22

mar

Charlotte Rouge

Dziś będzie o dobrych chęciach. Bo nie da się ich nie zauważyć w przypadku młodziutkiej polskiej marki Charlotte Rouge. Tworzy ją Natalia Kontraktewicz – fotografka i właścicielka agencji modelek. Nawet jeśli nie kojarzycie samej nazwy, z pewnością (oczywiście o ile siedzicie w światku blogów modowych i podobnych) macie w pamięci zdjęcie Alice w sukience w krzyże. W owym czasie z pewnych już niemal zapomnianych na szczęście względów większość uwagi przykuwał sam krzyż, nie nazwa marki, więc, nie będę ukrywać, gdy wybierałam się na ostatni pokaz, nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Owszem, mogłam skorzystać z pomocy internetu, do którego jestem podpięta wirtualną kroplówką, ale postanowiłam zrobić sobie niespodziankę.

Kolekcja „Black & White – Charm & Fight” pozostawiła mnie w stanie rozdarcia. Z jednej strony obejrzałam szereg świetnych pomysłów, niekoniecznie nowych, raczej interpretujących coś, co pojawiało się w modzie (i prawdopodobnie jeszcze długo będzie pojawiać). Dopasowane, momentami gorsetowe formy, ozdobniki w postaci suwaków i pęknięć, sporo prostej w odbiorze erotyki na krawędzi wulgarności, ale też rock’n’roll w ostrym wydaniu. Dobre chęci. Niestety zabrakło zdolności konstruktorskich. Nie wymagam, by projektant sam był w stanie tego typu sprawy ogarniać. Ale jeśli decyduje się na formy współgrające z ciałem, muszą być perfekcyjne. A perfekcji szukać było na próżno. Odstawały szwy, obcisłe rzeczy nie trzymały się w miejscu, nawet z daleka widoczne były kiepskie wykończenia. Ubrania oglądaliśmy na modelkach. Co w momencie, gdy zapragnie ich statystyczna kobieta? Pociesza mnie, że każda sztuka jest szyta na indywidualne zamówienie. Być może po zdjęciu konkretnej miary da się to wykonać schludniej.

Kolejną sprawą, której nie mogę przemilczeć, są materiały. Gdyby sztuczną skórę, która wygląda tanio, zamienić na prawdziwą, być może ujrzelibyśmy majstersztyk formy. Być może byłaby bardziej elastyczna, a przede wszystkim milsza dla oka. Wszystkie kurtki i kamizelki nabrałyby wartości estetycznej, a obcisłe sukienki z nieco wulgarnych przemieniły w zmysłowe. Kto wie? Być może nawet układałyby się znacznie lepiej?

Mocnym elementem są bazowe (albo prawie bazowe) koszulki i bluzy z napisem „I don’t want realism. I want magic!” zainspirowane blogiem o tej samej nazwie. Wprawdzie slogany na bluzach to zjawisko, którego za moment wszyscy będziemy mieli dość. Charlotte Rouge zdążyła w ostatnim momencie.

Podsumowując, Charlotte Róż ma potencjał. Pieniędzy na solidne surowce i konstruktora zapewne już mniej. A szkoda. Mam nadzieję, że z czasem to się zmieni.

cr12

cr9

cr11

cr10

cr8

cr7

cr6

cr5

cr4

cr3

cr2

cr1

Fot. Radek Świątkowski

19 myśli nt. „Charlotte Rouge

Dodaj komentarz
  1. Evergreen

    Robiłam do tej marki kilka podejść, ale za każdym razem się rozmyślałam ze względu właśnie na jakość i nieproporcjonalną do niej cenę. Widzę, że nie tylko ja mam podobne przemyślenia :) Nie rozumiem szału, jaki obecnie panuje na tę markę. To chyba dlatego, że projektantka ściśle współpracuje z blogerami i wydaje się, że jest wszędzie.

    Odpowiedz
     
  2. Adam

    Miałem okazję poobserwować przygotowania do pokazu, wiem, że Natalii zależało na „zwykłych dziewczynach” w roli modelek i niestety z tego powodu do ostatniej chwili trwały roszady w składzie z powodu nagłych rezygnacji itp. Przypuszczam, że stąd duże problemy z dopasowaniem ubrań pod niektóre dziewczyny. Faktycznie materiały nie są z najwyższej półki ale pamiętajmy, że ubrania skierowane są do młodych ludzi, sama projektantka w jednym z wywiadów zdradziła, że jej zarobek to niewielka część ceny więc domyślam się, że gdyby użyto lepszych (i droższych) materiałów to ceny wyszłyby już poza możliwości przeciętnego śmiertelnika. Ciekaw jestem czy decyzja o eko skórze wynikała również z poglądów Natalii (jest wegetarianką). Evergreen-pozwolę sobie nie zgodzić się z Twoim zarzutem wysokiej ceny ubrań, pamiętaj, że większość rzeczy jest szyta na miarę pod klienta, to niestety mocno podwyższa koszty bo krawcowa nie może pracować na gotowych wykrojach, mam nadzieję, że nie popełniasz częstego błędu jakim jest porównywanie cen do sieciówek szyjących w setkach tysięcy sztuk.

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      W sumie z tą skórą to może źle ujęłam. W końcu Stella McCartney też nie wykorzystuje naturalnej skóry w swoich projektach, a są naprawdę świetne i leżą perfekcyjnie. Ubrania z tej kolekcji są bardzo trudne w dopasowaniu. Rozumiem wizję, niestety realizacja wiąże się ze sporym ryzykiem. I w tym zamieszaniu niestety wizja poległa.
      Cena to kolejna trudna kwestia. Chcemy zarobić nawet troszkę – normalna sprawa. Chcemy też dać klientowi jak najlepszą jakość – też normalna sprawa. No i pojawia się problem.
      W każdym razie mam nadzieję, że ubrania szyte przez Natalię na konkretne osoby prezentują się znacznie lepiej niż wczoraj na modelkach.

      Odpowiedz
       
      1. Adam

        Ja również mam taką nadzieję, bo marka ma potencjał i trzymam za nią kciuki bo mało kto ma odwagę na tak ryzykowne projekty w naszym kraju. Fashion week w kwietniu, przekonamy się czy wnioski zostaną wyciągnięte.

        Odpowiedz
         
    2. WCZMDL

      Ta dziewczyna należy do jej agencji modelek, w tym przypadku chyba nie może być mowy o roszadach i niewiadomej. Po prostu spodenki są straszliwie niedopasowane.
      Btw też jestem wegetarianką, chociaż hipokrytką bo skórę lubię, ale wydaje mi się, że zamiast eko skóry można by użyć jakiegoś atrakcyjnego materiału a nie substytutu. Eko skóra ani nie jest eko ani nie jest ładna, nie rozumiem dlaczego istnieje :D To tak jakby produkować dla wegetarian kotlety sojowe w 100% o smaku mięsa.

      Odpowiedz
       
          1. Adam

            Ja nie wiem jak to dokładnie było z dziewczynami, kilka z nich było modelkami ale większość nie, tyle wiem. Domyślam się też że kiedy jakaś dziewczyna wypadała a inna wchodziła na jej miejsce to nie zawsze dało się ubranie dopasować ze starej dziewczyny na nową i możliwe, że dziewczyny finalnie dostały ubrania nie takie jakie od początku miały dostać. Pewnie drugi raz już takiego pokazu nie będzie bo idea fajna ale organizacyjnie niestety wyszło jak wyszło :) Ja z tą skórą tylko tak się głośno zastanawiam, nie wiem czy taki a nie inny materiał wynikał z poglądów czy z cięcia kosztów. Na pewno gdyby to była prawdziwa skóra to cena poszłaby o jakieś 200 jak nie 300% w górę, w samej zarze ceny skórzanych ciuchów to próg często nie do przeskoczenia dla osób jeszcze nie zarabiających, a mówimy tu o masowej produkcji za (nie oszukujmy się) grosze, w przypadku charlotte przy małych nakładach i szyciu na miarę te ceny pewnie byłyby nieakceptowalne przez większość klientek. Ale to tylko moje domysły, nie wiem jaka była przyczyna, a może dostęp do dobrej ekoskóry w polsce jest ograniczony, może w trakcie produkcji zostanie zastąpiona lepszą, poczekamy zobaczymy. Ciekawe też jak ceny tych ubrań będą wyglądały, bo w sklepie jeszcze ich nie ma.

             
  3. BASIA

    z argumentem o skórze się nie zgadzam, sztuczna skórę można uszyć bardzo dobrze, tylko trzeba umieć to zrobić, a przy tym nie trzeba obdzierać zwierząt ze skóry!

    Odpowiedz
     
  4. Jadjan

    Nie znam tej kolekcji, ale kiedyś na sesji widziałam dwie sukienki tej marki. Już wtedy były kłopoty z konstrukcją, co niestety świadczy, że projektantka się nie uczy. Sukienka z cienkiego materiału (również niestety sztucznego) przy dekolcie miała poprzyszywane łańcuszki. Były niestety za ciężkie, co powodowało że materiał nie leżał na dekolcie, tylko wywijał się przy szyi odsłaniając nieładny szew. Druga sukienka miała tak wąski otwór na głowę, że nie mogliśmy rozebrać modelki! Dodam, że również była ozdobiona metalowymi elementami (chyba różami) i dziewczyna miała porysowaną twarz…

    Odpowiedz
     
    1. Adam

      Chyba wiem, o której sukience piszesz, ale z tego co mi wiadomo to te róże są odpinane (można je było zamówić w sklepie oddzielnie, nie wiem czy nada są) więc twarz porysowana raczej nie z winy sukienki :P

      Odpowiedz
       
      1. Jadjan

        Słusznie. Nie chodziło o sukienkę z różami (i dużym dekoltem) tylko o pierwszą z tego lookbooka: , czyli małą białą z łańcuszkami. Z resztą to ta sama, która obciąża górę. Dopiero teraz sprawdziłam, niestety pamięć mnie zawiodła.

        Odpowiedz
         
        1. Jadjan

          Niestety link się nie wkleił. Chodzi o kolekcję Immortals 2012, do sprawdzenia na stronie Charlotte Rouge.

          Odpowiedz
           
  5. styledigger

    Dzięki za szczerą recenzję Harel, oby pojawiało się takich w sieci więcej – nie mówię o tej konkretnej marce, bo nie znam przypadku, ale w ogóle szczerość i rzetelność zawsze w cenie.

    Odpowiedz
     
  6. annaa

    DLa mnie kolekcja zbyt „tylko dla bloggerek i dla młodych dziewczyn z płaskim brzuchem” … niestety..
    czekam na fashion week, ale ten solidny przedsmak daje do myślenia.

    bardzo lubię te kolory :) fioletowy bomba :)
    zapraszam na blog o mojej przygodzie ze światem mody w powaznym znaczeniu :)

    annkie-company.blogspot.it

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *