Miesięczne archiwum: Luty 2014

25

lut

Aryton szalony

To już nie jest kobieta klasyczna, która w stonowanym komplecie (wysokiego gatunku, rzecz jasna) szybkim krokiem pomyka do biura. Nie jest to też pani w luksusowym beżowym płaszczu stawiająca na bezpieczny, elegancki styl. Wiosną w Artytonie pojawiła się kobieta szalona. Ale w tę pozytywną stronę. Odważna, nieco zakręcona, na tyle pewna siebie, żeby móc pozwolić sobie na coś więcej niż sprawdzone rozwiązania. Łączy kwiecisty płaszcz z dresowymi spodniami, wzorzysty garnitur z futrzaną etolą (dość makabryczny widok, swoją drogą, ale ona się nie przejmuje), nie obawia się ani przeźroczystości, ani pierzastych narzutek. Satyna, żakard, nabłyszczana bawełna, a także detale: aplikacje z rypsowej tasiemki, powlekane guziki, wyszczuplające wstawki – to wszystko nadaje całości charakter mocno aktualny. Natomiast desenie jak groszki czy drobne prążki nawiązują do sprawdzonej przeszłości, z tym że zaserwowane są w formie mniej typowej. Marynarki otrzymały krój bardziej sportowy, a ułożenie prążków na spódnicy bawi się z naszą percepcją, dając całkiem korzystne złudzenia optyczne.

Za kolejny już etap przemian wizerunku marki Aryton odpowiedzialna jest dyrektor kreatywna, Patrycja Cierocka. Świetnym pomysłem było zatrudnienie w kampanii jednej z lepszych obecnie i najbardziej eksploatowanych polskich modelek, Marty Dyks (będzie o niej coś jeszcze przy najbliższej okazji). Choć niemal dwa razy młodsza od statystycznej klientki Arytonu, wygląda tu co najmniej przekonująco. Jej nietuzinkowa i młodzieńcza uroda świetnie współgra z nową odsłoną marki. Ale przyznam, że czasem mi się marzy kampania wizerunkowa z bardziej wiekową modelką. Kto wie? Może wszystko przed nami?

P.S. Chętnie widziałabym Aryton ponownie na wybiegu. Bo mamy się czym pochwalić.

Kampania ARYTON WL14 (5)

1

Kampania ARYTON WL14 (2)

Kampania ARYTON WL14 (1)

Kampania ARYTON WL14 (3)

2

Kampania ARYTON WL14 (6)

Kampania ARYTON WL14 (4)

Aryton

Modelka: Marta Dyks/ Rebel Models
Fotograf: Magda Wunsche & Agnieszka Samsel
Dyrektor Kreatywna: Patrycja Cierocka
Koncepcja artystyczna i stylizacja: Marta Kalinowska
Koncepcja graficzna: Joanna Dobkowska
Makijaż: Iza Wójcik/ Van Dorsen Talents
Włosy: Rafał Żurek/ Metaluna
Scenografia: Ewa Iwańczuk

19

lut

Quit

Gdybym zdecydowała się przeprowadzić tu test i pokazać te zdjęcia bez podpisu, cóż to za marka, jestem niemal w stu procentach przekonana, że mało kto by odgadł. Z powagi i szarości niepostrzeżenie nastąpiło przejście na jasną stronę mocy. Radość, lato, wakacje, może jakaś amerykańska podróż ze szczęśliwym zakończeniem… Oto Nenukko uśmiechnięte jak nigdy dotąd. Może z powodu swoich piątych urodzin? A może  wypisuje się z wszechobecnej szarości, którą kiedyś nam podarowało, nie spodziewając się, że ogarnie połowę polskiej mody z okładem? To, co jawiło się jako awangarda, opanowało rejony momentami zaskakujące. A trzeba pamiętać, że na proste pomysły wpada się najtrudniej. Iść przetartym szlakiem jest łatwo i nie zawsze to chwalebne. Ostatnio trafiłam na pewną młodą markę, która nawet nazwę wykombinowała podobną. Ale nie dość, że nie napiszę o niej dziś, to twórcy mogą być pewni, że nie pojawi się tu nigdy. Ogrzewane posiłki nie są dobre (nie liczę zupy cebulowej à la française). Tracą smak, świeżość i sens.

Może też dlatego Nenukko uderzyło w odmienny ton. Ponieważ styl został wypracowany do granic możliwości, postanowiło te granice przekroczyć? Zgrzebne tkaniny techniczne zamieniło na marmurkowy denim, a dzianinowe sploty na plażowe ażury. Nie ma dyskretnych geometrycznych deseni czy pikowań. Jest obrusowa krata, wyraziste trójkąty i bandanki. Mimo barwnego wydźwięku napisy raczej sprowadzające na ziemię: „The last unicorn is gone”, „Cash only, „Quit”. Formy znajome: bluzy, parki, luźne spodnie czy ramoneski, ale podane na nowo. Plus kilka totalnych nowości. Ogrodniczki, bielizna, wielka hip-hopowa biżuteria. Sport u Nenukko jeszcze nigdy nie był tak wyraźny. Co więcej, udało im się zachować proporcje między wyrazistością a dosłownością, co w przypadku włączania do mody elementów sportowych jest sztuką trudniejszą niż by się wydawało. Przynajmniej na naszym lokalnym podwórku.

DESIGNER AVENUE / NENUKKO

DESIGNER AVENUE / NENUKKO

nenukko1

nenukko4

DESIGNER AVENUE / NENUKKO

DESIGNER AVENUE / NENUKKO

nenukko2

DESIGNER AVENUE / NENUKKO

nenukko3

DESIGNER AVENUE / NENUKKO

DESIGNER AVENUE / NENUKKO

DESIGNER AVENUE / NENUKKO

Zdjęcia: Nenukko

18

lut

The Modules

Zawsze podziwiam osoby, które w tych trudnych dla branży odzieżowej czasach potrafią wyjść poza schemat i zamiast podążyć w stronę komercyjnej łatwizny, kombinują po swojemu. Anna Pirowska działa konsekwentnie, ale nie ograniczają jej ramy własnych doświadczeń. Jak na razie dla Dressap powstały trzy autorskie kolekcje. Każda jest w pewien sposób podobna do pozostałych (akcent kolorystyczny, elementy sportowe, wstawki, łączenie różnych faktur), ale też potrafi odciąć się jakimś nowym pomysłem, nawet w detalu. Najświeższe dzieło opiera się o koncepcję modułową. Poszczególne elementy można nosić na kilka różnych sposobów. Modyfikujemy je za pomocą zamków błyskawicznych i troczków.

Czeka nas kilka miłych zaskoczeń, jeśli chodzi o wykorzystane materiały. Kurtki zostały uszyte z tkanin wodoodpornych, co na polską wiosnę jest rozwiązaniem bezkonkurencyjnym. Płaszcz powstał z wełny przetykanej bambusowymi nitkami, a dzianiny delikatnie połyskują. Jedyny minus? Sprawdzajmy instrukcje prania, niestety niektóre z ubrań można prać tylko chemicznie. Jestem też pod wrażeniem szeroko rozbudowanej rozmiarówki: od XS po XL, czyli tak jak powinno być. Stopniowanie wykrojów to droga impreza, więc tym bardziej kapelusz z głowy za szacunek dla klientek.

the modules dressap (6)

the modules dressap (8)

the modules dressap (10)

the modules dressap

the modules dressap (3)

the modules dressap (4)

 

the modules dressap (9)

the modules dressap (5)

the modules dressap (11)

the modules dressap (7)

the modules dressap (2)

Fot. Rafał Stanowski

17

lut

Takie normalne

„Piękny ten płaszcz” – powiedział mój mąż, gdy zobaczył mnie w budrysówce Borko. „A co ci się w nim podoba?” – zapytałam z ciekawością, bo zdanie szczęśliwego człowieka nie raz otwierało mi oczy na całkiem nowe horyzonty. „Jest taki normalny” – odparł. „Nie ma nic krzywego ani dziwnego”. Wow. Choć może to brzmieć niezbyt dobrze, jestem przekonana, że dla twórczyni marki będzie to komplement. Nic krzywego, nic dziwnego. Choć i krzywe, i dziwne bardzo lubię, potrafię docenić te nieskomplikowane. Zwłaszcza że potrafią ułatwić życie, a to zawsze się przydaje.

O marce Borko już tu pisałam kilka razy i jeśli utrzyma się w tej idei, będę pisać znów. Bo oto mamy szereg pozornie zwyczajnych rzeczy, które świetnie ze sobą współgrają. Ba, współgrają także z elementami poprzednich kolekcji, a co najlepsze, nie wychodzą z mody. Być może dlatego, że zajmują to trudne, lecz pożądane miejsce w niszy projektów uniwersalnych.

Dzienne i wieczorowe, ale zawsze wygodne. Uszyte z polskich dzianin, raczej ostrożne kolorystycznie, ale wyposażone w detale, które już na pierwszy rzut oka odróżniają je od produktów masowych. Świetnie skrojone, mające na uwadze sinusoidalną linię kobiecej sylwetki. Teoretycznie to kolekcja jesienno zimowa. Ale ja już wiem, że sezon u Borko nie ma większego znaczenia. To raczej umowna klamra spinająca daną kolekcję w całość niż obowiązek. Taka wolność to przyjemność stuprocentowa.

borko (9)

borko

borko (2)

borko (3)

borko (4)

borko (5)

borko (6)

borko (7)

borko (8)

Zdjęcia: Borko

14

lut

Denim Box

Denim Box to stosunkowo nowa polska marka. Zadebiutowała w zeszłym roku, a za cel postawiła sobie dotarcie z dżinsami do kobiet w każdym rozmiarze. W asortymencie majaczą wprawdzie czasem koszule czy spódnice, ale chodzi tu przede wszystkim o spodnie. Większość modeli dostępna jest w rozmiarach od 34 do 44, a dodatkowo w dziale Plus Size znajdziemy także opcje 46 czy 48. I to nie w kolorach na tzw. „odwal się” (wybaczcie, ale przeważnie oferta większych ubrań traktowana jest po macoszemu i potwornie okrojona). Wybór jest naprawdę niezły, choć oczywiście zawsze mógłby być jeszcze większy.

Fasonów i wzorów też mnóstwo. Od punkowych czarno białych pasków po kanapowe łączki. Od niskich biodrówek po wysoko zabudowany stan. Jeśli nie znudził Wam się jeszcze marmurek albo neon, będziecie uszczęśliwieni. I jeszcze jedno. Kontakt ze sklepem jest bardziej niż wzorowy. W razie wątpliwości można zadzwonić pod numer, który zawsze odpowiada, a po drugiej słuchawki zasiada osoba, która zna odpowiedzi na wszystkie nasze pytania (w kwestii asortymentu, oczywiście, kwestie egzystencjalne załatwiajmy gdzie indziej).

Wypróbowałam na sobie rurki (wiadomo) z opcją push up. I napiszę Wam, że ta nazwa to nie ściema. Panie, które chcą ukryć swoje cztery litery, niech trzymają się od tych spodni z daleka. Ja rumieniłam się na swój widok, ilekroć przeglądałam w lustrze. Beyonce może się schować, ot co. I niech Was nie zmyli tag „wpis sponsorowany” pod tym tekstem. Pewne części ciała nie kłamią, nawet jeśli noszą sprezentowane dżinsy.

denimbox1  denimbox3

Zdjęcia: Tweed Showroom

11

lut

Trzy wymiary

COS podąża własnymi ścieżkami. Może właśnie dlatego tak go lubię. Podczas gdy inne sklepy (nawet podobnego pokroju – albo przekroju… cenowego) toną w kracie a’la Stadion Dziesięciolecia czy tygryskach „prawie” Kenzo, w COSie próżno szukać bezpośrednich nawiązań do wybiegowych ekscesów. Od samego początku kreatywni marki stawiają na eksperyment. I to na wszystkich płaszczyznach. Począwszy od nietypowych autorskich wzorów (wciąż pamiętam wielokrotnie powiększony ukośny splot denimowy, który zdobił pewną letnią kolekcję), poprzez nieoczywiste materiały (pianka nurkowa, z angielska scuba, występowała w COSie zanim sięgnęli po nią masowo projektanci pokroju światowego), a także trudne, lecz intrygujące fasony (proszę zjechać myszką w dół). Oczywiście zawsze można liczyć na COS w kwestii tzw. klasyki. Białe koszule, dobrze skrojone marynarki, wachlarz małych czarnych sukienek albo zwyczajne t-shirty pojawiają się zawsze, bez względu na eksperymenty w kolekcji głównej. Ale to są pewniaki, o których nie trzeba pisać. Chyba już zdążyliśmy się przyzwyczaić, że gdy przychodzi ubraniowa panika, należy wybrać się do COSa celem zduszenia jej w zarodku. Nie znam przypadku zakończonego porażką.

Wiosną będzie przedziwnie, dziwniej niż dotychczas. Przede wszystkim niezwykle lekko. I to dosłownie. Zaskakuje waga tych ubrań. Ale też faktura i użyte tkaniny. Projektantów marki tym razem zainspirowało morze. Stąd aż tyle odcieni błękitu oraz grubości materiałów. Przeźroczystości mieszają się z trójwymiarem, wybielony denim, malarskie gradienty czy wreszcie rozmyte pasy dające wrażenie głębi (czyżby morskiej?). Cięcia geometryczne wciąż mają się świetnie. Niektóre z elementów wyglądają jak odrysowane od linijki lub zatoczone cyrklem. Kolejną niespodzianką jest dotyk. Tu żadne zdjęcia nie pomogą. Ta kolekcja mogłaby mieć nazwę „Iluzja”. Nic nie jest takim, jakie się wydaje. Woskowanie, gniecenie, podwójne tkanie, plisy, zakładki, marszczenia – oszukują i łudzą. Na plus, rzecz jasna. No, prawie na plus, bo niektóre z materiałów są tak nowoczesne, że nie wiem jeszcze, jak się do nich odnieść. Na przykład sukienkę z kwadratową spódnicą raczej bym powiesiła na ścianie niż nosiła. Ale być może to najlepszy dowód na to, że ambitne cele ekipy COSa zostały osiągnięte. W końcu nie po to od siedmiu niemal lat poszukują inspiracji w sztuce, żeby nikt tego nie dostrzegał. Pani Harel doceniła fakt w sposób literalny.

COS SPRING SUMMER 2014 (2)  COS SPRING SUMMER 2014 (4)  COS SPRING SUMMER 2014 (6)

COS SPRING SUMMER 2014 (3)

COS SPRING SUMMER 2014 (5)  COS SPRING SUMMER 2014 (8)

COS SPRING SUMMER 2014 (9)

COS SPRING SUMMER 2014 (7)

COS SPRING SUMMER 2014 (10)

COS SPRING SUMMER 2014 (11)

COS SPRING SUMMER 2014 (12)

COS SPRING SUMMER 2014 (13)

COS SPRING SUMMER 2014 (14)

COS SPRING SUMMER 2014 (15)

COS SPRING SUMMER 2014

Zdjęcia: COS