17

Kwi

Pali się!

Kot jest na strychu, w trwodze się miota, biegną strażacy ratować kota” – gdy zaproszenie na pokaz zdradziło tytuł kolekcji, pierwszy do głowy przyszedł Brzechwa, nie Doorsi. Ciekawe, czy znaczy to coś więcej niż jedno skojarzenie, które ubiega drugie. „Fire!” – głośne, neonowe, z wykrzyknikiem. Tak nas wczesną wiosną postanowił wprowadzić w późną jesień polski projektant.

Nie wiem, co musiałby zrobić Michał Szulc, żeby rozczarować publiczność. Choć staram się nie być, pozostaję stronnicza. W końcu od lat należę do grupy jego wyznawców. Idąc na pokaz, mam pewność, że obejrzę coś dobrego. Bez względu na to, jaki Michał obierze kierunek i co w jego głowie kiełkowało tych kilka miesięcy wcześniej. W sposób godny podziwu potrafi on połączyć własną wizję z komercją, a poczucie humoru z łatwością interpretacji (po ludzku mówiąc, jego projekty nadają się do noszenia od ręki). Bawi się deseniem (w tym wypadku tysiącami groszków w najróżniejszym wydaniu – od wytłaczanych na zgrzebnych swetrach, przez zdobiące przeźroczysty szyfon, po wyszywane na tkanej wełnie), formułą (odblaskowe uniformy w wersji stuprocentowo kobiecej, ukośne poły ramoneski, długie udawane kieszenie), krojem (zwróćcie uwagę na formę kieszeni). Wiernym fanom pozostawia nieco Szulca (eliptyczne wstawki, wędrujące przez cały płaszcz na przykład), a wiecznym malkontentom rzuca nieco nowości, żeby utrudnić drogę do narzekania.

O ile mnie własna wiedza nie myli, po raz pierwszy Michał zaprezentował swoje dzieła w Warszawie. W zaskakująco przestronnej jak na swój metraż przestrzeni ostatniego piętra budynku na Mysiej 3. W pełnym świetle modelki powoli (lecz nie tak powoli jak dawno temu w Łodzi) przechadzały się wśród zaledwie dwóch rzędów publiczności – usadzonej jednak tak, by maksymalnie dużo osób mogło je dokładnie obejrzeć. Podzieliłam się z siedzącym obok Tobiaszem, że bardzo mi się podoba to nieśpieszne tempo. A on na to (pozwolił mi zacytować): „Rzeczy są dobrze odszyte, więc modelki nie muszą zap…..alać”. Otóż to. Żadnej gry świateł, dymu, płatków śniegu czy pięciu metrów dystansu pierwszego rzędu do wybiegu. Wszystko jak na dłoni. A było na co patrzeć.

Trzydzieści siedem sylwetek damskich oraz (nowość!) cztery męskie. Razem czterdzieści jeden pełnych propozycji (pozwolę sobie nie przemnażać przez ruchomą liczbę ubrań na każdym prezentującym – i bez niej widzicie, że kolekcja była kompletna). Jeśli forma pozostaje zachowawcza, zaskakuje wykorzystany surowiec. Jeśli dominuje czerń, z pewnością krój jest daleki od banału. Na pierwszy plan wysunęła się kurtka. Tylu jej odmian jeszcze u Szulca nie było. Pośród stonowanych tkanin, skór i dzianin pojawił się wykrzyknik (pewnie przywędrował z tytułu kolekcji). Neonowa tkanina, którą kojarzymy z odzieżą roboczą. Nawet przeszycia momentami pozostały czarne, co tym bardziej podkreśla tę nietypową inspirację.

Warto zwrócić uwagę na buty. Nie jest to takie oczywiste w naszym pięknym kraju, żeby obuwie jakkolwiek było skompilowane z kolekcją. Zazwyczaj co da sponsor, to projektant (względnie stylista) bierze i cieszy się, że modelki nie chodzą boso (a w większości przypadków byłoby to najlepsze rozwiązanie). Tym razem buty tak pasowały, jakby oko mistrza doglądało ich produkcji od pierwszego szkicu, to wyłączenia taśmy produkcyjnej. Wojas, proszę Państwa, polska marka. Można? Można.

DSC_9651

DSC_9655

DSC_9660

DSC_9668

DSC_9681

DSC_9688

DSC_9691

DSC_9694

DSC_9700

DSC_9705

DSC_9712

DSC_9716

DSC_9720

DSC_9723

DSC_9727

DSC_9733

DSC_9737

DSC_9739

DSC_9744

DSC_9746

DSC_9751

DSC_9757

DSC_9761

DSC_9764

DSC_9771

DSC_9774

DSC_9781

DSC_9785

DSC_9791

DSC_9799

DSC_9803

DSC_9811

DSC_9817

DSC_9821

DSC_9825

DSC_9830

DSC_9836

DSC_9840

DSC_9846

DSC_9852

DSC_9854

Fot. Artur Cieślakowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *