Miesięczne archiwum: Czerwiec 2012

15

cze

Bez tytułu

Nie znam Roberta Kupisza osobiście, nie fotografuję się z nim na ściance sponsorskiej, ba, nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa podczas naszej wspólnej obecności na tym świecie, ale odnoszę wrażenie, że musi być on niezwykle wyluzowanym człowiekiem. Dlaczego? Już pomijając kreację publiczną (która być może wcale nie różni się zbytnio od prywatnej) największe wrażenie robi na mnie jego konsekwencja. Bez względu na aktualną modę on podąża swoją ścieżką. Ścieżką, którą po prostu lubi, na której dobrze się czuje, do której jest przekonany. A to przekonanie najwyraźniej zaraża innych. Wystarczyło spojrzeć, jak byli ubrani goście na pokazie (chyba jeszcze nigdy nie byłam świadkiem takiego nagromadzenia białych orłów!). A parę dni później włączyć telewizję śniadaniową lub przejść ulicą Mokotowską, by natknąć się na napis „wanted” na nieregularnym niebieskim tle.
To, co zobaczyłam podczas ostatniego pokazu, choć może nie zachwyciło mnie totalnie, obudziło wspomnienia z czasów, gdy tego typu ciuchy nosiło się całkiem na poważnie. Najpierw był przełom wieków, indiańskie frędzle, kowbojskie kapelusze i podniszczone dżinsy. Zaraz potem suto marszczone falbaniaste spódnice i sukienki do ziemi. Z czasem dosłowność została zepchnięta na dalszy plan przez dyskretne interpretacje zadanych przed laty tematów. I nagle objawiła się kolekcja Roberta Kupisza – podana w sposób niewymagający żadnych tłumaczeń. Kto wie, być może się mylę, ale przemówiła do mnie radość i szczerość. Wiem, że te cechy u sporej liczby osób znacznie lepiej obeznanych w modzie wywołały reakcję negatywną. Pojawiły się (a może obudziły) pytania, czy to jeszcze jest moda, czy już nie. W tym aspekcie mody, którym się interesuję, zostały spełnione moim zdaniem wszystkie warunki. Mówiąc kolokwialnie: jest na czym oko zawiesić? Jest. Trzyma się to kupy? Trzyma. Da się to nosić? Da. Czy było oryginalnie? Nie mogę udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Ale od czasu pokazu gdy słyszę „Proud Mary” (która stanowiła część fantastycznej oprawy muzycznej wydarzenia), nie mogę się uwolnić od wariacji na temat poniższego obrazka. I muszę przyznać, że to całkiem przyjemne.


A jak recenzowali profesjonaliści? Tobiasz Kujawa i Michał Zaczyński – na ich relacje zawsze czekam z niecierpliwością.


P.S. Dlaczego nie ma tytułu? Bo wszystkie najlepsze opcje zostały wykorzystane wcześniej. Tak to jest, gdy ogląda się mega dosłowne kolekcje.



Zdjęcie: Robert Kupisz fanpage :)

6

cze

Miejskość

Wiem, że jeszcze nie czas na jesień, ale nic nie poradzę na to, że w modzie trwa ona od lutego (nie martwmy się jednak, pod koniec września zacznie się wiosna!). Prezentacje jesiennych kolekcji trwają i, szczerze mówiąc, trudno mi się powstrzymać przed publikowaniem niektórych materiałów. Zwłaszcza gdy są tak piękne jak ostatnia, warszawska sesja marki Tatuum. Poranne światło, przyjemne ciuchy, a w tle miasto. I to żaden Nowy Jork czy Paryż, ale Warszawa właśnie. Nigdy nie krytykowałam polskich marek za to, że organizują sesje zdjęciowe za granicą. Wręcz przeciwnie. Super, że są takie możliwości. Jednak po obejrzeniu poniższych zdjęć mam ochotę rzucić zdanie prawdziwe, choć wyświechtane: „Cudze chwalicie, swego nie znacie”.
P.S. Więcej zdjęć znajdziecie na Facebooku Harel, a w przyszłości, gdy pisać będę bardziej szczegółowo o jesiennej odsłonie Tatuum, także tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Marek Straszewski

1

cze

Wiadomość dnia!

Już za dwa tygodnie w Warszawie… rusza pierwszy w Polsce sklep COS. 15 czerwca w samo południe bez szczególnej pompy otworzą się drzwi butiku przy ul. Mysiej 3. Czy pompa jest potrzebna, skoro i tak będziemy się cieszyć jak szaleni? Przynajmniej ja będę. Będę bardzo. A mój portfel wręcz przeciwnie ;).
A tak przy okazji, coraz rzadziej dzielę się tu z Wami takimi krótkimi wiadomościami od czasu, gdy założyłam sobie harelowego Facebooka. Tam znajdziecie ich znacznie więcej, więc kto „fejsa” nie bojkotuje, zapraszam!

 

 

Zdjęcia: COS.