Miesięczne archiwum: Wrzesień 2013

30

wrz

Wszystko o Twoich butach

Na warszawskiej Saskiej Kępie przy ulicy Walecznych 19 mieści się butik All about shoes. Miejsce kameralne, w starej kamienicy, wypełnione butami, których w większości przypadków nie znajdziemy nigdzie indziej w Polsce. Jego właścicielka, Anna Michniewicz, od samego początku stara się wybierać marki wcześniej u nas nieznane. Ewentualnie takie, które do tej pory można było w dość okrojonej liczbie odnaleźć w sklepach internetowych. Nie osiada na laurach i regularnie pojawia się na targach w poszukiwaniu nowości (niedawno wróciła z GDS w Düsseldorfie, rzecz jasna, z gotowymi planami na wiosnę).

Włoskie Lilimill i Patrizio Dolci, holenderska Lazamani, hiszpańska Bisue Ballerinas czy wreszcie polska Etnopia - różnią się stylem totalnie, łączy je świetna jakość. Charakter marki zaraz po dbałości wykonania liczy się najbardziej. Buty muszą nieść w sobie „to coś” – określenie banalne, ale jak najbardziej prawdziwe. Jeśli nie ujmą założycielki sklepu, nie mają żadnych szans – choćby zapowiadały się na hit sezonu. Wybór jest więc bardzo osobisty. Aktualnie miejsce pasteli (o których tu zresztą pisałam jakiś czas temu) zajęły odcienie bakłażana, brązu, czerni (tak, czerń też ma odcienie… Ach, przecież wiecie to na pewno, nawet taka książka niedawno powstała w naszym kraju…) i morskiego błękitu (lub morskiej zieleni, jak kto woli). Oprócz butów znajdziemy na miejscu szereg kolorowych toreb autorstwa Piotra Czachora (niektóre stworzone specjalnie dla sklepu) oraz biżuterię Peppermint Studio (cuda z maleńkich szklanych koralików – wkrótce tutaj w osobnym tekście). Najświeższym odkryciem jest marka Lazamani. Powstała w Holandii w 1988 roku, zasłynęła produkcją botków i kozaków (zarówno zimowych jak i letnich). Wprawdzie posiada w asortymencie także inne typy obuwia, ale jakimś cudem nie grzeszą urodą. Natomiast kowbojki czy botki motocyklowe są po prostu genialne.

Oczywiście All about shoes posiada także sklep internetowy, ale jeśli znajdziecie się w okolicach Saskiej Kępy (i uwielbiacie buty), potraktujcie ten punkt jako obowiązkowy. Warto.

Poniżej lookbook i najświeższa dostawa Lilimill:

Lilimill Lookbook All About Shoes (8)

Lilimill Lookbook All About Shoes (9)

Lilimill Lookbook All About Shoes (10)

Lilimill Lookbook All About Shoes (11)

Lilimill Lookbook All About Shoes (12)

Lilimill All About Shoes (10)

Lilimill All About Shoes (11)  Lilimill All About Shoes (13)

Lilimill All About Shoes (14)

Lilimill All About Shoes

Lilimill All About Shoes (2) Lilimill All About Shoes (3)

Lilimill All About Shoes (9)

Propozycje marki Lazamani:

Lazamani All About Shoes (1)

Lazamani All About Shoes (2)

Lazamani All About Shoes (3)

Lazamani All About Shoes

Zdjęcia: Lilimill i All about shoes.

28

wrz

Ten ohydny konsumpcjonizm

Za każdym razem, gdy temat wychodzi na wierzch, czuję się zdezorientowana. Naprawdę nie wiem, co mam pisać, co mam myśleć i czy w jakikolwiek sposób się do niego odnieść, czy po raz kolejny puścić płazem. Aby wiedzieć, o co mi chodzi, musicie, drodzy Państwo, przebrnąć przez dwa długie, lecz lekkim piórem napisane teksty. Pierwszy „W roli ofiary” autorstwa Michała Zaczyńskiego. Drugi, niejaką polemikę z pierwszym, „Między Polską a Bangladeszem” Tobiasza Kujawy. Gdy to zrobicie, możecie zabrać się za trzeci. Ten tutaj.

Mam pewną zasadę, której mocno się trzymam i myślę, że wychodzi to na dobre i mnie, i otoczeniu. Jeśli chcę coś zmienić, zaczynam od siebie. Pytam samą siebie: co mogę w takiej sytuacji zrobić. Czy mam krzyczeć na innych, że robią źle, wkurzać się, walczyć, prowokować? A może lepiej się zastanowić, jaka jest w tym wszystkim moja rola? Nie ukrywam, czasem rola polega na odwróceniu się od problemu. Bo mało mam własnych? Nigdy tutaj świętej i doskonałej nie odgrywałam.

Tym razem postanowiłam zabrać głos. Bo gdy czytam komentarz Michała w odniesieniu do przypadku LPP („Żadnego protestu, żadnej dyskusji. Polski konsument to  bezmyślna, bezrefleksyjna masa. Roszczeniowa tylko wtedy, gdy mu się koszulka w praniu skurczy, albo odpadnie guzik. I tą masą jesteście wy. Ale trzeba przyznać, że człowiek mody – z nielicznymi wyjątkami – nie jest lepszy. Redaktorzy, dziennikarze, blogerzy, styliści. Wasze nadęte ego, wasz galopujący materializm i głupi snobizm zwolnił was z działania. I myślenia”), moje nadęte ego zaczyna się niepokoić. Nie będę się skupiać na naszej hipokryzji, którą genialnie zanalizował Tobiasz. Ani na LPP i umywaniu rąk i nie docenianiu siły nowych mediów. Egoistycznie skupię się na sobie.

Co czujemy, gdy czytamy takie wieści? Oburzenie, prawda? Niesprawiedliwość. Kręcimy głowami z niedowierzaniem. Podpieramy ciężką głowę ręką pełną bransoletek z Zary i tupiemy nowym skórzanym bucikiem COS w podłogę. „To okropne” – możemy dać znać na Facebooku, uderzając w dźwięczne klawisze przepięknego laptopa wyprodukowanego i złożonego w Chinach. Ach, można jeszcze założyć „fanpage” bojkotujący dowolną działalność, która aktualnie nie daje nam spokoju. Będą nas „lajkować” wszyscy ci, którzy czują się na tyle bezczelni, by nie oszczędzać energii i korzystać z komputerów. Uwielbiamy się oburzać. Uwielbiamy krytykować. Zbierać podpisy. Bojkotować. Nie uważam, że to źle. Absolutnie nie. Po prostu zastanawiam się, gdzie leży granica między słomianym zapałem a realnym działaniem.

Przychodzi mi na myśl przykład z modą totalnie niezwiązany, ale znany Wam zapewne świetnie. Siedzę sobie na rzeczonym Facebooku (tak, korzystam z komputera, przy włączonym świetle!) i post za postem dopadają mnie udostępniane zdjęcia cierpiących psów, kotów, dzieci, chomików (niepotrzebne skreślić). Kliknij, udostępnij, skomentuj. Nie klikam, nie udostępniam, nie komentuję, a nawet blokuję takie treści, bo nie mam ochoty ich oglądać. Czy coś robię? A czy kogoś to obchodzi? Może co miesiąc dostarczam karmę do schroniska? Może część swoich dochodów przeznaczam na różnego rodzaju fundacje? Nie powiem Wam, bo to moja prywatna sprawa.

I co ja, konsument czy też „nadkonsument” opętany co pewien czas chorobą zakupoholizmu, może uczynić w sprawie Bangladeszu i im podobnych? Czy drobiazgi przestały się liczyć? Czy powinnam się przestawić na wielkie czyny i wielkie słowa? Może teraz będzie mi łatwiej wytłumaczyć, skąd moja wspomniana na początku dezorientacja. Co ja mam teraz napisać? Że staram się kupować świadomie? Że korzystam z tego samego telefonu od pięciu lat? Że segreguję śmieci, a ubrań nie wyrzucam, tylko daję im drugie, trzecie i czwarte życie? Toż to przecież banał i śmiech na sali.

Pojawia się pytanie. Co w takim razie zrobić choćby z tym blogiem, który przecież traktuje o modzie tylko i wyłącznie. Czy przeprowadzać śledztwo w sprawie każdej marki, o której chcę tu napisać? Czy jeśli któraś z sieciówek stworzy zapierającą dech w piersiach kampanię wizerunkową, mam się wstydzić własnego zachwytu? Czy myślicie, że skoro wrzucam zdjęcia jesiennych ciuchów GAP na Facebooka, to jestem niewrażliwa na ludzkie cierpienie? No błagam, nie dajmy się zwariować.

Jestem ogromnie ciekawa, co Wy robicie w takich sytuacjach. Jakie macie przemyślenia, jakie podejmujecie działania. Co Was wkurza, a – może jakimś cudem – gdzie widzicie nadzieję?

23

wrz

Serena van der Woodsen jest kobietą

Natychmiast wyjaśniam, któż to taki, ta nasza tytułowa Serena – w końcu nie wszyscy muszą się orientować w archiwalnych serialach, czyż nie? Otóż był sobie amerykański serial „Plotkara” stworzony na podstawie książki pod tym samym tytułem. Jego nastoletnie bohaterki charakteryzował nad wyraz dojrzały styl i uparte robienie się na stare maleńkie. Przodowała w tym maratonie rzeczona panna van der Woodsen, dając swoim szesnastoletnim rówieśniczkom przykład, że na dorosłą garderobę nie ma sensu czekać. Być może w planach (nie umieszczonych już w fabule) miała usilne odmładzanie się ubiorem w okolicach czterdziestki. Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że polskie marki kierujące ofertę do kobiet od trzydziestki w górę od pewnego czasu szumnie ogłaszają swoje odmłodzenie, względnie odświeżenie. Z jednej strony ta pogoń za wieczną młodością może wydawać się absurdalna (i z góry skazana na niepowodzenie), z drugiej jednak warto czasem wyjrzeć z siermiężnych ram pozostawionych przez ubiegłe dekady. Będę optować za złotym środkiem, rzecz jasna, ale tymczasem powrócę do tego, od czego miałam zacząć, a wciąż jeszcze nie zaczęłam.

Jesień wg marki Caterina. Marki, którą w Polsce mamy od lat dwudziestu dwóch i która do tej pory popularna była raczej wśród pań dojrzałych. Niekoniecznie ze względu na wyznawany przez nie konserwatyzm. Chodzi tu raczej o zasobność portfela (czyli to, z czym panna van der Woodsen problemu nie miała). Ekskluzywne materiały, europejska produkcja, doskonała jakość – to są pewniki, które mają swoją cenę. Wiadomo, konserwatyzm musi zostać po części zaspokojony co sezon. Szaleństwa należy poszukać w innych źródłach. Ale po ubrania proste i uniwersalne (i długowieczne) możemy uderzać w ciemno. A kto wie, czy nie trafimy pośród nich na projekt Ilony Majer z MMC, która z Cateriną współpracuje już od dłuższego czasu?

caterina

caterina (2)

caterina (3)

caterina (4)

caterina (5)

caterina (6)

caterina (7)

 

Foto: Mateusz Stankiewicz / AFPHOTO
Asystent foto: Maciej Ryter & Rafał Ejchorszt / Daylight Studio
Stylista: Marek Adamski
Asystentka stylisty: Kania Kamińska
Fryzury: Michał Bielecki / Warsaw Creatives
Makijaż: Patrycja Dobrzeniecka
Modelka: Aleksandra Rogowska / D’Vision
Backstage: Jakub Jóźwicki
Produkcja: Ania Boczkowska / Van Dorsen Talents

22

wrz

Ania Kuczyńska dla YES

O współpracy Ani Kuczyńskiej z marką Yes było słychać już od jakiegoś czasu. Mam wrażenie, że po raz pierwszy wieść mnie dobiegła około rok temu. Zastanawiałam się, jak mogłaby wyglądać taka biżuteria i naprawdę ciężko mi było cokolwiek sobie wyobrazić. Włoskie inspiracje, widoczne tak często w kolekcjach ubrań, raczej odpadały. Oczywiście teraz bardzo uogólnię, ale pierwsze, co mi przychodzi do głowy, gdy myślę o włoskiej biżuterii, to kicz (weźmy pierwszych z brzegu panów z problemami podatkowymi albo drugą z brzegu wiecznie młodą Donatellę). Następnie szaleństwo (Prada i para żółtych bananów) albo geometrycznie ciosana nowoczesność (Marni – od lat). Żadne z powyższych do Ani Kuczyńskiej nie pasowało. Efekt współpracy zaskoczył. Przede wszystkim dlatego, że idealnie wpasował się w estetykę, którą projektantka upodobała sobie wiele lat temu. Z drugiej strony biżuteria ta jest krzykliwa. I to bardzo. Niesie w sobie maksymalizm lat osiemdziesiątych (pozwolę sobie to tak roboczo określić). Zarówno bransoletki jak i kolczyki są masywne i sprawiają wrażenie ciężkich (na szczęście nie są w rzeczywistości).

Cała idea opiera się na symbolach. Kwadrat, koło, trójkąt, serce, pentagram i krzyż. Każdy z nich jest pełen ukrytych znaczeń, każdy z nich nosi jakieś przesłanie. Cztery żywioły, cztery strony świata. Doskonała trójka – w tym boskie trójce, niebo, ziemia i piekło. Koło – nieskończoność, wieczność. Mocno związane z religią krzyż, serce i pentagram. Co będą znaczyć dla nas, możemy sobie śmiało wybrać. Uwaga, wgryzanie się w symbole mocno wciąga i pożera czas!

Całość została podzielona na dwie wersje: stalową i pozłacaną. Bransoletki są ozdobione emalią. Można je kupić w butiku projektantki, a także w salonach Yes. I oczywiście w sklepie internetowym.

Ania Kuczyńska i Magdalena Frąckowiak

Ania Kuczynska dla YES (2)

Ania Kuczynska dla YES (3)

Ania Kuczynska dla YES (4)

Ania Kuczynska dla YES (5)

Ania Kuczynska dla YES (6)

Ania Kuczynska dla YES (7)

Ania Kuczynska dla YES (8)

Ania Kuczynska dla YES (9)

Ania Kuczynska dla YES (10)

Ania Kuczynska dla YES (11)

Ania Kuczynska dla YES (12)

Ania Kuczynska dla YES

Fot. Magda Wunsche / Agnieszka Samsel (zdjęcie główne)

19

wrz

Anna Pitchouguina

Anna Pitchougina lubi być nostalgiczna. Najwyraźniej. Gdy pisałam tu o niej po raz pierwszy, było to chwilę po łódzkim pokazie kolekcji m.in. w nadruki obramowanych zdjęć (zresztą… dla przypomnienia link). Mogłabym spokojnie pisać teraz o propozycjach na lato 2014, które już można znaleźć na stronie, ale nie mogę sobie odpuścić przyjemności pokazania Wam tego, co na poniższych zdjęciach. Bo to jest majstersztyk w najznakomitszym znaczeniu tego słowa. Majstersztyk ów zawiódł projektantkę do finałowej dziesiątki konkursu T-FORCE International Fashion Awards w Chinach. Żałuję, że nie wygrała (bo mogła, spokojnie), ale zakwalifikowanie się tak wysoko stanowi sukces tak czy inaczej.

Co tym razem? Znów zabawa fakturami. Ciężkie wełny obok delikatnej łączki, zabawne kolorowe futrzaki w parze z oszczędnymi, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie (a jestem z nim ogromnie ostrożna) minimalistycznymi krojami. Przyjemny dla oka miszmasz utrzymany w ciepłej i przytulnej tonacji. Z Pitchouguiną nie taka jesień straszna, jak ją malują.

pitchouguina (4)

pitchouguina (7)

tumblr_moym2gTR8Z1r94mbco1_1280

pitchouguina (5)

tumblr_mqablnHF8S1r94mbco1_1280

pitchouguina (6)

pitchouguina

pitchouguina (2)

Zdjęcia: Pitchouguina

18

wrz

Herzlich Willkommen

W tym roku w Łodzi wydarzyło się coś niezwykłego. Poziom pokazów Off był tak wysoki, że wiele kolekcji spokojnie mogłoby zaprezentować się w strefie Designer Avenue (i z powodzeniem zastąpić niektóre kwiatki – nawet mi się nie chce bawić w nazwiska…). Projektantki Herzlich Wilkommen, Alicja Saar i Małgorzata Wójcicka, już podczas poprzedniej edycji pozytywnie zaskoczyły. Jednak to jesienne propozycje potwierdziły ich artystyczną dojrzałość (jeśli mogę tak to ująć).

Realistyczne nadruki wciąż stanowią sporą część prac marki. Tym razem zrobiło się miękko i zimowo. Grafiki świetnie oddają fakturę swetrów w warkocze, przeskalowanych splotów, futer, a nawet długich pofalowanych blond włosów. Kilkakrotne powiększenie spotkało także suwaki. Zdobią nie tylko kurtki, ale też czapki, plecaki – worki oraz torebki – nerki (obecność dodatków cieszy niezwykle – genialnie, że coraz więcej polskich projektantów poświęca im swój czas i uwagę). Uspokoiła się kolorystyka. Czerń, biel i gama szarości pomiędzy nimi w zupełności wystarczyły, by stworzyć dzieło kompletne.

Na zdjęciach kulisy pokazu uchwycone przez fantastyczną Veronikę Annę.

Herzlich Willkommen (6)

Herzlich Willkommen (5)

Herzlich Willkommen (7)

Herzlich Willkommen (8)

Herzlich Willkommen (9)

Herzlich Willkommen (10)

Herzlich Willkommen (11)

Herzlich Willkommen (12)

Herzlich Willkommen (13)

Herzlich Willkommen (14)

Herzlich Willkommen (15)

Herzlich Willkommen (16)

Herzlich Willkommen (17)

Herzlich Willkommen (18)

Herzlich Willkommen (19)

Herzlich Willkommen (20)

Herzlich Willkommen

Herzlich Willkommen (2)

Herzlich Willkommen (3)

Herzlich Willkommen (4)

Fot. Veronika Anna (Flickr + Facebook)