Miesięczne archiwum: Maj 2014

19

maj

MMC i dar przekonywania

Albo MMC lubią swoje klientki, albo swoje własne pomysły. A może i jedno, i drugie. Efekt jest taki, że już od jakiegoś czasu na wybiegu z nowościami przeplatają się powtórzenia. Elementy sprawdzone, popularne, charakterystyczne. Rozwiązania, które każdemu podpowiedzą: „Tak, jesteśmy z MMC”. Jako jedni z nielicznych projektantów Ilona Majer i Rafał Michalak potrafią nie tylko odtwarzać trendy, ale przede wszystkim je narzucać. Przynajmniej w naszym niedużym środowisku ludzi zainteresowanych. Jeśli porwiemy się na wyświechtane i łatwe: „To już było”, możemy użyć sformułowania tylko w odniesieniu do poprzednich kolekcji. Autoplagiat? Jeszcze nie, ale gdy oglądałam najświeższe propozycje, odniosłam wrażenie, że istnieje takie ryzyko w niedalekiej przyszłości. Chyba że MMC wyrwą się własnym ramom i zaczną tworzyć coś zaskakującego.

To nie jest proste. Publiczność domaga się bezpiecznych konkretów. Klientki prawdopodobnie nie lubią zaskoczeń. Estetyka marki świetnie się sprawdza w polskich (i nie tylko) realiach, jest rozpoznawalna i na poziomie, z którym nie sposób dyskutować. Podziw to odczucie, które towarzyszy podczas oglądania kolejnych kolekcji zawsze. Ale… Spoglądam na największych. Bo MMC w tym zacnym gronie od dawna zasiadają. Porównuję nie tyle samo dzieło, co element niespodzianki, chęć zmiany. Warsztat, technika, realizowanie własnych wizji – nie ma o czym mówić, trzysta procent normy. Jednak aż się prosi, żeby wyskoczyli z czymś… nowym. Tak, to dobre słowo. Nieco odświeżenia wniosła kolekcja przedjesienna, o której tu nie pisałam (ale mam ochotę nieco zburzyć chronologię i jeszcze to zrobić w niedalekiej przyszłości). Ozdobna, żakardowa, wycinankowa. Misterne kwiatowe wycięcia powracają na chwilę i teraz, co daje wrażenie, jakby ostatnie słowo podczas poprzedniego pokazu nie padło i projektanci mieli ochotę jeszcze trochę pobawić się konwencją. Może właśnie o to chodzi. Nie ma wyraźnej tablicy z napisem „koniec”, zawsze poprzedni sezon zahacza o następny. Stało się to przewidywalne, co według mnie dla marki nie jest najlepsze. Aczkolwiek kompletnie nie przeszkadza mi czerpać radości z tego, co widzę. Tylko boję się, że w pewnym momencie zrobi się po prostu nudno.

Nowością, której nie sposób nie zauważyć, jest współpraca z marką Badura. Na potrzeby drugiej już kolekcji powstały modele butów, które w sezonie mają trafić do regularnej sprzedaży. To ten typ obuwia, który zdecydowanie bardziej przypada do gustu kobietom niż mężczyznom, czyli – jak sama określam – „takie brzydkie, że aż ładne”. Nietuzinkowe, zaburzające proporcje, ale też hipnotyzujące. Bardzo jasny błękit, złoto i biel ujęte zostały w formy perfekcyjnie wpisujące się w wizję MMC. I za to gigantyczny plus. Mam tylko nadzieję, że egzemplarze sprzedażowe nie będą miały wytłoczonego logo Badura, które zamiast zachęcać, skutecznie zniechęca (naprawdę, sprawdziłam nie tylko na sobie).

Z zapartym tchem obserwuję, jak marki zagraniczne potrafią drażnić się z odbiorcą. W pozytywnym sensie. Najbardziej spektakularnie uczyniła to Phoebe Philo, mącąc swoją dotychczas oszczędną wizję mody szalonymi pociągnięciami pędzla i gamą kolorystyczną żywcem wyciągniętą z zestawów klocków Lego. Nie jestem w stanie określić, jak to wpłynęło na wyniki sprzedaży, ale, jak widać, trend jest wszechobecny. To Celine dyktuje klientkom, co będą nosić, nie odwrotnie. Nie namawiam projektantów MMC do stworzenia pięćdziesięciu sylwetek w łączkę Liberty, ale marzy mi się niespodzianka. Podejrzewam, że nie tylko mnie. Tym bardziej, że (podobnie jak Philo) posiadają oni ogromny dar przekonywania.

A tymczasem zapraszam do obejrzenia tego, co marka zaserwowała w Łodzi na odległą na szczęście jesień.

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Fot. Kurnikowski/AKPA

16

maj

Węgierscy projektanci

Na moment przeniesiemy się z Łodzi do Warszawy. Lot z przesiadką w Budapeszcie, gdzie zgarniemy zdolnych Węgrów. Przetransportujemy ich na Mysią 3. 27 maja zaprezentują tam swoje kolekcje na jesień 2014, a do końca miesiąca będą sprzedawać ubrania z aktualnego sezonu w stworzonym na tę potrzebę tymczasowym sklepie HUdesign. Przedstawiciele trzech marek zagoszczą w Polsce po raz pierwszy. Po obejrzeniu kilku propozycji na wiosnę i lato 2014 wiem, że będę ich witać z otwartymi ramionami.

Nanushka to marka stworzona przez Sandrę Sandor. Projektantka studiowała w London College of Fashion, by po ukończeniu szkoły powrócić do Budapesztu. Ja sama mówi, tworzy dla podobnych sobie: ludzi w drodze, którzy zawsze w końcu wracają do domu. W 2011 roku otworzyła swój sklep, który miał być tylko krótką przygodą stworzoną wraz zespołem fantastycznych projektantów wnętrz, ale zyskał tak ogromną popularność, że stoi otwarty po dziś dzień i zwie się obecnie butikiem flagowym.

nanushka1

nanushka2

nanushka3

Twórczyni marki Aeron wywodzi się z rodziny z tradycjami krawieckimi i tekstylnymi. Wybór studiów był dla Eszter Aron oczywisty. Przez wiele lat pracowała jako projektantka dla węgierskich marek odzieżowych, ale znudziły jej się ciągłe kompromisy i trzy lata temu stworzyła własną firmę. Gdybym miała bawić się w porównania, określiłabym jej dzieło mianem węgierskiego odpowiednika marki COS (COSZ?).

aeron1

aeron2

aeron3

USE unused jest wspólną koncepcją, którą tworzą Füzes Eszter, Godena-Juhász Attila i Tóth András. Trio zadebiutowało w 2004 roku, a za główną ideę postawiło sobie tworzenie w zgodzie z tradycją przy użyciu nowoczesnych technologii. Tłumaczą dobrze znane rozwiązania na aktualny język, a ze swoją modą potrafią oswoić także mniej odważnych. Podobno. Ja im wierzę. Już za niecałe dwa tygodnie będziemy mogli się o tym przekonać na własne oczy.

use3

use1

use2

Zdjęcia: Nanuska, USE unused, Aeron.

15

maj

Sto procent Pjotra w Pjotrze

Jestem dumna. Napisałam o Pjotrze jako pierwsza, o czym przypomina mi przy każdej okazji. Jako jedna z pierwszych nosiłam też jego wielofunkcyjną bluzkę. To był mój hit roku 2011, eksploatowany aż to totalnego zużycia. Czekałam na więcej, ale nie spodziewałam się, że będzie to aż tyle. W międzyczasie Piotr Górski (bo tak się Pjotr nazywa naprawdę) wygrał pewien dość absurdalny jak dla mnie program pt. „Projektanci na start”. Z pewnością kojarzycie formułę, teraz coś równie żenującego leci co niedzielę bodajże w TVN. Na szczęście absurd minął wraz z ostatnim odcinkiem, a główna nagroda pozostała (i wcale absurdalna nie była). W pakiecie zawarty był pokaz w Alei Projektantów na Łódzkim Tygodniu Mody. Spore wyzwanie, ale Pjotr nie to, że podołał. On wziął je na klatę jak stuprocentowy zawodowiec. I przy tej okazji udowodnił, że zawodowcem po prostu jest.

Choć do tej pory sprzedawał dosłownie kilka modeli swoich projektów, dobrze wie, jak ten system działa. Bacznie obserwował i uczył się, co ujmuje klienta, a co kompletnie go nie przekonuje. Stworzył własną estetykę, rozpoznawalną na pierwszy rzut oka (nawet po wyjęciu poniższych ubrań z kontekstu samego Pjotra, uzyskanego poprzez nawiązanie do jego charakterystycznego wyglądu – czyli prościej ujmując, pozbyciu się blond peruk i obcisłych czarnych czapek). Owszem, nie wymyślił jej od podstaw, raczej skompletował szereg mniej lub bardziej dosłownych inspiracji, lecz w sposób, którego nie da się pomylić z żadnym innym.

Sprawdził na sobie, teraz wypuszcza w świat. Szereg flanelowych koszul oraz ich pochodnych, skórzane spodnie i kurtki (wykonane ze sztucznej skóry, ale zaskakująco miękkiej i bez chemicznego zapachu) w motocyklowym klimacie. Sporo warstw, podkreślone nogi i lekko zabałaganiony, grunge’owy klimat. Oraz praktyczne rozwiązania niewidoczne na pierwszy rzut oka (kieszenie, zapięcia, schowki – polecam przy okazji zajrzeć do worków – można tam sobie zorganizować przestrzeń lepiej niż w niejednej torbie!). Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości o co chodzi, całość ugruntowują niezatapialne „martensy”. Myślę, że organizatorzy powinni zaklepać miejsce dla Pjotra podczas kolejnej edycji. Choćby po to, by sprawdzić, ile Pjotra w Pjotrze będzie następnym razem.

P.S. Cały pokaz możecie obejrzeć tutaj.

ls_20140509_3557.jpg

ls_20140509_3599.jpg

ls_20140509_3606.jpg

ls_20140509_3627.jpg

ls_20140509_3635.jpg

ls_20140509_3647.jpg

ls_20140509_3657.jpg

ls_20140509_3670.jpg

ls_20140509_3682.jpg

 

ls_20140509_3713.jpg

Fot. Łukasz Szeląg

14

maj

FIRE część druga

Michał Szulc jest świetnym projektantem. Kropka. To już wiemy, więc postaram się wstrzymać oczywisty zachwyt i szybko przejść do sedna. Zastanawia mnie jedno: jak on to robi? Trzy tygodnie wcześniej pokazał w Warszawie pełną kolekcję. Teraz w Łodzi jej drugą odsłonę. Spokojnie mogą funkcjonować jako byty oddzielne lub jeden wspólny. Łączy je wizja absolutnego geniusza, który albo został wyposażony przez naturę w dwa mózgi, albo posiada nadprzyrodzone zdolności w kwestii organizacji czasu.

Opisuję tu jak gdyby nigdy nic jesienną kolekcję pana Szulca, a przecież robiłam to samo kilka chwil temu. Czy mam patrzeć przez pryzmat jego wydolności, czy skupić się na samych efektach pracy? I jedno, i drugie zachwyca, naprawdę będzie trudno zachować spokój. Myślę, że nie będę osamotniona w opinii, że oto mamy najlepszą kolekcję minionego Łódzkiego Tygodnia Mody. W notatkach pod nazwiskiem „Szulc” mam pustą przestrzeń. Zapomniałam o pisaniu. Dosłownie pożerałam wzrokiem modelki albo raczej to, co miały na sobie.

Przede wszystkim dżins. Odmieniony przez przypadki. Od indygo po wyblakły błękit. Od klasycznego po nabłyszczany. I wreszcie od siermiężnego po delikatny. Kurtki, żakiety, sukienki. Podszywane białym kożuszkiem, zapinane na zdobiony długą tasiemką suwak, blisko albo daleko od ciała, zdobiony aplikacjami wyrazu „FIRE”, wyszywanymi różami lub podniszczony regularnymi falistymi pasami. Kieszenie z zabawnie wykrojonym dołem (przypominają kształtem proporzec) wędrują po całej sylwetce, raz pełniąc funkcję praktyczną, raz ozdobną, a czasem wariują i przysiadają u szczytu gorsetu sukienki lub rozmnażają się na granatowym komplecie. Jest ogień, musi być błysk. Błyszczy skóra i falowana skrząca dzianina (znów fale, czyżby pożar wymagał ugaszenia?). A jako wisienka na torcie mocny akcent w postaci neonowego czerwonego płaszcza.

Spokój jednorodnych zestawów burzą detale: geometrycznie cięty kołnierzyk koszuli, trójwymiarowe kieszonki, zaskakująca faktura powierzchni (porusza nie tylko zmysł wzroku, ale też dotyku), ukośna linia brzegu spódnic i sukienek… Dzieje się. Dodatkową atrakcją była muzyka towarzysząca pokazowi (zmysł słuchu także zaspokojony). Michał wykorzystał ścieżkę dźwiękową ze swojej pierwszej łódzkiej prezentacji sprzed lat pięciu: cztery kawałki Missy Elliott („Pass That Dutch”, „Work It”, „Get Ur Freak On” i „Gossip Folks”). Wraz z fryzurami modelek pozwoliła odfrunąć na kilkanaście minut w zupełnie inne czasy. Czy mam coś jeszcze do dodania? Nie. Chyba że pozwolicie mi się jeszcze trochę pozachwycać.

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fashionphilosophy Fashion Week Poland 2014 Aleja Projektantow - Michal Szulc

Fot. Mariusz Pałczyński / MPAimages.com

13

maj

Magda Floryszczyk – The Game

Istnieje w Polsce grono takich projektantów, przy pracach których nie muszę się zbyt mocno zastanawiać. Przekaz jest prosty, a nawiązania nawet jeśli wyraźne, to nigdy banalne. Jeśli na tapetę wciska się sport, będzie on dyskretny. Jeśli lata osiemdziesiąte – w naturalny sposób powiązane z czasem obecnym. Pokaz stanowi przyjemność dla oczu (a tak się składa z tymi twórcami, że bardzo często dla uszu również), a ubrania po prostu chciałoby się nosić. Moda dla ludzi. Sprawa prosta, a zbyt często sprawiająca trudności nie do przeskoczenia. A przecież jeśli projektant decyduje się na stworzenie kolekcji pret-a-porter, przede wszystkim powinien posiąść umiejętność łączenia własnej wizji z wymaganiami otaczającej go rzeczywistości. Choć brzmi to dla niektórych okrutnie, ten kompromis da się osiągnąć. Do zbioru namacalnych dowodów dołączam kolekcję „The Game” Magdy Floryszczyk.

Miałam okazję zobaczyć kilka sylwetek podczas pokazu dyplomowego MSKPU kilka tygodni temu. Magda zgarnęła wtedy sporo nagród i chyba nikt nie dziwił się, dlaczego. Studentka Michała Szulca nauczyła się od mistrza tego, co najważniejsze (i co opisane zostało w poprzednim akapicie) – to było jasne już wtedy. Prezentując pełną kolekcję potwierdziła moje podejrzenia. Jest tytuł, jest i odpowiedź. Będzie sportowo, w czym upewnia nas pierwsza modelka, dzierżąc w jednej dłoni kij baseballowy, a w drugiej piłeczkę. Ale poza zajęciami w terenie drużyna chodzi na lekcje. Nie ma problemu z noszeniem mundurka, gdyż ten przeszedł solidną metamorfozę. Została powściągliwa paleta barw w skromnym i klasycznym stylu i typowe dla uniformów desenie: granatowo bordowe pasy, tradycyjny tenis, koszulowe prążki czy dyskretna krata. Reszta jest wariacją. Zaczyna się zabawa krojem i wzorem, symetryczne zagięcia, pęknięcia, przeszycia. Biała bluzka choć zapięta pod szyję, zaczepnie pozbywa się rękawów. a prosty garnitur noszony jest na gołe ciało. Z tego samego pasiastego materiału powstały ogrodniczki oraz suknia iście wieczorowa. Całości towarzyszy skromna szara dzianina. No i płaszcze – według mnie główni bohaterowie „The Game”. Lżejsze i cięższe, o różnej długości połączone wspólną ideą symetrii.

To się będzie świetnie nosić i, mam nadzieję, świetnie sprzedawać. Zamknięte w logiczną całość dobre komercyjne projekty. Jestem wciąż głodna takiej mody, więc bardzo się cieszę, że młoda projektantka mocno stoi na ziemi.

magda floryszczyk the game (2)

magda floryszczyk the game (3)

magda floryszczyk the game (4)

magda floryszczyk the game (5)

magda floryszczyk the game (6)

magda floryszczyk the game (7)

magda floryszczyk the game (8)

magda floryszczyk the game (9)

magda floryszczyk the game (10)

magda floryszczyk the game (11)

magda floryszczyk the game (12)

magda floryszczyk the game (13)

magda floryszczyk the game (14)

magda floryszczyk the game (15)

magda floryszczyk the game (16)

magda floryszczyk the game (17)

magda floryszczyk the game (18)

magda floryszczyk the game (19)

magda floryszczyk the game (20)

magda floryszczyk the game (21)

magda floryszczyk the game (22)

magda floryszczyk the game (23)

magda floryszczyk the game

Fot. Artur Kostkowski

7

maj

Urban Flora

Czasem trzeba odszczekać to, co się swego czasu powiedziało. Otóż kiedyś stwierdziłam, że nie mamy w Polsce interesujących deseni. Że albo są kupowane na targach w Hong Kongu i serwowane byle jak przez sieciówki, albo jakieś takie banalne, typu paski czy kropki – bo się sprzeda, a to najważniejsze. I żeby nie było, uwielbiam paski i bardzo się cieszę, że mogę je kupić, wspierając przy okazji polski przemysł (z kropkami nieco gorzej). Ale…

Odszczekuję. Zrobiło się co najmniej interesująco. A na dodatek „w trendzie” (nie znoszę określenia, ale pasuje). Kojarzycie biologicznie ujęte kwiaty z kolekcji Christophera Kane’a? Punktem wyjścia była rycina, ale realizacja przechodzi wszelkie granice fantazji. Lato według marki Mamapiki traktuje rośliny w podobny sposób. Wyrazisty, niebanalny i nieoczywisty. Myślę, że gdyby Marta Garbińska i Kasia Rysiak dysponowały budżetem Kane’a, zawędrowałyby z motywem bananowca o wiele dalej. No ale tu mamy do czynienia z mini kolekcją składającą się z dziewięciu elementów. Na szaleństwa przyjdzie czas, czego bardzo projektantkom życzę. Tymczasem na warsztacie znalazł się liść bananowca (choć będę się upierać, że bardziej przypomina filodendron) nadrukowany na czarną dzianinę w łódzkiej pracowni Blot. Dzięki specjalnej technice wypukłego sitodruku materiał zyskał niezwykłą fakturę. Dochodzi do tego charakterystyczne mieszanie kolorów, dzięki czemu nadruk płynnie przechodzi we wszystkie kolory tęczy. Każdy liść jest inny – i o to chodzi.

Duże brawa dla projektantek za wyjście poza schemat prostych i raczej geometrycznych połączeń na rzecz autorskiego deseniu. Mam nadzieję, że to pierwszy krok, za którym przyjdą kolejne miłe niespodzianki.

Web

Web

Web

Web

Web

Web

Web

Web

Web

Web

Web

Web

Web

Fot. Monika Kmita
Stylizacja: Dorota Magdziarz
Włosy i makijaż: Agnieszka Hodowana
Postprodukcja: Agata Bielska
Grafika:Kamila Mitka
Modelka: Julia / Neva Models