9

wrz

The Woods

Na ten pokaz w Łodzi czekałam najbardziej. Nie mam zamiaru tego ukrywać, podobnie jak nie ukrywam sympatii do twórcy poniższych ubrań. Za to staram się unikać sformułowań, że coś podobało mi się najbardziej. Choć w tym wypadku przychodzi mi to z ogromnym trudem. Już od pierwszego momentu, gdy zamiast po wybiegu modelki zaczęły przechadzać się zdecydowanym krokiem w poprzek na samym jego początku, mijając się nawzajem, jakby błądząc wśród drzew (których nie było, tak wiem, nadinterpretacja wynikająca z wcześniejszej znajomości tytułu kolekcji), wiedziałam, że szykuje się coś wyjątkowego.

 

Nie myliłam się. Po tajemniczym wejściu nastąpiła parada jesiennych (tak! Jesiennych! W Polsce mamy sezonowość!) propozycji. Na tle poprzedniej kolekcji Michała Szulca, „The Woods” wypadła dość… mrocznie. Choć nie jest to zarzut, wręcz przeciwnie. Ciemne zielenie, melanżowe szarości, szafirowe granaty przybrały charakterystyczne już dla projektanta formy. Swobodnie okalające modelki, a jednocześnie perfekcyjnie skrojone i obiecujące świetny wygląd także tzw. przeciętnym kobietom. Nie wiem, jak to możliwe, ale nawet cekinowe elementy pozbawione zostały krzykliwości.

 

Podczas pokazów Michała Szulca zawsze z niecierpliwością czekam na deseń. Użyłam liczby pojedynczej nie bez przyczyny. Zwykle kończy się na jednym – a potem wszyscy o nim piszą, jakby wszystko inne na starcie z nim przegrało. Ale czekam, bo nigdy nie da się go przewidzieć. Kto by wpadł na to, że w leśnej kolekcji pojawią się cieniowane czarno białe pasy? Jednak największą niespodzianką tym razem był dla mnie… czerwony kapturek. Postanowiłam pójść za pierwszym skojarzeniem, które przyszło mi do głowy na widok czerwonej sukienki. Było tak sugestywne, że zaczęłam się śmiać na głos (być może przyczyniło się do tego wspomnienie Czerwonego Kapturka z kreskówki „Two stupid Dogs” – nie będę komentować ścieżek własnych myśli, bo zbytnio się oddalę od istoty wpisu).

 

Jak już pisałam w bezpośredniej relacji z Łodzi, po pokazie grupa osób, zwana później groupies, wpadła za kulisy jak w transie, po drodze gratulując projektantowi, rzuciła się do wieszaka z ubraniami ledwo co zdjętymi z modelek. Napiszę raz jeszcze. Z dalekich rzędów kolekcja wyglądała świetnie. Z bliska… jeszcze lepiej. Niedawno miałam okazję obejrzeć ją po raz drugi, na spokojnie. Upewniłam się tylko, że emocje nie miały nic do rzeczy. Że te ubrania są po prostu, całkiem obiektywnie, najzwyczajniej w świecie doskonałe. Koniec.

 

Więcej modeli znajdziecie tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fot. P. Stoppa

3 myśli nt. „The Woods

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *