4

wrz

Nie bądź sam, bądź podobny

O marce UEG miałam pisać już dawno. Naprawdę! Wiem, jak to brzmi teraz, gdy właśnie otworzył się pierwszy sklep i prawdopodobnie wszelkie możliwe portale (z psimi nazwami włącznie) będą o tym trąbić. I bardzo dobrze. Niech trąbią jak najwięcej o takich wydarzeniach. UEG (skrót od włoskiego „usa e getta” – „zużyj i wyrzuć”) powstało prawie dziesięć lat temu z inicjatywy projektantki Ani Kuczyńskiej i grafika Michała Łojewskiego. Razem stworzyli projekt dla japońskiego wydawnictwa Commons&Sense. Miał odzwierciedlać ideę niepodległości. Tak powstała koncepcja UEG 1 INDEPENDENT – biała wiatrówka z napisem „Independence has a price” zapakowana w kartonowe pudełko razem plakatem i naklejkami nawiązującymi do myśli przewodniej. Kurtka wykonana została z dziwacznego w owych czasach (choć powstał już w latach pięćdziesiątych) materiału – Tyveku. Nawet nie wiem, czy da się go nazwać tkaniną. To surowiec przypominający papier, lecz znacznie bardziej trwały. Oczywiście do czasu – i tu dochodzimy do sedna, czyli etymologii nazwy marki. Tyvek zużywa się powoli, lecz jednak. W pewnym momencie – choć trudno się z tym pogodzić – będzie się nadawał tylko do wyrzucenia. „Życie bieli jest krótkie i kończy się upadkiem w szarość” – to fragment manifestu UEG (tytuł notki także jest jego częścią). Całość można znaleźć na ich stronie w zakładce Manifesto.

 

Co działo się potem z UEG? Ania Kuczyńska poświęciła się w stu procentach swojej własnej marce, natomiast UEG powoli rozwijało skrzydła. Kolejne kolekcje wynikają jedna z drugiej, nie znajdziemy tam odzwierciedlenia najnowszych trendów. Do Tyveku dołączyła dżersejowa wiskoza, a do bieli – czerń. Pojawiły się nowe modele kurtek, t-shirty, sukienki oraz akcesoria. Od jakiegoś czasu działa sklep internetowy, asortyment można spotkać również w sklepach zaprzyjaźnionych.

 

Nadszedł czas na butik stacjonarny. Lokalizacja wydaje się oczywista: Mysia 3. To ten sam budynek, w którym mieści się COS. UEG znajdziemy na drugim piętrze. Wnętrze jest… tu Was zaskoczę… oszczędne i białe (z domieszką czarnego). Wypełnione charakterystycznymi kartonowymi pudełkami, które służą za półki. Wewnątrz znajdziemy całkiem nową kolekcję, „Between Water And Stars”, zadrukowaną czarnymi literami (układającymi się w sensowne wyrazy). Choć osobiście wolę czarną odsłonę projektu (na trzech ostatnich zdjęciach możecie zobaczyć, co z kolekcji UEG znajduje się w mojej szafie – potwierdzam, Tyvek zużywa się, ale w niezwykle interesujący i nieprzewidywalny sposób), mam sporą chrapkę na literową torebkę.

 

Poniżej kilka „harelowych” impresji z wczorajszego otwarcia.

 

 

 

 

 

ueg, sklep ueg

 

ueg, sklep ueg

 

 

 

Fot. Harel

 

 


 

 

Zdjęcia: UEG

6 myśli nt. „Nie bądź sam, bądź podobny

Dodaj komentarz
  1. Gość: kelly, eim210.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Świetne są te rzeczy a otwarcie butiku cieszy bardzo bardzo – na pewno odwiedzę przy okazji wycieczki do Warszawy :) Pamiętam, kiedy pierwszy raz trafiłam na stronę UEG i zastanawiałam się, cóż to za tajemniczy tyvek a teraz potrafię wymienić chyba 4 marki, które z niego korzystają. Na żywo widziałam tylko sukienkę Risk i stwierdzam, że świetnie to wygląda. W postaci tego akcentu – V, jest świetnie!

    Odpowiedz
     
  2. Gość: ulala, nat1-157.ghnet.pl

    hmm, a jak to wygląda od strony ekologicznej? tyvek się niszczy, ale też biodegraduje potem? czy też taka na przykład kurtka zużywa się na mnie trzy lata, a potem kolejne 200 leży na wysypisku?

    Odpowiedz
     
  3. harel

    @Jagnesjag: podzielam miłość :)

    @kelly: przedziwny materiał, to prawda. Są jeszcze dziurkowane sukienki, chyba też z tego. A najlepsze są kopertówki, które wyglądają jak zwyczajne koperty. Idealny obiekt do krytykowania – zwłaszcza gdy pozna się cenę ;)

    @ulala: szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że rozkłada się szybciej niż wyroby z tzw. skóry ekologicznej ;)

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *