Miesięczne archiwum: Luty 2013

28

lut

Denim Spa

Były już dżinsy wyszczuplające, wydłużające nogi, a więc najwyższa pora na… pielęgnujące skórę. Do idei marki Wrangler podchodzę raczej sceptycznie, ale jedna rzecz mnie przekonuje. Może jednak od początku. O co chodzi z pielęgnacją? Tkanina, z której uszyto spodnie, jest nasączona różnymi specyfikami (m.in. olejem z aloesu lub wyciągiem z oliwek) umieszczonymi w niewyobrażalnie małych kapsułkach. Specyfiki są stopniowo uwalniane podczas noszenia w wyniku stykania się ze skórą. Dlatego (i to właśnie największa dla mnie zaleta) wszystkie modele muszą być bardzo obcisłe. Czyli w sumie, choć tego akurat się nie podkreśla, mamy do czynienia z pokaźną kolekcją wygodnych i bardzo przyjemnych w dotyku rurek. Dodatkowo bardzo gęsty splot nici oraz zawartość streczu dobrze trzymają ich kształt.

Właściwości nawilżające i pielęgnujące skórę utrzymują się przez sześć do ośmiu prań. Potem nosimy sobie po prostu zwyczajne dżinsy (choć dla chętnych powstał specjalny sprej, którym można spodnie nasączać – a jakże!). Na razie mamy do wyboru trzy kolory: bardzo ciemny, nieprzecierany granat, klasyczny błękit oraz bardzo jasny niebieski w trzech modelach różniących się wysokością talii. Bliżej lata pojawią się wersje kolorowe pachnące owocami. Bo chyba zapomniałam wspomnieć, że te dżinsy pachną! Twarzą (ciałem, nogami, pupą?) Denim Spa została Lizzy Jaeger, czego dowodem są poniższe zdjęcia. Kolekcja jest dostępna w sklepach od dziś.

Wrangler Denim Spa

Wrangler Denim Spa

Wrangler Spa Denim

Zdjęcia: Wrangler

26

lut

Cover to uncover

O samej historii marki Marios pisałam już jakiś czas temu. Nie będę się powtarzać, tym bardziej, że szykuje się za parę miesięcy kolejny tekst, tym razem o kolekcji na jesień i przyszłoroczną zimę. Na razie jednak i sobie, i Wam myśli o zimie oszczędzę. „Cover to uncover” to wiosenno letnia odsłona marki. Z przymrużeniem oka interpretuje typowo wakacyjne elementy (marynarskie paski, neonowe kolory, przeźroczystości). Tu coś powiększy, tam zabawi w dekonstrukcję. Nie sposób przegapić greckich nawiązań. I to takich, można by rzec, łopatologicznych. Błękit nieba i okiennic, biel rozświetlonych słońcem ścian… Nawet jeśli to przypadek, będę wietrzyć spisek, pamiętając o greckiej połówce duetu. Z kolei plisowane konstrukcje przywodzą na myśl mistrza gatunku, pana Miyake. Chciałabym podkreślić, że nie widzę w tym nic złego. Z historycznych dokonań można korzystać w etyczny sposób – oto najlepszy przykład.

Z przyjemnością obserwuję, jak „Mariosi” budują coraz lepsze kolekcje. Jest to moda coraz trudniejsza. Coraz bardziej wybiegowa, więc w pewien sposób oddalająca się od skromnych, momentami dość mocno sportowych początków. Nie wątpię, że zawsze te prace były przemyślane. Po prostu teraz widać myśl na pierwszy rzut oka. Nie chcę być jedną z tych osób, które będą się mądrzyć, że takie ubrania w Polsce nie mają szans. Jeśli nie mają, to tylko i wyłącznie ze względu na ceny (zresztą niestety w Polsce są niedostępne). Cudownie by było zobaczyć sobie całość z bliska choćby na Tygodniu Mody w Łodzi. I w ogóle oglądać kolekcje utrzymane na takim poziomie częściej niż obecnie.

Całość można obejrzeć na stronie marki.

Marios

Marios

Marios

Marios

Marios

Marios

Zdjęcia: Marios
Fot. Yosuke Demukai

21

lut

Muji – przeprowadzka

Dziś krótko. Myślę, że to świetna wiadomość, nie tylko dla warszawiaków. Muji przenosi się w samo serce miasta i będzie umiejscowione zaraz obok COSa, czyli na Mysiej 3. Koniec wypraw do Arkadii, koniec pielgrzymowania w tłumie. Wreszcie lokalizacja najbardziej typowa dla tej sieci. Z przyjemnością będzie się tam wpadać przypadkiem. Otwarcie nowego miejsca planowane jest w drugiej połowie marca (to w Arkadii zamyka się 22 lutego), więc idealnie wraz z nadejściem wiosny.

Jak wygląda wiosenna kolekcja? Chciałoby się napisać: wygląda jak zwykle. Żadnych fajerwerków, po prostu przyjemne dla oka i łatwe w interpretacji ubrania. Paski, kratki, trochę lżejszej dzianiny, doskonałe t-shirty, „chinosy”, a nawet dżinsy. Jest urocza, tak jak prezentująca ją na zdjęciach modelka. Poza trendami czy pędem za modą. Właśnie za to Muji uwielbiam.

Muji

Muji

Muji

Muji

Muji

Muji

Muji

Muji

Muji

Muji

Muji

Zdjęcia: Muji

20

lut

Canada S/S 2013

Wiele do napisania nie mam, bo wypisałam się już wcześniej. Nenukko. Marka fantastyczna i rozwijająca się w jedynym słusznym kierunku. Jeśli miałabym jakieś zastrzeżenia, to tylko (i aż) do używanych materiałów. Zbyt często projektantki stawiają na surowce sztuczne, co z daleka lub na zdjęciach prezentuje się przepięknie, ale przy ciele bywa szorstkie i mało przyjazne. Choć z drugiej strony rozumiem, że techniczny efekt nie byłby możliwy przy użyciu ekologicznej bawełny chociażby. Więc nie czepiam się, zwracam tylko delikatną uwagę. Zwłaszcza że sama jestem szczęśliwą posiadaczką wielgachnego t-shirtu z linii basic i nic nie drapie ani nie szczypie.

Najnowsza kolekcja Canada doczekała się kolejnych odsłon. Twarzą kampanii została Kamilla Baar i wpisuje się w klimat idealnie. A ostatnio został wydany lookbook, który udowadnia poza wszystkim, że różowe końcówki włosów oraz trampki w tym samym kolorze nie muszą kojarzyć się z… sami sobie dopowiedzcie, z kim Wam się to kojarzy.

Nenukko Canada

Nenukko Canada

Nenukko Canada

Nenukko Canada

Fot: Przemek Dzienis
Fryzura: Olga Belka dla Jaga Hupało Born to Create
Makijaż: Aleksandra Foka Przyłuska
Retusz: Przemek Brzoskowski

Nenukko

Nenukko

Nenukko

Nenukko

Nenukko

Nenukko

Nenukko

Nenukko

Nenukko

Nenukko

Nenukko

Nenukko

Nenukko

foto: Przemek Dzienis
Projekt fryzur: Jaga Hupało
Stylizacja włosów: Alan Dąbrowski dla Jaga Hupało Born To Create
make up: Aleksandra Foka Przyłuska
modelka: Klaudyna Horniczak/ GAGAMODELS

A na koniec wisienka na torcie. Torba Bao, dostępna od marca. Na pierwszym miejscu mojej wiosennej listy życzeń. Bezpretensjonalna, funkcjonalna i bezpłciowa w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Nenukko torba Bao

19

lut

White Shirts

Jestem pewna, że gdyby zapytać dowolnie wybraną w miarę uświadomioną modowo osobę, z czym jej się kojarzy postać Caroliny Herrery, odpowiedziałaby bez namysłu: „Z białą koszulą, oczywiście”. Pani Herrera z białej koszuli uczyniła jeden z najbardziej pożądanych elementów kobiecej szafy. Swoją drogą to właśnie ona (przede wszystkim) zainspirowała mnie do wciąż niezakończonych poszukiwań białego ideału. Połączenie z długą czarną spódnicą z tafty uważam za jedno z bardziej szykownych pod słońcem. Co więcej, wiek nie gra w nim roli (zresztą wystarczy spojrzeć na Herrerę matkę i Herrerę córkę).

Właśnie z uwielbienia tego elementu garderoby powstała mini kolekcja marki CH Carolina Herrera. Projekt zowie się „White Shirts” (cóż za zaskoczenie!), a składa z ośmiu wzorów wykonanych z tej samej tkaniny. Forma od całkiem klasycznej do efektownej. Pomysł nowy nie jest, rok temu z okazji pięciolecia istnienia linię białych koszul wypuściła marka COS, pamiętamy też serię Design Edition marki Gap z 2008 roku (a jeśli nie pamiętamy, to właśnie sobie przypomnieliśmy). Ale czy to przeszkadza? Jest coś niezmiennie pociągającego w białej koszuli. Nie wiem, ile jeszcze lat czy dekad musi minąć, żeby to się zmieniło.

Carolina Herrera

Carolina Herrera

Carolina Herrera

Carolina Herrera

Zdjęcia: CH Carolina Herrera

16

lut

Karol Lewczuk

T-shirtów nigdy dość, czyż nie? Prawdopodobnie z takiego założenia wyszedł Karol Lewczuk, decydując się na dość ryzykowny krok wprowadzenia na polski rynek kolejnej transzy prostych koszulek. Rzecz to trudna, tym bardziej, że wokół coraz więcej głosów krytyki na temat okrzykiwania się twórcami lub projektantami, a t-shirty na sporą liczbę osób w modę zaangażowanych działają jak płachta na byka. Bo czy nie jest tak, że wytniesz sobie z kawałka bawełny szerokie T, dodasz jakiś slogan czy grafikę od siebie i masz markę? Swego czasu redaktor Michał Zaczyński na ostatniej stronie Fashion Magazine pozwolił sobie na obrazkową instrukcję, jak zostać projektantem i właśnie koszulka z nadrukiem była podana za przykład.

Poniekąd na obronę Karola Lewczuka napiszę, że nigdzie nie doszukałam się słów, w których określa się mianem projektanta. Koszulki są wykonane z bawełny Supima słynącej z bardzo dobrej jakości. Ponieważ skala produkcji jest niewielka, każdy t-shirt jest ozdabiany ręcznie, co gwarantuje unikatowość. Kolorystyka jest dość bezpieczna, mam ochotę napisać „grunge’owa”, choć zdaję sobie sprawę, że nie ma czegoś takiego. Obrazki są utrwalane termicznie i odporne na spieranie. Wszystko pięknie i sama bym taki ciuch przygarnęła, tylko obawiam się, czy w obecnym momencie nie przeżywamy totalnego nasycenia tego rodzaju tworami. Bardzo chętnie zobaczyłabym choćby prostą sukienkę z podobną grafiką. Albo spodnie? Potencjał jest, warto go wykorzystać. Od t-shirtów łatwo zacząć. Byle na nich nie skończyć.

Karol Lewczuk

Karol Lewczuk

Karol Lewczuk

Karol Lewczuk

Karol Lewczuk

Karol Lewczuk

Zdjęcia: Karol Lewczuk