30

lip

Fitzsimmons – urocze paskudy

Gdy ruszała strona Qelement, każdy z redaktorów miał napisać coś o sobie. W rubryce „znaki szczególne” wymieniłam m.in. brzydkie buty. Od razu zaznaczam, że nie chodzi mi o dziwolągi z półmetrowym kwadratowym noskiem czy wżynające się w stopę plastikowe sandałki. To raczej światowe przeboje wątpliwej urody, za to wygodne i trwałe. Tak więc posiadam skórzane kowbojki znoszone na amen, a wciąż spełniające swoją podstawową funkcję, granatowe matowe kalosze (zawsze, gdy je wkładam, zastanawiam się, skąd by wytrzasnąć widły na dopełnienie „stylizacji”), kauczukowe czarne japonki (koszmar – w lecie niezastąpiony) oraz szereg innych, których przez szacunek dla Czytelnika wymieniać nie będę. Nigdy się nie przekonam do sandałów podziurawionych niczym ser szwajcarski, zwanych Crocsami, z dużą nieufnością podchodzę także do rozczłapanych na starcie Emu. Są jednak momenty, w których strzała Amora pojawia się, nim zdążę uruchomić system ostrzegawczy. Tak było z Fitzsimmonsami.

Fitzsimmons to jeden z najpopularniejszych modeli marki Native. Łączy w sobie aparycję butów trekkingowych z właściwościami kaloszy i lekkością kapci. Kolorystyka zmienia się w każdym sezonie, choć zawsze pojawia się kilka spokojniejszych modeli dla tradycjonalistów. Podobno nieźle sprawdzają się zimą – akurat tego jeszcze nie próbowałam, bo otrzymałam je do testów, gdy trwała deszczowa wiosna. Pianka EVA (sic!), z której są wykonane, posiada właściwości wodoodporne, a miękki wkład z neoprenu dobrze izoluje i amortyzuje (to jest naprawdę niezłe). Jedyny problem stanowią sznurówki, które z tajemniczych powodów uparcie się rozwiązują. Może to kwestia dość śliskiego materiału, z którego są wykonane.

Oczywiście znów muszę nawiązać do obecności psa w moim życiu. To kolejna para butów, która ratuje mi spacery w niepogodę (żałuję, że Łatki nie mogę w nie opakować, gdy wskakuje prosto w błotnistą kałużę). W przeciwieństwie do czyszczenia psa, czyszczenie obuwia nie sprawia najmniejszych trudności. Do mniej oczywistych zalet należy doliczyć fakt, iż są to buty w stu procentach wegańskie.

fitzsimmons native (4)

fitzsimmons native (8)

fitzsimmons native (5)

fitzsimmons native

fitzsimmons native (2)

fitzsimmons native (7)

fitzsimmons native (6)

I po spacerze…

fitzsimmons native (3)

W naszym kraju nadwiślańskim można je kupić w sklepach Hego’s oraz internetowym butiku Pan Pablo. Tak wyglądają, gdy się ich nie używa (he he he).

448

676

Zdjęcia: Harel i Pan Pablo.

12 myśli nt. „Fitzsimmons – urocze paskudy

Dodaj komentarz
      1. Kajakowo

        Właśnie, obiekt. ;) Ja nawet o nich kiedyś pisałam u siebie. Zresztą a propos ich brzydoty – jaka tam brzydota, to są bardzo ładne buty, baaardzo. I tak jak piszesz, nagradzane – red dot design award dostały, więc to nie są przelewki. Marzą mi się czarne na białej podeszwie, ach.

        Odpowiedz
         
  1. Olga Cecylia

    Wrzynające! :-)

    Ciekawe, że lubisz brzydkie buty – większość kobiet jednak pała namiętnością (dla mnie niezrozumiałą) do szpileczek i innych wysokich obcasów. Zazwyczaj czuję się jak jakiś kosmita albo Kopciuszek, kiedy w tenisówkach czy balerinkach znajduję się w jakiejś większej grupie babskiej. I nie to, że nie lubię ładnych butów. Po prostu przede wszystkim mają być stabilne i nadawać się do chodzenia na długie dystanse :-)

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Zazwyczaj tak się składa, że wygodne są brzydkie. Ja już totalnie nie zwracam uwagi, że mam inne buty niż większość otaczających mnie kobiet. Zresztą mogę sobie podziwiać dzięki temu różne piękne szpileczki itd., samej nie musząc ich nosić ;)

      Odpowiedz
       
  2. Pani La Mome

    Wideł nie mam, ale służę grabiami;)

    Buty takie brzydkie, że aż piękne, tzn. mogą być brzydkie dla innych odczuwających świat inaczej, bo dla mnie super!

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Zastanawiam się, czy łopata do odśnieżania byłaby dobra. Ok, być może wkrótce zgłoszę się po grabie. Dopracowany „ałtfit” to jednak rzecz najważniejsza.

      Odpowiedz
       
  3. Ania

    Nie mogłam się powstrzymać : może te Ci się spodobają ! Ja je uwielbiam. Są brzydkie, wygodnie i zwracające uwagę przechodniów :)

    Odpowiedz
     
  4. Izabela

    Mam wrażenie, że posiadamy inne buty mimo, że mamy te same ok w innym kolorze. jeśli nazywasz je kaloszami a przemakają… albo, że trzymają ciepło a nogi są jak lodowate sople… ;( u nas to porażka.

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to a) zmienili technologię, b) trafiłaś na nieudany egzemplarz. Wprawdzie zimowo zdradziłam je dla Soreli, które znacznie lepiej grzeją, ale sporo znajomych w nich chodzi zimową porą i nie narzeka. I moje nie przemakają. Tylko sznurówki wciąż się rozwiązują ;).

      Odpowiedz
       

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *