16

paź

Kto nie lubi Joanny Klimas?

Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, szereg przykrych zdarzeń prędzej zwalę na pecha niż uknuję z nich logiczny ciąg. Ale ostatnio, przy okazji historii pokazów Joanny Klimas, zaczynam się zastanawiać, czy jednak nie powinnam zmienić strategii. Oto mamy fantastyczną polską projektantkę. Tworzącą nie od dziś, nawet nie od wczoraj. Z artystycznym dorobkiem godnym pozazdroszczenia. Z tak zwaną pozycją w branży. Dlaczego osoba tworząca luksusową markę na najwyższym poziomie godzi się na prezentację kolekcji w centrum handlowym? Ok, rozumiem, z pewnością chodzi o pieniądze. Sponsorów. Organizatorów. Nie wiem, kogo jeszcze. Ale dochodzi do sytuacji, w której zdjęcia z owego pokazu są tak brzydkie (z całym szacunkiem do fotografów – naprawdę nie mogliście Państwo tu wiele zdziałać), że nie mam ochoty ich tutaj wstawiać. Ba, nawet na nie patrzeć. A to tylko drobiazg. W końcu mogę poczekać na lookbook – i taki mam zamiar.

Okazuje się, że centrum handlowe ma bardzo mocno ograniczoną liczbę miejsc. Tak bardzo, że gdy pytam, czy mogę przyjść z osobą towarzyszącą (siedzącą w modzie znacznie mocniej niż ja), dostaję odpowiedź odmowną. Gdy postanawiam zsolidaryzować się z ową osobą i zjeść z nią kolację w miejscu jak najodleglejszym od rzeczonego centrum handlowego, dostaję kolejną odpowiedź. Że jednak miejsce będzie, tylko niekoniecznie siedzące. Za późno. Nie obrażam się, żeby nie było. W ogóle mnie to nie rusza. Jak będę chciała obejrzeć sobie te rzeczy, obejrzę w spokoju, z bliska i bez modelek (wtedy też je tutaj opiszę). Spora część osób, która na pokaz się wybrała, z zazdrością komentuje mój wybór.

Dlaczego? Otóż niektórzy zawodowcy (podkreślam – zawodowcy) w ogóle nie zostali wpuszczeni. Inni – gdyby mieli mniej tupetu niż mają – siedzieliby grzecznie daleko od wybiegu nie widząc nic. Jeszcze inni – zaproszeni osobiście przez samą projektantkę – są przeganiani na piętro. Gdy chcą wyjść, słyszą, że to niemożliwe, bo jeszcze komuś przekażą swoje zaproszenie i dopiero będzie. A więc znajdują się w potrzasku. Dopiero gdy grożą wezwaniem policji, udaje im się wydostać. Tak, tak, wcale tego sobie nie wymyśliłam. Joanna Klimas nie ma o niczym pojęcia, przez kolejne dni prawdopodobnie napływają do niej informacje od zdezorientowanych widzów. O ile widzowie w ogóle mają jeszcze ochotę podjąć jakikolwiek dialog. I o ile mają na tyle wyobraźni, by uświadomić sobie, że to nie jest jej wina.

Zmieniam zdanie. O ile jeszcze do niedawna upierałam się, że anturaż entourage to sprawa drugoplanowa, o tyle po tym wydarzeniu stwierdzam, że pokaz mody po prostu musi mieć odpowiednie tło. Wilanowski ogród różany był świetnym pomysłem. Nawet łódzki wybieg, przez tak wielu krytykowany, może i nie pomaga, ale przynajmniej nie szkodzi. Natomiast to, co nastąpiło ostatnio, nie przekona mnie do siebie niczym. Stąd tytułowe wrażenie, że chyba ktoś Joanny Klimas nie lubi i robi wszystko, by jej zaszkodzić. Tylko kto i po co? Może to jednak po prostu pech? Mam nadzieję, że gorzej już nie będzie. I kolejne przepiękne skądinąd dzieła projektantki obejrzymy w spokoju (przynajmniej wizualnym).

4 myśli nt. „Kto nie lubi Joanny Klimas?

Dodaj komentarz
  1. Olga Cecylia

    Zgodnie ze starą zasadą: jeśli coś się udaje, to mało kto zauważa, a jeśli raz się potkniesz, nigdy ci tego nie zapomną… Szkoda, pamiętam, jak się zachwycałam projektami pani Klimas jeszcze w czasach licealnych.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *