Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

15

Kwi

Powrót

Lata dziewięćdziesiąte to wciąż szerokie pojęcie. Jeszcze nie skondensowały się w naszych umysłach do jednego czy dwóch skojarzeń, co spotkało już dekady wcześniejsze. Stereotypy zawsze odbierają frajdę, więc tym bardziej się cieszę, że wciąż nie odnajdujemy do końca dystansu do tamtych czasów, wciąż na nowo je interpretujemy i poszukujemy wytrychów do ówczesnego stylu. Łaziłam sobie ostatnio po sklepach w poszukiwaniu butów i doszłam do jednego wniosku. Niech badacze trendów piszą, co chcą, ale jeszcze nigdy na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat nie było tak wyraźnego powrotu do tych nieokiełznanych lat dziewięćdziesiątych (bo odnoszę wrażenie, że co roku czytam dokładnie to samo).

Buty to jedno (niektóre z pożądanych dawno temu modeli weszły na stałe do kanonu, nazwijmy go, ulicznego stylu, np. „martensy”). Za butami stoją rzędem długie kwieciste sukienki (identyczne jak te ze sklepów indyjskich, tylko trzy razy droższe), kraciaste koszule (no dobra, to też już kanon), krótkie bluzki,  powyciągane na dzień dobry swetry (zresztą swetry w ogóle zaliczają gigantyczny powrót, ale o tym przy innej okazji) oraz wielkie bluzy z napisami (czasem nawet dwustronne, ech, łezka się w oku kręci…). Co i rusz widzę swoją garderobę z czasów końca podstawówki i liceum. Wtedy mocno ewoluowała (przynajmniej tak mi się wydawało). Obecnie przekrój lat ośmiu podany mam jak na tacy. Różnorodność, wymykanie się schematom, no i oczywiście sprawianie radości osobom młodziutkim, które mogą odkrywać przestrzenie kompletnie sobie nieznane, tak jak my dawno temu lata siedemdziesiąte na przykład.

Trochę ta aktualna odsłona wyzuta jest z wyzwań. Bo gdy marzyło się o spodniach bojówkach czy bluzie z kapturem kilkanaście lat temu, trzeba było się nieźle naszukać. Czasem upragniony ciuch jakimś cudem pojawiał się w asortymencie bazarowych blaszaków lub świeżej dostawie made in India i radości nie było końca. Obecny schemat to bułka z masłem. Chcę, idę, znajduję, kupuję (czyżby konsumencka wersja „veni,vidi,vici”?), A potem bez żalu wyrzucam, bo się zużywa znacznie szybciej niż dwadzieścia lat temu. Mało optymistyczne refleksje na temat fast fashion przy okazji lookbooka marki Topshop. Ale też obudzone wspomnienia. I nostalgia za czasami, w których ciuchy naprawdę były coś warte – nie tylko na etapie wizyty w sklepie. Olśniło mnie niedawno (podczas porządkowania szafy po raz kolejny), że tęsknię za szacunkiem do rzeczy, który miało się wtedy. I nie, nie nazwałabym tego materializmem. Być może poszukiwanie ubrań na dłużej niż jeden sezon z tej tęsknoty właśnie wynika.

topshop  (8)

topshop

topshop  (2)

topshop  (3)

topshop  (4)

topshop  (6)

topshop  (5)

topshop  (7)   topshop  (10)

topshop  (9)

topshop  (11)

Zdjęcia: Topshop

14

Kwi

Natasha Dziewit

Klimat podróży uparcie się tu przewija. Może czas na wakacje? Tym razem Natasza Dziewit i jej pierwsza samodzielna kolekcja. Nazwisko możecie kojarzyć z projektu Kiss the Frog, który współtworzyła jeszcze do niedawna. Idea ubrań pięknych i wygodnych pozostała, dotarła natomiast delikatna patyna i surowość. Niewykończone, strzępiące się brzegi, celowo gubione oczka, ręcznie tkany jedwab z niedoskonałościami w pakiecie… Te ubrania czerpią z wielu różnych kultur, ciągną trochę na Wschód, a trochę na Południe. Zachód i Północ też gdzieś majaczą. Ich właścicielka mogłaby mieszkać w każdej części świata, a gdy przyszłoby do pakowania, zajęłoby jej jakieś pięć minut – tak to sobie wyobrażam.

To wciąż są ubrania, którymi można powoli zapełnić całą garderobę (tak jak w przypadku poprzedniej marki, do której porównań nie sposób uniknąć). Podejrzewam, że kolejne sezony tylko udowodnią moją tezę. Miłe ciału materiały – bawełna, jedwab, wełna – przeplatają się niepotrzebnie według mnie z wiskozą i poliestrem. Z jednej strony wiem, że niepotrzebnie obawiamy się sztucznych tkanin, które są przecież zupełnie inne niż nawet dziesięć lat temu. Z drugiej jednak po prostu pasuje mi do marki taka stuprocentowa naturalność, także w kwestii surowców. Ale przy całym obrazie, który tak pięknie się poniżej rysuje, to drobiazg do szybkiego rozwiązania.

679eb1e56b

0239238c8b

a4ffc32847

b50078f4a0

d37c6884e7

df9719365f

2bb606e997

3bcf6698a1

5de3b4065b

Fot. Bartek Gebethner
Modelka: Katka Michalak
Makijaż: Lucyna Rossa
Biżuteria: Lolasana
Stylizacja: Natasha Dziewit

11

Kwi

Hello Japan!

Staram się utrzymać emocje na wodzy i nie rozpłynąć z zachwytu w pierwszym zdaniu. Ale to trudne. Już pisałam, że dziewczyny z LOUS posiadają magiczną moc odgadywania moich pragnień. Znów to udowadniają, a ja teraz muszę sklecić coś, co nie będzie pieśnią pochwalną (z blogerskim JA w roli głównej), tylko opisem kolekcji, z którego będziecie mogli, drodzy Czytelnicy, wyciągnąć coś więcej. Po bazowym przerywniku między sezonami powracają rzeczy charakterystyczne. Kierunek? Japonia (jeden z moich ulubionych… no dobra, dobra, już się nie wtrącam). Ale nie ta ozdobna, tradycyjna, rękodzielnicza, tylko awangardowa. Ok, awangardowa była w latach osiemdziesiątych, gdy kolekcje Japończyków sięgały konceptem co najmniej trzydzieści lat do przodu. Albo były tak uniwersalne, że żadna dekada ich z mody nie wygoni (bo wciąż się nie udało). Oglądam takie na przykład zdjęcia z pokazów Comme des Garcons (wiem, banalny przykład) z początków lat osiemdziesiątych (dziękujmy siłom wszelkim za Pinteresta) i w ogóle mi to nie pasuje do wygodnego stereotypu, jaki do siebie przyjęłam dawno temu na wszelki wypadek. Bo one są wciąż aktualne. I wciąż na swój przewrotny sposób piękne.

I taką Japonię mamy u Lous. Niezwykle prostą, ponadczasową, może też trochę umowną. Bo czasem to nazwy produktów przywołują ją bardziej niż sam fason (np. bluzka Sakura czy sukienka Sayuri). Ale jest też kimono, są spodnie i bluzki nawiązujące do stroju samuraja, szerokie kimonowe rękawy, dekolt V (tak znamienny dla Lous od samego początku). Kolorystyką nas projektantki nie rozpieszczają, choć akurat w tym wypadku nie mogło się lepiej ułożyć. Bo co lepiej podkreśli oryginalną formę ubrania, jeśli nie spokojny i nienarzucający się kolor? Czerń, granat, szarość i biel. Oto gama, która zawsze się sprawdzi (i zajmuje osiemdziesiąt procent mojej szafy). Za to w dzianinach różnorodność. Od klasycznych dżersejów po caro i pikę (to ten splot, który spopularyzowała marka Lacoste, kojarzący się głównie z koszulkami polo). Świetnie grają też detale. Zaszewki, kanty, delikatne wykończenia. Niby nic, ale to właśnie one podwyższają komfort noszenia. A ten jest wysoki, możecie mi zaufać.

lous hello japan (7)

lous hello japan (8)

lous hello japan (9)

lous hello japan (10)

lous hello japan (11)

lous hello japan (12)

lous hello japan

lous hello japan (2)

lous hello japan (3)

lous hello japan (4)

lous hello japan (5)

lous hello japan (6)

Fotograf: Małgorzata Turczyńska
Modelka: Magda Gołdanowska
Make up: Magia Gontarczuk
Scenografia: Tymon Nogalski
Biżuteria: Emilia Kohut

8

Kwi

Time to Escape

Już sam tytuł kolekcji działa na wyobraźnię. Kto nie chciałby się oderwać od tego, co właśnie robi, ręka w górę. Wakacji nigdy dość, po prostu. I pisze to osoba zadowolona ze swojej pracy, ba, nawet bardzo zadowolona. Już sama myśl o wakacjach stanowi pewnego rodzaju ucieczkę. Taką bezpieczną, bez nieprzyjemnych konsekwencji, dającą energię do działania. Planowanie, przygotowania, poszukiwanie nieznanych miejsc, pomysłów, inspiracji, potem kompletowanie garderoby (choć i tak chodzi się przez tydzień w tym samym i nie poświęca temu żadnej myśli), a wreszcie upragniony cel.

Kolekcje Bereniki Czarnoty bez względu na sezon zawsze niosą w sobie taki wycieczkowy (ucieczkowy?) klimat. Na wszelkie możliwe sposoby projektantka odmienia mięsiste dzianinowe sploty i egzotyczne desenie. Tym razem skupiła się na kontrastach. Zarówno formy, faktury, jak i kolorów czy wzorów. Opisując swoje najnowsze dzieło, sama przywołuje Driesa van Notena, który według niej opanował grę kontrastów do perfekcji. Pozornie niepasujące do siebie tkaniny zestawione razem tworzą spójną całość. Surowe nici połączone są z nylonową taśmą, ażury z gęstym splotem, a delikatny jedwab z impregnowaną bawełną. Nieobcy jest projektantce recykling, tym razem część swetrów została wykonana z bawełnianej przędzy uzyskanej ze starych t-shirtów. Ideę recyklingu niesie w sobie także biżuteria Tsumi (tworzona przez Iwonę Domańską), która chyba już na dobre połączyła się z marką Bereniki.

„Time to Escape” to również nowy etap w historii marki. Kilka dni temu wreszcie ruszył sklep internetowy z prawdziwego zdarzenia. Przyznam, że czekałam na ten moment od kilku lat.

IMG_4256

IMG_4040

IMG_3723

IMG_3025

IMG_3086

IMG_3317

IMG_3331

IMG_2963

IMG_3129

IMG_3185

IMG_3269

IMG_3457

IMG_3975

Fot. Agata Mendziuk
Modelka: Kinga Trojan / D’Vision
Miejsce: Studio Cukry
Bizuteria: TSUMI

7

Kwi

Fashion Battle

Uwaga, uwaga! Z radością informuję, że wraz z szanownym panem Michałem Pająkiem zasiedliśmy w jury pewnego wiosennego konkursu, w którym do wygrania są dwie nie byle jakie nagrody. Pierwsza to poniższy zestaw od Pajonka – rzecz niebanalna, wymagająca odwagi i fantazji, ale też kolekcjonerska: komplet z jego najnowszej kolekcji „Paradise”. Drugą jest bon na kwotę 800 zł do wydania w Showroomie. Co trzeba zrobić? Wyciągnąć z szafy wiosenne ubrania, włożyć je na siebie w ilości dowolnej, zrobić zdjęcie i wrzucić na stronę aplikacji konkursowej CupoNation. Akcja trwa od dziś do 14 kwietnia włącznie, drogi do zwycięstwa są dwie. Pierwsza to zdobycie serc Harel i Pajonka. Druga – uzyskanie jak największej liczby polubień. Wszelkie szczegóły oraz regulamin konkursu znajdziecie tutaj.

Zapraszam i wszystkim chętnym życzę powodzenia!

pajonk

foto: Bartek Wieczorek / LAF
modelka: Charlotte Tomas / Model Plus
stylistka: Maja Naskrętska
włosy: Michał Bielecki / Warsaw Creatives
makijaż: Pola Dźwigała
scenografia: Dorota Boruń / Dobra Kobieta / LAF

4

Kwi

Flora

Wczoraj było o kobiecie, a dziś będzie o dziewczynie. Bo najnowsza kolekcja Pola & Frank w dorosłym wydaniu podąża w stronę wiecznej nastolatki. Aczkolwiek nie tej poszukującej, zbuntowanej i niepewnej, lecz świadomej, może po prostu młodej duchem, uparcie odmawiającej stuprocentowej przemiany w kobietę. Nic w tym złego, każdy ma swoje podejście (do opisania własnego wciąż się przymierzam, może wreszcie się uda w okolicach moich urodzin – bo to dobry pretekst), tym bardziej że w przypadku tej marki dialog z dzieciństwem jest naturalny. W końcu od dziecięcych ubrań się zaczęło. Od razu zaznaczę, że brak tu (na szczęście) efektu „dzidzi piernik”, nie odnajdziemy też kiczowatych infantylnych nadruków czy kolorów. Tym razem w roli głównej występuje natura i niezwykłe roślinne grafiki (zaprojektowane przez Paulinę Zalewską-Dziedzic). Z kolei wzór „Mapa skarbów” w kolekcji dziecięcej (do obejrzenia na stronie) stworzył Jan Estrada-Osmycki.

Nowość stanowią przeźroczystości. To w zastępstwie ściągacza, to w formie motylkowych rękawków sukienki. Pikowania z poprzedniego sezonu świetnie wpasowały się w nowy. Kwiatowej kurtce bejsbolówce wróżę sporą popularność (zresztą pikówka powstała specjalnie na zamówienie marki i nie kupimy jej na metry w hurtowni Alexis). Pojawił się też nowy materiał: len. Jest spokojnie, może nawet odrobinę zachowawczo, ale do tego nas projektantki przyzwyczaiły i tym w sobie rozkochały. Dlaczego miałyby to zmieniać?

Jedyne, z czego bym zrezygnowała na ich miejscu, to szara melanżowa dzianina. Trochę głupio, że akurat im się dostaje, a nie poprzedniczkom z dwóch ostatnich wpisów czy jeszcze kilku markom, które tu grzecznie w kolejce oczekują. Może ujmę to tak: nie chodzi mi tylko i wyłącznie o Polę & Franka. Cierpię na ogólny przesyt tego surowca. Gdy ostatnio kolejna osoba zapytała, co myślę o nowych markach czy projektantach, którzy czepiają się tego melanżu jak rzep psiego ogona i za nic nie odpuszczają, odpowiedziałam, że owszem, sama w tych rzeczach chodzę i nie mam zamiaru zrezygnować, ale nowych kupować z pewnością nie będę. Wiem, że działa przyzwyczajenie, wiem, że ta dzianina jest komercyjnym pewnikiem. Ale czy istnieje szansa, żeby czymkolwiek ją zastąpić? Temat pozostawiam otwarty.

1601081_539871306127129_1630078936_n

1613962_540649792715947_1018628541_n

1908262_539871226127137_1380429625_n

1978740_539871429460450_1912376248_n

10003172_539871369460456_859154200_n

10003948_539871312793795_1419394135_n

10006552_539871436127116_2083050858_n

10150656_539871406127119_1270812950_n

10153792_539871129460480_1128253714_n

10173574_539871352793791_1845874976_n

Fot. Małgorzata Turczyńska
Modelka: Kasia
Makijaż i fryzura: Polka Dźwigała
Stylizacja: Paulina Zalewska-Dziedzic
Podziękowania: Daylight Studio, Scandinavian Living Warszawa