25

lis

O co chodzi?

„Fenomenalna! Rewelacyjna! Zachwycająca!” – te słowa najczęściej pojawiają się wśród ludzi wychodzących z pokazu projektanta X. Wypowiadają je do kamery, oddają do druku, zamieszczają w internecie, firmując swoją twarzą lub nazwiskiem. Cóż to był za spektakl, cóż za dbałość o szczegół! Nowatorskie formy, najwyższa forma krawiectwa! Dziwnym trafem, gdy znikają reflektory, mikrofony oraz świta pana X, ci sami ludzie zdegustowani łapią się za głowę. „Nie będę tego komentować”. „Najgorsza kolekcja od lat”. „Obraza mody”. „Dlaczego tego nie napiszesz?” – pytam. „Nie mogę. Wyrzuciliby mnie z redakcji”. „No co Ty? Żeby mnie potem nie zaprosił?”. Albo w końcu: „Za bardzo go lubię, żeby krytykować”.


Zabawne. Podobno krytyka mody zrobiła się u nas modna. Jednak dziwnym trafem otwarcie krytykuje się głównie tych, którzy zaszli nam za skórę. Nie zaprosili rok temu, nie wysłali darmowych ciuchów, nie zgodzili się na ekskluzywny wywiad… Uparcie odmawiają zniżek, cenią swoją pracę i mają gdzieś podlizywaczy. Ewentualnie robią coś wbrew ogólnie przyjętym zasadom. Resztę krytykuje się za plecami, ewentualnie pomija ich obecność w światku mody dosadnym milczeniem. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że przedstawiciele opiniotwórczych (czasem samozwańczo, lecz jednak) redakcji w prywatnej rozmowie zjeżdżają dane wydarzenie od góry do dołu, a potem swoimi nazwiskami podpisują tak słodką relację, że przeczytać jej do końca nie sposób.


Wiadomo, dochodzi tu problem znajomości z projektantami. Światek wspomniany jest tak mały, że ogromnie trudno zachować dystans. Ale czy koniecznie trzeba go zachowywać? Czy to, że będąc dziennikarzem, krytykiem czy nawet tym nieszczęsnym blogerem, odnajdujemy z danym twórcą wspólny język, zjadamy obiad czy wreszcie razem imprezujemy, wymusza na nas wydawanie tylko i wyłącznie przychylnych opinii? Chyba da się oddzielić życie prywatne od pracy, nawet jeśli dzielimy jedno i drugie z tymi samymi ludźmi? Przecież – jeśli nawet piszemy źle – nie powinno być to nic osobistego. Wręcz przeciwnie. Oceniamy pracę projektanta, nie jego osobę. Proste? Proste.


Czy rzeczywiście żyjemy w czasach, kiedy krytyka realnie przekłada się na sprzedaż kolekcji? Czy jeśli magazyn Y napisze o wspomnianej na początku kolekcji X, że jest nieudana, czy wpłynie na decyzję choćby jednego klienta? Czy słusznie działy PR odsiewają niewygodnych gości? Odnoszę wrażenie, że w Polsce krytyka mody wciąż jest sztuką dla sztuki. Czytamy się nawzajem, komentujemy, narzekamy, jak to ciężko tym, którzy chcą pisać bezkompromisowo. Na szczęście coś się powoli rusza. Zawsze będzie materiał do krytykowania. Moim zdaniem świetnie się składa, że znajdują się osoby, które chcą się solidnie z tym materiałem zmierzyć. Co będzie dalej? Zobaczymy.


P.S. A na dowód tego, że tylko krowa nie zmienia zdania (choć to chyba nie jest poparte naukowo), mój tekst sprzed paru miesięcy: „Mała krytyka krytyki„. He he.

7 myśli nt. „O co chodzi?

Dodaj komentarz
  1. Gość: kelly, 98-72.echostar.pl

    Eh, ja jako założenie przyjęłam sobie, że będę pisać u siebie o rzeczach, które mi się podobają, więc z krytyką nie mam takich problemów, chociaż kilkukrotnie usłyszałam „możesz o mnie napisać tylko, jeśli napiszesz pozytywnie”. Nie żartuję. A wśród projektantów najbardziej szanuję tych, którzy chcą przyjąć uwagi „na klatę”. Są jeszcze tacy, którzy wolą poznać to, co się w kolekcji nie podoba, żeby wyciągnąć z tego wnioski…ale mam wrażenie, że tych osób jest bardzo,bardzo mało.

    Odpowiedz
     
  2. harel

    @Oliwka: dzięki!

    @Kelly: też kiedyś tak miałam, ale w pewnym momencie stwierdziłam, że miejsce na krytykę też się znajdzie. Ale jak najbardziej rozumiem Twoje podejście i czasem chciałabym do tego wrócić. Co do projektantów czy marek stawiających warunek, że jeśli pisać, to tylko dobrze… no cóż, bez komentarza :).

    Odpowiedz
     
  3. pani_la_mome

    Czasami jak piszesz o „tym hermetycznym światku” mam wrażenie, że żyję w innym świecie…ale zaraz, wszędzie można uwikłać się w jakieś układziki. Myślę, że na dłuższą metę taka hipokryzja może być męcząca, a ten co nie pisze co tak naprawdę myśli, może poczuć niesmak do siebie.
    A Ty krytykujesz bardzo delikatnie;)

    Odpowiedz
     
  4. well-dressed_mind

    Zawsze zastanawiałam się z czego wynika to specyficzne traktowanie mody. Zdarza nam się przecież niejednokrotnie zderzyć z krytyką innych dziedzin sztuki. Czytamy niepochlebne recenzje płyt, filmów czy książek. Dzieła dostają dwie na pięć gwiazdek, a autorom zarzuca się przewidywalność, płytkie potraktowanie tematu, niedoskonałości realizacyjne, itp. Ale jeszcze nigdy nie udało mi się znaleźć złej recenzji pokazu czy kolekcji. Tak jakby projektanci byli nieomylni, a wszystko co wyjdzie spod ich rąk – idealne.

    Odpowiedz
     
  5. blondynechka

    Mnie najbardziej zastanawia wpływ krytyki na sprzedaż danej kolekcji. Bo czy rzeczywiście słuszne chodź ostre słowa mogą komuś na starcie zaszkodzić lub złamać karierę? Gdyby była projektantką, po otrzymaniu negatywnej krytyki, zastanowiłabym się solidnie czy faktycznie nie trzeba wprowadzić zmian. Gdyby to się pokryło z wynikami sprzedaży (bo chyba o to w tym wszystkim chodzi), zdecydowanie wprowadziłabym zmiany. No i wsłuchiwałabym się w głosy klientów. Bo najlepszym krytykiem jest sam klient ;)

    Odpowiedz
     
  6. Gość: hardaska, ney92-7-78-233-218-32.fbx.proxad.net

    Jakiez rozkoszne polskie piekielko. Uklady, ukladziki, ukladziątka. Tylko czy bez prawdziwej, uczciwej krytyki moze zaistniec dobra, wartosciowa moda? Pewnie wiekszosc klientek nie czytuje krytyk, bo kierują sie wlasnym nosem. I slusznie, przynajmniej w swietle tego, co napisalas o panujących w rodzimym modowym swiatku relacjach. Choc z drugiej strony, gdy wszyscy specjalisci dobrze trąbią o danym projektancie, jest wieksza szansa, ze coraz to nowe klientki zaczną sie nim interesowac. Poki ktos nie otworzy im oczu. Jak w bajce o nagim krolu…
    hardaska

    zdrowiemodauroda.wordpress.com/
    http://www.hollygoestohollywood.blogspot.fr/

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *