27

sty

Trop Rouge

Pamiętacie czasy, w których niemal codziennie trafiało się na nowy fantastyczny blog? Czasem lokalny, czasem skandynawski, czasem zza oceanu… Z wypiekami na twarzy czekało się na kolejny wpis albo stylizację. I jedne, i drugie były niezmiennie inspirujące. Tak jakby świat był nieco inny, nieopanowany przez sieciówki i chwilowe mody. Żadnych miętowych spódnic z Zary, absurdalnych platform Jeffreya Campbella czy kosmicznych nadruków. Na starym komputerze wciąż jeszcze mam katalogi pełne zdjęć z ulubionych blogów. Te zdjęcia przeglądałam regularnie dla najzwyklejszej w świecie przyjemności.

Dawno się tak nie cieszyłam z internetowego odkrycia. Kilka dni temu przypadkiem trafiłam na blog Trop Rouge prowadzony przez Christinę Caradonę. Nie znałam go wcześniej, umknął w dość nudnym natłoku innych blogów, na które szkoda mi już czasu.

Christina jest fenomenalna. Nawet jeśli zdarza jej się kupować w popularnych sklepach, potrafi te ciuchy tak zestawić, że nic nie wygląda banalnie. Kwestia co jest modne, a co nie, zdaje się u niej nie istnieć. Ubrania nosi z nonszalancją godną pozazdroszczenia. Po raz pierwszy od dawna czuję się zainspirowana. Chciałabym mieć tak wyrazisty styl jak ona. Chyba nadszedł czas porzucić ciuchowe lenistwo i do bogatej zawartości własnej szafy podejść z zapomnianą dawno fantazją. Czuję, że to nie jest słomiany zapał. Czyż ona nie jest fantastyczna?

Trop Rouge

Trop Rouge

Trop Rouge

Trop Rouge

Trop Rouge

Trop Rouge

Trop Rouge

Zdjęcia: Trop Rouge (dzięki uprzejmości autorki bloga).

17 myśli nt. „Trop Rouge

Dodaj komentarz
  1. kelly

    To w ogóle nie mój styl, ale lubię przeglądać takie blogi – jest taka naturalna! Zero sztuczności w jej pozach, zdjęciach, zestawach. Wierzę, że tak wychodzi z domu i spędza cały dzień – przecież to widać! I to właśnie jest Inspiracja, przez wielkie „I” ;) Super odkrycie :)

    Odpowiedz
     
  2. fecodrobe

    ostatnio właśnie zastanawiałem się, ile fajnych blogów mi umyka. Chyba większość, bo jakoś starciłem zainteresowanie, widząc kolejną „miętową spódnicę”. Fajnie, że gdzieś w siecioprzestrzeni jednak są blogi takie, jak powyższy.

    Odpowiedz
     
  3. Monika

    Na Naszym rodzimym polu, moim „modowym” włóczykijem jest zdecydowanie Styledigger- zawsze z właściwym sobie urokiem, klasą i szacunkiem do czytelnika przejawiającym się wspaniałymi, wyczerpującymi tekstami.

    Odpowiedz
     
  4. Fashionitka

    Znamy doskonale ;) To jeden z tych „naturalnych” blogów „szafiarskich”, który przemawia do mnie w 100%, mimo, że styl zupełnie nie jest mój. Jest autentyczny. I to często na takich stronach można się właśnie zainspirować ciekawym połączeniem tkanin, wzorów, przypomnieć sobie o tym, czego brakuje w szafie a „przecież jest takie uniwersalne”, jak chociażby trampki Converse ;)

    Odpowiedz
     
  5. Kadi

    Bogu niech będą dzięki, że jeszcze takie blogi istnieją, I osoby – przepełnione luzem, ale i również wyczuciem stylu, a nie próbą zarzucenia na siebie ostatnio występujących trendów.

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Kto by pomyślał, że ten aksamit/welur (nigdy nie mam pewności) może tak fantastycznie wyglądać? I to w połączeniu w futerkiem.

      Odpowiedz
       
  6. Ewelina

    Dziewczyna jest fenomenalna! Niebanalna, a jednocześnie naturalna i bez spiny. Tego brakuje wielu blogerkom.
    Jeżeli chodzi o „ciuchowe lenistwo”, to właśnie teraz przechodzę taki okres. Zima zawsze tak na mnie działa. Jeżeli myślisz tylko o tym, żeby Ci było ciepło, a do tego jesteś w trakcie sesji, to specjalne stylizowanie się nie jest aktualnie priorytetem. A może to tylko wymówka? W każdym razie czekam z utęsknieniem na wiosnę, jakąś motywację, a może kopa w tyłek ;)

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Ech… Gdy temperatura spada poniżej zera, trudno mi się przemóc, by włożyć na siebie coś innego niż wojskowa kurtka z podpinką, w której na sto procent będzie mi ciepło. Wmawiam sobie, że przynajmniej nie jest czarna, tylko zielona, więc nie wyglądam w niej smutno ;))). Ale też czekam na wiosnę, bo to lenistwo jest już nieco… męczące ;)

      Odpowiedz
       

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *