Miesięczne archiwum: Sierpień 2012

30

sie

Nenukko

Pokaz Nenukko podczas Łódzkiego Tygodnia Mody hipnotyzował jak zwykle. Niektóre modelki miały doczepione grzywki, które wręcz automatycznie kojarzyły się z fryzurami autorstwa Jagi Hupało. I dobrze, że się kojarzyły, bo to właśnie ona była odpowiedzialna za uczesania. Grzywki powróciły też w lookbooku marki. Szkoda, że nie można ich kupić w sklepie internetowym. Myślę, że znalazłyby wielu fanów. Fryzury pozostawiam jednak w spokoju, czas zająć się samymi ubraniami.

 

Ani kolorystyka, ani forma nie zaskoczyły. Nenukko to Nenukko – wypracowany, konsekwentny styl dla wiernych fanów. Coraz bardziej intryguje mnie zatarcie podziału na płeć. Myślę, że nie bez powodu model ma delikatne rysy, a modelka zdecydowanie ostrzejsze. U Nenukko zaciera się też podział na pory roku. Czy w ogóle pozostaje jakikolwiek podział? Gdyby ubierać się tylko tam, można by było spokojnie posiadać wspólną garderobę (bez względu na to, czy stanowimy związek mieszany, czy tej samej płci). Cieszy mnie ogromnie powrót swetrów we wzory. Choć uważam, że pandy sprzed roku były bezkonkurencyjne. Ale takie niby norweskie motywy też mają sporo uroku.

 

Kilka dni temu kolekcja D.A.U. (Divergence Appears Unbalanced) pojawiła się w sklepie internetowym. Znów muszę wspomnieć o cenach. Zbyt często z góry zakładamy, że rzeczy z wybiegu muszą być drogie. Czy aby na pewno? Zanim tak stwierdzicie, proponuję zajrzeć i się przekonać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia: Przemek Dzienis, Nenukko

28

sie

Local Heroes

Czy wiedziały, że naprawdę staną się lokalnymi bohaterkami, gdy zakładały tę markę? Nigdy o to nie pytałam, ale przy pierwszych t-shirtach, tych ze sloganem „Doing Real Stuff Sucks”, miałam wrażenie, że chodzi o uwiecznienie haseł funkcjonujących w dość zamkniętych kręgach. Trochę blogerskich, trochę modowych, trochę młodzieżowych (sam slogan jest jednocześnie tytułem bloga jednej z pań). Plus bardziej o zabawę niż o biznes. Zresztą gdy patrzę na nowości, ta zabawa staje się oczywista. Ktoś kiedyś wymyślił genialną teorię na temat sukcesu. Co się na niego składa? Jedna trzecia pracy, jedna trzecia talentu i jedna trzecia szczęścia. Dziewczyny z Local Heroes idealnie zachowują te proporcje. Areta Szpura i Karolina Słota wpadły na pomysł, poświęciły czas i z pewnością trochę kasy na jego realizację, a w międzyczasie wysłały paczkę z koszulką niejakiemu Justinowi Bieberowi, który następnie pokazał się tu i tam z napisem „Doing Real Stuff Sucks” na klacie. I pooooszło! Nie jestem pewna, czy napisał o tym Pudelek, ale na pewno wieść rozniosła się błyskawicznie. Ba! Kilka dni później w amerykańskich sklepach (tych spod ciemniejszej gwiazdy) pojawiły się podróbki! Zdecydowanie głośniej było o Justinie niż na przykład o tym, że niektóre grafiki na bluzy i t-shirty zaprojektował Robert Kuta (wciąż jeszcze można je kupić).


Kolekcja szybko wzbogaciła się o plecaki – worki, zabawną biżuterię i pokrowce na iPhone’y – perfekcyjne do robienia sobie „słit foci” w lustrze. Dlaczego? Bo zamiast nudnej czarnej, ewentualnie białej obudowy, w szklanej tafli odbiją się amerykańskie lukrowane pączki, tabliczka czekolady lub inne cudo. I już, jak to się mawiało do niedawna, plus sto do lansu mamy na koncie.


Mnie najbardziej rozczulają grafiki kojarzące się z dzieciństwem: chrupki Fruit Loops (to było moje zamówienie dla każdego, kto jechał do RFN), kosmaty stwór Furby (nigdy go nie chciałam – za bardzo przypominał mi gremliny, których do dziś trochę się boję…), maślane herbatniki… Wprawdzie jeśli chodzi o te kolorowe nadruki, w grupie docelowej już od jakichś dwudziestu lat się nie znajduję, ale jest kilka wzorów, o które zapewne się pokuszę w najbliższym czasie. Trzeba wspierać lokalnych bohaterów, czyż nie? 





Zdjęcia: Local Heroes

27

sie

All About Shoes

All About Shoes to kameralny butik na warszawskiej Saskiej Kępie. Otwarty niedawno, bo w czerwcu, w asortymencie posiada marki dotąd niespotykane w Polsce: Lilimill, Mellow Yellow i Patricio Dolci. Tę pierwszą, Lilimill, tworzą włoscy bracia: Flavio i Francesco Vespasiani (a tak przy okazji, nie uważacie, że Włosi mają jedne z najpiękniej brzmiących nazwisk świata?). Mellow Yellow z kolei pochodzi z Paryża. Marka powstała w głowie monsieur Bruno Van Gavera, a światło dzienne ujrzała dziewięć lat temu. Ostatnia, Patricio Dolci, znana jest przede wszystkim z produkcji mokasynów, które swoją jakością i wygodą dorównują tym z najwyższej półki, lecz ceną niebezpiecznie z nimi konkurują. 


Sam sklep, czy raczej showroom, choć mieści się w suterenie, jest niezwykle przyjazny. Zresztą nie ma się czemu dziwić, prowadzi go przesympatyczna osoba, Anna Michniewicz. Wyczerpująco opowie o każdym modelu i to z taką pasją, że nic, tylko rzucać wszystko i kupować buty, para po parze. A teraz ceny. Napiszę tak: nie są złe. Oscylują w okolicach trzystu złotych. Jeśli wziąć pod uwagę sieciówki, to naprawdę nie jest dużo za coś, czego nie spotkamy na każdym rogu. Więcej pisać nie ma sensu, pozostawiam Państwa ze zdjęciami. Poniżej koniec lata:


Lilimill:







Patricio Dolci:




A to maleńki podgląd tego, co czeka nas w All About Shoes jesienią (na zdjęciach pantofle Mellow Yellow).




Zdjęcia: All About Shoes

26

sie

Pret-a-Fote

Jakiś czas temu pojawiła się w sieci kolejna polska strona dająca nam możliwość podglądania stylu innych ludzi. Tym razem pod lupę wzięto Łódź. Na Pret-a-Fote co tydzień znajdziemy porcję nowych zdjęć dokumentujących naprawdę świetne zestawienia. Kto ma ochotę narzekać, że polska ulica jest nudna i brzydka, a dobrze ubiera się tylko Warszawa (ja tego nie wymyśliłam i pod tym się nie podpisuję!), niech najpierw zajrzy na tę stronę, a potem poszuka innego pretekstu do wyładowywania swych frustracji.


Przedsięwzięcie jest możliwe dzięki Galerii Łódzkiej, ma trwać do końca bieżącego roku. Po cichu liczę jednak, że rozkręci się na dłużej. Bo naprawdę szkoda by było zamykać coś, co daje oczom tyle radości.







Zdjęcia: POFOTO

24

sie

U Clothing

Wczoraj wieczorem wychodziłam z COSa (no co, nie byłam już ze dwa tygodnie!), przy wyjściu powiedziałam „Do widzenia” panu ochroniarzowi, a on – zamiast odpowiedzieć standardowo, zagaił: „Była pani na górze?”. Więc pytam: „W COSie?”. „Nie, w U” – odpowiedział. „A co to takiego?”. „Nowy sklep, właśnie się otworzył. Powinna pani zajrzeć!”.

 

Nie trzeba mnie długo przekonywać, bym zajrzała do nowego sklepu. Zaintrygowana pognałam na górę, a tam… Po zerknięciu wewnątrz pierwszej sukienki olśniło mnie. To przecież U Clothing! Polsko holenderska marka, o której jakiś czas temu czytałam u Alicji Kowalskiej. Was także tam odsyłam, bo nie ma sensu pisać tu czegoś, co zostało już świetnie napisane gdzie indziej, czyż nie?

 

Ja tylko chciałabym donieść, że sklep rzeczywiście działa, jest wprawdzie jeszcze w fazie rozkręcania się i otworzył się po cichu, lecz jednak. Ubrania są… przegenialne! Ceny… niestety mniej, ale na pocieszenie dodam, że sporo rzeczy na starcie zostało przecenionych (w tym pewna czerwona sukienka, nad którą będę dziś myśleć w pracy przez cały dzień…). Lokalizacja? (oczywiście) Mysia 3, Warszawa. Moi drodzy, ten adres robi się coraz bardziej gorący!

 

A panu ochroniarzowi serdecznie dziękuję za cynk!

 

 

 

 

Zdjęcia: uclothing.com

22

sie

Buty sportowe

Gdy sklep butysportowe.net wystosował propozycję wzbogacenia mojej kolekcji butów (która nigdy przecież nie będzie za duża) o nową parę, niemal natychmiast podjęłam decyzję, cóż to będzie za marka. Trochę na siebie najpierw pokrzyczałam, bo jeszcze nie tak dawno próbowałam (wybaczcie żargon) rozkminić jej fenomen, oczywiście nastawiona w stu procentach krytycznie. Bo co to za głupia moda na sportowe „adidaski” z wielgachną literą „N”, którą tagujemy (czyt. brandujemy) swoje niczego nieświadome stopy? Nie jestem pewna, skąd się wzięła, mniemam iż z Japonii, bo na ichnich blogach tzw. ulicznych tych butów było mnóstwo. Potem pokazała się w nich jedna i druga modelka, potem na którymś z europejskich tygodni mody ktoś ją sfotografował, potem szaleństwo ogarnęło zagraniczne blogi, a na końcu nasze rodzime szafiarki. Oczywiście w międzyczasie modę podchwyciła grupa ludzka zwana szumnie hipsterami, choć nadawałaby się dla nich nazwa „wtórhipsterzy” raczej (ale o tym innym razem) i, nie łudźmy się, to właśnie ona generowała wysoką sprzedaż obuwia New Balance w Polsce, nie blogerki. W każdym razie, kończąc już ten wywód, decyzja została podjęta i sama byłam nią zaskoczona.

 

Padło na szary kolor, co w moim przypadku niczym szczególnym nie jest. Nie mam natomiast zamiaru łączyć ich z niczym sportowym – zresztą właśnie tak przewrotnie odbieram przesłanie akcji sklepu (bo jest to zorganizowana akcja, moi drodzy) z udziałem blogerek. Nie ma się czym chwalić, ale sportowo w moim przypadku znaczy co najwyżej rowerowo, ewentualnie czasem podbiegnę do autobusu, który i tak zawsze mi ucieka. Nie przeszkadza mi to jednak korzystać z dóbr, jakie daje asortyment sklepów sportowych, he he. Odpowiednio dobrane wcale nie muszą straszyć, jak niegdysiejsza okładka pewnego magazynu zakupowego, okraszona napisem „sportowy glamour”, która na zawsze już zapadła mi w pamięć i będzie jeszcze długo przedmiotem modowych koszmarów sennych.

 

Traktuję te buty trochę sentymentalnie, wiele lat temu przeżywałam coś w rodzaju kulturowego szoku, pomieszkując w Brukseli. W okolicach budynków europejskich roiło się wręcz od elegancko ubranych pań pomykających żwawo w lekkich adidasach. Byłam przekonana, że to taka moda, dopiero parę miesięcy później ktoś mnie uświadomił, że każda z nich nosi w torebce szpilki na zmianę. Dla mnie było już za późno, zaadaptowałam ten „trend” i nawet po jego zdemaskowaniu czułam się świetnie (nie jestem pewna, czy równie świetnie wyglądałam…). Po pewnym czasie odłożyłam wszelkie sporty w stroju na później (o ile nie na zawsze, ale w modzie nigdy nie należy używać słów „zawsze” [oraz "nigdy"]). Moje „później” właśnie nadeszło.

 

To piękne super hiper „wtórhipsterskie” obuwie mam zamiar nosić z tymi rzeczami, które zwykle uzupełniałam w kowbojki (które, tak przy okazji, niedługo naprawdę się rozlecą). Bardzo jestem z tych kombinacji zadowolona. Przypuszczam, że gdy mnie spotkacie, bez względu na strój, będę je miała na nogach.

 

Odsłona pierwsza:

 

 

 

 

Odsłona druga:

 

 

 

 

Odsłona trzecia, z pewnością nieostatnia!

 

 

 

 

Zdjęcia: Polyvore