Miesięczne archiwum: Wrzesień 2012

30

wrz

Art & Fashion Festival 2012

Naprawdę nie wiem, jak to się stało, że do tej pory nie pisałam tu o poznańskim Art & Fashion Festival. Być może rzecz wynika z tego, że zawsze odbywa się chwilę przed Łódzkim Tygodniem Mody, na którym jestem tak skupiona, że nie zauważam niczego wokół. A o AFF warto pisać, warto wspominać i warto pamiętać. Choć jeszcze nigdy tam nie dotarłam, raz po raz spotykam się z pozytywnym echem poprzednich edycji (choćby w postaci AFF Magazine – wydawnictwie podsumowującym ostatnią imprezę, napisanym na poziomie, którego sporo polskich magazynów o modzie może tylko pozazdrościć).


Choć AFF to mnóstwo spiętych klamrą mody wydarzeń, mam wrażenie, że obecną edycję zdominowała obecność Scotta Schumana, autora bloga The Sartorialist. Lepsze to niż nic. Skoro jego postać sprawia, że o imprezie pisze się częściej niż zwykle, należy tylko pogratulować organizatorom (a przede wszystkim kuratorce AFF, Basi Metelskiej, która pierwsze zaproszenie wysłała Schumanowi trzy lata temu). Tym bardziej, że spotkanie z blogerem odbędzie się w ramach Open University i wstęp jest – uwaga – wolny! Liczba miejsc została wprawdzie ograniczona, ale warto próbować (niedziela, 21 października, godz. 16.30). Na rozmowie się nie skończy. Będzie można nabyć najnowszy album The Sartorialist „Closer” wraz z autografem.


Choć zaliczam się do podekscytowanych tą wizytą, spróbuję powrócić do meritum, czyli samego festiwalu. Za każdym razem towarzyszy mu inny motyw przewodni. Tym razem mamy do czynienia, nie ubierając w zbędne słowa, z szeroko pojętym romansem. Jak rzecz zostanie zinterpretowana, dowiemy się zapewne w drugim numerze AFF Magazine. Rekrutacja na płatne warsztaty dobiegła końca, ale warto prześledzić harmonogram spotkań otwartych (powtarzam: na panu Schumanie świat się nie kończy). Odsyłam na stronę przedsięwzięcia, polecając panel polskich projektantów (także otwarty dla wszystkich). Marzę o tym, by się tam znaleźć. Może trzeba wreszcie przestać marzyć i po prostu kupić bilet kolejowy do Poznania?


Art & Fashion Festival


P.S. Okazuje się, że blogerska telepatia nie jest mitem. Po więcej szczegółów zapraszam na Efekty Uboczne.

25

wrz

Luksus. I kropka.

Aryton przez długi czas był sklepem, do którego nie zaglądałam. Ba, nie było to wcale świadome. Po prostu nie zauważałam go i tyle. Być może dlatego, że nigdy nie musiałam ubierać się oficjalnie czy służbowo – a właśnie z tym, jeśli już do świadomości coś docierało, Aryton mi się kojarzył. I pewnie wciąż bym nie zwracała na niego uwagi, gdyby nie ten blog. Bo w związku z blogiem z tygodnia na tydzień otrzymuję coraz więcej informacji prasowych. Pośród nich znalazłam plik zdjęć, które zatrzymały mój wzrok na dłużej.

 

Płaszcze, które mogłabym przygarnąć w liczbie znacznie przekraczającej moje potrzeby, kolory, które przetrwają dłużej niż jeden sezon – choć może i nudne, to jednocześnie ponadczasowe. Kroje – klasyczne i nowoczesne jednocześnie. I ten kapelusz – po prostu ideał, poszukiwany przeze mnie bezskutecznie od lat (plus kolor szminki – jej już nie ma w ofercie sklepu, ale mam w planach dotrzeć do źródła i wyciągnąć informację o marce i numerze).

 

Co jakiś czas warto uzupełnić szafę o jedną lub kilka rzeczy, które będą nam służyć przez kilka lat. Aryton jest idealnym miejscem na takie zakupy. Nie jestem fanką całej kolekcji, ale jeśli chodzi o wspomniane już płaszcze, mój zachwyt jest bezgraniczny. Ceny jak na polską markę są bardzo wysokie. Ale jakość tych ubrań sporo tłumaczy. Kto nie wierzy, niech wybierze się do sklepu i weźmie te ciuchy do ręki. Mam wrażenie, że Aryton aspiruje do bycia marką luksusową. I bardzo dobrze. Lepiej piąć się w tę stronę, niż spadać w czeluście tanich poliestrów i byle jakiego szycia.

