23

paź

Joanna Klimas

Ten pokaz odbył się już dawno. Na tyle dawno, że byłam święcie przekonana, że już o nim pisałam. Jak ogromne było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jednak nie! Pozostawił po sobie mnóstwo wrażeń, sporo przemyśleń, choćby na temat naszej gotowości do przyjmowania takiej mody, jaką serwuje nam Joanna Klimas. Pewnego dnia powróciła po sporej przerwie, można by powiedzieć, że po raz drugi postanowiła nas przekonać do czegoś na co – być może – wciąż nie jesteśmy gotowi. Żeby nie być niesprawiedliwą. Nie uważam, że wszyscy jak leci jesteśmy niegotowi. Ale tak jak dawno temu, w zamierzchłych latach dziewięćdziesiątych, gdy oszczędność jej projektów nie została zrozumiana (uogólniam, ale zaraz wytłumaczę, dlaczego), tak i obecne wizje – mam wrażenie – są odczytywane tylko przez nielicznych. Bo oto co słyszę bezpośrednio po pokazie od ludzi, którzy na modzie znać się powinni. „Kto będzie nosił przeźroczyste topy?”. „Baskinki? To już było!”. „Mogła się bardziej postarać, to takie odtwórcze”. Cytuję dosłownie, choć prawdopodobnie nikt tego w słowo pisane nie ujął.

Postanowiłam odnieść się do tych trzech zarzutów. Przeźroczyste topy? Nie chcę iść w banał i pytać, dlaczego do Vivienne Westwood nikt takich pytań nie kieruje. Raczej nikogo już nie szokują dość dobrze widoczne piersi modelek. Owszem, zaadaptować takiej bluzki ani do pracy, ani na wieczór raczej się nie da (chyba że będzie to specyficzna praca albo specyficzny wieczór), ale czy ma być ona wyznacznikiem dobrej lub złej formy projektanta? No błagam…
Baskinka. Była, jest i będzie. Według mnie, personifikując rzeczoną, wyszła z sytuacji obronną ręką. Nie narzucała się, nie deformowała sylwetki, po prostu dyskretnie dawała o sobie znać.
Komentarz o staraniach i oryginalności chyba pominę. Sama należę do grona osób narzekających, jak najbardziej. Coraz częściej daję temu upust na tym blogu (nie wiem czy stety, czy niestety, ale co mam do stracenia?). Sama kilkakrotnie określałam różne kolekcje mianem „odtwórczych”, dopiero niedawno zaczęłam się zastanawiać nad odpowiedzialnością, jaka ciąży na kimś, kto taką opinię wysnuwa. Bo łatwo powiedzieć, trudniej udowodnić.

Dobrze, musiałam się trochę powymądrzać, trochę pozłościć, a teraz do sedna. Mam wrażenie (a przede wszystkim nadzieję), że odczytuję Joannę Klimas tak jak trzeba. Żadnych nadinterpretacji, ukrytych symboli czy znaczeń. Jest to po prostu dobra moda. Taka, jaką chce się oglądać na wybiegu. I taka, którą chciałoby się potem widzieć w sytuacjach bardziej codziennych. Kolekcja jak zwykle jest rozbudowana, przyjemnie było dostrzec znacznie więcej niż zwykle jesiennych elementów (bo to propozycje na jesień i zimę 12/13 – można się pogubić w polskiej interpretacji sezonów, wiem). Niektóre z nich świetnie wpisują w się w kanon aktualnych trendów (nie znoszę słowa…), choć nie podejrzewam projektantki o celowość akurat tego działania (to komplement). Oprócz fenomenalnego połączenia faktur największe wrażenie zrobiły na mnie kompozycje kolorystyczne. Po raz pierwszy byłam w stanie zaakceptować mariaż rodziny zieleni z rodziną fioletów, ba, nawet całkiem mi się spodobał! Absolutny faworyt? Kolorowy płaszcz. Na drugim miejscu pozostaje błękitna krata na śmietanowym tle.

W sumie nawet się cieszę, że relację piszę dopiero teraz. Mam okazję przeżyć pokaz na nowo. A jest co wspominać. Dowód poniżej.


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


Joanna Klimas


fot. AKPA

6 myśli nt. „Joanna Klimas

Dodaj komentarz
  1. tomimilo

    Jak dla mnie to świetne ciuchy, praktycznie wszystko jest jak najbardziej „noszalne” i to na co dzień. Szczególnie podoba mi się przedostatnia sukienka – może akurat nie na co dzień, ale wygląda bardzo oryginalnie.

    Odpowiedz
     
  2. afifafi

    Moim zdaniem pani Joanna pokazała co znaczy powrót w wielkim stylu, ubrania są niby klasyczne ale dobór materiałów i kolorów daje im to coś, „misiowa” baskinka jest super, zielona kamizelka rewelacyjna, zakochałam się w szerokich szafirowych spodniach i płaszczu o fasonie za dużej marynarki.

    Odpowiedz
     
  3. fusta_tekstylia

    Pamiętam JK z liceum, kiedy mnie mama zabierała, żebym na coś „lepszego” może spojrzała (a i tak wolałam iść na zakupy pod Pałac). Na pewno wtedy nie byłam targetem JK, ale i tak jakoś ciężko mi się te rzeczy pamiętają. A tu zawyłam nad sukienką z szarym topem na ramiączkach i drugą kopertową różowo-bordową. Lekko, lekko.

    Odpowiedz
     
  4. Gość: SoPamPam, aepa133.neoplus.adsl.tpnet.pl

    dlugie suknie- NIE, ale kilka pierwszych zdjęć (te żakiety, spódnice i spodnie) są fajne
    SoPamPam

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *