22

kwi

MMC

MMC nie zaskoczyło. I całe szczęście. Bo mogło być tylko gorzej. Pokaz był perfekcyjny. Od początku do końca. Jak zwykle podzielony na części. Jak zwykle kompletny. Trudno mi oceniać, czy jest to najlepsza kolekcja marki, czy nie. Widziałam tylko, jak z obecnej wiosny wyłania się zima. Jak znajome już MMC przechodzi delikatną metamorfozę, można by to porównać ze zmianą upierzenia na przykład. Nie dziwię się, że projektanci byli przed pokazem zestresowani (przynajmniej w połowie – można to przeczytać w świetnym wywiadzie Michała Zaczyńskiego). Nie znam osoby, która spodziewałaby się po MMC kiepskiej kolekcji. Na sobotni wieczór co sezon czeka się z wypiekami na twarzy, wybacza opóźnienie, przymyka oko na napierający tłum. Trudno sobie to wyobrazić, ale – choć mamy do czynienia z najwyższym poziomem i to nie tylko w Polsce – trema twórców jest całkiem naturalną sprawą. Odnoszę wręcz wrażenie, że im lepsi projektanci, tym bardziej swój pokaz przeżywają. Może chodzi o dużą świadomość tego, czym się zajmują. Być może gdyby wszyscy kreatorzy (i „kreatorzy”) zostali taką świadomością obdarowani, nie mielibyśmy czego w Łodzi oglądać (choć w niektórych przypadkach byłoby to wielkie szczęście).

Tym razem zaczęło się od wielkiego drzewa, które na wybiegu prezentowało się tak naturalnie, że zauważyłam je dopiero kilka minut przed pokazem. Wokół drzewa zgromadziły się modelki w czarnych ubraniach. Pokaz otworzyła zakapturzona postać. Miała na sobie hybrydę dwóch bestsellerów z poprzednich sezonów: przeciwdeszczowego płaszcza i długiej kurtki z puchowymi rękawami. Szybko jednak okazało się, że nie musimy się obawiać wtórności. Nawet jeśli pojawiły się rzeczy nawiązujące (a, jak wspominałam na początku, pojawiły się), niosły w sobie coś nowego.

Pierwsza część opierała się na ciemności. Czernie i grafity nawet przebijane bielą nie traciły mocnego charakteru. Potem przyszła czas na jesień, brązy, bordo, żółcie i hipnotyzujący błękit. Na końcu mieniące się na zielono i niebiesko cekiny – jedyny element ujawniony przedpremierowo, na Joannie Horodyńskiej kilka dni przed pokazem (nie pytajcie, co to była za impreza, liczyło się dla mnie tylko jej ubranie). Niezwykły element stanowiły dodatki. Ogromne torby na ramię, miękkie torebki do ręki, długie rękawo-rękawice (jak zobaczycie zdjęcie, zrozumiecie, co mam na myśli), puchowe szaliki. Jak zwykle u MMC grały detale. Pełne objętości kieszenie, mniej lub bardziej dyskretne warstwy, przeszycia, klapy. I oczywiście mnóstwo interesujących tkanin, które co sezon z pietyzmem są wybierane przez projektantów.

Co ogromnie cieszyło (choć w przypadku ten marki to nie nowość) to wyraźna sezonowość kolekcji. Została pomyślana na jesień i zimę. Nie było co do tego wątpliwości. Przypomniałam sobie swoje dawne marzenie (plącze się w blogowym archiwum) o kurtce zimowej, która byłaby jednocześnie ciepła, praktyczna i piękna (płaszcz też może być). Zdążyłam je porzucić, gdy nagle się spełniło. Czy muszę pisać „brawo”, „oby tak dalej”, „jestem zachwycona” itp.? Chyba nie. To oczywiste.

MMC (2)

MMC

MMC (3)

MMC (4)

MMC (6)

MMC (7)

MMC (8)

MMC (5)

MMC (11)

MMC (9)

MMC

MMC (5)

MMC (10)

 

MMC (12)

MMC (13)

MMC (14)

Fot. Katarzyna Ulańska i Przemysław Stoppa

4 myśli nt. „MMC

Dodaj komentarz
  1. Agata

    Zgadzam się całkowicie. Genialny pokaz, MMC nie zawiodło. Jak dla mnie był to jeden z czterech pokazów zasługujących na brawa (Nenukko, Michał Szulc, Brerenika Czarnota). Fenomenu Ł. Jemioła nadal nie rozumiem i chyba nawet nie chcę.

    Odpowiedz
     
  2. kelly

    Od razu widać, że to MMC. Dla mnie dodatkowym atutem są buty – w końcu i tu pojawiła się jesień z zimą, zamiast letnich sandałków, które często widziałam w Łodzi… ale pokaz jest na liście tych, przy których mogę odnotować „żałuję, że nie widziałam” :(

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *