Miesięczne archiwum: Czerwiec 2012

29

cze

Fashion Teen Camp

Uwaga, uwaga! Już w sierpniu po raz pierwszy (i z pewnością nie ostatni) odbędzie się Fashion Teen Camp, czyli, wyrażając się po polsku, obóz wakacyjny zorientowany na modę i stylizację. Od 8 do 22 sierpnia bieżącego roku w Gdańsku będziecie mogli uczestniczyć w kursach stylizacji, krawiectwa i projektowania pod kierunkiem zarówno profesjonalistów jak i zapalonych hobbystów. Warsztaty projektowania poprowadzą Edyta Jermacz i Anna Dudzińska, krawiectwa – Karolina Niewolska, a stylizacji – jedne z topowych polskich szafiarek: Jessica Kirschner i Julia Kuczyńska. Opcji uczestnictwa jest kilka, zainteresowanych odsyłam do źródła, a przy okazji z dumą oświadczam, że mój blog patronuje temu przedsięwzięciu.


28

cze

Francuski łącznik

Znacie film „Francuski łącznik„? Zresztą głupie pytanie, na pewno znacie. Oscarowa rola Gene’a Hackmana (plus mój wymarzony kapelusz typu porkpie jako niemal stały element stroju bohatera), klimat Nowego Jorku, a w tle genialna muzyka autorstwa Dona Ellisa. Gdy kilkanaście lat temu w którymś z legnickich lumpeksów (które w tamtym czasie były po prostu genialne) znalazłam t-shirt z napisem „French Connection”, byłam pewna, że chodzi o film. Gdy jednak te same słowa znalazłam na metce, ze sprytem Sherlocka Holmesa stwierdziłam, że musi chodzić o coś więcej. Właśnie tak odkryłam brytyjską markę French Connection. Co ciekawe, powstała ona 1972 roku, czyli rok po premierze amerykańskiego przeboju.
Wiele lat po upolowaniu koszulki (która została jedną z moich ulubionych) ubrania French Connection zaczęły pojawiać się w Polsce. Ich cena przyprawiała niestety o ból głowy. Marka ta i tak jest dość droga, ale u nas trzeba było płacić czasem nawet dwa razy więcej. Nic dziwnego, że dość szybko się ulotniła (może powinnam napisać: ci, którzy zdecydowali się ją sprowadzać zwinęli interes – i bardzo dobrze).
Ponieważ marka znów stała się trudno dostępna, zyskała otoczkę pożądanej i lekko snobistycznej – klasyka. Ale to akurat nieistotne. Co jest rzeczywiście ciekawe, to kampanie reklamowe. Na stronie marki można znaleźć całe archiwum: od 1997 roku (właśnie wtedy trafiłam na koszulkę!) do 2010 (liczę, że uzupełnią o kolejne trzy sezony). Moja ulubiona to cykl „The Man & The Woman” – w zabawny sposób bazująca na stereotypach, a w wersji video z jeszcze zabawniejszym narratorem mówiącym po angielsku z mocnym francuskim akcentem.
Od jakiegoś czasu French Connection można kupić w internetowym sklepie Answear. Wybór jest całkiem niezły, dość dobrze oddaje charakter marki. Swego czasu podziwiałam ubrania lekko zakręcone w stronę folku – widzę, że wciąż można je znaleźć w asortymencie. Ale French Connection to przede wszystkim źródło świetnych ciuchów bazowych, takiej klasyki na długie lata.
Z okazji wszechobecnych wyprzedaży ceny spadły, a po wpisaniu kodu „SUMMER4″ pozbędziemy się dodatkowych dwudziestu procent.
A poniżej fragment aktualnej kampanii wizerunkowej. Trochę mi brakuje ulubionych bohaterów…





Zdjęcia: French Connection


P.S. Wpis sponsorowała literka A jak Answear.

26

cze

Bubble Gum

Gdy widzę takie rzeczy, robię się dumna. Produkt ten (czy może raczej projekt) jest w stu procentach polski. Czyż to nie piękny sposób na przedstawienie zamysłu kolekcji? Klimat troszkę jak z Sofii Coppoli, ubrania – jak z marzeń o idealnym dniu wakacji. W dodatku jedna z modelek przypomina mi młodziutką Julie Delpy, do której swego czasu chciałam być podobna (lecz cóż, aż tyle na operacje plastyczne nie mam…). Poznajecie te rzeczy? To oczywiście Justyna Chrabelska, o której piszę tu z przyjemnością co sezon. O tych ciuchach też już pisałam. Ale dopiero teraz możecie zobaczyć je w akcji!

 

 

BUBBLE GUM
Director: Łukasz Gronowski
Director of photography: Natalia Jakubowska
Edited by: Natalia Jakubowska, Łukasz Gronowski
Music: „Bubble Gum” by Miss Emma
Production: Rex White 2012

25

cze

Baggin me

Choć należę do torebkowych ortodoksów i uparcie tkwię w przekonaniu, że prawdziwa torebka to skórzana torebka (możecie krzyczeć), czasem robię wyjątek od narzuconej samej sobie reguły. Ba! Coraz częściej! Zaczęło się kiedyś dawno temu w jakimś zapomnianym niemieckim miasteczku, gdy w lokalnym supermarkecie nie znalazłam plastikowej torby na zakupy i musiałam wybrać spośród całkiem przyjemnych skądinąd toreb tak zwanych ekologicznych. Okazało się chwilę później, że jest ona idealna do noszenia nut (muzycy, wiecie, co mam na myśli?). Do nut któregoś dnia dorzuciłam portfel, dokumenty i klucze, i tak pozostałam z jedną szmacianą torbą na ramieniu. Oczywiście zaraz potem ogarnął mnie szał torby idealnej, podsycany przez media oraz seriale (Fendi Baguette? Kto pamięta sezon i numer odcinka? Ach, jak ja lubię zaczepiać wtajemniczonych!) i przez wiele lat nosiłam torby może nie z najwyższej półki, ale z prawdziwego zdarzenia. Zresztą wciąż noszę i lubię, ale… Przychodzi taki czas w roku, kiedy im lżej, tym lepiej. I w sumie wszystko mi jedno, czy płócienna torba, na którą się przerzucam, ma nadrukowane logo marki, czy napis zachęcający do sortowania śmieci. Komfort wygrywa. Co jednak nie znaczy, że nie dostrzegam, co na tym niewielkim, lecz całkiem płodnym poletku się dzieje.
Laura i Liliana z Baggin me były znacznie bardziej w tej kwestii wymagające. Gdy nie znalazły tego, czego szukały, postanowiły stworzyć to samodzielnie. Dalsza część scenariusza będzie brzmiała znajomo. A może nie będę nic pisać, tylko odeślę Was do źródła, pozostawiając soczysty ananas na zachętę? Mogę jedynie pogratulować pomysłu i życzyć nieustającego powodzenia!


Zdjęcie: Baggin me.

24

cze

Magda Hasiak

Magda Hasiak się nie lansuje” – taki początkowo miał być tytuł tej notki. Stwierdziłam jednak, że odebrałoby to sens jakiemukolwiek ciągowi dalszemu, więc pozostawiłam samo nazwisko. Być może to tylko moje wrażenie, ale wydaje mi się, że o tej projektantce jest u nas zbyt cicho. Owszem, jeśli chcemy, to ją znajdziemy, ale najpierw trzeba wiedzieć, że ktoś taki istnieje. Ja niby wiedziałam, nawet przygotowałam sobie ze dwa sezony temu szkic tekstu, ale przytłoczony został innymi i nigdy nie ujrzał światła dziennego.
Któż to jest, ta Magda Hasiak? A może lepiej zapytać: co robi? Tworzy, proszę Państwa, tworzy i to od lat niemal dziesięciu. Styl, który obrała, krystalizuje się z sezonu na sezon. Ogromnie jestem ciekawa, co będzie dalej, na razie jednak skupiam się na tym, co tu i teraz. Jej projekty dążą ku prostocie,


Nie da się nie zauważyć fascynacji japońską awangardą. Czy raczej projektantami, których swego czasu w tę awangardę włączano. Jak jest obecnie, szczerze mówiąc, nie wiem. Precyzując, chodzi mi o kolektyw Comme des Garcons. Echa są oczywiście dalekie, a efekty znacznie prostsze do zastosowania w codzienności. Może to tylko moja nadinterpretacja, dzielę się, bo uważam, że tkwi w niej komplement.


Po przygodach z mocniejszym kolorem projektantka skupiła się na barwach dyskretnych. Czerń i biel – wiadomo, podstawa. Granat i szarość pięknie ją dopełniają. Odcieni mają tyle, że nie musimy obawiać się nudy. Forma ubrań jest po części – zaryzykuję to słowo – eksperymentalna. Tu i ówdzie pojawiają się niebanalne rozwiązania, cięcia, przeszycia i inne niespodzianki. Dominuje bawełniana dzianina z domieszkami utrzymanymi w granicach przyzwoitości. Widzę też dużo sprytu. Gdy już zdecydujemy się na jedną rzecz, marzymy o następnej. Bo każda kolekcja jest tak skonstruowana, żeby dało się ubrania nosić w komplecie. Słowo „komplet” w tym aspekcie ma wydźwięk pozytywny.


A więc… Magda Hasiak się nie lansuje, ale na szczęście da się ją odnaleźć. Mam nadzieję, że odrobinę Wam w tym pomogłam.








Źródło zdjęć: magdahasiak.com

23

cze

Pokaż mi Mostrami!

Nareszcie! To było pierwsze słowo, jakie wypowiedziałam, zaglądając po raz pierwszy na platformę Mostrami.pl. Stali Czytelnicy znają moje podejście do okrzykiwania tego i owego polskim odpowiednikiem tamtego i siamtego, ale… Mostrami.pl śmiało może pretendować do tytułu naszego polskiego Net-a-porter. I cienia złośliwości w moich słowach nie ma.
Nareszcie mamy sklep internetowy na światowym poziomie. To nie tak, że nie mieliśmy takich wcześniej. Nie udawajmy, że ten jest pierwszy. Tu jednak wszystko zostało doprowadzone do perfekcji. Od grafiki poprzez kontakt z klientem. Poziom wizualny przestaje dziwić, gdy w domyślnych napisach końcowych pada nazwisko Andrzeja Pągowskiego. „Mostra mi” oznacza po włosku „pokaż mi”. Końcówka „pl” jest nieodłączna i niezwykle istotna. Oto pokazujemy światu polską modę. Wszystko, co aktualnie się w niej dzieje, wszystko, na czym warto skupić uwagę.
Nareszcie dostępne dla szerszej klienteli stały się aktualne kolekcje Ani Kuczyńskiej czy Justyny Chrabelskiej. To, co widzimy na wybiegu, możemy kupić niemal od razu. Plamy Rorschacha od Agaty Wojtkiewicz, western w wydaniu Roberta Kupisza, bajońsko drogie (i absolutnie boskie) projekty Łukasza Jemioła, lecz także przyjazne portfelom Mozcau czy Est by Es.
I wreszcie… Nareszcie ubrania podane są nie tylko na zdjęciach produktowych, lecz także w stylizacjach, dających wytchnienie naszej wyobraźni. Jeśli czerpać, to od najlepszych – tak podsumuję porównanie z pierwszych zdań dzisiejszego tekstu. Drogi świecie, szykuj się, polska moda nadchodzi!!!

 

 

Kurtka dżinsowa: Łukasz Jemioł, t-shirt z nadrukiem: Agata Wojtkiewicz, gnieciony sweter: Robert Kupisz, neonowa torba: Ania Kuczyńska, warstwowa bluzka: Justyna Chrabelska, przeźroczysty t-shirt: Est by Es. Zdjęcia: Mostrami.pl