27

lip

Carolyn Bessette-Kennedy

Różne sprawy złożyły się ostatnio na to, że zaczęłam wspominać kolorowe lata dziewięćdziesiąte. Zaczęłam zbierać wirtualne pamiątki na swoim profilu Pinterest, ale też odgrzebywać to, co realnie mi z lat dziewięćdziesiątych zostało. Aktualnie poszukuję plecaka w kwiaty marki Noma (oficjalnie należał do mojej siostry, ale dość często go pożyczałam), zresztą po moich wpisach na Facebooku cała rodzina się w poszukiwania zaangażowała, a kochane Czytelniczki co i rusz podsyłają linki do egzemplarzy zastępczych. Przypominam sobie spinki, które miałam, ulubione filmy i muzykę (w tamtych czasach gardziłam Nirvaną, uparcie niosąc wieść, że prawdziwa muzyka zakończyła żywot w latach siedemdziesiątych…), a także obrazki z zagranicznych gazet. Zwróciłam wtedy uwagę na pewną kobietę. Jej styl wyróżniał się na tle mocno wtedy eksploatowanych słońc Versace czy zaskakujących deseni Prady. Nie znałam się wtedy na modzie (i wciąż się nie upieram, że jestem ekspertką), ale jej wygląd mnie zaintrygował. Dziś mogę śmiało stwierdzić, że była pierwszą minimalistką. Nie wiem, czy na świecie, ale na pewno dla mnie. Jej pomysły szybko zaczęła kopiować Gwyneth Paltrow i to jej niesłusznie przypisuje się wiele minimalistycznych rozwiązań.


Mowa o Carolyn Bessette-Kennedy. Z tych Kennedych. Dość często porównywana była do Jackie Kennedy, choć wyglądała całkiem inaczej. Prawdopodobnie chodziło i o częstotliwość występowania we wszelkich kronikach plotkarskich, jak i zupełnie inny, lecz także charakterystyczny i ponadczasowy styl. Będę się upierać, że to Carolyn tę ponadczasowość doprowadziła do perfekcji. Zestawy ze zdjęć, które pozostały (zbieram je tutaj), nie zestarzały się ani trochę. To jest wręcz niewiarygodne, jak bardzo była nowoczesna w swoich czasach. Umarła zbyt wcześnie, śmiercią tragiczną w katastrofie małego samolotu w 1999 roku. Czasem zastanawiam się, jak wyglądałaby dziś, trzynaście lat później. Z pewnością miałaby stałą rubrykę u Scotta Schumana…


P.S. Mówiłam, że słowa „minimalizm” będę tu używać tylko w uzasadnionych momentach? I trzymam się tego dzielnie!


Carolyn Bessette Kennedy


Polyvore

10 myśli nt. „Carolyn Bessette-Kennedy

Dodaj komentarz
  1. Gość: Ewa, 77-254-211-17.adsl.inetia.pl

    Och, ja ją też często wspominam! Uwielbiałam jej styl i do tej pory mi się podoba (a za Gwyneth nie przepadam). Pamiętam, że jakaś gazeta nazwała ten styl „aseptycznym”. Bardzo lubię minimalizm lat 90-tych.

    A mąż Caroline, John-John, też się świetnie ubierał. Piękna para…

    Odpowiedz
     
  2. jagnesjag

    Kurczę, ta rodzina to ma dopiero pecha. A Carolyn miała naprawdę niesamowity, klasyczny styl godny naśladowania. No i piękna kobieta, piękna!

    Odpowiedz
     
  3. Gość: Ka Bajor, aaubervilliers-651-1-305-4.w83-114.abo.wanadoo.fr

    Uwielbiam taki styl i nie wiedziałam, ze Carolyn Bessette Kennedy była jego prekursorką. Uważam, że Gwyneth jest po prostu jedną z wielu kontynuatorek i daje dobry przykład do naśladowania teraźniejszym fanom takiego stylu…

    Odpowiedz
     
  4. jaagnieszka0

    W lata ’90 wkroczyłam jako dwunastolatka, więc potem mogło być już tylko lepiej :) Mam w związku niesamowity sentyment do tej dekady, którą podobnie jak Missplayground, kojarzę Liv Tyler, moją czołową kobiecą idolką.
    Z minimalizmem się nie lubimy, ale mogę dodać do znajomych ;)

    Odpowiedz
     
  5. slodko-slona

    Pamiętam kiedy pierwszy raz zauważyłam Carolyn. Nie mogłam wyjść z podziwu jak można ubrać się tak prosto a jednocześnie ze smakiem. Jej zestawy nie są zarezerwowane tylko dla tych ,,co mają kasę”. Pasują na każdą okazję. Do tego wydają się być wygodne. Nic tylko zbierać zdjęcia i się zachwycać :) A Gwyneth w latach 90 niby ubierała się podobnie,ale to jednak nie to samo.

    Odpowiedz
     
  6. Gość: annkie, 89-78-203-72.dynamic.chello.pl

    zainspirowałam mnie do komentowania modowej rzeczywistości :P

    annkie-company.blogspot.com/

    Odpowiedz
     
  7. Gość: Katka Pasztet Lady, static-78-8-146-133.ssp.dialog.net.pl

    Super, że przypomniałaś tę postać. Klasyka, smak i wygoda, coś o czym często się zapomina. Postać, która pozwala wierzyć, że modnie łączy się z wygodnie :) A historia rodzinny Kennedych to naprawdę temat na sztukę teatralną, gdyby kiedyś ktoś miał okazję zobaczyć The Truth about the Kennedys to gorąco polecam + estetyka przedstawienia powala na kolana!

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *