28

cze

Francuski łącznik

Znacie film „Francuski łącznik„? Zresztą głupie pytanie, na pewno znacie. Oscarowa rola Gene’a Hackmana (plus mój wymarzony kapelusz typu porkpie jako niemal stały element stroju bohatera), klimat Nowego Jorku, a w tle genialna muzyka autorstwa Dona Ellisa. Gdy kilkanaście lat temu w którymś z legnickich lumpeksów (które w tamtym czasie były po prostu genialne) znalazłam t-shirt z napisem „French Connection”, byłam pewna, że chodzi o film. Gdy jednak te same słowa znalazłam na metce, ze sprytem Sherlocka Holmesa stwierdziłam, że musi chodzić o coś więcej. Właśnie tak odkryłam brytyjską markę French Connection. Co ciekawe, powstała ona 1972 roku, czyli rok po premierze amerykańskiego przeboju.
Wiele lat po upolowaniu koszulki (która została jedną z moich ulubionych) ubrania French Connection zaczęły pojawiać się w Polsce. Ich cena przyprawiała niestety o ból głowy. Marka ta i tak jest dość droga, ale u nas trzeba było płacić czasem nawet dwa razy więcej. Nic dziwnego, że dość szybko się ulotniła (może powinnam napisać: ci, którzy zdecydowali się ją sprowadzać zwinęli interes – i bardzo dobrze).
Ponieważ marka znów stała się trudno dostępna, zyskała otoczkę pożądanej i lekko snobistycznej – klasyka. Ale to akurat nieistotne. Co jest rzeczywiście ciekawe, to kampanie reklamowe. Na stronie marki można znaleźć całe archiwum: od 1997 roku (właśnie wtedy trafiłam na koszulkę!) do 2010 (liczę, że uzupełnią o kolejne trzy sezony). Moja ulubiona to cykl „The Man & The Woman” – w zabawny sposób bazująca na stereotypach, a w wersji video z jeszcze zabawniejszym narratorem mówiącym po angielsku z mocnym francuskim akcentem.
Od jakiegoś czasu French Connection można kupić w internetowym sklepie Answear. Wybór jest całkiem niezły, dość dobrze oddaje charakter marki. Swego czasu podziwiałam ubrania lekko zakręcone w stronę folku – widzę, że wciąż można je znaleźć w asortymencie. Ale French Connection to przede wszystkim źródło świetnych ciuchów bazowych, takiej klasyki na długie lata.
Z okazji wszechobecnych wyprzedaży ceny spadły, a po wpisaniu kodu „SUMMER4″ pozbędziemy się dodatkowych dwudziestu procent.
A poniżej fragment aktualnej kampanii wizerunkowej. Trochę mi brakuje ulubionych bohaterów…





Zdjęcia: French Connection


P.S. Wpis sponsorowała literka A jak Answear.

5 myśli nt. „Francuski łącznik

Dodaj komentarz
  1. Gość: kelly, 108-111.echostar.pl

    O proszę, nawet nie wiedziałam, że ubrania FC są dostępne w Answear! Markę znałam z wyjazdów do Anglii i ciekawych kampanii :) Kiedyś udało mi się trafić do ich outletu – ach, ach! Mimo tego, że moje „modowe zakręcenie” nie było jeszcze wtedy zbyt silne, jakoś wyjątkowo mi się tam spodobało. A ceny, z tego co pamiętam, były baaardzo przystępne. Ach,te czasy! A teraz odpalam filmik, bo opis brzmiał kusząco ;)

    PS Bluza miała dzisiaj pierwsze wyjście. Jest super. Pozdrowienia dla Ciebie i Oli :)

    Odpowiedz
     
  2. harel

    @kelly: Cieszę się ogromnie! A co do FC, kiedyś na jakiejś totalnej przecenie kupiłam sukienkę, chyba nawet pojawiła się na Lookbooku sto lat temu ;))

    @Janka: Chodziła już wcześniej. Z Schaffashoes chociażby (a jak jej się za to dostawało! :)).

    Odpowiedz
     
  3. Gość: amdizu, d197-241.icpnet.pl

    hm, hm, a ten kod rabatowy to na wszystko, czy tylko na French Connection? ;> i jak długo można z niego korzystać?

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *