4

sty

Mélodie d’amour chantait le cœur d’Emmanuelle

Po raz pierwszy miałam okazję oglądać pokaz Paprockiego & Brzozowskiego w Warszawie. Kiedyś dawno temu udało mi się w Łodzi. Nie napisałam o nim, bo… nie przemówił do mnie zupełnie, a w tamtych czasach wyznawałam zasadę, że piszę tylko o pozytywach. Na szczęście już zmieniłam zdanie. Równowaga musi być. tym bardziej, że nie wisi mi nad głową gilotyna w postaci redaktor naczelnej (czy też redaktora naczelnego, by zachować równouprawnienie na piśmie) i takiej groźby raczej w moim wesołym życiu nie będzie.

 

Do rzeczy. Tytuł kolekcji: Emmanuelle. Plus dopisek: tylko dla dorosłych. Co ja sobie wyobrażałam! Gdy zobaczyłam scenę zmienioną w wielkie łóżko, natychmiast pojawiła się wizja wielkiej bitwy na poduszki w finale z udziałem roznegliżowanych modelek. No cóż, przyszło mi się rozczarować, do końca pozostały ubrane, mimo ostrzeżenia na zaproszeniu. Ale za to w co ubrane! Ponieważ wspomniane łóżko puste nie pozostało, można było obserwować ubrania w akcji. Nie tylko poruszające się wokół wybiegu, ale też opadające na poduszki, turlające się po materacu, a momentami dotykane przez całkiem ładnych panów (ubranych znacznie bardziej oszczędnie…). Będzie to tak zwana oczywista oczywistość, ale nawet z pierwszego rzędu od końca widać było, że kolekcja została stworzona przez profesjonalistów. I że ci profesjonaliści uwielbiają ubierać kobiety. Emmanuelle – piękna, zmysłowa i wolna według mnie była bardziej duchem kolekcji niż dosłowną inspiracją. Choć z pewnością w niektórych ciuchach odnalazłaby się idealnie. W pewnym momencie dostrzegłam jej starszą koleżankę, panią Robinson. Chcemy czy nie, ta pani ma monopol na cętki. Zresztą w pierwszym momencie powiedziałam tym cętkom zdecydowane i stanowcze „nie”, ale gdy wczoraj przyjrzałam im się w wersji lookbookowej, stwierdziłam, że cętki podobnie jak paski na dobre zagościły wśród deseni niewychodzących (najwyraźniej) z obiegu. Nie przemówiły do mnie falbany podszywane od spodu kontrastującym materiałem. Wydawały się kompletnie oderwane od fenomenalnej reszty.

 

Od samego początku słyszałam opinie, że mieliśmy do czynienia z przerostem formy nad treścią. Ale z drugiej strony, jak słusznie zauważył pewien artysta ze Skandynawii, który mi towarzyszył, pokaz mody bywa przecież spektaklem, więc mile widziane jest niebanalne zaserwowanie dzieła. Anturaż pozostał w miejscu imprezy, emocje opadły, zmysły się uspokoiły i zostaliśmy sam na sam z ubraniami. Tak się świetnie złożyło, że właśnie pojawił się lookbook. W pierwszej chwili byłam przekonana, że to zupełnie inne propozycje niż te widziane podczas pokazu. Statyczne (stateczne), eleganckie, stonowane. Szybko dotarło do mnie, że Marcinowi Paprockiemu i Mariuszowi Brzozowskiego udało się stworzyć szereg ubrań – kameleonów, które dostosowują się zarówno do kobiety, jak i do sytuacji. Ogromny plus należy im się także za dużą liczbę niepowtarzających się sylwetek (zmora wielu polskich pokazów). Jeśli za pół roku obejrzymy kolejną tak dobrą i rozbudowaną kolekcję, będę w siódmym niebie, nawet jeśli estetyka nie będzie w stu procentach moja.

 

Poniżej kilka ujęć z lookbooka. A tutaj możecie obejrzeć szaleństwo z pokazu.

 

Paprocki Brzozowski Emanuelle

 

Paprocki Brzozowski Emanuelle

 

Paprocki Brzozowski Emanuelle

 

Paprocki Brzozowski Emanuelle

 

foto: JACEK PIĄTEK
model: DODO/ D/Vision
makijaz i fryzury: Wilson/ Warsaw Creatives
Zdjęcia dzięki uprzejmości Marcina Paprockiego i Mariusza Brzozowskiego.

6 myśli nt. „Mélodie d’amour chantait le cœur d’Emmanuelle

Dodaj komentarz
  1. Gość: justyna, 62.77.226.2*

    A mnie przeszkadza tatuaż na stopie modelki. Nie chcę się czepiać, ale nie wygląda to najlepiej i chyba nie był to zabieg na potrzeby sesji, bo buty starają się go (nieskutecznie) zakryć.

    Odpowiedz
     
  2. zielona-karuzela

    Ja przede wszystkim jestem zachwycona stonowaną kolorystyką. Co do samych projektów – jest nieźle, ale nie porywająco. Falbany nie trafiają do mnie szczególnie i pewnie w większości modeli chciałąbyms ie ich pozbyć. Inna sprawa jak ubrania zachowują się w ruchu tu nawet beznadziejna kreacja moze nabrać rumienców, a coś co olśniewało w lookbooku raptem straci cały urok. :)

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *