Miesięczne archiwum: Październik 2013

29

paź

Isabel Marant pour H&M

Z moim blogowym spowolnieniem, które coraz bardziej uwielbiam, trudno wyskoczyć z czymś całkiem nowym. Zwłaszcza gdy chce się napisać na temat maglowany od paru miesięcy. A miałam nie poświęcać tu czasu sieciówkom… No cóż, zdarzają się wyjątki. O kolekcji Isabel Marant dla H&M chciałabym wspomnieć przede wszystkim dlatego, że stanowi kolejny stopień zaspokojenia moich marzeń. Spełniły się Marni, Maison Martin Margiela i Comme des Garcons. Isabel właśnie się spełnia, pozostał jeszcze Dries van Noten (i zapewne kilku innych, wymieniam potrzeby podstawowe).

Marant jest projektantką, którą obserwowałam na długo przed wybuchem jej nieokiełznanej popularności. Czasem można było znaleźć jej ubrania na francuskich blogach. Oglądałam je też dawno temu w Paryżu, gdy miały ceny przynajmniej dwa razy niższe. Jakość wykonania – bez zarzutu. Wzornictwo? Jak to u Marant. Przyjazne noszącym, w przyjemny sposób zahaczające o style etniczne. A potem się zaczęło… Gwiazdy w Marant, buty w stylu Marant, interpretacja Paryża, Teksasu, Los Angeles i Aspen według Marant… Sieciówki rzuciły się na jej pomysły jak wygłodniałe sępy, psy, hieny (niepotrzebne skreślić) i od lat kilku na wieszakach znajdujemy kopie w skali jeden do jednego. H&M też ma na koncie niejeden grzech, choć chyba Zary nie przebije.

„I thought this was a good opportunity to say: That belongs to me” – tak projektantka podsumowała decyzję o współpracy z sieciówką na ramach brytyjskiego Vogue’a. Całkiem sprytnie. Skoro machiny nie zatrzyma, sama w nią wskoczy. Zemsta może być słodka, choć nie na samej marce, a na klientach, którzy gotowi po raz kolejny stawiać namioty pod sklepami, żeby tylko dorwać ciuch sygnowany nazwiskiem Francuzki. Ale nie o tym. Bo przy każdej takiej współpracy można stworzyć tego typu notkę w ciemno. A że inspiracje, a że nawiązania, przekrój twórczości, limitowana produkcja, dyskusje nad jakością i czy to nie obraża regularnych klientów projektanta… I że skandal, że ludzie się rzucają, że wszystko będzie na Allegro za potrójną cenę. Chcecie? Przygotuję taki uniwersalny tekst, zostawimy tylko puste miejsce na kolejne nazwisko.

Szumu sporo, a tymczasem sama kolekcja, o której czasem się zapomina, do końca udana nie jest. Zabrakło mi esencji, a może po prostu miałam zupełnie inne oczekiwania. Miałam nadzieję na kilka starszych hitów, folkowe sukienki, więcej butów (choć nie dziwię się, że nie chciała ich udostępnić), biżuterii… Owszem, znajdzie się kilka mocnych punktów, takich „klasyków Marant” (czy w tym nawiasie muszę je wymieniać? Chyba wiecie, o które mi chodzi), ale przeważająca część daje średnie wrażenie. Ostatnio oglądałam ją na żywo. Jest nierówno, proszę Państwa. Wełniane płaszcze i marynarki – fenomenalne. Rzeczy z jedwabiu budzą więcej wątpliwości niż zachwytu. Na zdjęciach prezentują się bardzo dobrze. W rękach już gorzej. Dżinsy i skóra – znów jest ok. Desenie – choć niektóre zacytowane dosłownie z dawnych kolekcji – interesujące i przyciągające wzrok. Niektóre materiały rozczarowują – głównie pod względem gęstości. Są tak cienkie, że żadna bielizna nie pomoże. Inne dają nadzieję na wiele sezonów. Ceny wahają się od 59 zł za dziecięcą czapkę do 1299 zł za etniczny żakiet (widoczny poniżej). Kto spodziewał się Isabel Marant przeniesionej w stu procentach na produkcję masową, musi pochodzić chyba z innej planety (a więc żegnam się i wracam na Wenus). Wiadomo, że nie będzie idealnie. Każdy ma taką Marant, na jaką go stać. I tyle.

Isabel Marant pour H&M (22)

Isabel Marant pour H&M

Isabel Marant pour H&M (2)

Isabel Marant pour H&M (12)

Isabel Marant pour H&M (3)

Isabel Marant pour H&M (13)

Isabel Marant pour H&M (4)

Isabel Marant pour H&M (5)

Isabel Marant pour H&M (6)

Isabel Marant pour H&M (7)

Isabel Marant pour H&M (8)

Isabel Marant pour H&M (9)

Isabel Marant pour H&M (10)

Isabel Marant pour H&M (11)  Isabel Marant pour H&M (14)

Isabel Marant pour H&M (15)

Isabel Marant pour H&M (16)

Isabel Marant pour H&M (17)  Isabel Marant pour H&M (19)

Isabel Marant pour H&M (20)

Isabel Marant pour H&M (21)  Isabel Marant (3)

Isabel Marant (4)

Isabel Marant (5)

Isabel Marant (6)

Isabel Marant (7)

Isabel Marant (2)

Isabel Marant (8)

Isabel Marant (9)

Isabel Marant (10)

Isabel Marant (11)

Isabel Marant

Fot. Harel, lookbook H&M.

Kolekcja Isabel Marant pour H&M będzie dostępna 14 listopada w sklepach H&M w Warszawie na Marszałkowskiej oraz w Krakowie w Galerii Krakowskiej.

24

paź

Ania Kuczyńska x Kristoff

Ania Kuczyńska nie ma chyba zamiaru ani długo siedzieć w miejscu, ani spoczywać na laurach. Tworzy ciągle – przynajmniej takie mam wrażenie. I wciąż poszukuje, choć za każdym razem wydaje się, że już znalazła. Bo każda jej kolekcja jest dopracowana w stu procentach. Albo po prostu doskonała. Zawsze towarzyszy jej opowieść, klimat, inspiracja filmowa, muzyczna, malarska, a także – i może właśnie przede wszystkim – symbolika. Jeśli pragnie dosłowności, prosi o pomoc Karola Śliwkę. Jeśli jakimś cudem jego nazwisko wydaje Wam się obce, jestem pewna, że świetnie znacie jego prace, tylko nie kojarzycie autora. Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Powszechna Kasa Oszczędności, dawne opakowania Wedla czy wreszcie… etykieta „rumu” Senorita (który ma działanie tak przerażające, że obecnie nie dodaję go nawet do tiramisu). Przypomnę, bo już tu pisałam, że Karol Śliwka jest również autorem logo Ani Kuczyńskiej – tego srebrnego, delikatnie nadgryzionego od środka kółeczka, które już od wielu sezonów sygnuje każdy ciuch spod ręki projektantki.

Co wydarzyło się tym razem? Otóż Ania Kuczyńska zainteresowała się porcelaną. I to nie byle jaką. Wałbrzyska Fabryka Kristoff (wcześniej Krister Porzellan AG) działa od 1831 roku. Produkuje porcelanę stołową najwyższej jakości. Osiemdziesiąt procent produkcji przeznaczone jest na eksport (herbatę w Kristoffie pijają m.in. brytyjska królowa Elżbieta i Barack Obama). Dla firmy taka współpraca to nie nowość. Obecnie w asortymencie można znaleźć prace siedmiu polskich twórców. Nie było jednak pośród nich projektantki mody.

Z uwielbienia pięknych przedmiotów i słabości do symboli powstała kolekcja czterech porcelanowych talerzy ściennych z kosmicznym połyskiem naniesionym techniką platynowego lustra (nie pytajcie mnie, co to znaczy, skopiowałam z notki prasowej). Wzory zaprojektował oczywiście Karol Śliwka. Ich znaczenie opisane zostało pod zdjęciami. Liczba wszystkich talerzy? Trzysta sześćdziesiąt pięć. Przypadek? Nie sądzę.

ania kuczynska x kristoff1

ania kuczynska x kristoff (4)

SERCE – SYMBOL NAMIĘTNOŚCI. WIELU KLASYKÓW I FILOZOFÓW ŚREDNIOWIECZA UWAŻAŁO SERCE ZA SIEDZIBĘ MYŚLI, ROZUMU I UCZUĆ.

ania kuczynska x kristoff

KOŁO – MANDALA SYMBOLIZUJE DOSKONAŁOŚĆ I CENTRUM, MODEL KOSMOSU. KRĘGI SUGERUJĄ PRZEJŚCIE OD STANU DO STANU, OD MATERII DO DUCHA.

ania kuczynska x kristoff (2)

JEMIOŁA - ZBIERANA W DNIU PRZESILENIA DNIA Z NOCĄ, NA PRZEŁOMIE WIOSNY I LATA SPROWADZAŁA DO DOMU SZCZĘŚCIE I BOGACTWO, SPEŁNIAŁA LUDZKIE ŻYCZENIA I MARZENIA.

ania kuczynska x kristoff (3)

GOŁĄB – SYMBOL POKOJU I MIŁOŚCI. W SYMBOLICE STAROPOGAŃSKIEJ I BIBLIJNEJ GOŁĄB TO SYMBOL PRAWDY I MĄDROŚCI. TOWARZYSZYŁ BOGINIOM MIŁOŚCI, BYŁ ATRYBUTEM PŁODNOŚCI, UCIELEŚNIAŁ WIERNOŚĆ MAŁŻEŃSKĄ I DŁUGIE ŻYCIE.

22

paź

Babie lato

Zastanawiałam się, w jaki sposób Etnopia podejdzie do obuwia zdecydowanie lżejszego niż wcześniej proponowane zimowe. Przy tworzeniu z sukna to nie lada wyzwanie. Okazuje się jednak, że można, bo po pierwsze: na suknie świat się nie kończy, a po drugie w zanadrzu jest jeszcze sporo fasonów do wykorzystania. A do tego wszystkiego pojawiła się wisienka na torcie: modele męskie. Góralskie zapożyczenia zelżały, pozostały elementy z sukna i sprzączki. Cała reszta weszła na bardziej klasyczny poziom. Wełniane tkaniny w pepitkę i regularne cętki, naturalna skóra licowa i olejowana, lniane płótno łączone są w poszczególnych modelach w sprytny sposób. Te buty nigdy nie będą krzykliwe. Nawet trudna pepitka zachowuje klasę, choć botki z jej udziałem z łatwością mogłyby stać się kiczowate. Jeden element za dużo i cały urok pryska.

Obuwie wciąż jest produkowane w niewielkim zakładzie na Podhalu. Popularność marki wzrasta, a poziom wykonania na szczęście nie spada (to niestety dość częste zjawisko). Założenie jest takie, by buty służyły nam przez wiele lat. Ciężko ocenić, na ile się sprawdza, ponieważ Etnopia wciąż jest marką bardzo młodą. Ale gdy oglądam ich prace, stwierdzam, że buty mają potencjał długowieczności.

Poniżej kolekcja pod tytułem „Babie lato” – stworzona z myślą o miłym początku jesieni. Przy obecnej pogodzie poniższe stylizacje wydają się bardziej niż trafne, czyż nie?

etnopia

etnopia (3)

etnopia (4)

etnopia (5)

etnopia (6)

etnopia (7)

etnopia (8)

etnopia (9)

etnopia (10)

etnopia (11)

etnopia (12)

Fot. Monika Krzyżaniak

21

paź

LOUS Echo

LOUS należy do tych marek, na których nowe kolekcje czekam z ogromną niecierpliwością. Nie spodziewam się fajerwerków, a jednocześnie radość, którą odczuwam podczas oglądania nowości, z takimi fajerwerkami spokojnie da się porównać. Sylwia Antoszkiewicz i Renata Miklewska pozostają konsekwentne. Udoskonalają sprawdzone wcześniej formy, trzymają stonowanych kolorów, doceniają charakter samej kobiety. Kolekcje nie są rozbudowane, tak jakby wystarczało to, że i tak każda z nas będzie w danej rzeczy wyglądać zupełnie inaczej.

Kilka miesięcy temu odwiedziłam ich pracownię. Sylwia pokazała mi prochowiec upolowany w lumpeksie. Czarny z raglanowymi mocno zaokrąglonymi ramionami, z klasyczną kontrafałdą na plecach. Wyglądała w nim genialnie. I to właśnie on posłużył za inspirację przy tworzeniu kolekcji Echo. Dosłownego przeniesienia nie znajdziemy. Prawdopodobnie gdyby trofeum vintage powiesić obok nich, nikt by się podobieństwa nie doszukał. Trochę to jak rozwiązywanie zagadki. Linia ramion, dekolt przechodzący w szalowy kołnierz, dwustronny płaszcz (pamiętacie szał na dwustronne ubrania w latach osiemdziesiątych?), komfortowe sukienki, spódnice i spodnie z obszernymi ortalionowymi kieszeniami. I rozcięcia. Na mankietach, wokół kostki, przy ściągaczach. Dyskretne, widoczne dopiero „w akcji”. Kolorystyka też oszczędna, choć kto wie, co będzie za chwilę? Wiosna i lato wprowadzało w totalny spokój, aż nagle pojawiła się bela malinowej bawełny i powstały z niej zaskakujące krzykliwe wersje tego, co dobrze znane. Więc trzymam rękę na pulsie (przykrytym pękniętym mankietem, rzecz jasna).

LOUS

LOUS

995500_543679292367828_1304647594_n

1382200_543678549034569_1454471879_n

LOUS

LOUS

LOUS

1392087_543679279034496_496712281_n

LOUS

LOUS ECHO

LOUS

Modelka: Magda Gołdanowska
Zdjęcia: Małgorzata Turczyńska
Makijaż: Polcia Dzwigala

17

paź

Aryton jesienny

To był jeden z najlepszych pokazów wiosennej edycji Fashion Philosophy Fashion Week Poland (uff! Udało mi się tu bezbłędnie wpisać całą nazwę imprezy!). I nie, nie chodziło o to, że był najlepszy w swojej kategorii (czyli sieci odzieżowych). On się bronił przy całej konkurencji (a trochę jej było, mimo ogólnych narzekań i krytyk).

Co zobaczyliśmy? Ja widziałam przede wszystkim rząd płaszczy. Od dopasowanych po naprawdę gigantyczne. Od kolorów zachowawczych (szary, czarny, brązowy), po niespodziewane eksplozje neonów (na jesień? No proszę!). Rozmywająca się ukośna retro krata, końskie włosie (o to największa awantura, sama mam dylemat, bo piękne to było jednocześnie i wytrącające z komfortu), metaliczne nieoczywiste powierzchnie (gdy przyjrzymy się bliżej, niektóre odkrywają cekinową fakturę). Kroje przyjemne dla oka, oprócz kilku asymetrycznych modeli, żadnych szczególnych szaleństw. A jednak jest nowocześnie. Być może to zasługa niezwykłych jakościowo materiałów. Niestety odzwierciedlenie znajdujemy w cenie produktów. Ale tłumaczę sobie, że zamiast snobować się na płaszcz Max Mary, spokojnie można przerzucić się na produkcje z Polski. To komplement.

Zawsze przy okazji Arytonu mam taką myśl, że stała klientka jest ważniejsza niż zdecydowany krok naprzód. Tym razem się zawahałam. Bo krok jest milowy – choć wciąż z szacunkiem do przyzwyczajeń.

cekinowy-bomber_5204bf0dca03a

bialo-czarny-top-z-koralikami_5204c3aa434df

futrzana-narzutka_5204ce2aa6cc4

kurtka-z-szalowym-kolnierzem_51ee3a0600354

aryton 2013 (2)

aryton 2013 (3)

aryton 2013 (4)

aryton 2013 (5)

aryton 2013 (6)

aryton 2013 (7)

aryton 2013 (8)

aryton 2013 (9)

aryton 2013 (10)

aryton 2013 (11)

aryton 2013 (12)

aryton 2013

plaszcz-fala_51ecde5acc150

plaszcz-z-kapturem_5204cebabfe1a

stylowa-pikowka_51ee4886cb003

sukienka-pudrowy-roz_51ee43b1e9ddc

szare-wdzianko_5204c07b04ad0

tunika-minimal_5204cd08d98f8

zolta-olowkowa-spodnica_51e683b849f04

Modelka: Karolina Wąż/ New Age Models
Fotograf: Magda Wunsche & Agnieszka Samsel
Dyrektor Kreatywna: Patrycja Cierocka
Koncepcja artystyczna i stylizacja: Marta Kalinowska
Makijaż: Marianna Yurkiewicz/ DiVision Art
Włosy: Piotr Wasiński/Van Dorsen Talents

16

paź

Kto nie lubi Joanny Klimas?

Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, szereg przykrych zdarzeń prędzej zwalę na pecha niż uknuję z nich logiczny ciąg. Ale ostatnio, przy okazji historii pokazów Joanny Klimas, zaczynam się zastanawiać, czy jednak nie powinnam zmienić strategii. Oto mamy fantastyczną polską projektantkę. Tworzącą nie od dziś, nawet nie od wczoraj. Z artystycznym dorobkiem godnym pozazdroszczenia. Z tak zwaną pozycją w branży. Dlaczego osoba tworząca luksusową markę na najwyższym poziomie godzi się na prezentację kolekcji w centrum handlowym? Ok, rozumiem, z pewnością chodzi o pieniądze. Sponsorów. Organizatorów. Nie wiem, kogo jeszcze. Ale dochodzi do sytuacji, w której zdjęcia z owego pokazu są tak brzydkie (z całym szacunkiem do fotografów – naprawdę nie mogliście Państwo tu wiele zdziałać), że nie mam ochoty ich tutaj wstawiać. Ba, nawet na nie patrzeć. A to tylko drobiazg. W końcu mogę poczekać na lookbook – i taki mam zamiar.

Okazuje się, że centrum handlowe ma bardzo mocno ograniczoną liczbę miejsc. Tak bardzo, że gdy pytam, czy mogę przyjść z osobą towarzyszącą (siedzącą w modzie znacznie mocniej niż ja), dostaję odpowiedź odmowną. Gdy postanawiam zsolidaryzować się z ową osobą i zjeść z nią kolację w miejscu jak najodleglejszym od rzeczonego centrum handlowego, dostaję kolejną odpowiedź. Że jednak miejsce będzie, tylko niekoniecznie siedzące. Za późno. Nie obrażam się, żeby nie było. W ogóle mnie to nie rusza. Jak będę chciała obejrzeć sobie te rzeczy, obejrzę w spokoju, z bliska i bez modelek (wtedy też je tutaj opiszę). Spora część osób, która na pokaz się wybrała, z zazdrością komentuje mój wybór.

Dlaczego? Otóż niektórzy zawodowcy (podkreślam – zawodowcy) w ogóle nie zostali wpuszczeni. Inni – gdyby mieli mniej tupetu niż mają – siedzieliby grzecznie daleko od wybiegu nie widząc nic. Jeszcze inni – zaproszeni osobiście przez samą projektantkę – są przeganiani na piętro. Gdy chcą wyjść, słyszą, że to niemożliwe, bo jeszcze komuś przekażą swoje zaproszenie i dopiero będzie. A więc znajdują się w potrzasku. Dopiero gdy grożą wezwaniem policji, udaje im się wydostać. Tak, tak, wcale tego sobie nie wymyśliłam. Joanna Klimas nie ma o niczym pojęcia, przez kolejne dni prawdopodobnie napływają do niej informacje od zdezorientowanych widzów. O ile widzowie w ogóle mają jeszcze ochotę podjąć jakikolwiek dialog. I o ile mają na tyle wyobraźni, by uświadomić sobie, że to nie jest jej wina.

Zmieniam zdanie. O ile jeszcze do niedawna upierałam się, że anturaż entourage to sprawa drugoplanowa, o tyle po tym wydarzeniu stwierdzam, że pokaz mody po prostu musi mieć odpowiednie tło. Wilanowski ogród różany był świetnym pomysłem. Nawet łódzki wybieg, przez tak wielu krytykowany, może i nie pomaga, ale przynajmniej nie szkodzi. Natomiast to, co nastąpiło ostatnio, nie przekona mnie do siebie niczym. Stąd tytułowe wrażenie, że chyba ktoś Joanny Klimas nie lubi i robi wszystko, by jej zaszkodzić. Tylko kto i po co? Może to jednak po prostu pech? Mam nadzieję, że gorzej już nie będzie. I kolejne przepiękne skądinąd dzieła projektantki obejrzymy w spokoju (przynajmniej wizualnym).