Miesięczne archiwum: Kwiecień 2013

22

kwi

Najsłodsze buty świata

Słońce! Wreszcie radosny asortyment sklepów (w niektórych zalegający już od stycznia) nabrał sensu. W All about shoes zrobiło się pięknie i kolorowo. Kto ma blisko na Saską Kępę, powinien zajrzeć koniecznie. Na tle ściany w kwitnące pąki dumnie prezentują się egzemplarze marek Lilimill i Bisue Ballerinas. Te drugie są w Polsce absolutną nowością. W Hiszpanii obecne od lat pięćdziesiątych. Przede wszystkim baleriny, choć nie tylko. Kolory aktualnej kolekcji kojarzą się z koktajlami owocowymi albo dobrze zaopatrzoną lodziarnią. Nie każdy musi taką słodycz lubić, sama należę raczej do frakcji osób, które noszą buty szarobure i wysłużone, ale mam przyjemność z samego patrzenia. Z kolei Lilimill w tym sezonie podąża w stronę chłodnych odcieni (nawet złoto jest mocno przygaszone). Oprócz balerin fasony zdecydowanie męskie: trampki, sztyblety i tzw. loafers  (pisałam tu kiedyś o „wsuwach męskich”, wprawdzie w odniesieniu do mokasynów, ale, błagam, słowa „lordsy” nie zdzierżę. Wymyślcie mi odpowiednią polską nazwę, to będę używać). Błękitne sztyblety będą mi się śnić po nocach. Tak czuję. A jak Wam się podoba taka wiosna?

Bisue Ballerinas:

bisue (7)

bisue (6)

bisue

bisue (2)

bisue (3)

bisue (4)

bisue (5)

Lilimill:

lilimill

lilimill (2)

lilimill (3)

lilimill (4)

lilimill (5)

lilimill (6)

lilimill (7)

lilimill (8)

lilimill (9)

lilimill (10)

Zdjęcia: All About Shoes

18

kwi

Kupisz Forever

Co zrobić, gdy zaprojektujemy taki ciuch, którego popularność nie chce wygasnąć? Drogi są dwie. Albo decydujemy się na stałą produkcję i powtórki w każdym sezonie, albo przewrotnie żegnamy się z nim, dając radość tym, którzy zdążyli się na niego załapać. Żadna z tych dróg nie jest gorsza. Znam projektantów, którzy celowo unikają takich powrotów, choć mają pełną świadomość, że mogliby nieźle na tym zarobić. Znam też takich, którzy umieją sprytnie wykorzystać swoje bestsellery i w znajomych ramach tworzą kolejne wariacje. Robert Kupisz postanowił odnaleźć kompromis i, poza sezonowymi kolekcjami, włączyć do produkcji osobną linię „ulubieńców publiczności” pod nazwą „Qπш Forever”. To przede wszystkim koszulki, bluzy i tuniki nawiązujące do debiutu projektanta, ale też modele, które z czasem uzupełniały asortyment marki. Skórzane kurtki i spodnie, komfortowe miękkie sukienki… Wszystko w znajomej gamie kolorystycznej skupionej głównie na szarościach i błękitach. A na dodatek odrobinę niższe ceny. Choć ceny to w przypadku Kupisza sprawa nieustająco dyskusyjna, będąca dość częstym tematem żartów. Co ja na to? Pewnie, że wolałabym, żeby były niższe przynajmniej o połowę. Mogłabym wtedy zostać szczęśliwą posiadaczką któregoś z ciuchów – a mam przynajmniej kilka, w których siebie widzę. To jednak przedmiot dłuższej dyskusji, w końcu żaden projektant nie prowadzi działalności charytatywnej i chciałby najzwyczajniej w świecie utrzymać się ze swojej pracy.

Kolekcja Qπш Forever będzie dostępna od jutra w butikach Roberta Kupisza oraz sklepach współpracujących, a także na Mostrami.pl.

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Kupisz Forever

Fotograf: Robert Ceranowicz
Modele: Borys i Marta z Rebel Models

17

kwi

Aryton

Jakiś czas temu, gdy po raz pierwszy pisałam tu o marce Aryton, ogromne wrażenie zrobiło na mnie odświeżenie wizerunku marki. Nie tylko dzięki przejrzystym i przykuwającym wzrok zdjęciom, ale też projektom, które, choć klasyczne, pozostawiały noszącym spore pole do popisu. Niektóre zapierały dech w piersiach. Tu muszę wspomnieć moją mamę, która tak zachorowała na szary szlafrokowy płaszcz, że jeździła za nim po wszystkich sklepach, dopóki polowanie nie zakończyło się sukcesem. I teraz zapiera dech w piersiach w duecie z płaszczem.

Zastanawiałam się, co będzie dalej. Czy Aryton pójdzie za ciosem, czy po pewnego rodzaju eksperymencie powróci do tego, co sprawdzone. Rodzinna firma postanowiła kroczyć już tylko do przodu. Wiosenna kolekcja jest tego najlepszym dowodem. Może nie wszystkie elementy są trafione w punkt, ale naprawdę sporo jest wartych uwagi. Domyślam się, że kompletna zmiana profilu marki byłaby zbyt dużym ryzykiem. Rzesze stałych klientek odnajdują tam te rzeczy, do których są przyzwyczajone i żal by było im to odbierać. Ale coś się jednak zmienia i momentami moje skojarzenia biegną nawet w stronę takich person jak Phoebe Philo czy Clare Waight Keller.

Już za kilka dni efekty prac nad kolekcją jesienną obejrzymy na łódzkim wybiegu. Czy obecność sieciówek w miejscu, które skupia się na polskiej modzie ma sens czy nie? Moim zdaniem jak najbardziej ma. Nie chcę rzucać argumentami w stylu „przecież za całym świecie tak jest” (choć jest!), po prostu cieszy mnie różnorodność. A jeśli będzie zachowany ten poziom, co do tej pory, będę cieszyć się jeszcze bardziej.

Aryton

Aryton

Aryton

Aryton

Aryton

Aryton

Aryton

Aryton

Aryton

Aryton

Aryton

Modelka: Asia Piwka/ New Age Models
Fotograf: Aldona Kaczmarczyk/Van Dorsen Talents
Koncepcja artystyczna i stylizacja: Marta Kalinowska
Koncepcja graficzna: Joanna Dobkowska
Makijaż: Izabela Wójcik/Van Dorsen Talents
Włosy: Kacper Rączkowski/ DiVision Art
Scenografia: Natalia Kacper Mleczak
Produkcja: Anna Boczkowska / Van Dorsen Talents

16

kwi

Nieubłagany czas

Najnowsza kolekcja Agaty Wojtkiewicz, EON (którą oglądałam już dawno, ale dopiero teraz nadeszła odpowiednia na nią pora – jak widać za oknem) została zainspirowana wpływem czasu na materię. Rzecz pierwotnie nieskazitelna zyskuje rysy, pęknięcia, szlachetne podniszczenia. Wychodzimy od idealnej bieli, która z czasem gniecie się i pęka. Miedziane elementy najwyraźniej otarły się o nią, pozostawiając nieregularny odcisk grynszpanowej (trudne słowo, pożyczyłam z notki prasowej) patyny. Grają zróżnicowane faktury, połyskujące i matowe, grube i cienkie. Po raz pierwszy u Wojtkiewicz wystąpił dżins – oczywiście na potrzeby kolekcji odpowiednio potraktowany. Całość wyraźnie dzieli się na dwie części: dzienną i wieczorową. W jednej i drugiej dominują pęknięcia i niedopowiedzenia. Celowo niewykończone brzegi, elementy jakby wyszarpane (a tak naprawdę osadzone na tiulowej siatce w cielistym kolorze).

Ta kolekcja to reakcja na tak szybko zmieniające się tendencje, na upływający czas. Jest odpowiedzią na zjawisko fast fashion. Oczywiście osadzona jest mocno w tendencjach, lecz również oparta na ponadczasowych proporcjach, sylwetkach i materiałach” – mówi sama projektantka. Przyznaję, że to interesująca interpretacja szybkiej mody. Obserwujemy stopniowo zużywające się surowce, zamiast niemal od razu je wyrzucać.

Jeszcze jednym ukłonem w stronę nieubłaganego czasu było zaproszenie do współpracy marki bro.Kat, która na potrzeby kolekcji przygotowała autorską biżuterię stworzoną z węgla wykańczanego złotem. Ten akcent sprawił, że zaliczam kolekcję EON do najbardziej przemyślanych na przestrzeni ostatnich lat. Brawo!

agata wojtkiewicz

agata wojtkiewicz (2)

agata wojtkiewicz (3)

agata wojtkiewicz (4)

agata wojtkiewicz (5)

agata wojtkiewicz (6)

agata wojtkiewicz (7)

agata wojtkiewicz (8)

agata wojtkiewicz (9)

agata wojtkiewicz (10)

Fot. Szamot Lyzab

10

kwi

Poza schematem

Tak sobie patrzę ostatnio na pewną nową markę, która zaszczyciła swoją obecnością już i tak wypełnione do granic możliwości szeregi sieciówek o międzynarodowym zasięgu, i oprócz oczywistego zachwytu pojawiają się refleksje. Refleksje narodowe, można by rzec. & Other Stories to kolejne po COSie dzieło H&M Group. Plotki głosiły, iż ma stanowić markę najbardziej korespondującą z aktualną modą i nierozpieszczającą nas cenami. Z tym pierwszym się zgadzam, drugie miło zaskoczyło, nie wydając się bardziej wygórowane niż we wspomnianym przed chwilą sklepie. Ale nie o cenach chciałam. Nawet nie o modzie.

Przypuszczam, że ciężko w dzisiejszych czasach stworzyć coś zupełnie nowego. Zawsze w którymś aspekcie będzie podobne do czegoś, co już było (nie mówię teraz o awangardzie, choć zapewne też nie jest z tym tak łatwo jak kiedyś). Koncepcja & Other Stories poniekąd przeczy mojej teorii. Choć może nie jest zaskakująca, wnosi sporo przyjemnej dla oka świeżości. Asortyment jest mocno rozbudowany. Oprócz ubrań, toreb, butów i szeregu akcesoriów znajdziemy tam także kosmetyki kolorowe i pielęgnacyjne (a nawet takie gadżety jak zwykłe, wydawałoby się, waciki!). Zachowuje przy tym charakterystyczną i rozpoznawalną estetykę. Czyli można.

Zastanawiam się, czy kiedykolwiek ktoś w Polsce wpadnie na pomysł stworzenia czegoś w tym stylu. Nie chodzi mi koniecznie o trzymanie się dokładnie kierunku ogólnie (i nagminnie błędnie) określanego mianem minimalizmu. Bardziej mam na myśli odwagę wyjścia przed szereg i porzucenia pewnego schematu. Naprawdę nie wszystko trzeba sprowadzać z Chin albo upodabniać do oferty Zary. Wiadomo, potrzebujemy (najwyraźniej) takich sieci odzieżowych, które zadowolą jak największy procent potencjalnych klientów. Mam jednak wrażenie, że od wielu lat kręcimy się w kółko i nawet nowo powstające marki unikają ryzyka zaprezentowania czegoś odmiennego.

Nie zapominam, że mamy polskich projektantów i wielu z nich odważnie podąża własną drogą. Jednak jako konsumentka, która mimo wszystko bez sieciówek nie potrafi sobie wyobrazić życia, a jednocześnie modowa patriotka, liczę na to, że kiedyś spełni się moje marzenie o czymś na miarę opisywanej tu marki. Przemyślanej od początku do końca. Z tak opracowaną stroną graficzną, żeby nawet wspomniane waciki kusiły po nocach.

& Other Stories

& Other Stories

& Other Stories

& Other Stories

& Other Stories

& Other Stories

& Other Stories

& Other Stories

& Other Stories

& Other Stories

& Other Stories

Zdjęcia: & Other Stories

5

kwi

Louis Vuitton w Warszawie

To już oficjalne od jakiegoś czasu, ale ponieważ bardziej interesuję się wybiegami, niż otwarciami sklepów, informację przegapiłam. Louis Vuitton wreszcie otwiera się w Warszawie. Na razie asortyment ograniczy się do akcesoriów (choć słowo „ograniczy” być może nie jest najlepsze – w końcu właśnie z akcesoriów marka jest znana od 1854 roku). Oczywiście natychmiast pojawiły się głosy na temat nieszczęsnego monogramu na brązowym tle – sprowadzonego na parter (jeśli nie do piwnicy) przez milion podróbek dumnie przywożonych z tureckich bazarów. Przyznam, że sama nie jestem jego fanką, współcześnie jest trudny do ogrania – prawdopodobnie ze względu na nadmierną popularność. Ale gdy widzę go w towarzystwie Audrey Hepburn, nabiera sentymentalnego uroku. Zresztą sentyment, a przede wszystkim umiłowanie tradycji, przyświecają marce od wielu dekad.

Najświeższa kampania jest kolejnym tego dowodem. W roli głównej obsadzono torebkę Alma – zaprojektowaną 1934 roku. W owym czasie uchodziła za niezwykle odważną i nowatorską. Początkowo nosiła nazwę “Squire Bag”, potem “Champs-Elysées”, aż wreszcie została Almą, na cześć paryskiego placu i mostu o tej samej nazwie. Nieprzypadkowo kampania zatytułowana została „Chic on the bridge”. Modelki pozują na mostach w różnych miejscach na świecie. Jest oczywiście Paryż i Pont du Carrousel, jest Nowy Jork i Brooklyn Bridge oraz most Waibaidu w Szanghaju. Kolory torebek odpowiadają stereotypowym klimatom miasta. Moim faworytem jest żółty korespondujący z nowojorskimi taksówkami.

Ciekawe, jak wyglądałaby warszawska odsłona kampanii? Modelki stanęłyby na Moście Świętokrzyskim? A może Siekierkowskim? I w jakim kolorze byłaby Alma? Szarym? No dobrze, koniec tych smętnych zimowych żartów.

Louis Vuitton Alma

Louis Vuitton Alma

Louis Vuitton Alma

Fot. Steven Klein
Stylizacja: Ludivine Poiblanc
Makijaż: Peter Philips
Włosy: Julien d’Ys