkę – kimono w zwierzęcy wzór lub asymetryczną bluzkę z jednym rękawem, wyraźnie jednak nawiązującym do formy kimona. Nie wiem, czy dobrze odczytałam inspiracje Martyny Czerwińskiej. Być może po prostu chodziło o patchwork, bez konkretnego pochodzenia. Jednak obecne tam desenie skojarzyły mi się jednoznacznie z kimonowymi tkaninami. Magdalena Kubalańca z kolei przedstawiła paradę nowoczesnych gejsz. I można by się upierać, że „robił je” głównie makijaż, ale według mnie to było coś więcej.
I być może to wszystko jest moja nadinterpretacja, być może wcale nie było żadnego mikro trendu. Jeśli rzeczywiście, to winę mogę zrzucić tylko na jedną, jedyną rzecz :).




Joanna Paradecka


Karolina Gerlich


Martyna Czerwińska


Magdalena Kubalańca


Pod koniec lata byłam w Rzymie. Zbyt krótko, by zrobić dla Was zakupowy przewodnik, lecz wystarczająco długo, by samej sobie coś kupić. Jest to ciuch tak typowy dla Rzymu, jak i dla całych Włoch, a mianowicie kimono ;). I to nie byle jakie, bo po pierwsze oryginalne japońskie (więc rozumie się samo przez się, że jedwabne ;)), a po drugie datowane na lata sześćdziesiąte, więc autentyczny i nieprzesadzony vintage! Znalazłam je w sklepie Meluoki, który specjalizuje się w podobnym asortymencie (niestety nie starczyło mi już na oryginalny pasek obi, ech…). Nie żałuję ani grosza (czy może ani centa), choć gdy podczas tygodnia mody w Łodzi wystąpiłam w poniższym zestawie, musiałam kilka razy przekonywać pytających, że to nie piżama ;) (zdjęcie – boska Aga ;)).


Choć tego zakupu nie miałam w planach, po prostu nie byłam w stanie wyjść z butiku bez niego. Przymierzałam sporo modeli, ale ten jeden czekał tam na mnie (też tak sobie racjonalizujecie nieprzewidziane wydatki? ;)). Choć kimono jest odrobinę nadgryzione zębem czasu, wciąż robi wrażenie. Wykonanie jest tak perfekcyjne, że nie opiszą tego żadne słowa. Przy okazji dowiedziałam się, że rękawy są tak skrojone, by wewnątrz można było nosić różne drobiazgi, aby nie zajmować sobie rąk torebką. Sprytne! :)
Poniżej kilka ujęć z wnętrza sklepu.






Komu do Rzymu daleko, a wystarczą mu namiastki, może udać się do japońskiego sklepu Muji. Kimonowa tkanina od dawna stanowi część jego asortymentu. Z jej elementów wykonane są wizytowniki, portmonetki, zakładki do książek czy obicia lusterek (poniżej). Swego czasu kupiłam tam papier do origami w kimonowe wzory i wciąż planuję wykonać stado żurawi do zawieszenia pod sufitem (na razie mam pięć ;)).


I jak myślicie? Wymyśliłam sobie ten kimonowy mikro trend czy jednak coś jest na rzeczy? :)




Zdjęcia: Muji.

11 myśli nt. „Polska kimonowa

Dodaj komentarz
  1. modologia

    Myślę, że nie nie wymyśliłaś, coś jest na rzeczy. Przy okazji dziękuję za informację, że rękawy kimona mogą służyć jako kieszenie/torebka, bo oglądałam ostatnio wykrój w „Burdzie” na kimono i zastanawiałam się, dlaczego rękawy uszyte są w takie „torby” ;) Mnie ten trend bardzo trafia do przekonania, bo do wszelkich wzorów „kimonowych” czy „nietoperzowych” pałam głębokim uczuciem – co więcej, wydaje mi się nawet, że odwzajemnionym ;)

    Odpowiedz
     
  2. Gość: Fashion Split Personality, host892521235.ame.3s.pl

    Oglądając wybieg Off-owy również miałam poczucie powiewu japońskiego klimatu. Kimonowe rękawy, makijaż i fryzury – ciekawe propozycje, chociaż sama jestem „mało japońska” ;-) Jeśli chodzi o decyzje zakupowe – często tłumaczę sobie, że dana rzecz czeka na mnie i nie mogę się oprzeć. W takich sytuacjach moja asertywność osiąga poziom…. zero ;-)

    Odpowiedz
     
  3. jagnesjag

    Ahahaha, jest zdjęcie – cudownie:) Szkoda tylko, że tam było tak strasznie ciemno:/ Natomiast co do kimona, to myślę, że jest coś na rzeczy. Jeśli ja sama zaopatrzyłam się w popularnej sieciówce w narzutkę przypominającą kształtem kimono, to nie może być to przypadek. To jest chyba jedyna, dosłowna inspiracja, która mi się podoba. Muji odwiedzam za każdym razem kiedy jestem w Arkadii i najchętniej wykupiłabym cały tamtejszy asortyment:)

    Odpowiedz
     
  4. well-dressed_mind

    Jakiś czas temu ubrałam coś a’la kimono. Każdy witał mnie okrzykiem w stylu: „Ojeju, jaka śliczna japoneczka!” Było to na tyle irytujące i deprymujące, że już chyba nigdy się tak nie ubiorę. Bycie trendy jest taaaaakie męczące! ;)

    Odpowiedz
     
  5. Gość: bakuaszan, 89-75-110-53.dynamic.chello.pl

    z tymi rękawami o funkcji kieszeni to chyba nie do końca tak, z tego co wiem, schowki w rękawach kimon służyły (służą?) do wkładania tam resztek jedzenia – niekulturalnym było (jest?) zostawić cokolwiek na talerzu, więc jak już nie możesz, to mięso zjedz, a ziemniaki schowaj do rękawa. a przez to, że rękawy są szerokie, można to było zrobić zręcznie i dyskretnie, a po odejściu od stołu zwyczajnie resztki wyrzucić. nie wiem, jak jest teraz, w każdym razie wydaje mi się, że te kieszonki właśnie stąd się wzięły

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *