24

Cze

MTWTFSS S/HE

Pamiętacie, gdy po raz pierwszy napisałam tu o marce Weekday? Będzie pięć lat, jak w mordę strzelił (za, rzecz jasna, przeproszeniem). Marzył mi się sklep internetowy (ha ha ha). Obecnie częściej niż internetowe przydałyby się te stacjonarne, szybko się potrzeby zmieniają. Ale nie poruszam dziś tematu, żeby powspominać, jak to było kiedyś, gdy odkrywało się nowe zagraniczne i niedostępne marki (albo interesujące blogi o modzie – tak, to się zdarzało, uwierzylibyście?) ani żeby podkreślić, że Harel ma już tyle a tyle lat. Nie. Wcale. Ja się po prostu wybrałam na zakupy celem wydania odłożonych na okoliczność wyprzedaży pieniędzy. A ponieważ nie kręcą mnie ani podróby Celine w Zarze, ani dwa tiszerty w cenie trzech, byłam prawie pewna, że całość przepuszczę na frytki, książki i ewentualnie jakieś kosmetyki. Ale nie. Bo postanowiłam jednak odwiedzić pewną sieciówkę. Weekday – najbliższy oddział za naszą zachodnią granicą (choć oczywiście filia internetowa działa już od paru lat, jakby co).

I trafiłam tam na rzecz genialną, choć nieaktualną o minus siedemdziesiąt pięć procent. Gdybym Wam o niej napisała w październiku, wspólnie odliczalibyśmy czas do tzw. premiery. Ale nie można wiedzieć wszystkiego, no po prostu się nie da. Dowiedziałam się dziś, przed chwilą, przynosząc do tymczasowego domu dwie sztuki odzieży, a w planach mając kolejną wizytę na wszelki wypadek. Przyszedł z pomocą internet i oto, co znalazłam.

Kolekcja MTWTFSS S/HE to koncept na miarę aktualnych czasów. Dyskusji o płci jest tyle, że nie sposób nadążyć. Podkreślanie i zacieranie różnic, dyskryminacja i równouprawnienie, związki płci różnych i tych samych, kobiety z brodą i faceci w szpilkach. Czyżby pomysłodawcom zaświtała myśl o zlikwidowaniu działów męskiego i damskiego w sklepach? A może przy okazji sporej oszczędności miejsca w szafie? Powstał zbiór ubrań bez przeznaczenia dla konkretnej płci, niejako podsumowujący działalność marki, oscylujący wokół sześciu motywów przewodnich: dżinsu, bawełnianej koszulki, trencza, kurtki skórzanej, kraty oraz kurtki bejsbolówki. Elementy zostały tak zaprojektowane, żeby można je było łączyć w dowolny sposób. Kraciasty top jest przeźroczysty, więc najlepiej się prezentuje na białej bluzce, ogrodniczki zostały podzielone na górę i dół, by nie ograniczać pomysłów do tego podstawowego. Sporo jest rozcięć, wycięć, pęknięć – tak aby jedno mogło wystawać spod drugiego i dopełniać się nawzajem. Spódnica tuba może zmienić się w sukienkę, top albo szal. Gigantyczny kawałek białego dżinsu dzięki rzepom dopasuje się w talii albo na biodrach, zamieniając się w spódnicę lub coś w rodzaju fartucha (podobno świetnie wygląda ze spodniami, ale nie próbowałam). Państwo na filmie we wszystkim wyglądają świetnie. Ot, niezłe zagranie ze strony marki, wiadomo.

Podejrzewam, że sporej ilości osób (zwłaszcza kobiet, wybaczcie, że powrócę do operowania oldskulowymi kategoriami) nie odpowiadały zbyt luźne fasony, brak podstawowych rozwiązań w kwestii dopasowania do sylwetki (nawet swobodnego dopasowania, ale jednak). Nie mam pojęcia, jak kolekcja się sprzedawała, gdy trafiła do sklepów. Dziś widziałam tylko brutalnie przecenione ciuchy, przydeptywane do podłogi przez niezbyt uważnych klientów. Fajerwerków nie ma, ale wcale być nie miało. Geniusz tej idei tkwi w jej prostocie. Gdy obejrzałam poniższy film, jeszcze bardziej zapragnęłam wrócić do sklepu i kupić więcej. Teraz już wiem, o co chodzi. Ostatni element układanki pasuje jak ulał.

P.S. A tak przy okazji, wiecie skąd się wziął skrót MTWTFSS? Wyrecytujcie sobie dni tygodnia po angielsku.

 

3 myśli nt. „MTWTFSS S/HE

Dodaj komentarz
  1. Maria

    Weekday jest genialny w swojej prostocie, pomysły nieprzesadzone, typowo skandynawskie, wygodne – wszystko to powoduje, że jest jedną z moich ulubionych marek. I tak naprawdę nawet w ich standardowych kolekcjach można znaleźć wiele unisexowych elementów.
    Ramoneska jest przepiękna, czekałam na jej przecenę, ale w sklepie znalazłam tylko 46 i pomimo mojej miłości do dużych, bezkształtnych rzeczy, ta była zbyt ogromna.
    Myślę, że idea bezpłciowości powinna zostać w modzie na dłużej. Ile razy kupowałam rzeczy na dziale męskim, bo damskie były zbyt przesadzone i miały nieodpowiednie kolory/rozmiary. A tak, jeden dział i zero problemu z za ciasnymi t-shirtami :)

    Odpowiedz
     
  2. m

    Weekday jest cudowny, zdecydowanie najlepszy z całej grupy H&M. sama idea kolekcji jest ciekawa, ale wydaje mi się, że mimo wszystko te ubrania są dość kobiece (w takim stereotypowym ujęciu).
    chyba też muszę się wybrać do Berlina – po pierwsze właśnie Weekday, po drugie Lush, bo ostatnio nie zdążyłam i po trzecie – muzeum Salvadora Dali, bo tak samo jak z Lushem, ostatnio zabrakło mi czasu (a i tak uciekł mi bus do Warszawy i bałam się, że będę koczować na dworcu)

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *