Miesięczne archiwum: Sierpień 2014

28

sie

Dżinslove

A gdyby tak zacząć szyć wszystko z dżinsu? Pomysł z początku szalony, ale z drugiej, gdy przyjrzymy się projektom Dżinslove, odnajdziemy pozytywne efekty tegoż. Na tapecie mamy nie jedną czy dwie, ale cały wachlarz denimowych tkanin. Od klasycznych grubych, po delikatne, od dekatyzowanych po barwione na granat ciemny niczym zimowa noc. Na tę świeżutką polską markę natknęłam się w Pakamerze. Początkowo myślałam, że jest to po prostu świetny wybór uniwersalnych ubrań vintage opatrzonych wspólną metką (robią tak Urban Outfitters czy Topshop). Ale nie. Okazało się, że egzemplarze powstają w seriach, a projekty, choć nierzadko inspirowane przeszłością, całkiem nowe.

Koncept mnie urzekł totalnie (i uwierzcie, twórcy nie zdobyli mojego serca pieskiem ze zdjęć – odkryłam go znacznie później). Miłość do dżinsu przekuta w zgrabną i uroczą kolekcję. Wielgachna kurtka jakby żywcem teleportowana z lat osiemdziesiątych, proste dopasowane sukienki w stylach od westernowego po klasyczny, w trapezowej formie. Patchworkowa bluza z powodzeniem aspirująca do projektów Isabel Marant (to komplement), elementy pikowane (w tym przyjemne dodatki), aż wreszcie ołówkowe spódnice – marzyłam o takiej w podstawówce, potem na początku studiów, a teraz marzenie powróciło. Może pojawienie się marki na naszym rynku to znak, by wreszcie je spełnić?

kurtki-i-plaszcze-12198095_9049076810.img

kurtki-i-plaszcze-12198095_6460453882.img

bluzy-12198095_9996751984.img

sukienki-12198095_172257956.img

sukienki-12198095_9695581672.img

damskie-12198095_4432774722.img

torebki-mini-12198095_1635115576.img

spodnice-12198095_3592150254.img

inne-12198095_9197031357.img

spodnice-12198095_5699387286.img

f3c4c6_934de946f56741baade1f2245ef833de

Zdjęcia: Pakamera

25

sie

Solar

Dobrze jest się czasem miło rozczarować. Zwłaszcza gdy dawało się czemuś wiele szans, a to coś uparcie stawiało na swoim. W takich sytuacjach zazwyczaj traci się zainteresowanie. I nawet nie sprawdza, co słychać. Przypadkowo natknęłam się na tę kolekcję w showroomie Aliganza podczas prezentacji sezonu jesiennego. Takie oglądanie ciuchów rzadko kiedy daje pojęcie o całokształcie, zupełnie inaczej prezentują się one na wieszakach w sklepie. Ale już w tamtym momencie zauważyłam, że coś się poprawiło. Może i szaro buro, ale zniknęły te straszne fasony, od lat tylko delikatnie modernizowane (z naciskiem na „delikatnie”), ciągnące z uporem w stronę przeszłości, która ani piękna, ani wzruszająca. A potem zobaczyłam te zdjęcia. Solar. Dacie wiarę? Przyjemny, stonowany, poprawny, ale przykuwający wzrok. Nie wiem, co się wydarzyło, ale serdecznie tego marce gratuluję.

Wreszcie powstała sesja, która udowadnia, że Solar wyrwał się z nostalgicznych ciągot za czasem przeszłym. Proste stylizacje zachęcają do pozbycia się zbyt wielu dodatków, tych wszystkich szalików, broszek, sznurów wątpliwej urody korali, na rzecz form dyskretnie dopasowanych lub przyjemnie otulających. Solar to od lat dzianina. I nareszcie stanowi plus całości, odważnie wkracza na tereny do tej pory nieznane. Więc oprócz swetrów wszelkiej maści znajdziemy w sklepie wełniane spódnice (nawet do ziemi), a także nieobecne niestety na poniższych zdjęciach dresowe spodnie (wełna nadaje im luksusowego wydźwięku, coś pomiędzy Marant a Ralphem Laurenem). Obecna jest oczywiście przeskalowana krata – efekt zaczerpnięty z wybiegów, dzięki któremu nawet deseń retro wygląda nowocześnie. I nawet nieśmiertelny kobalt w tej aranżacji wygląda całkiem zachęcająco.

I teraz nie wiem, czy mam ochotę na zakupy w Solarze, bo porwała mnie jego nowa odsłona, czy po prostu najzwyczajniej w świecie się starzeję… Ale skłaniam się ku pierwszemu, przemilczając drugie z roku na rok coraz chętniej.

SolarFW_14_15 (25)

SolarFW_14_15 (26)

SolarFW_14_15 (27)

SolarFW_14_15 (29)

SolarFW_14_15 (28)

SolarFW_14_15 (24)  SolarFW_14_15 (30)

SolarFW_14_15 (31)

SolarFW_14_15 (21)

SolarFW_14_15 (22)

SolarFW_14_15 (23)

Fot. Rene Habermacher
Stylizacja: Robert Kiełb

18

sie

Paweł Androsiuk

Są powody do dumy. Paweł Androsiuk, polski młody zdolny, dostał się do Royal Academy of Fine Arts w Antwerpii. To człowiek, który już od kilku lat dobrze wie, czego chce. Ciężko pracował, by osiągnąć sukces. Przez kilka lat asystował Maldororowi, terminował w londyńskim atelier Małgorzaty Dudek. Wszechstronne umiejętności przypieczętowała druga nagroda w międzynarodowym konkursie na rekonstrukcję sukni Heleny Modrzejewskiej.

A to dopiero początek drogi. Dostał się i teraz ma problem, bo nie jest w stanie całkowicie pokryć kosztów swoich przyszłych studiów. Dlatego, by zebrać potrzebne środki, zdecydował się na projekt crowdfundingowy. Na tej stronie możecie i poznać go lepiej, i wesprzeć nawet minimalnym wkładem finansowym. Oglądam jego dotychczasowe projekty i już widzę, że warto. Zresztą jeśli antwerpska komisja uwierzyła w jego talent i doceniła piękną wyobraźnię, to ja mogę się tylko dopisać pod spodem małym druczkiem.

pawel androsiuk

15

sie

Dress up x Mercedes

Drodzy Czytelnicy! W najbliższy wtorek 19 sierpnia szykuje się w Warszawie interesująca impreza. W Stacji Mercedes odbędą się spotkania z ludźmi związanymi z polską modą, a także najbardziej chyba kameralny targ odzieżowy w Polsce. Publiczności zaprezentują się DRESSAP, est by eS., Pat Guzik, Mnishkha, OWEE, Paradox, KUPLO, MARIA MROVCA, Basic Station oraz Col Claudine. Będzie można i zamienić z nimi słowo, i kupić ich prace.

O godzinie 17 rozpocznie się spotkanie… z Harel. Po tylu latach obecności bloga na świecie podobno to już najwyższa pora. Otwarty wywiad ze mną przeprowadzi dziennikarz i publicysta Rafał Stanowski, a po godzinie rozmowy dołączą do nas Małgorzata Sobiczewska (est by eS.), Anna Pirowska (DRESSAP), Monika Gąsiorek-Mosiołek (MGM Fashion, stylistka i personal shopper) i Kinga Litwińczuk (style-on.pl, blogerka). Porozmawiamy o powstawaniu i rozprzestrzenianiu się trendów w modzie oraz kreowaniu wizerunku marki odzieżowej. Sama jestem ciekawa, co wyniknie z tej dyskusji.

Wstęp wolny. Wszelkie szczegóły tutaj.

stacja

14

sie

Silhouette Dream

Zanim zacznę. Cudów nie ma. Dziękuję. Teraz mogę przejść do pisania.

Lubimy się z marką Phenome bardzo, więc gdy pojawia się coś nowego w asortymencie, z przyjemnością daję o tym znać (tak, tak, z równą przyjemnością to wypróbowuję). Już od jakiegoś czasu chodziły wieści, że szykuje się nowość. A to nie jest takie częste w przypadku tej marki, co zresztą tylko lepiej o niej świadczy. Linia produktów powstała w odpowiedzi na potrzeby rynku, w tym przypadku niekończące się szeregi kobiet walczących o lepszą sylwetkę i gładszą skórę. Już orientujecie się, skąd pierwsze zdania tekstu? Właśnie. Jeśli ktoś kiedykolwiek wymyśli kosmetyk, który odchudza i likwiduje cellulit sam z siebie, automatycznie otrzyma i pokojową nagrodę Nobla, i sporą działkę na księżycu (albo chociaż prywatną wyspę). Nie mam zamiaru przestawiać Wam tu teraz szeregu sposobów na zdrowy i aktywny tryb życia, ale jedno jest pewne. Bez tego ani rusz (zwłaszcza po trzydziestce, możecie zaufać autorce bloga).

Silhouette Dream nie zmieni nas w Gisele Bündchen, ale z pewnością wspomoże w drodze do celu. Podejrzewam nawet, w jaki sposób działa. Te trzy specyfiki są tak przyjemne dla zmysłów (zapach, kolor, faktura), że człowiek sam będzie chciał je stosować regularnie. W skrócie: peeling oczyszcza, balsam nawilża, a serum napina. Proste i logiczne. Wrażenie robią zawarte w nich składniki. Wybrałam te najbardziej apetyczne, dokładny opis znajdziecie na stronie. Wyciąg z zielonej herbaty, ekstrakt z granatu i papai, olej migdałowy, arganowy i macadamia, pestki oliwki, drobinki ryżu, masło migdałowe. Zamiast jeść, stosujemy na ciało. I dobrze na tym wychodzimy. Tą najbardziej magiczną ingrediencją jest pieprz brazylijski. Ma on przyśpieszać i intensyfikować proces rozkładu tkanki tłuszczowej. Jeśli przed zastosowaniem kosmetyków wsiądziemy na rower albo pobiegamy z psem, z pewnością mu pomożemy w działaniu.

A teraz dobra wiadomość. Jeśli macie ochotę wypróbować działanie nowej linii Phenome albo po prostu kupić sobie coś miłego, od dziś do niedzieli włącznie w sklepie internetowym na hasło „harel” obowiązuje dwadzieścia procent zniżki. Na wszystko!

phenome harel

13

sie

Lidia Kalita

Co roku latem nadchodzi taki moment, kiedy zaczyna się odrobinę pragnąć jesieni. Gdy upał doskwiera kolejny tydzień, gdy wystawy sklepowe kuszą ciężkimi okryciami, których nie sposób przymierzyć, ale które zapadają w pamięć, gdy z kopyta ruszają jesienne kampanie domów mody… W tym roku ta chwila dotknęła mnie znacznie wcześniej niż kiedykolwiek. Bo coś mnie podkusiło, by, mimo potwornego upału i odległej lokalizacji, wybrać się do showroomu Lidii Kality na prezentację kolekcji na jesień i zimę 2014/15. Trzydzieści stopni w cieniu, a ja przymierzam wełniane płaszcze jeden po drugim i nie mogę się oderwać. O ile debiut projektantki pod własnym nazwiskiem nie porwał mnie szczególnie, o tyle jesienna „La Parisienne” prezentuje się wyśmienicie. Nie dość, że kompletna pod względem ubrań, to jeszcze dopełniona autorskimi dodatkami – w tym butami (przez duże B!).

Paryżanka do punkt wyjściowy, bo próżno tu szukać dosłownej interpretacji zagadnienia (na szczęście). Wśród nakryć głowy nie ma beretu, brak też pasiastych bluzeczek czy spodni a’la wczesna Coco Chanel. Tu działa raczej ogólne pojęcie elegancji i szyku, dostosowane i do aktualnych tendencji, i do osobistych upodobań Lidii Kality. Bo jest ona jedną z tych projektantek, które chodzą we własnych dziełach (i wyglądają świetnie). Nie bała się dwóch najbardziej chyba eksploatowanych w naszym kraju kolorów: czerni i szarości. Wybrnęła z ich zastosowania po mistrzowsku, przekornie sięgając po szary melanż (który dorobił się nawet anty fanpage’a na Facebooku), zdobiący jednak nowe, zaskakujące powierzchnie (żadnych cienkich dzianin, uffff). W podobny sposób, z tym że w wersji letniej, wybrnęli z opałów swego czasu MMC.

Żałuję, że w lookbooku nie znalazł się szary płaszcz w czarne esy floresy, który jest wg mnie najmocniejszym punktem kolekcji (zaraz po butach na traktorze, które śmiało można okrzyknąć „must havem” najbliższego sezonu). Musicie mi wierzyć na słowo.

lidia kalita jesien 2014 (7)

lidia kalita jesien 2014 (11)

lidia kalita jesien 2014 (6)

lidia kalita jesien 2014 (4)

lidia kalita jesien 2014 (18)

lidia kalita jesien 2014 (19)

lidia kalita jesien 2014

lidia kalita jesien 2014 (16)

lidia kalita jesien 2014 (15)

lidia kalita jesien 2014 (14)

lidia kalita jesien 2014 (17)

lidia kalita jesien 2014 (13)

lidia kalita jesien 2014 (8)

lidia kalita jesien 2014 (3)

lidia kalita jesien 2014 (2)

Zdjęcia: Materiały prasowe Lidia Kalita

P.S. Dzięki szybkiej reakcji fantastycznego PR-u marki mam zdjęcie opisywanego płaszcza. Oto i on (ono, one):

26 (3)

28 (2)