Miesięczne archiwum: Marzec 2014

26

mar

American Beagle Outfitters

Jakie to słodkie. Teraz mój pies może się ubierać dokładnie tak samo jak ja. Już widzę Łatkę w obcisłych dżinsach rurkach, koniecznie z dziurą na psim kolanie. I oczywiście w bluzce w paski z dekoltem w łódkę. Szkoda, że nie pomyśleli o butach. Platformy na traktorze w stylu lat dziewięćdziesiątych z pewnością uchroniłyby delikatne psie łapki przed kleistym wiosennym błotem.

Dwa dni temu w sieci pojawiła się informacja, że marka American Eagle Outfitters wprowadza nową linię ubrań dla… psów – pod uroczą nazwą American Beagle Outfitters. Na stronie pojawiła się cała kolekcja, powstały nawet działy dla psów małych oraz średnich. Kampanii towarzyszy optymistyczny (choć dla mnie nieco straszny) i mocno amerykański film. Radośni właściciele i jeszcze bardziej radosne psy w szaleństwie kolorowych stylizacji. Profesjonalna sesja zdjęciowa, energetyczna muzyka, żyć nie umierać.

Ale gdy chcemy kupić daną rzecz, czeka nas rozczarowanie. Strona przekierowuje do damskiego lub męskiego odpowiednika stroju (psie ubrania otrzymały status „comming soon”). Jeśli zdecydujemy się na zakup „ludzkiego” ciucha, jeden dolar ze sprzedaży zostanie przekazany na konto fundacji American Society for the Prevention of Cruelty to Animals (czyli Amerykańskie Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt). Akcja świetna, ale trudno mi uwierzyć, że psie ubrania kiedykolwiek w sklepie się pojawią.

„Designed to perfectly match their owner’s on-trend American Eagle wardrobe, the canine collection features must-haves such as slimming doggy jeggings, fur-friendly bikinis and statement accessories, creating head-to-tail looks that complement the unique style and personality of every pooch, big or small.”  – czy jeszcze ktokolwiek ma wątpliwości?

Ostatnio marki odzieżowe sięgają po niestandardowe sposoby reklamy (czy jest ktoś, kto nie widział wideo z ludźmi całującymi się po raz pierwszy? Przyznaję z dumą, nie obejrzałam tego filmu, ale całą historię znam już dobrze), więc człowiek musi mieć się na baczności. Nie można już tak po prostu ufać temu, co nam podają pod nos. Oczywiście AEO ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza. Przynajmniej cel kampanii szczytny, ale zaczynają mnie denerwować te zakamuflowane sposoby na zwrócenie uwagi klienta (zwłaszcza że rewelacyjnie się sprawdzają, wrrrrr).

american beagle

american beagle (2)

american beagle (5)

american beagle (6)

american beagle (7)

american beagle (3)

american beagle (4)

Zdjęcia: AEO

21

mar

Eternal

Tak jak król Midas zmieniał wszystko w złoto, tak Anna Orska wszelkie napotkane rzeczy zamienia w biżuterię. Gdy rozmawiałam z nią pół roku temu, prezentowała kolekcję „Craft” – owoc współpracy z Manufakturą Bolesławiec. W międzyczasie idee projektantki powędrowały w kosmos, by wylądować wśród marokańskich mozaiek i dalekowchodnich symboli. Nic nie jest dosłowne, jak zawsze w przypadku Orskiej. To, co kolorowe i krzykliwe, przeniesione zostało na chłodny metalowy fundament. Motyw wycinanki nabiera orientalnego charakteru, nie ma potrzeby, by dodatkowo go zabarwiać. Niezwykle ozdobny, misternie i doskonale ukształtowany (nie próbuję sobie nawet wyobrazić, w jaki sposób powstawał), zebrany w całość wspólnym mianownikiem nieskończoności.

Eternal może być zarówno zbiorem tajemniczych amuletów, jak i po prostu piękną i niebanalną biżuterią. Wybór projektantka pozostawia odbiorcy, przywołując oczywiście baśnie, zagadki i labirynty. Elementy te widzę jako udaną część filmowego kostiumu (tytuł produkcji do wyboru), ale też dnia naszego powszedniego. Świetnie zostało przemyślane stopniowanie wielkości i trudności poszczególnych bransoletek, kolczyków i naszyjników. Od całkiem zgrabnych i niewielkich po spektakularnie ozdobne – a nawet te nie epatują przesadą. Z każdą kolejną kolekcją Anna Orska prezentuje kunszt, o którym nawet nie marzę. Bo nie wyobrażam sobie, że coś takiego może istnieć. Gdyby każdy posiadał taką wyobraźnię, jak ona, świat byłby jeszcze piękniejszy.

EA38_380_(1)

Orska Eternal

Orska Eternal (2)

Orska Eternal (3)

Orska Eternal (4)

Orska Eternal (5)

Orska Eternal (6)

Orska Eternal (7)

Orska Eternal (8)

Orska Eternal (9)

Orska Eternal (10)

Orska Eternal (11)

Orska Eternal (12)

Zdjęcia: ORSKA

17

mar

Lous Basic

Basic tu, basic tam. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że polskie marki stawiają sobie wyprodukowanie bazowych elementów garderoby za punkt honoru. Kilka lat temu pisałam o bezowocnych poszukiwaniach idealnego białego t-shirtu, potem – dresowych spodni (w końcu sama je wymyśliłam – choć zawsze będę podkreślać, że co dla jednych jest spełnieniem marzeń, dla innych może być koszmarem – więc nie narzucam się). Gdy jakieś sześć lat temu znalazłam w H&M zwyczajną czarną sukienkę z bawełnianej dzianiny, miałam ochotę kupić trzy na zapas, żeby potem nie marnować czasu. To się zmieniło. Proste ubrania świetnej jakości znajdziemy w wielu miejscach. Ba, możemy sobie nawet wybrać ulubione marki, bo każda – przynajmniej z tych, o których tu piszę – posiada swój mniej lub bardziej charakterystyczny, lecz z pewnością rozpoznawalny styl.

Lous to wciąż jeszcze młoda firma, której się boję. Dlaczego? Bo czegokolwiek dwie kobiety skryte pod tą krótką nazwą nie wymyślą, ja chcę to mieć. Zwłaszcza że mam dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewności, że będę w tym wyglądać dobrze. Oczekiwanie na wiosenną kolekcję dziewczyny postanowiły osłodzić świeżutką linią basic właśnie. Jako absolutna nowość pojawiły się ubrania dla mężczyzn. Na razie to trzy elementy w dwóch kolorach: czarnym i granatowym. Bluza, koszulka z długim rękawem i dresowe spodnie. Kobiety mają do wyboru dwie bluzy (w tym jedną z szyfonowym tyłem), również spodnie i ultra prostą sukienkę z raglanowymi rękawami.

Ubrania to jedno, ale sesja towarzysząca ich pojawieniu się – to dopiero świetna sprawa! Dowód poniżej. I, odpowiadając na pytanie, które jeszcze nie padło, tak, państwo na zdjęciach są małżeństwem.

lous basic (4)

lous basic

lous basic (6)

lous basic (7)

lous basic (2)

lous basic (8)

lous basic (9)

lous basic (5)

Photo: Łukasz Ziętek / SHOOTME PHOTOGRAPHERS
Models: Olga i Michał Kiedrzyńscy
Make up: Iza Wójcik / VAN DORSEN TALENTS
Hair: Klaudia Jaśpińska
Studio: Konstruktorska

9

mar

I did it my way

Dyskretna. To było pierwsze słowo, które przyszło mi na myśl, gdy po raz pierwszy zobaczyłam biżuterię My Way. Taka, na którą kiedyś nie zwróciłabym uwagi, bo przecież biżuteria powinna być widoczna, prawda? I zaraz sobie przypominam, że po raz pierwszy zmieniłam to zdanie w dniu własnego ślubu, gdy przyjaciółka przekonała mnie do włożenia cieniutkiego srebrnego łańcuszka zamiast kolorowego etnicznego wisiorka na rzemyku (z którym praktycznie się nie rozstawałam). Tak się zaczęło i trwa do dziś. Uwielbiam rzeczy delikatne, maleńkie, ledwie zauważalne. Nie przytłaczają, nie odwracają uwagi, a przede wszystkim świetnie się noszą. Nie ukrywam, że wybierając się na prezentację „nowej polskiej marki biżuterii” wyobrażałam sobie kolejną wersję personalizowanych gigantycznych zawieszek na sznurku, ewentualnie okrągłych koralików z przywieszką albo nieudolnych podróbek Anny Orskiej (pewnie zastanawiacie się, dlaczego… Przemilczę). Tymczasem zaskoczyłam się i zauroczyłam od pierwszego wejrzenia.

Srebro niemalże czyste (próby 925 – dla niezorientowanych oznacza to zawartość 92,5% srebra w srebrze) w wersji solo, rodowane lub pokryte złotem żółtym (18 bądź 23-karatowym) albo różowym. Na drobnych łańcuszkach umieszczone są nieduże symbole. Niektóre bardzo typowe, ale – jak szybko doszłyśmy do wniosku z dyrektor kreatywną My Way, Aleksandrą Nowak – co można wymyślić nowego w kwestii serduszka czy gwiazdki? Liczy się całokształt. A tu, choć pole do popisu pozornie nieduże, dzieje się sporo. Dopracowane detale, zaokrąglone krawędzie (nawet tych ostrych zazwyczaj elementów typu gwiazdki, krzyże czy strzałki) i część wspólna wszystkich projektów: ważka. Albo wygrawerowana, albo w formie przeciwwagi na końcu łańcuszka.

Owszem, jest to masowa produkcja, ale w najlepszym gatunku. No i dzięki temu ceny pozostają całkiem przystępne (a przypominam, że kruszce szlachetne, zero ściemy, drodzy Państwo). Jak to się zwykło ostatnio mówić, nosiłabym!

My Way (5)

My Way 2

My Way (4)

My Way (3)

My Way 1

My Way (2)

My Way

Zdjęcia: My Way Jewellery

7

mar

Slow

Istnieją takie marki, które nigdy nie zawodzą. Po prostu. Z mniej lub bardziej tajemniczych powodów udaje im się konsekwentnie realizować podjętą na starcie wizję, uzupełniać, udoskonalać a przy okazji zadowalać takie wybredne dusze jak Harel. Est by eS. bez dwóch zdań można przypisać do tej grupy. Mogę w ciemno chwycić dowolny produkt i od razu wiedzieć, że został perfekcyjnie wykonany. Od pierwszej myśli projektantki po wykończenie w szwalni.

Wiosna nie przynosi rewolucji, ale w tym wypadku należy się tylko cieszyć. Znajome kroje i motywy przeszły delikatny lifting (z wiekiem coraz bardziej lubię to słowo, co mnie lekko przeraża). Forma dąży do prostoty, choć wydawać by się mogło, że już w zeszłym sezonie ją osiągnęła w stu procentach. Kolekcja „Slow” przywodzi na myśl sztukę Origami. Tkanina traktowana jest jak papier, wielokrotnie zaginana przybiera geometryczne kształty, które zapewne posiadają swoją nazwę, ale ponieważ matematyka daleko za mną, nie będę nawet zgadywać. Poszczególne panele zachodzą na siebie, przyjemnie oszukują oko i łapią powietrze. Desenie tym razem dyskretne, choć wciąż wynikają ze swoich poprzedników. Stonowane paski i trójkątny czarno biały rzucik stanowią delikatne uzupełnienie mocnych gładkich powierzchni.

I sesja. Nawet nie wiosenna, a bardzo mocno letnia. Egzotyczna, duszna i zielona. Scenografia jeszcze bardziej podkreśla nieprzesadzone (choć całkiem skomplikowane pod względem kroju) formy. Na zasadzie kontrastu dają one wytchnienie od tropikalnego klimatu. Czy zadziałają w terenie? Cierpliwości, jeszcze kilkadziesiąt dni i będziemy mogły się przekonać na własnej skórze.

est by eS

est_by_es_ss_14 (7)

est by eS (2)

est by eS (3)

est by eS (4)

est by eS (5)

est by eS (6)

est by eS (7)

est by eS (8)

Zdjęcia: Bartek Wieczorek
Stylizacja: Robert Kiełb
Makijaż: Gosia Sulima
Włosy: Kasia Zalewska
Scenografia: Dorota Boruń
Meble: NAP Mysia 3
Produkcja: Rob Svenson
Modelka: Lena/Model Plus
Sprzęt: Studio Tęcza