Miesięczne archiwum: Grudzień 2013

26

gru

Pitchouguina wiosenna

Trendy jej nie obchodzą. Nie znaczy to jednak, że tkwi w jednym miejscu i zamyka oczy na wszystko, co nowe. Wręcz przeciwnie. Tworzy kolekcje tak charakterystyczne, że niejeden projektant mógłby jej pozazdrościć konsekwencji. Idzie do przodu, zachowując to, dzięki czemu ją rozpoznajemy. Taką umiejętność posiadają najwięksi. Aż trudno uwierzyć, że o Annie Pitchouguinie w Polsce jest tak cicho.

Jej projekty zawsze pozostają dziewczęce. Dziewczęcość ma jednak wiele stron i o ile ta retro – sentymentalna nieco się wyczerpała, tak ta na wpół kobieca wychodzi na prowadzenie. Druga połowa pozostaje w dzieciństwie: pastelowe kolory, nienachalne marszczenia, bufki, szczypanki, falbany. Groszki, rzędy guziczków, wymarzona „sukienka baletnicy” i lureksowy połysk. Do tego wszystkiego forma oszczędna, dorosła, chciałoby się rzec. Jestem pod wrażeniem palety kolorystycznej. Mało kto w naszym kraju decyduje się na włączenie do kolekcji aż tylu barw. Nie wiem, czy ta zachowawczość wynika z samej idei projektu, czy z oszczędności. Może trochę ze strachu, że i tak sprzeda się tylko czarne i szare (w ostateczności miętowe, jeśli akurat blogerki mówią, że jest modne).

Do tego kunszt wykonania. Przyjrzyjcie się, jak zmyślnie zostały wykorzystane oblekane guziki. To już nie jest tylko zapięcie – to sedno konstrukcji. Do tego przeźroczystość w granicach przyzwoitości, wycięcia i pęknięcia tam, gdzie się ich nie spodziewamy. Projektantka świetnie zagrała długością. Mini, midi i maxi, wędrujące rękawy (lub ich brak), formy rozkloszowane i trapezowe o proporcjach niebanalnych. Niby dzieje się dużo, ale jednak w ramach konkretnego stylu, co daje niezwykle spójny i fascynujący obraz. Jeśli istnieje coś takiego jak „efekt wow”, to właśnie mnie dopadł.

Anna Pitchouguina 2014 (2)

Anna Pitchouguina 2014 (4)

Anna Pitchouguina 2014 (3)

Anna Pitchouguina 2014 (5)

Anna Pitchouguina 2014 (6)

Anna Pitchouguina 2014 (7)

Anna Pitchouguina 2014 (8)

Anna Pitchouguina 2014 (9)

Anna Pitchouguina 2014 (10)

Anna Pitchouguina 2014 (11)

Anna Pitchouguina 2014 (12)

Anna Pitchouguina 2014 (13)

Anna Pitchouguina 2014 (14)

Anna Pitchouguina 2014 (15)

Anna Pitchouguina 2014 (16)

Anna Pitchouguina 2014

Fot. Simone Lezzi

18

gru

Nieosiągalne

Pamiętacie, jak to było po prostu marzyć? Oglądać zdjęcia i nie klikać natychmiast „kup to”, tylko uruchamiać wyobraźnię, w jaki sposób osiągnąć podobny efekt? Początki bloga zahaczają odrobinę o tamte czasy. Postanowiłam czasem wracać do rzeczy nieosiągalnych. Z różnych powodów. W przykładzie, który padnie za moment, chodzi tylko i wyłącznie o to, że sklep internetowy nie wysyła do Polski. Więc kombinacja nie musi dotyczyć osiągnięcia stylu, a raczej osiągnięcia kogoś, kto mieszka w Skandynawii.

Otóż znane w modnych kręgach panie Mary-Kate i Ashley Olsen pokusiły się o współpracę z norweską marką BikBok. Projekty wizualnie nie różnią się specjalnie od tego, co oferują bliźniaczki od lat pod własnymi markami (The Row oraz Elizabeth and James). Natomiast cenowo – raj na ziemi. Porównałabym proporcję z niedawnym gościnnym występem Isabel Marant. Różnica jest tylko jedna. O ile Marant ze sklepów wymiotło w pięć minut, panie Olsen wciąż są dostępne – przynajmniej w sieci.

Na poniższych zdjęciach widzimy ostatnią część kolekcji – na wiosnę 2014. Może i nie zdecydowałabym się pisać tu o firmie zagranicznej, ale te ujęcia mnie po prostu urzekły. Niby nic. Ręka w górę, kto nie ma w szafie przynajmniej trzech podobnych rzeczy. A jednak jest zachwyt. I nowe, choć może oczywiste pomysły.

mka bik bok (7)

mka bik bok

mka bik bok (2)

mka bik bok (3)

mka bik bok (4)

mka bik bok (5)

mka bik bok (6)

Zdjęcia: BikBok

17

gru

Harel na gwiazdkę

W tym roku zastanawiam się, jak to by było, gdyby zniknął temat świątecznych prezentów. Większość magazynów, portali i blogów świeciłaby pustkami. Jak to? Żadnych świątecznych inspiracji? Żadnych list zakupów? Leków na przedświąteczną gorączkę? Gdyby nie Showroom, nie byłoby u mnie tematu. Ale ponieważ uwielbiam u nich robić selekcje, gdy nadarza się okazja, nie mogę sobie odmówić. A więc prezenty… Jeśli już mamy się pakować w to szaleństwo, niech chociaż dotyczy polskich twórców, ok?

Poniżej kilka, za przeproszeniem, typów Harel. Resztę znajdziecie tutaj.

Choć Aga Prus do toreb ma podejście indyferentne (wiem z pierwszego źródła), ostatnio zaskoczyła wszystkich i pokazała światu dwa modele. Pierwszy (niewidoczny na zdjęciu, do znalezienia w Showroomie) stworzyła po prostu dla siebie. Gdy go u niej zobaczyłam, natychmiast wzbudził zainteresowanie. Drugi to worek z solidnymi zabezpieczeniami przeciw kieszonkowcom.

harel showroom

harel showroom (3)

Uwielbiam wyobraźnię Agaty Bieleń. Najświeższe projekty są niezwykle zimowe. To nagie gałęzie w różnych konfiguracjach. Drogi Mikołaju, poproszę cały zestaw. Dziękuję.

harel showroom (2)

Kto jeszcze nie wie, ten dowie się teraz. Po biżuterii na tysiąc sposobów przyszła pora na bluzki i bluzy. W Animal Kingdom możemy wybrać spośród dwóch modeli w dwóch kolorach (przypuszczam, że na razie w dwóch) oraz szeregu zwierząt, które zostaną nadrukowane na obiekt wedle naszego życzenia.

harel showroom (4)

Zawsze będę wspominać Cahlo jako moje wybawczynie podczas nagłego ataku zimy w październiku na Tygodniu Mody w Łodzi. Sweter kupiony w ich stoisku do dziś ratuje mi skórę. Dlatego gdybym mogła, wybrałabym jeszcze jeden. Nie tylko dla siebie, dla bliskiej osoby też. Nawet taki sam, a co!

harel showroom (5)

A gdyby Mikołaj myślał o przyszłej wiośnie, z pewnością by mi przyniósł kurtkę BLGR. Wiem, wiem, moro jest „so last season”, jeśli nie „so last year”, ale mnie to nie interesuje.

harel showroom (6)

16

gru

Marios per Lorenzini

Nieoczywiste współprace zawsze mnie intrygują. Począwszy od znanych projektantów dla sieciówek, na mieszaniu się w nieswoje branże skończywszy. Bo dlaczego nie? Zwłaszcza gdy efekt zachwyca. Markę Marios znamy i kochamy (przynajmniej niektórzy). W połowie polska, w Polsce niestety obecna rzadko (aktualnie na X AYS w Warszawie), intrygująca, konceptualna. Z kolei Lorenzini to włoska firma z tradycjami sięgającymi lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Od niemal stu lat oferuje koszule wykonane z najwyższej jakości bawełny. Nieprzerwanie używa też guzików z macicy perłowej. Koszulowi eksperci z pewnością mieliby do powiedzenia znacznie więcej. Ja delikatnie nakreślam profil.

I oto te dwie kompletnie różne marki z dwóch, można by rzec, biegunów mody, tworzą coś wspólnego. Wykorzystując tradycyjne tkaniny oraz podstawy kroju Marios wykonuje szereg wariacji na temat koszuli. Prywatne fascynacje zachowane. Kolorystyka, geometryczne i fotograficzne nadruki, zabawa proporcjami, tekstowe wiadomości. Przy okazji mamy w kolekcji jeszcze mini kolaboracje z dwiema artystkami. Zdjęcie przedstawia miasto Aleppo w Syrii, autorką jest Giovanna Silva. Z kolei napisy na koszulach zaprojektowała Sabine Delafon. Efekt? Przy takiej różnorodności prac można by się spodziewać chaosu, tymczasem mamy kolejny projekt, z którego Marios wychodzi obronną ręką. A marka Lorenzini ma okazję pokazać się publiczności, która dotychczas nie miała o niej pojęcia.

MARIOS PER LORENZINI (15)

MARIOS PER LORENZINI

MARIOS PER LORENZINI (3)

MARIOS PER LORENZINI (2)

MARIOS PER LORENZINI (4)

MARIOS PER LORENZINI (5)

MARIOS PER LORENZINI (6)

MARIOS PER LORENZINI (7)

MARIOS PER LORENZINI (8)

MARIOS PER LORENZINI (9)

MARIOS PER LORENZINI (10)

MARIOS PER LORENZINI (11)

MARIOS PER LORENZINI (12)

MARIOS PER LORENZINI (13)

MARIOS PER LORENZINI (14)

Fot: Yosuke Demukai
Stylizacja: Magdalena Nawrocka
Modelka: Ala Keller / D’Vision
Makijaż: Gosia Sulima
Włosy: Grzegorz Smoderek

13

gru

Rzemieślniczka

Długo nie udawało się nam spotkać. A gdy już do spotkania doszło, żałowałam, że tak późno. Katarzyna Wójcik jest projektantką i… złotniczką. Skończyła projektowanie biżuterii i form złotniczych na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Każda praca wychodzi prosto spod jej ręki. Zero masowej produkcji. Potrzeba na to czasu, cierpliwości i jak najlepszych surowców. Dlatego June Design to złoto i srebro. „Zero półfabrykatów” – czytamy w opisie produktów. I rzeczywiście, zarówno bigle kolczyków jak i drobne łańcuszki są wykonane przez autorkę. Oczywiste? Spójrzcie wokół, zorientujecie się, że niekoniecznie.

W 2010 roku wzięła udział w Międzynarodowym Konkursie Sztuki Złotniczej „Minimum” organizowanym przez Galerię Sztuki w Legnicy. Zgłoszono dwieście siedemdziesiąt prac z trzydziestu krajów. Katarzyna wygrała. Nagrodą był kilogram srebra. Nie miała wątpliwości, co z niego powstanie.

Projekty są nietypowe, inne niż wszystko, z czym do tej pory się spotkałam. Z jednej strony oszczędne w formie, z drugiej jednak pełne nieoczywistych detali. Białe złoto ciosane jak kawałek drewna, kawałki srebra cięte w ostre formy (punktem wyjścia kolekcji są lodowce, stąd nazwa „The tip of the iceberg”). Powierzchnia jest szlifowana tak, by nam, laikom, dawała wrażenie nieoszlifowanej. Doskonale niedoskonała – takie było moje pierwsze wrażenie (to komplement, wciąż aktualny).

june design (7)

june design (5)

june design

june design (2)

june design (3)

june design (4)

june design (6)

june design (8)

june design (9)

june design (10)

Zdjęcia: June Design

4

gru

Nigdy nie mów nigdy

Czy ja się kiedyś nauczę, żeby nie nadużywać słowa „nigdy”? Zwłaszcza w kwestii własnego ubioru? To raczej przesądzone. Nie nauczę się. Gdy widziałam je w towarzystwie szeroko pojętego dresu, wydawały się jeszcze zrozumiałe. Ale gdy zaczęły się pojawiać wraz z ubraniami codziennymi, a nawet w pewnym sensie eleganckimi, radar mojego tak zwanego gustu szalał. Nie zrozumcie mnie źle, sama nosiłam i noszę buty sportowe niemal do wszystkiego, ale pod jednym warunkiem: że nie wyróżniają się kolorystycznie. No dobrze, jest jeszcze drugi warunek: że bardziej przypominają sportowe niż są nimi w rzeczywistości. Czyli Nike Cortez (te same, które nosił Forest Gump) – tak. Ale już powracające jak bumerang „Airmaxy” – brońcie wszelkie siły możliwe. Ujmując jak najprościej, przemawiały do mnie sprawdzone klasyki. Niekoniecznie pod egidą znanej marki, choć na takie się zwykle decydowałam, pamiętając niejedno mało przyjemne doświadczenie (aczkolwiek z popularnymi markami też bywałam czasem na bakier, gdy okazywało się, że surowiec z metki nie do końca jest surowcem użytym w rzeczywistości albo gdy po jednym dniu noszenia pękała podeszwa – ale to temat na inny tekst).

Nie prowadzę badań, więc nie mogę stwierdzić, kto kolorowe szaleństwo zapoczątkował. Gdy kilka lat temu kolorowe adidasy nosili nieliczni, przypomniały mi się czasy podstawówki i podróby z blaszaków pod Pałacem Kultury (jak na oryginały miały podejrzanie niskie ceny). Pojawiło się słowo „sneakers” – do tej pory powoduje u mnie wysypkę. Ale rozumiem, że w czasach, gdy nawet telewizyjne wiadomości mogą zawierać „lokowanie produktu”, używanie terminu „adidasy” będzie stanowić kryptoreklamę. Mimo to zaryzykuję.

Zawsze się uśmiecham, gdy widzę osobę w takich butach (gdy wygląda groźnie, uśmiecham się wewnętrznie). Bo one autentycznie poprawiają humor. Nie dalej jak wczoraj jechałam z kumplem tramwajem i zagapiliśmy się na tę samą dziewczynę, która neonowymi podeszwami rozjaśniała całą ulicę. Zbieram zdjęcia na Pintereście, staram się podpatrywać tych, którzy w kwestii adidasów swoje już osiągnęli. Swego czasu świetne rady, jak to ugryźć, spisała Milena z Milles of fashion. Oczywiście wtedy twierdziłam, że poradnik nigdy mi się nie przyda.

A więc nigdy. Chyba czas wykreślić to słowo, bo oto marzy mi się obuwie szalone, niepasujące do niczego, co mam w szafie, a tym samym nadające tejże szafie nowy sens. Już nawet nie będę pisać o wygodzie, bo to się rozumie samo przez się.

Poniżej kilka egzemplarzy, które do mnie mówią, choć uparcie staram się nie słuchać (przecież nie kupię was wszystkich, drogie maleństwa!). Można je nabyć w internetowym sklepie Instylio (postarajcie się nie zwracać uwagi na motto rymujące „fashion” z „passion”). Jeśli macie ochotę, możecie wziąć udział w organizowanym przez sklep konkursie. Zasady proste, nagrody przyjemne, do stracenia co najwyżej kilka minut. A jeśli nie macie ochoty, to może podzielicie się własnym poglądem na te dziwaczne, acz urocze twory?

in stylio (7)

in stylio

in stylio (2)

in stylio (3)

in stylio (4)

in stylio (5)

in stylio (6)

Zdjęcia: Instylio.pl