Miesięczne archiwum: Kwiecień 2013

25

kwi

Elektrociepłownia

Robocze kombinezony, pikowane waciaki, praktyczne przednie kieszenie i – prócz kilku wyjątków – kolorystyka, jak to się w mojej rodzinie określa, „niebrudząca” – czyli szarości, grafity i denimowe granaty. Tak się dzieje, gdy dochodzi do inspiracji elektrociepłownią. Były już testy Rorschacha, była zaśniedziała miedź, pora na klimaty robotnicze. „Inspiruje mnie otoczenie” – te słowa w wydaniu projektantów budzą zwykle moje wątpliwości. Łatwo powiedzieć (w sumie sama często tak mówię). Ale w przypadku Agaty Wojtkiewicz mam stuprocentową pewność, że tak właśnie jest.

Kolekcja EC na przyszłą jesień (i jeszcze bardziej – na szczęście – odległą zimę) nawiązuje do klimatów łódzkiej elektrociepłowni EC1. Był to pierwszy tego typu obiekt w historii Łodzi, uruchomiony został w 1907 roku. Warto sobie pooglądać zarówno fasadę, jak i wnętrze – natychmiast zrozumie się zachwyt projektantki. Kolekcja jest jednak tylko luźną interpretacją, co pozwala jej żyć własnym życiem i nie wymaga od potencjalnych klientek znajomości źródeł natchnienia. Praktyczne industrialne rozwiązania przeplatają się z tym, do czego Agata Wojtkiewicz zdążyła nas przyzwyczaić – trikami stuprocentowo podkreślającymi kobiecość. Lekka długa sukienka sprowadzona jest na ziemię dużą „roboczą” kieszenią na piersi. Zgrzebne pikowania paradoksalnie stanowią ozdobę zmysłowej ołówkowej spódnicy, a praktyczne ocieplenie nadaje zimowego sensu płaszczom, żakietom i sukienkom. Pojawia się też srebrzysty materiał przypominający folię paroizolacyjną.

Ponieważ całkiem niedawno pisałam o wiośnie w wydaniu projektantki, jestem w stanie zauważyć bardzo delikatne (ale jednak) nawiązania. Choćby pęknięcia. Tym razem zastosowane przy okazji wielkich szarych swetrów. Ściągacze zdają się buntować i oddzielać od reszty, rozpoczynając niezależny żywot. Ożywczym dla całej kolekcji okazał się mocny róż (niestety nie zostały udostępnione wszystkie zdjęcia, ale poniżej wklejam link do pełnej galerii). Dodał nieco optymizmu tej dość ciemnej wizji.

Wszystkie sylwetki do obejrzenia tutaj.

agata wojtkiewicz

agata wojtkiewicz (2)

agata wojtkiewicz (7)

agata wojtkiewicz (3)

agata wojtkiewicz (6)

agata wojtkiewicz (5)

agata wojtkiewicz (4)

Fot. Przemek Stoppa

24

kwi

Borko wiosennie

To wszystko jest bardzo proste, bardzo dobrze skrojone i bardzo dobrze uszyte. Pewien przypadek sprawił, że wiosenna kolekcja Borko w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach składa się dzianin (na jeden procent złożyła się jedwabna kieszonka przy białym t-shircie). Te ubrania nigdy nie będą krzyczeć, być może nawet nie zwrócą Waszej uwagi, wisząc na wieszakach. Nabierają sensu na sylwetce. Nie napiszę, że każdej, bo tego nie wiem. Ale gdy patrzyłam na ich autorkę, a potem na siebie w dokładnie tych samych ciuchach, stwierdziłam, że śmiało można je określić mianem uniwersalnych. Z gracją odgrywają role drugoplanowe – bo nie zakrzykują noszących je kobiet. Choć wydają się całkowicie zwyczajne, gdy przyjrzymy się bliżej, odkryjemy przepiękne detale, a także sprytne elementy kroju, które jesteśmy w stanie docenić, użytkując dane ubranie. Ukryte kieszenie, nietypowo poprowadzone szwy, różne smaczki łaskawe dla figury. Tradycyjnie sporo jest tu rzeczy bazowych: koszulki, bluzy, czarne jakby dresowe spodnie (jak do tej pory bestseller kolekcji). Kolorystyka bardzo oszczędna (chyba najbardziej, jak do tej pory). Na większą różnorodność przyjdzie czas latem. Aleksandra Chmielewska nie odkrywa wszystkich kart od razu.

Borko

Borko

Borko

Borko

Borko

Borko

Borko

Borko

Zdjęcia: Borko

24

kwi

Misz-Masz

Już piątego maja w warszawskim Blue City odbędą się po raz kolejny targi Misz-Masz. Zaczęło się skromnie, ale impreza wciąż się rozrasta i zyskuje na popularności. Oto co mówią o wydarzeniu sami pomysłodawcy.

„Misz-Masz to targi mody, na których można kupić ubrania polskich projektantów. Targi odbywają się w galerii handlowej Blue City. Miejsce wybrałyśmy świadomie. Lubimy pokazy i targi mody, które odbywają się w ciekawych miejscach, w klubach z klimatem. Ale przeciętny Polak, Polka idzie po ubrania do galerii handlowej, a nie do klubu. Klient galerii handlowych nie zna polskich projektantów, świat mody to dla niego wysokie ceny, zobowiązujące imprezy i pokazy, flesze i celebryci.

Dobór projektantów na targi nie jest przypadkowy, na decyzję składa się kilka podstawowych – cena, która nie zwali z nóg osoby przyzwyczajonej do robienia zakupów w popularnych sklepach sieciowych, wzornictwo, które utwierdzi takiego klienta, że może się równie fajnie ubrać łącząc ubrania od polskich twórców z tymi z sieciówek i jakość, która w połączeniu z dwoma poprzednimi elementami zachęcą do zakupów. Między innymi właśnie w taki sposób chcemy walczyć z przekonaniem, że polskie projekty są niedostępne i drogie, a projektanci to tylko twórcy kreacji na czerwony dywan. Marzy nam się powolutku zmieniać myślenie o modzie i na naszych targach pokazujemy coś co może to błędne myślenie zmienić.

Na każdej edycji prezentuje się około 50 projektantów, którzy mają do dyspozycji swoje stoiska. To daje szansę klientom nie tylko kupić ciekawe ubrania, ale także porozmawiać z tymi, którzy je tworzą. Korzystają na tym też projektanci. Zwykle swoje ubrania sprzedają przez Internet. Na targach mogą poznać nowych, nieco innych niż na klubowych targach klientów, zobaczyć jak reagują na ich projekty.

Już cztery razy przeprowadzałyśmy ten eksperyment i cztery razy udało się nam osiągnąć zamierzony cel: przekonać klientów galerii handlowej do zakupów u polskich projektantów. O sukcesie Misz-Maszu świadczy zarówno wzrastająca liczba klientów jak i wzrastająca liczba projektantów, którzy chcą wziąć udział w naszych targach. Efekty pracy docenił obejmując patronat nad naszym wydarzeniem również SHOWROOM – największy w Polsce sklep internetowy i platforma skupiająca i promująca wyselekcjonowanych projektantów.

Misz-Masz

23

kwi

Lous dla Toli

Można? Można. Takie słowa przyszły mi do głowy, gdy usłyszałam tę historię. Dziewczyny z Lous postanowiły wesprzeć pewną małą dziewczynkę, która urodziła się z wadą serca. Zero narzekania, sto procent działania. Zaprojektowały model sukienki, z którego sprzedaży cały (powtarzam: cały) dochód zostanie przeznaczony na pomoc dla Toli. Sukienka jest stworzona dla dziewczynek od lat dwóch do pięciu, powstała w dwóch kolorach: czarnym i białym. Ozdabia ją kieszeń w kształcie serduszka. Można ją kupić online albo w warszawskiej pracowni Lous na Hożej 51.

Więcej o całej akcji pomocy Toli tutaj.

lous dla toli

lous dla toli (2)

lous dla toli (3)

lous dla toli (4)

zdjęcia: KASIA MARCINKIEWICZ
makijaż: MAGIA GONTARCZUK
modelki: Kinga, Tola, Luna, Pola, Natalia, Mika, Dominika
studio: STUDIO SPOKOJNA

23

kwi

Machine Gun Mama

Tym razem obrałam w Łodzi taktykę, która być może na dobre mnie wykluczy z dziennikarskiego grona (o ile kiedykolwiek w nim byłam, bo dziennikarką nie jestem i nie będę się tym mianem określać), a mianowicie postanowiłam chodzić tylko na te pokazy, które nie skrzywdzą mojego poczucia estetyki. Jednocześnie zamierzałam opisywać tylko te kolekcje, które widziałam na żywo. Wyjątek robię dla Bereniki Czarnoty. Oglądałam jej pokaz w sieci, potem tylko i wyłącznie na zdjęciach. Dlaczego łamię własną zasadę? Bo znam projektantkę na tyle, by zaufać, że te ubrania są bardzo dobrze wykonane.

Kolekcję „Machine Gun Mama” odbieram jako kontynuację tej poprzedniej. Inaczej nie potrafię. Zarówno afrykańskie wzory, jak i sylwetki plus nietuzinkowa biżuteria Tsumi (która już po raz drugi towarzyszy projektom Bereniki) zespalały jedną z drugą. Nowością był motyw kratki. Maleńkiej, dyskretnej i nadrukowanej na transparentną tkaninę. W tym miejscu po prostu muszę przywołać skojarzenie z obecnym sezonem u pewnego Belga, choć od razu podkreślę, że to żaden zarzut. Zwłaszcza że projektantka podeszła do kraty na swój sposób – na przykład łącząc ją ze zgrzebną dzianiną. Dzianina to temat kolejny. W przypadku Czarnoty tak oczywisty, że nie jestem pewna, czy trzeba jeszcze cokolwiek o niej pisać. Wiadomo, że była. Wiadomo, że stanowiła podstawę kolekcji. Zygzaki i mocne barwy sprytnie korespondowały z egzotycznymi deseniami batików. Pojawił się też samochód – dzianinowy obrazek, który – czy tego projektantka chce, czy nie – stał się znakiem rozpoznawczym artystki.

Odnoszę wrażenie, że Berenika Czarnota mocno wierzy w to, co robi. I całe szczęście, bo właśnie tak być powinno. Przy okazji wiara udziela się innym. Dzięki takim pokazom mój optymizm w kwestii polskiej mody nie słabnie. I nie są go w stanie zakłócić najrozmaitsze dziwactwa, które się po drodze zdarzają.

berenika czarnota (5)

berenika czarnota

berenika czarnota (2)

berenika czarnota (3)

berenika czarnota (4)

berenika czarnota (6)

berenika czarnota (7)

berenika czarnota (8)

berenika czarnota (9)

berenika czarnota (10)

Fot. Katarzyna Ulańska

22

kwi

MMC

MMC nie zaskoczyło. I całe szczęście. Bo mogło być tylko gorzej. Pokaz był perfekcyjny. Od początku do końca. Jak zwykle podzielony na części. Jak zwykle kompletny. Trudno mi oceniać, czy jest to najlepsza kolekcja marki, czy nie. Widziałam tylko, jak z obecnej wiosny wyłania się zima. Jak znajome już MMC przechodzi delikatną metamorfozę, można by to porównać ze zmianą upierzenia na przykład. Nie dziwię się, że projektanci byli przed pokazem zestresowani (przynajmniej w połowie – można to przeczytać w świetnym wywiadzie Michała Zaczyńskiego). Nie znam osoby, która spodziewałaby się po MMC kiepskiej kolekcji. Na sobotni wieczór co sezon czeka się z wypiekami na twarzy, wybacza opóźnienie, przymyka oko na napierający tłum. Trudno sobie to wyobrazić, ale – choć mamy do czynienia z najwyższym poziomem i to nie tylko w Polsce – trema twórców jest całkiem naturalną sprawą. Odnoszę wręcz wrażenie, że im lepsi projektanci, tym bardziej swój pokaz przeżywają. Może chodzi o dużą świadomość tego, czym się zajmują. Być może gdyby wszyscy kreatorzy (i „kreatorzy”) zostali taką świadomością obdarowani, nie mielibyśmy czego w Łodzi oglądać (choć w niektórych przypadkach byłoby to wielkie szczęście).

Tym razem zaczęło się od wielkiego drzewa, które na wybiegu prezentowało się tak naturalnie, że zauważyłam je dopiero kilka minut przed pokazem. Wokół drzewa zgromadziły się modelki w czarnych ubraniach. Pokaz otworzyła zakapturzona postać. Miała na sobie hybrydę dwóch bestsellerów z poprzednich sezonów: przeciwdeszczowego płaszcza i długiej kurtki z puchowymi rękawami. Szybko jednak okazało się, że nie musimy się obawiać wtórności. Nawet jeśli pojawiły się rzeczy nawiązujące (a, jak wspominałam na początku, pojawiły się), niosły w sobie coś nowego.

Pierwsza część opierała się na ciemności. Czernie i grafity nawet przebijane bielą nie traciły mocnego charakteru. Potem przyszła czas na jesień, brązy, bordo, żółcie i hipnotyzujący błękit. Na końcu mieniące się na zielono i niebiesko cekiny – jedyny element ujawniony przedpremierowo, na Joannie Horodyńskiej kilka dni przed pokazem (nie pytajcie, co to była za impreza, liczyło się dla mnie tylko jej ubranie). Niezwykły element stanowiły dodatki. Ogromne torby na ramię, miękkie torebki do ręki, długie rękawo-rękawice (jak zobaczycie zdjęcie, zrozumiecie, co mam na myśli), puchowe szaliki. Jak zwykle u MMC grały detale. Pełne objętości kieszenie, mniej lub bardziej dyskretne warstwy, przeszycia, klapy. I oczywiście mnóstwo interesujących tkanin, które co sezon z pietyzmem są wybierane przez projektantów.

Co ogromnie cieszyło (choć w przypadku ten marki to nie nowość) to wyraźna sezonowość kolekcji. Została pomyślana na jesień i zimę. Nie było co do tego wątpliwości. Przypomniałam sobie swoje dawne marzenie (plącze się w blogowym archiwum) o kurtce zimowej, która byłaby jednocześnie ciepła, praktyczna i piękna (płaszcz też może być). Zdążyłam je porzucić, gdy nagle się spełniło. Czy muszę pisać „brawo”, „oby tak dalej”, „jestem zachwycona” itp.? Chyba nie. To oczywiste.

MMC (2)

MMC

MMC (3)

MMC (4)

MMC (6)

MMC (7)

MMC (8)

MMC (5)

MMC (11)

MMC (9)

MMC

MMC (5)

MMC (10)

 

MMC (12)

MMC (13)

MMC (14)

Fot. Katarzyna Ulańska i Przemysław Stoppa