 

P.S. Niedawno na odświeżonej stronie ruszył sklep internetowy. Kogo luksusowe ceny nie przekonują, niech zajrzy do outletu.

 

aryton płaszcz modelka kapelusz

 

aryton szary płaszcz modelka

 

aryton szary płaszcz modelka

 

aryton szary płaszcz modelka

 

aryton szary płaszcz modelka

 

aryton płaszcz modelka kapelusz

 

aryton szary płaszcz modelka

 

czapka z lisa aryton czarny płaszcz

 

Zdjęcia: Aryton

 

Nie kopiuję tu nigdy informacji prasowych, ale tym razem robię wyjątek. Przesłany opis materiałów wykorzystanych w jesiennej kolekcji marki poszerzył moją dość mizerną wiedzę (przyznaję, nie jestem dobra z tkanin, dzianin itd), więc może i Wy skorzystacie?

 

Wełna dziewicza – wełna z pierwszej strzyży. Oznacza to wełnę pierwotną, zawierającą co najmniej jedną trzecią wełny jagniąt. Dzięki temu włókno to jest znacznie bardziej szlachetne aniżeli wełna owcza, poprzez zachowanie niezwykłej delikatności. Marka Aryton traktuje tę niezwykle szlachetny surowiec jako niezbędne minimum w kwestii tkanin płaszczowych.

 

Moher – puszyste i miękkie włókno pozyskiwane od kóz angorskich. Jego niekwestionowanym atutem jest naturalny połysk. Podczas przędzenia moher musi co jakiś czas odpoczywać, by zachować swoje naturalne cechy.

 

Angora – wełna z sierści królika angorskiego. Jest uważana za jedną z najlepszych i najbardziej cenionych na świecie. Lekka, puszysta i miękka daje silne uczucie ciepła. Ze względu na kosztowny i pracochłonny sposób pozyskiwania, jest ona stosowana do produkowania wyrobów ekskluzywnych.

 

Kaszmir – włókno kaszmirowe pozyskuje się poprzez ręczne wyczesywanie lub skubanie wełny, raz do roku, zazwyczaj na wiosnę, Jest jednym z najdroższych włókien, a jedna koza dostarcza rocznie tylko od pięćdziesięciu do dwustu gram wełny puchowej. Z włókien tych powstaje przędza wyjątkowo gładka i lśniąca, doskonale układająca się. Średnica włókna kaszmirowego waha się od jedenastu do osiemnastu mikronów, co świadczy o jej niezwykłej szlachetności. Zawiera bardzo mało tłuszczu, co powoduje, że szybciej absorbuje wodę, będąc jednocześnie bardziej podatnym na schnięcie.

 

Alpaka – alpaki to zwierzęta z rodziny wielbłądowatych. Żyją w Andach. Są bardzo zahartowane i dostosowane do wysokogórskich warunków. Legenda Inków mówi, iż alpaki zostały pożyczone ludziom przez bogów na szczycie Ausangate w Peru i pozostawione na ziemi pod jednym warunkiem: ludzie mieli je szanować i dobrze traktować.
Wełna z tego włókna jest lekka, miękka i delikatna, lecz jednocześnie bardzo wytrzymała. Nie zawiera substancji będących najczęstszymi alergenami i nie wymaga chemikaliów do obróbki – dzięki temu jest hipoalergiczna. Niska zawartość lanoliny sprawia, iż nie zatrzymuje obecnych w powietrzu zanieczyszczeń, a to uodparnia ją na zabrudzenia.

 

Wełna merynosowa – merynosy to rasa owiec wywodzących się z Azji, obecnie występujących w Australii, Ameryce Południowej oraz RPA. To najwyższej jakości wełna owcza o bardzo cienkich włóknach. W przemyśle tekstylnym uważana jest za włókno doskonałe, łączące w sobie wszystkie zalety wełny z delikatnością kaszmiru. Zawiera lanolinę, która posiada właściwości antybakteryjne i termoregulacyjne.

19

wrz

Aleksandra Stanglewicz

Miła niespodzianka mnie ostatnio spotkała. Otóż zgłosiła się do mnie pewna zdolna kobieta z propozycją narysowania mojego portretu. Blogerska próżność nie pozwoliła mi odmówić. Mieć swój portret – czyż może być coś przyjemniejszego dla ego? Kobieta nazywa się Aleksandra Stanglewicz i tworzy przepiękne ilustracje, które można obejrzeć na jej blogu, Eat That Art. Ponieważ mowy nie było o pozowaniu (kto w dzisiejszych czasach ma na to… czas?), przesłałam jej jedno z moich ulubionych zdjęć, zrobione telefonem przez Fashionitkę. Proces powstawania rysunku można obejrzeć tutaj. Ja prezentuję efekt końcowy, z którego jestem tak dumna, jakbym to ja sama go stworzyła. Panie i Panowie, oto… Harel! Autorce serdecznie dziękuję za super prezent!


harel


Rys. Aleksandra Stanglewicz.

18

wrz

Maju, cóż zobaczymy dziś?

„Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie…” – tak można było śpiewać o kolekcji Mai Sablewskiej dla marki Mohito. Pojawił się bowiem film zapowiadający przedsięwzięcie (skądinąd intrygujący), w międzyczasie zdjęcia ciuchów na blogu bohaterki, aż wreszcie, gdy już straciłam nadzieję, przyszło zaproszenie na prezentację. Bardzo się cieszę, że ubrania dało się obejrzeć, że tak się wyrażę, własnoręcznie. Bo, wiadomo, na modelkach wszystko (albo niemal wszystko) wygląda dobrze, na zdjęciach jeszcze lepiej, a potem przychodzi co do czego i człowiek się rozczarowuje. Tym razem rozczarowania nie było. Ale może od początku?


Już od jakiegoś czasu w ekipie Mohito krążył pomysł na stworzenie ekskluzywnej limitowanej kolekcji (oczywiście w ramach sieciówkowych możliwości, wiemy, o co chodzi). Mniej więcej pół roku temu ktoś wpadł na to, by zaproponować współpracę Mai Sablewskiej – kobiecie, której styl w owym czasie dokumentowały wszelkie możliwe portale, niekoniecznie modowe, a kopiowały rzesze nastolatek. Zresztą nie ma czemu się dziwić. Maja Sablewska dwukrotnie została uznana przez polskie wydanie Elle za jedną z najlepiej ubranych Polek. Wizerunek, który wypracowała, był nieskomplikowany, wygodny i miły dla oka. I właśnie taka jest kolekcja która powstała we współpracy z Mohito.


Sporo w niej rzeczy, które możemy kupić bez obaw, że wyjdą z mody. Beżowy płaszcz, skórzana kurtka, czarny żakiet – zero niebezpieczeństw. Pojawiły się też elementy z nieco innej bajki, np. dżinsowy płaszcz. Dałabym się za niego pokroić w 1999 roku. Teraz już niekoniecznie. Podejrzewam, że Maja Sablewska właśnie z sentymentu włączyła go do kolekcji. Materiały są zaskakująco porządne, a wykonanie jak na sieciówkę na naprawdę wysokim poziomie. Może brakuje trochę szaleństwa, ale nie o to tu chodziło najwyraźniej. Cóż, pozostaje mi czekać, aż na podobną kolaborację zdecyduje się Monika Brodka. To by dopiero było!!!



Kolekcja jest dostępna od wczoraj w czterdziestu pięciu sklepach na terenie całej Polski. Szczegółową listę znajdziecie tutaj. A poniżej kilka rzeczy, które podobają mi się najbardziej. Wszystkie elementy można obejrzeć na Facebooku Mohito.


maja sabewska mohito


Płaszcz 399,99 zł


maja sabewska mohito


Kurtka skórzana 559,99 zł



Sweter 189,99 zł


maja sabewska mohito


Bluzka 149,99 zł


maja sabewska mohito


Żakiet 249,99 zł


maja sabewska mohito


Buty 329,99 zł


maja sabewska mohito


Buty 299,99 zł


maja sabewska mohito


Torebka 119,99 zł


Zdjęcia: Mohito

15

wrz

Sen zimowy

Czy mogę jeszcze cokolwiek napisać od siebie, jeśli chodzi o Justynę Chrabelską? Od kilku sezonów opisuję jej kolekcje i od kilku sezonów niezmiennie jestem nimi zachwycona. Jej projekty trudno pomylić z innymi. Tym razem całość jest nieco bardziej przygaszona, jakby uspokojona – może ze względu na jesień, która raczej skłania do snu zimowego, niż z niego budzi. Obecność ducha sportowego – odnotowana. Odnoszę wrażenie, że kurtka typu kangurka stała się elementem obowiązkowym każdej kolekcji. Raz mocno zdobiona falbankami, innym razem ultra prosta, ale w krzykliwym kolorze… Obecnie posiada dyskretną baskinkę, nieco poniżej talii, co, mimo pozorów, jest bardziej łaskawe dla figury (jeśli ktoś się figurą przejmuje, he he).

Zwróciłam uwagę na pewną rzecz. Od razu zaznaczę, że nie jest to zarzut, raczej ciekawostka. Otóż niektóre tkaniny w kolekcji wydają się znajome. Dlaczego? Bo występowały już w poprzednich, jednak ujęte w całkiem inną formę. Granatowo czarne tłoczone pasy kiedyś zdobiły kobiecą sukienkę w stylu lat pięćdziesiątych. Obecnie mają się świetnie, tworząc trapezowy płaszczyk. Podobnie z wełną w odcieniu ciepłego beżu czy kakaowym ortalionem.
Uważam, że to spore ryzyko, stosować charakterystyczne desenie czy tkaniny po raz kolejny. Na szczęście projektantka wyszła z tego obronną ręką. Witam się z nimi jak ze starymi dobrymi znajomymi, jednocześnie ci starzy znajomi wnoszą coś nowego i zaskakującego, jakby wracali z dalekiej podróży już nieco odmienieni.

 

Mile zaskakuje spore natężenie różnych odcieni bieli. Kremowe, z kroplą szarości czy srebrnego połysku, choć może i niepraktyczne, w przyjemny sposób rozświetlają dość ciemne zazwyczaj jesienne kolekcje made in Poland. Przełamane sportowymi ściągaczami (ten w roli stójki jest po prostu genialny) z pewnością pozwolą nam uniknąć stylizacji „na śnieżynkę”.

 

Lubię wybierać sobie spośród wszystkich propozycji danego projektanta czy projektantki jedną, jedyna rzecz z danej kolekcji. Taką, którą kupiłabym bez zastanowienia. Z Justyną Chrabelską zawsze mam ten sam problem: podoba mi się zbyt wiele rzeczy, by zdecydować się na jedną.

 

Całość można obejrzeć tutaj. Założę się, że będziecie mieli ten sam problem.

 

 

justyna chrabelska bluzka spódnica

 

justyna chrabelska

 

justyna chrabelska baseball jacket varsity skirt

 

justyna chrabelska bluzka spódnica

 

justyna chrabelska

 

parka justyna chrabelska

 

parka justyna chrabelska

 

parka justyna chrabelska

 

Zdjęcia: justynachrabelska.com

13

wrz

Fusta

Gotujecie? Ja gotuję. Najchętniej (choć nieświadomie) w najlepszych ciuchach. W tych najnowszych i oczywiście najbardziej narażonych na poplamienie. Brzmi jak reklama proszku do prania? Tak myślałam…


To teraz zmienię temat. Muszę się troszkę pochwalić. Nie robię tego często, ale tutaj po prostu inaczej nie dam rady. Otóż jakiś czas temu napisała do mnie Czytelniczka. Że czyta od dawna, że bardzo blog lubi i że zainspirował ją ten mój blog do stworzenia własnej marki. Oczywiście wiadomo, że nie tylko blog, ale poczułam się ogromnie zbudowana. Za jakiś czas od otrzymania tej informacji w moje ręce trafiła paczka, w której znalazłam podziękowania za inspirację do działania, a także… fartuszek. Nie byle jaki, nie dość, że w pięknym morelowym kolorze, to jeszcze wykonany z przedziwnej tkaniny, której nie da się poplamić (sprawdziłam od razu). Wyglądam w nim jak rasowa pani domu (na szczęście nie perfekcyjna…), no i nie muszę zmieniać przyzwyczajeń – wciąż uwijam się po kuchni w najlepszych ciuchach. Niczym Charlotte York (tylko z gorszą fryzurą…).


Fartuszkowa marka nazywa się Fusta, od czasu debiutu w sieci całkiem nieźle się rozwinęła. Oferta wzbogaciła się o fartuszki dla dzieci, a także obrusy (nie moja działka, ale Was poinformuję, a co!)). Co będzie za jakiś czas? Może da radę zorganizować u Fusty całą listę prezentów ślubnych?





 Zdjęcia: Fusta