28

wrz

Ten ohydny konsumpcjonizm

Za każdym razem, gdy temat wychodzi na wierzch, czuję się zdezorientowana. Naprawdę nie wiem, co mam pisać, co mam myśleć i czy w jakikolwiek sposób się do niego odnieść, czy po raz kolejny puścić płazem. Aby wiedzieć, o co mi chodzi, musicie, drodzy Państwo, przebrnąć przez dwa długie, lecz lekkim piórem napisane teksty. Pierwszy „W roli ofiary” autorstwa Michała Zaczyńskiego. Drugi, niejaką polemikę z pierwszym, „Między Polską a Bangladeszem” Tobiasza Kujawy. Gdy to zrobicie, możecie zabrać się za trzeci. Ten tutaj.

Mam pewną zasadę, której mocno się trzymam i myślę, że wychodzi to na dobre i mnie, i otoczeniu. Jeśli chcę coś zmienić, zaczynam od siebie. Pytam samą siebie: co mogę w takiej sytuacji zrobić. Czy mam krzyczeć na innych, że robią źle, wkurzać się, walczyć, prowokować? A może lepiej się zastanowić, jaka jest w tym wszystkim moja rola? Nie ukrywam, czasem rola polega na odwróceniu się od problemu. Bo mało mam własnych? Nigdy tutaj świętej i doskonałej nie odgrywałam.

Tym razem postanowiłam zabrać głos. Bo gdy czytam komentarz Michała w odniesieniu do przypadku LPP („Żadnego protestu, żadnej dyskusji. Polski konsument to  bezmyślna, bezrefleksyjna masa. Roszczeniowa tylko wtedy, gdy mu się koszulka w praniu skurczy, albo odpadnie guzik. I tą masą jesteście wy. Ale trzeba przyznać, że człowiek mody – z nielicznymi wyjątkami – nie jest lepszy. Redaktorzy, dziennikarze, blogerzy, styliści. Wasze nadęte ego, wasz galopujący materializm i głupi snobizm zwolnił was z działania. I myślenia”), moje nadęte ego zaczyna się niepokoić. Nie będę się skupiać na naszej hipokryzji, którą genialnie zanalizował Tobiasz. Ani na LPP i umywaniu rąk i nie docenianiu siły nowych mediów. Egoistycznie skupię się na sobie.

Co czujemy, gdy czytamy takie wieści? Oburzenie, prawda? Niesprawiedliwość. Kręcimy głowami z niedowierzaniem. Podpieramy ciężką głowę ręką pełną bransoletek z Zary i tupiemy nowym skórzanym bucikiem COS w podłogę. „To okropne” – możemy dać znać na Facebooku, uderzając w dźwięczne klawisze przepięknego laptopa wyprodukowanego i złożonego w Chinach. Ach, można jeszcze założyć „fanpage” bojkotujący dowolną działalność, która aktualnie nie daje nam spokoju. Będą nas „lajkować” wszyscy ci, którzy czują się na tyle bezczelni, by nie oszczędzać energii i korzystać z komputerów. Uwielbiamy się oburzać. Uwielbiamy krytykować. Zbierać podpisy. Bojkotować. Nie uważam, że to źle. Absolutnie nie. Po prostu zastanawiam się, gdzie leży granica między słomianym zapałem a realnym działaniem.

Przychodzi mi na myśl przykład z modą totalnie niezwiązany, ale znany Wam zapewne świetnie. Siedzę sobie na rzeczonym Facebooku (tak, korzystam z komputera, przy włączonym świetle!) i post za postem dopadają mnie udostępniane zdjęcia cierpiących psów, kotów, dzieci, chomików (niepotrzebne skreślić). Kliknij, udostępnij, skomentuj. Nie klikam, nie udostępniam, nie komentuję, a nawet blokuję takie treści, bo nie mam ochoty ich oglądać. Czy coś robię? A czy kogoś to obchodzi? Może co miesiąc dostarczam karmę do schroniska? Może część swoich dochodów przeznaczam na różnego rodzaju fundacje? Nie powiem Wam, bo to moja prywatna sprawa.

I co ja, konsument czy też „nadkonsument” opętany co pewien czas chorobą zakupoholizmu, może uczynić w sprawie Bangladeszu i im podobnych? Czy drobiazgi przestały się liczyć? Czy powinnam się przestawić na wielkie czyny i wielkie słowa? Może teraz będzie mi łatwiej wytłumaczyć, skąd moja wspomniana na początku dezorientacja. Co ja mam teraz napisać? Że staram się kupować świadomie? Że korzystam z tego samego telefonu od pięciu lat? Że segreguję śmieci, a ubrań nie wyrzucam, tylko daję im drugie, trzecie i czwarte życie? Toż to przecież banał i śmiech na sali.

Pojawia się pytanie. Co w takim razie zrobić choćby z tym blogiem, który przecież traktuje o modzie tylko i wyłącznie. Czy przeprowadzać śledztwo w sprawie każdej marki, o której chcę tu napisać? Czy jeśli któraś z sieciówek stworzy zapierającą dech w piersiach kampanię wizerunkową, mam się wstydzić własnego zachwytu? Czy myślicie, że skoro wrzucam zdjęcia jesiennych ciuchów GAP na Facebooka, to jestem niewrażliwa na ludzkie cierpienie? No błagam, nie dajmy się zwariować.

Jestem ogromnie ciekawa, co Wy robicie w takich sytuacjach. Jakie macie przemyślenia, jakie podejmujecie działania. Co Was wkurza, a – może jakimś cudem – gdzie widzicie nadzieję?

16 myśli nt. „Ten ohydny konsumpcjonizm

Dodaj komentarz
  1. Lady Pasztet

    Święte oburzenie bywa potrzebne, bo często wyciąga z letargu. Równie często usypia. Podobał mi się tekst Zaczyńskiego, ale nie zmieni to faktu, że zdarza mi się kupić coś od LPP, nawet ostatnio mi się zdarzyło, już po tej tragedii. Refleksja przyszła już po wyjściu ze sklepu, że można zaczynać od siebie, ale co to właściwie znaczy? Nie kupować, bojkotować, nabijać kabzę komuś innemu? Także nie klikam i nie szeruję kotków i piesków, bo jak pokazują pewne kampanie społeczne lajki na fejsie nikogo jeszcze nie uratowały, za to być może komuś przydadzą się właśnie stare ubrania czy buty. Tutaj także zdarzają się nadużycia naszej dobrej wiary, ale czy trzeba przestać się starać? Ja czasem wolę wydać na ubrania więcej, ale mieć je przez lata i choćby dlatego nie dokładać się do powszechnego konsumpcjonizmu. Nie wiem, czy to wystarczy, ale chodzenie z transparentami też niewiele daje.
    Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Być może nie jestem typem, który wierzy w transparenty, to wszystko. Wolę właśnie takie drobiazgi, jakie opisałaś. Z pewnością znajdzie się grupa ludzi, która stwierdzi, że one nic nie dają, ale trudno, wszystkich się nie zadowoli.

      Odpowiedz
       
  2. olimpia

    „Chcesz zmienić świat- zacznij od siebie”. Taką zasadę stosuję, a przynajmniej staram się stosować jak najczęściej. Łażeniem za ludźmi niczym jehowi i wciskaniem im na siłę swojego zdania, swojej hierarchii wartości, moralności, etyki niczego nie zmienimy. Dlatego staram się żyć zgodnie ze swoimi zasadami, i być uczciwa sama przed sobą. Czy to dotyczy zjadania zwierząt, noszenia ubrań szytych przez wschodnich „niewolników”, czy czegokolwiek innego. Nie potrzebuję się zwierzać przed innymi ile pieniędzy wpłaciłam na jakiś szczytny cel, ani komu oddałam ubrania, którymi się znudziłam. Jeśli postępuję zgodnie z własnymi przekonaniami, to nie potrzebuję się z tym dodatkowo obnosić.
    Pozdrawiam,
    Olimpia

    Odpowiedz
     
  3. gonia

    Ostatnio przysluchiwalam sie dyskusji kilku osob w radiu na temat ” mlodego pokolenia” , ktore nie ma potrzeby wytlumaczenia dlaczego cos,ktos ( film, ksiazka, ubranie, aktor) sie komus podoba. Wystarczy like na ryjbuku i to nas w zupelnosci okresla i nam wystarcza. Konkulzja bylo to, ze rosnie nam pokolenie prymitywow. Wiec nikt nie zastanawia sie skad po co i dlaczego tak tanio.i Po prostu nikogo to nie obchodzi. To smutne, wiem, ale ja sama ostatnio spotykam sie z masa osob, ktore na pozor ladnie sie wypowiadaja, ale na pytanie co ich inspiruje w pozornie artystycznej dzialalnosci mowia; o co ci chodzi, nie wiem, nic. Ja moze jestem z tego ‚ starszego’ pokolenia trzydziestolatkow, ale mam wciaz potrzebe tlumaczenia ‚dlaczego’ . Mysle, ze po prostu mlodym ludziom brakuje autorytetow…

    Odpowiedz
     
  4. Helena

    Miałam nie dorzucać swoich przysłowiowych trzech groszy , bo niebawem na ‚gorące tematy’ oprócz mentalnego uczulenia nabawię się chyba jak-naj-realniejszej wysypki, ale jakoś mnie Twój wpis, nie teoretyzujący, a opanowany i osobisty nakłonił.
    Michał Zaczyński napisał tekst krwisty i emocjonalny (a to niby moja grupa wpisów ulubiona), ale przy tym dość histeryczny, Tobiasz z kolei odbiegł od tematu (którym dla mnie np. było prostackie ‚coś się dzieje – czy/jak reagować’) bawiąc się sprawnie w psychologię tłumu doby social media, a problem zdaje się leżeć gdzie indziej.
    Truizm tygodnia brzmi ‚świata nie naprawimy’, możemy się co najwyżej na skalę lokalną parać jego ulepszaniem.

    Tobiasz pisał w gruncie rzeczy o braku samoświadomości i miłym gniazdku z pozornych gestów i słów, dla mnie cała dyskusja sprowadza się również do braku świadomości – ale przyczyn i skutków.
    Kraje trzeciego świata są krajami trzeciego świata najczęściej przez trwające całe dekady nieudolne rządy, odpływ większości wykształconych obywateli zagranicę , letarg mieszkańców, uwsteczniające wierzenia (tak, zdaję sobie sprawę, że to olbrzymie uproszczenie, ale cóż nim nie jest), a nie przez grupę złych i paskudnych dyrektorów zachodnich koncernów. Ktoś te firmy tam jednak wpuścił, pozwolił im na funkcjonowanie, nie kontrolował. Szukanie najtańszej z możliwych produkcji i produktów jest prostą zasadą rynku z którą nie sposób walczyć.
    Żadne z nas NIC z Bangladeszem i krajami mu podobnymi nie zrobi, podobnie jak wesoła grupa ‚uwalniająca’ parę lat temu Tybet. Może po prostu lepiej przyjrzeć się czasem własnemu podwórku, a nie wmawiać sobie, że zaniechanie zakupu dziesięciu na krzyż szmat rocznie ma szanse coś realnie zmienić w kraju oddalonym o tysiące kilometrów i przeżartym korupcją.

    I hmm, ja egoistycznie i lokalnie cieszę się jednak z interesującej dyskusji na poziomie wyśrubowanym (a niee, sorry, zgodnie z pokrętną logiką internetowych koment-polemik nie przystoi mi napisać czegoś takiego, no bo przecież, gdyby nie było ofiar, nie byłoby tematu)

    Ukłony!

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Też mam alergię na gorące tematy i unikam ich jak ognia (sic!), ale ponieważ wiem, co za chwilę się stanie, postanowiłam zrobić wyjątek. Lada dzień wszyscy po kolei będą nawoływać do wspólnych wielkich działań, natomiast ja pytam i będę pytać. Co możemy zrobić REALNIE?

      Odpowiedz
       
  5. karolina

    Tak jak już pisałam u Tobiasza, ja też próbuję coś zmieniać zaczynając od siebie – nie kupuję w sieciówkach (chyba, że naprawdę muszę i z reguły na przecenach, żeby dać im zarobić jak najmniej), w 80-90 % procentach ubieram się w vintage i sh. Wiadomo, w lumpeksach też pełno sieciówek, ale kupie sh, to już nie kupie w to miejsce nowego w sieciówce, i to jest mój taki mały bojkot. Wiadomo, że to jest rozwiązanie połowiczne i nie dla wszystkich, bo trudno, żeby nagle wszyscy zaczęli się ubierać w lumpeksach, nie każdy ma na to czas i chęć (ale prowadzę też sklep vintage, gdzie są już wybrane, wyselekcjonowane rzeczy i można sobie w wolnej chwili szybko przejrzeć). To jest takie śmieszne rozwiązanie w skali globalnej, niedoskonałe, co zresztą zostało też wytknięte w dyskusji, ale w tym momencie, gdy światem rządzą koncerny sieciówkowe i mają jakąs tam zmowe cenową (rzeczy warte kilka centów czy dolarów sprzedawane są za wiadomo jakie ceny) i wszyscyz nich korzystają, bo nie ma alternatywy, to nie wiem co mogłabym zrobić. Wiadomo, że dlugofalowo pomogłaby jakaś edukacja, uświadomienie konsumenckie, jakieś programy w szkołach, pewnie w przyszłości tak będzie, tylko u nas w kraju pewnie z opóźnieniem. Ale warto byłoby zacząć w jakiś sposob wywierać nacisk, wiadomo, kropla drązy skałe..

    Odpowiedz
     
    1. well-dressed_mind

      Nic nie wydarzy się z dnia na dzień, bo tu chodzi o zmianę mentalności konsumentów. A to może trochę potrwać. Aktualnie sytuacja jest następująca: firmy odzieżowe szyją w Bangladeszu, Indiach i Chinach bo jest tanio. I będą tak robiły, bo dlaczego mają płacić więcej,skoro mogą zapłacić mniej, a więcej zarobić. Pomimo całego CSRowego bullshitu, duże firmy zawsze będą się kierowały zyskiem. Ludzie kupują w sieciówkach bo jest tanio. I będą tak robić, bo dlaczego mają płacić więcej, skoro mogą zapłacić mniej? Na prawdę, żyjemy w czasach gdzie co raz więcej ludzi dokonując wyborów kieruje się aspektem ceny. Tym bardziej, że nigdy nie mamy pewności, że droższe ubrania są 1. lepszej jakości, 2. produkowane w etycznych warunkach.
      Dyskusje o etyce w modzie są oczywiście ważne i potrzebne. Trzeba być jednak realistą i mieć świadomość, że od samej nagonki w mediach, paru oburzonych społeczników i kilku fanpejdży na FB świat nie ulegnie zmianie. Marki odzieżowe nie zmienią nagle swojej strategii, bo przenoszenie produkcji to ogromne, dodatkowe koszty, a to równa się mniejszy zysk.
      Tak, żyjemy w okrutnych czasach. Tak, liczy się głównie kasa. Ale zamiast biadolenia, narzekania i medialnego strzelania fochów trzeba zacząć powoli zmieniać świat. Ale zacząć od siebie, a nie od wytykania innym błędów.

      Odpowiedz
       
  6. nugatowa

    Święte oburzenie, a niewielu z was zdaje sobie sprawę jak działa branża nie od strony fikuśnych szmatek a na etapie produkcji. zadaniem osoby w dziale zakupów jest znajdowanie fabryk które odszyją nam projekt taniej niż fabryka w Chinach po to by polski konsument i tak uboższy od pozostałych konsumentów z USA mógł kupić akrylową bluzeczkę za 99,90 zł. Walka nic tu nie da, zastanówcie sie- czy chcielibyście żeby ktoś wam odebrał waszą głodową pensje? Tak? To zaręczam wam, że firma delegująca prace do Polski bez mrugnięcia okiem przeniesie swój dział do Czech. Tak samo jest z LPP, Jeśli nie Indie to otworem staja inne państwa. Dobrze jest krytykować i podpalać stosy ze swojego ciepłego domku, sprzed monitora najnowszego laptopa.

    Odpowiedz
     
  7. Zbigniew

    A ja siedzę własnie przed monitorem mojego ośmioletniego laptopa , który odziedziczyłem od syna. Stary już , ale daje radę. Czasem USB nie zadziała bo jakiś konflikt sprzętowy , czasem wolny bo procesor dostaje zadyszki. Odrapany taki jakiś i niemodny. Obok na stole stary model nokii – bez „fejsa” i „netu” , bo to telefon jest w końcu i ma „dzwonić” , i……..dzwoni !! Ubrania ?? 90 % second hand , ale przecież mam stamtąd rzeczy jeszcze z metkami , noszone najwyżej kilka razy , modne nawet i przez to moje rozbuchane konsumpcyjnie EGO nie doznaje najmniejszego szwanku. Samochód ?? No cóż , ma już trzynaście lat , ale podobnie jak laptop , daje radę. Żywność staram się kupować w zaprzyjaźnionym sklepiku u Pani Józi , bo Ona przynajmniej podatek w Polsce zostawi ( a jak sobie kupi nową lodówkę do sklepu to wiem , że chyba trochę dzięki mnie ). Ale Pani Józia nie wszystko ma , wtedy idę do „szkodnika” za rogiem bo przecież żyć trzeba. Reasumując : świata nie zmienię , ale zaczynając od siebie , przynajmniej się staram ……

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *