26

sty

Bohoboco wiosna 2013

W polskiej modzie każdy działa, jak chce. Dwa razy w roku odbywa się Łódzki Tydzień Mody, na którym coraz więcej nowych nazwisk. Stare utrzymują, że wolą pokazywać się w Warszawie, choć plotki głoszą, że po państwo po prostu nie wyrabiają się z odszyciem kolekcji na czas. Momentami panuje taki bałagan, że nie wiadomo, który sezon mamy obecnie na tapecie. Podczas gdy jeden projektant pokazuje kolekcję na jesień/zimę 2014, inny ledwo co wyrabia się z nadchodzącą wiosną. Żałowałam, że po raz kolejny Bohoboco nie pokazało się w Łodzi. Do dziś wspominam ich debiutancki pokaz. I jeśli dalej pójdzie tak, jak idzie do tej pory, będę go wspominać zawsze, z coraz większym utęsknieniem.

Doczekaliśmy się. I to dosłownie, bo czekanie na dobre wrosło w tradycję warszawskich pokazów. Nie będę pisać, na kogo czekaliśmy, bo za pół roku, góra rok, prawdopodobnie nie będziemy mieli pojęcia, któż to był i co robił (z kim siedział i z kim nie rozmawiał). Natomiast życzę sobie, żebyśmy za pół roku, rok i dwa lata wciąż wiedzieli, cóż to za marka Bohoboco. Najlepiej, gdyby dało się kojarzyć ją z dobrą modą, a nie z przemijającymi gwiazdami.

Bohoboco – młode, lecz nad wyraz dojrzałe dziecko Michała Gilberta Lacha i Kamila Owczarka. W warstwie zewnętrznej doskonałe. Nawet gdyby człowiek chciał, nie ma się do czego przyczepić. Ubrania wyglądają na idealnie odszyte, przepięknie się układają nie tylko na modelkach, ale i tak zwanych zwyczajnych kobietach, które zasiliły szeregi publiczności, odziane w elementy najnowszej kolekcji. Interesujący dobór materiałów. Różnorodność faktur. Jak na nasze rodzime podwórko, także nowoczesność krojów. Teoretycznie powinno się ten spektakl oglądać z prawdziwą przyjemnością.

A jednak odczułam pewien niepokój. Dlaczego? Obawiam się, że Bohoboco zaczyna podążać w niebezpiecznym kierunku. Od razu zaznaczę, że niebezpiecznym w mojej opinii, a – jak zapewne zdążyliście się przez kilka ostatnich lat – mam idealistyczne zapędy. Takie zjawisko określam mianem „ubieramy gwiazdy”. Bale, gale, rauty i jubileusze. Szeleszczące suknie do samej ziemi. Błysk, szyk i elegancja, których nie potrzeba zbyt często w szafie statystycznej kobiety. Mamy w Polsce aż nadto projektantów, którzy na tym stylu się skupili, zapewne świetnie na nim zarabiają i nie w głowie im moda dla mas. Tymczasem projektanci Bohoboco zaczęli właśnie od mas, w całkowicie pozytywnym znaczeniu. To był pewien rodzaj luksusu, ale luksusu przystępnego. Nie upieram się, że mam rację. Być może moja interpretacja nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Po prostu wolę taką modę, jaką uprawiali na początku.

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco   Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco

Bohoboco Bohoboco

Zdjęcia: AKPA (dzięki uprzejmości Black & White PR)

7 myśli nt. „Bohoboco wiosna 2013

Dodaj komentarz
  1. Ewelina

    Jest dość minimalistycznie, to lubię. Momentami zbyt poprawnie, robi się nudno. Tak czy inaczej, pachnie świeżością i jakością. Nie wiem, jak jest z ze zmianą targetu marki, ale jeżeli faktycznie masz rację, że duet chce się wstrzeliwać w „gwiazdorski rynek”, to coś za coś. Rośnie prestiż, za nim finanse, ale jako reprezentantka mas też niekoniecznie pochwalam ten zwrot.

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
     
  2. Fashionitka

    Nie będę ukrywać – zgarnęłabym kilka nowości z tej kolekcji (głównie sukienek z niższym stanem). Mogłyby wisieć w mojej szafie, bo są naprawdę ładne, w moim stylu. Problem pojawia się natomiast „gdzie bym miała je założyć” ;) Chyba jednak jest coś w tym, co piszesz Harel…

    Odpowiedz
     
  3. mitek

    jako element tzw. masy właśnie takie propozycje trafiają do mnie najbardziej, niewiele widzę tu celebryckości (no dobra oprócz tych długaśnych), ale gdyby bozia dała, to śmiem twierdzić, że co dzień bym się wciskała (koszule!)

    Odpowiedz
     
  4. Olga Cecylia

    Z radością powitałabym w mojej szafie wszystkie krótkie sukienki, poza tymi z niskim stanem, bo mi w takich źle. Większość to raczej takie ubrania-bazy, ale przepiękne i o ciekawych krojach :-) Zgadzam się jednak co do opinii, że opieranie kolekcji na kieckach wieczorowych (np. Zień, Baczyńska) niespecjalnie kręci masy. Ja na przykład w całym życiu miałam jedną okazję, żeby ubrać się wieczorowo, ale jeszcze ani razu nie potrzebowałam jedwabnej sukni z trenem na czerwony dywan ;-)

    Swoją drogą, ostatnio przeglądałam kolekcję sukni ślubnych Zienia… Mam wrażenie, że on od 3 lat pokazuje te same sukienki, tylko na innych modelkach.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *