Miesięczne archiwum: Sierpień 2012

9

Sie

Thisispaper Magazine

Dziś krótko, bo po co pisać o czymś, co można sobie obejrzeć? Thisispaper Magazine powstał w 2011 roku. Z założenia jest na wskroś nowoczesny i jak najprostszy w obsłudze. Podzielony na kilka kategorii: m.in. modę, wnętrza, architekturę i sztukę zawiera zdjęcia i opisy najróżniejszych prac z całego świata. Oczywiście starannie wyselekcjonowanych. Ostatnio pojawił się wśród nich Michał Szulc, a raczej jego kolekcja Boom Boom Baltic, co natychmiast przyniosło mi poczucie dumy. Ale nie kończcie na Szulcu absolutnie, do zobaczenia jest tyle, że… Zresztą sprawdźcie sami!



Thisispaper Magazine


Thisispaper Magazine


Thisispaper Magazine

8

Sie

American Eagle Outfitters

Najazdu amerykańskich marek ciąg dalszy. Tym razem przyszedł czas na American Eagle Outfitters, sieć tak bardzo amerykańską, że bije w tym na głowę całą konkurencję. W przyszły czwartek w warszawskiej Arkadii otwiera się nie tylko pierwszy sklep w Polsce, lecz także w całej Europie. Powita nas jesienno zimowa kolekcja pod tytułem „Back to School”. Mimo pozorów grupą docelową nie będą tylko uczniowie czy studenci, choć zapewne przede wszystkim oni odnajdą się najlepiej w propozycjach marki – zwłaszcza że ceny są naprawdę przystępne (drżyjcie, europejskie sieciówki, rośnie Wam konkurencja!). Za dżinsy, które grają w nadchodzącym sezonie pierwsze skrzypce, zapłacimy od 144,90 zł do 179,90 zł. Ich rozmiarówka jest imponująca, co ucieszy zwłaszcza wysokie osoby, bo wreszcie będą mogły znaleźć pełen wybór modeli o długości nogawki 36. Krojów znajdziemy mnóstwo: od rurek po spodnie całkiem szerokie, od wysokich stanów po biodrówki. Jako miłośniczka dżinsów już jestem zachwycona (choć jak dla mnie wystarczą rurki, więcej nie potrzebuję). A poza tym znajdziemy tak zwaną całą resztę, czyli bluzki, swetry, kurtki, buty i akcesoria – czyli standard dla każdej szanującej się sieci odzieżowej.
Jedyną rzeczą negatywną jest brak sklepu internetowego. Więc na razie na zakupy trzeba będzie przyjeżdżać do stolicy. Ale kto wie, co będzie dalej, gdy orzeł opanuje Europę?

 

P.S. Więcej zdjęć znajdziecie na harelowym Facebooku.

 

American Eagle Outfitters Warszawa

 

American Eagle Outfitters Warszawa

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia: American Eagle Outfitters

1

Sie

Po prostu

To było jedno ze sprytniejszych rozwiązań, jakie miałam okazję oglądać w ostatnich latach. Jest już standardem, że gdzie pokaz mody, tam i gwiazdy. Nie ucieknie się o tego, nawet nie ma sensu. Wiadomo, w większości przypadków tylko dzięki ich obecności projektant czy marka mają szansę na zaistnienie w mediach. Czy którykolwiek portal (oprócz tych nastawionych w stu procentach na modę) wspomniałby o projektancie, gdyby pierwszego rzędu nie zasilił poczet osób znanych (nawet tych, które znane są tylko z tego, że są znane). Nie ma co z tym walczyć ani się oburzać (choć czasem człowieka krew zalewa, gdy ma świadomość, że pokaz opóźnia się ponad półtorej godziny, bo czekamy na jakiegoś vipa, bez którego przedsięwzięcie straciłoby cały sens…). No i potem pojawiają się relacje: „Gwiazdy na pokazie X”, „Co miała na sobie Y na pokazie Z”, „XY i XX w identycznych sukienkach na pokazie YZ” i tak dalej. Fotki z wybiegu? To chyba żarty. Po co komu fotki z wybiegu? Jeśli nazwa marki nie zostanie przekręcona, już można mówić o medialnym sukcesie.


Marka Simple wybrnęła z tego perfekcyjnie. Wiadomo, gwiazdy dość często zostają odziane od stóp do głów w ubrania tego, czyją kolekcję właśnie będziemy oglądać. Zdecydowanie najlepiej, gdy mają na sobie coś, co dopiero za moment pojawi się na wybiegu. Jak było tym razem? Mam wrażenie, że wszyscy rozpoznawalni goście rodzaju żeńskiego byli (były?) ubrani (ubrane?) w jesienną kolekcję Simple. Dzięki temu już następnego dnia każdy mógł na Pudelku czy Spanielku obejrzeć nie tylko panią X, Y czy Z, ale przede wszystkim projekty Lidii Kality – zresztą fenomenalne, ale o tym za chwilę.



Słowo klucz? Retro. Od początku do końca. Inspirację stanowiły różne dekady. Można było znaleźć zarówno obniżoną talię i frędzle w stylu lat dwudziestych, jak i rozkloszowane sukienki, których nie powstydziłaby się ani jedna żona ze Stepford. Płaszcze o linii A kojarzą się wiadomo z którym okresem, więc nie będę sadzić kolejnych banałów. I tak dalej, i tak dalej. Element nowoczesności wprowadziła neonowa kolorystyka. Powiecie, że neony (przepraszam, trend „fluo”) to przebrzmiała sprawa. Dobrze, owszem, przebrzmiała dla ofiar mody. Jeśli ktoś lubi neony, czemu miałby przestać je nosić? Sama musiałabym wprawdzie zwariować, żeby skusić się na fluorescencyjny płaszczyk, ale jeśli na modelkach tak miło się je oglądało, to czemu miałoby być inaczej z naszą szarą zimową ulicą?


Urzekły mnie dodatki. Od wielkich toreb z frędzlami po urocze kołnierzyki zdobione falbanką. Kto nie załapał się na wersję Marni dla H&M, będzie mógł nadrobić – w dodatku ze świadomością, że wpiera polską markę. I tu dochodzę do sedna. Właśnie: markę. Nie projektanta, kreatora (choć za marką stoi przecież wspomniana Lidia Kalita). Markę, której pokaz nie różnił się od prezentacji tych naszych największych sław, ba, przerastał niektórych w wielu aspektach! Przede wszystkim został osiągnięty niezwykle wysoki poziom. Ponadto liczba sylwetek, choć pokaźna, nie przytłaczała, bo każda z nich była interesująca. A całość, choć zbierała w sobie najróżniejsze wpływy, utrzymała równowagę. Słabych punktów nie dostrzegłam.


A tak przy okazji, dziś ruszył sklep internetowy, gdzie można znaleźć nie tylko najnowsze modele, ale też ubrania z poprzednich sezonów w cenach, które niestety mocno niepokoją (pozytywnie).












Zdjęcia: Simple