29

kwi

Co widzisz?

Banan? Nietoperz? Tańczące pingwiny? Kto widział ten pokaz, pewnie nie dziwi się moim pierwszym słowom. O co chodzi? O test Rorschacha, który stał się inspiracją dla jedynego deseniu obecnego w kolekcji Agaty Wojtkiewicz. Nawet jeśli nie kojarzycie nazwy testu, z pewnością wiecie, na czym polega. Choćby z filmów. Pojawił się w „Virgin Suicides” Sofii Coppoli, „Rodzinie Adamsów”, lecz także w kreskówkach „Two Stupid Dogs” czy „Beavis and Butthead”. Jego alternatywna nazwa brzmi „test plam atramentowych”. Teraz chyba już wszystko jasne. A swoją drogą podobno w filmach nigdy nie pojawiają się oryginalne plansze, w trosce o zachowanie spontanicznych reakcji pacjentów na te prawdziwe. Choć od kiedy wyciekły do internetu, skuteczność testu zmalała chyba dokumentnie. O ile zakładamy, że kiedykolwiek był skuteczny, ale to już nie moja rzecz (zainteresowanych odsyłam tutaj).
Poza testowymi plamami ujętymi na sposób psychodeliczny (jakżeby inaczej…!) kompletnie rozbroiły mnie elementy z moheru (a przynajmniej na takie wyglądały – chętnie poznam fachową nazwę surowca, jeśli taka istnieje ;)). Dzięki nim zrobiło się znacznie bardziej jesiennie niż zazwyczaj u Agaty Wojtkiewicz bywa. Swetry i płaszcze przekonały mnie w stu procentach. Sukienka – cóż, chętnie obejrzałabym ją na przeciętnej kobiecie. Były jeszcze moherowe spodnie, trudne w noszeniu jak cholera, ale za to świetnie spinające tę część kolekcji. W którymś momencie pokazu odniosłam wrażenie, że coś idzie nie tak. Wraz z szarym obszernym płaszczem, o którym marzę od momentu ujrzenia, nawet jeśli miałabym w nim utonąć, zakończyła się jesień, a zaczął… Sylwester? Nie zrozumcie mnie źle. W poprzednim wpisie dzielnie broniłam surferskich dzianin Bereniki Czarnoty i zatartych pór roku. Tu po prostu coś zgrzytnęło. Wciąż było spójnie (czy to będzie teraz moje ulubione słowo???), ale zniknął pazur, który z początku przyniósł natychmiastowy zachwyt. Nie napiszę, że to były zwyczajne, nijakie sukienki. Wcale nie. Ale nie wiem dlaczego wolałabym, żeby pokaz zakończył się przed nimi. Być może była to w wydaniu tej akurat projektantki tak zwana „oczywista oczywistość”? Może niepotrzebny (przynajmniej według mnie) sygnał, że to, z czego jest powszechnie znana, nie zginęło pod warstwami włochatej wełny i atramentowych plam? Wciąż się zastanawiam, więc puenty nie będzie…







 






 


9 myśli nt. „Co widzisz?

Dodaj komentarz
  1. modologia

    Właśnie spastwiłam się u siebie nad podejściem recenzentów/ek do używania określeń takich jak „spójność”, więc uśmiechnęłam się pod nosem czytając Twój wpis ;) A co do kolekcji – jeden element po prostu wyprowadził mnie z równowagi, więc jak równowaga mi wróci, to i wrócę z ciągiem dalszym do komentarza.

    Odpowiedz
     
  2. Gość: Fashion Split Personality, adbu123.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Podczas przerwy pomiędzy pokazami rozmawiałam z kilkoma osobami z branży i zapytano się mnie co sądzę o kolekcji Agaty. Moje początkowe milczenie i późniejsze wertowanie kartek w notesie mówiły same za siebie. Kolekcja poprawna, ale szału nie było.Miałam wrażenie, że zostały zestawione ze sobą dwie różne kolekcje…. Szkoda, że nie dopracowano chociaż muzyki lub choreografii – czasami te elementy potrafią obronić cały pokaz i ukryć jego niedociągnięcia.

    Odpowiedz
     
  3. harel

    Angora!!! Kompletnie zapomniałam o jej istnieniu. A przecież w czasach podstawówki (przynajmniej mojej ;)) sweterki z angory stanowiły zło konieczne (choć raczej chodziło o kolorystykę, nie sam surowiec ;)). Dziękuję za pomoc!

    Odpowiedz
     
  4. Gość: J.O.B, cpe-66-25-165-14.austin.res.rr.com

    Za czasów twojej podstawówki, Ewa, angory w Polsce nie było ;) Mówiło się angora na wszystkie puchate rzeczy z plastiku, króliki nie miały z nimi nic wspólnego ;)

    Z ekranu monitora, przy silnym sztucznym świetle rzucanym przez reflektory na wybieg — bardzo trudno stwierdzić, czy to angora (z królika) czy moher ( z koziej wełny). są bardzo podobne, angora jest odrobinę bardziej połyskliwa ( ale to też zależy od obróbki włosa) i dużo lżejsza. Było macać — miałaś okazję ;)

    Odpowiedz
     
  5. Gość: Grace, c-71-57-114-220.hsd1.il.comcast.net

    Nic nie wygląda dobrze, nawet na zgrabnych modelkach. Mogę lubić tkaniny, kolory, ale chciałabym się przynajmniej „jakoś” prezentować. Akurat w tej kolekcji doszukiwałabym się plusów na siłę.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *