9

gru

Off Fashion Kielce

Mogłabym tu napisać, że przez ostatni tydzień dochodziłam do siebie po konkursie Off Fashion w Kielcach i obejrzeniu w jeden wieczór stu konkursowych kolekcji. Ale po co udawać? Wyszło jak wyszło, najważniejsze, że wreszcie mam czas o tym wszystkim napisać. Jak było? Tu też nie mam zamiaru udawać. Oficjalnie słychać było opinie, że poziom w tym roku był najwyższy od lat. Nie jestem w stanie tego stwierdzić, bo w Kielcach byłam po raz pierwszy. Ale jeśli to prawda, to jestem nieco przerażona. Nie zrozumcie mnie źle, kilka kolekcji było naprawdę świetnych (o ile da się ocenić jakąkolwiek kolekcję na podstawie czterech sylwetek), ale większość… No cóż… Albo nie rozumiem mody, albo czegoś nie wiem, albo mam spaczony gust (tylko błagam, bez łacińskich sentencji na temat gustu, bo zwariuję).


Może od początku. Razem z Mr Vintage i Macaroni Tomato zostałam zaproszona do jury blogerów. Podczas półfinałów nie mieliśmy prawa głosu. Dopiero spośród dwudziestu finałowych kolekcji wybranych przez jury profesjonalistów (w składzie: Mariusz Brzozowski, Marcin Paprocki, Mariusz Przybylski, Michał Zaczyński, Wojciech Grzybała, prof. Barbara Hanuszkiewicz, Dorota Wróblewska, Katarzyna Zawadzka i Dorota Williams) mieliśmy wskazać tę jedną, którą uhonorujemy blogerskim wyróżnieniem (swoją drogą absolutnie się nie spodziewałam, że będziemy aż tak zgodni co do wyboru, ale o tym za moment).


Bez prawa głosu, ale z prawem wyboru – tak sobie pomyślałam, zasiadając do jurorskiego stołu w piątek, chwilę przed maratonem. Sto kolekcji – wydawałoby się, że wyłonienie dwudziestu najlepszych nie będzie problemem. Dla jury właściwego na szczęście nie było. Ja wypisałam sobie zaledwie cztery i musiałam korzystać z „listy rezerwowej”, żeby uzbierać nawet nie dziesiątkę, a ósemkę. Tematem przewodnim był zodiak. Ponieważ nie znoszę dosłownych inspiracji, ponad połowa propozycji od razu wyleciała. Dosłownych, banalnych, przewidywalnych. Choć z jednej strony staram się nie polegać na zdaniu innych, z drugiej ucieszyłam się, że mój wybór pokrył się z wyborem zawodowców. Doskonale zdaję sobie sprawę, że wykonanie każdej, nawet niezbyt udanej kolekcji wiąże się z ogromem pracy i energii. Niestety (albo i „stety”) liczy się efekt końcowy. Jeśli wciąż nie jest zadowalający, może warto zająć się czymś innym? Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś prosi mnie o opinię, to moim obowiązkiem jest bycie szczerą i – jeśli zachodzi taka potrzeba – brutalną. Nie potrafię zaniżać swoich wymagań w zależności od poziomu tego, co widzę. A niestety (nie odnoszę się tu już tylko do Off Fashion) czasem inaczej się nie da. Dlatego tym bardziej podziwiam nasze jury (choć być może oni mają całkiem odmienne od mojego zdanie).


O wszystkich zwycięzcach można przeczytać tutaj. Ja chcę się skupić na naszej blogerskiej faworytce, Anecie Zielińskiej. Od samego początku te projekty odstawały od reszty. Śmiałam się już po rozdaniu nagród, że na próżno szukać tu zodiaku (może się mylę, kto zauważył, niech zabierze głos), ale kompletnie zapomniałam o tym aspekcie wyboru. Co widziałam? Świetnie skrojone ciuchy. Interesujące materiały. Niebanalną formę. No i – co ogromnie ważne – swobodnie poruszające się modelki. One nie były skrępowane ani przez chwilę. Te ubrania żyły swoim życiem, tańczyły wokół sylwetek, a jednocześnie były z nimi w tajemniczy sposób połączone. Nie narzucały się, ale zwracały na siebie uwagę. Ech, szkoda, że nie mogliście tego zobaczyć na żywo… Żałuję, że mam tylko jedno zdjęcie i to tylko dwóch z czterech propozycji. Myślę jednak, że lada moment pojawi się w sieci więcej. Na pewno dam Wam o tym znać.


O samej projektantce będzie tu jeszcze sporo. W swoim czasie. Obiecuję!


Aneta Zielinska


Poniżej kilka ujęć poprzedniej kolekcji projektantki pod tytułem „Nina”.


Aneta Zielinska


Aneta Zielinska


Aneta Zielinska

5 myśli nt. „Off Fashion Kielce

Dodaj komentarz
  1. Gość: gocha, 84.38.105.63.internetia.net.pl

    o ”wyjatkowosci” OFF FASHION swiadczy juz sam tytul konkursu, a raczej czlon ‚dla entuzjastow mody’…

    bo Kielce to takie miejsce, w ktorym dobry, poczatkujacy projektant miesza sie z entuzjasta i czesto nie ma szans, kiedy do glosu dochodzi tania ”zjawiskowosc” (tegoroczna nagroda za zjawiskowość, czyli modelka przebrana za wagę) i powierzchowne pojęcie mody niektorych jurorow. z edycji na edycje sledze ”laureatów” i niestety dla mnie bedzie to zawsze ‚lokalny konkurs’.
    :)

    Odpowiedz
     
  2. Gość: hardaska, ney92-7-78-233-218-32.fbx.proxad.net

    Osobiscie cenię Twoj blog za szczerosc opinii (i czasami bezkompromisowosc). To, ze jestes niezalezna. Nie uwiklana w jakies podworkowe uklady ukladziki ukladziatka. Dlatego Twoje opinie są dla mnie wiarygodne, a więc wartosciowe. Choc oczywiscie gusta nie podlegają dyskusji (nie podaję lacinskiej wersji). Niestety w przypadku innych blogow, ktore są sponsorowane (w przeciwienstwie do Twojego, ktory nie jest), wyrazane tam opinie autora ulegają mniejszemu lub większemu nagięciu. hardaska

    Odpowiedz
     
  3. Gość: kelly, 98-72.echostar.pl

    Miałam podobne uczucia na Warsaw Fashion Street – kolekcje miały być inspirowane malarstwem, więc co druga sukienka to „białe płótno” a wzór to „dzikie farbki”. Przerażające.
    A tę kolekcję znam, zachwyciły mnie te fotografie i od miesiąca czy dwóch zbieram się, by napisać do projektantki. Cudowne rzeczy!

    Odpowiedz
     
  4. Gość: Berkeley, 213.149.222.19*

    Nie chce się wymądrzać ale patrze na załączone zdjęcie i nie widzę ani świetnego kroju ciuchów ani interesujących materiałów a w dodatku forma jest bardzo pospolita i krótko mówiąc nudna. Ubranko jest albo za małe albo modelka jest za wielka, widząc to po rękawkach płaszczyka, które sięgają lekko przed przegub reki. Leżą na modelkach jak szmaty rozciągnięte w pralce ze źle dobranym programem piorącym. Dyskusyjny jest wybór proporcji obrań. Wybór trzewików z efektem opadających skarpet i zaniedbane fryzury modelek dodają wrażenie niechlujności. Jeżeli się szuka swobody poruszania to można by było zarzucić prześcieradło na plecy i tez by dało efekt lekkości. Co do kolorystyki to ta jedynie trzyma się kupy, w jej akademickim zestawieniu. Zawsze myślałem ze ubranie ma odzwierciedlać charakter i wnętrze osoby która je zakłada a projektant ma oferować przekonywujące propozycje wynikające z dizajnerkach przesłanek. W tym przypadku projektantka dobrze trafiła co do propozycji jeśli jej target to osoba z silna depresja, niechlujna i nie lubiąca mydła. Nie chce polemizować z autorka bloga, ma prawo do własnego przekonania i z pewnością tak właśnie się ubiera, to jej sprawa, ale szafowanie określeniami typu świetne, interesujące, niebanalne winduje blogera na poziom koncesji na wyłączność głoszenia prawd, a tak nie powinno być. Ubieranie się to indywidualna sprawa a ocena wartości artystycznej kreacji to całkiem inna sprawa. Jak widać blogerzy ograniczyli się do wyboru ciuchów które by widzieli na sobie.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *