Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

23

wrz

Cut me

Oczekiwanie na nową kolekcję est by eS. to u mnie już tradycja. Pierwsze egzemplarze pojawiają się kilka miesięcy przed sezonem (est jako jedna z niewielu polskich marek działa w sposób „zachodni” i przygotowuje kolekcje ze sporym wyprzedzeniem), potęgując tylko uczucie głodu. A potem nadchodzi dzień, w którym dostaję maila z sesją wizerunkową. Zwykle zdjęcia potrafią nieźle oszukać. Zmienić proporcje, skład materiału, a także nadać kontekst, którego potem brak na zwyczajnym drewnianym wieszaku (a co dopiero w zwyczajnym życiu). Z projektami Gosi Sobiczewskiej jest inaczej. Wizja i rzeczywistość świetnie się uzupełniają, a „żywe” ubrania nie rozczarowują.

Stworzone, by towarzyszyć w codzienności, sprawdzają się w niej doskonale. Testuję je od kilku sezonów, więc możecie mi zaufać. A ostatnio testować mi przyszło całkiem spontanicznie podczas spotkania z Czytelnikami w Stacji Mercedes, gdy nagle zrobiło się zimno, a nieopodal miejsca rozmowy stał wieszak z kolekcją Gosi. Kolory w „Cut me” mogą zmylić – jesień jest tu wyjątkowo jasna i pogodna. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zabrakło charakterystycznych dla est by eS. wzorów. Ale to nieprawda. Tym razem zostały ukryte po lewej stronie. Powracają modele, o których klientki nie dają projektantce zapomnieć. Np. rozkloszowana spódnica „More” z kieszeniami. Choć już parę razy chciała ją wycofać z produkcji, wielbicielki protestują. Żakiety, narzutki, płaszcze – eksperymenty dzieją się na poziomie szwów, więc forma może nie zaskakiwać, ale już elementy kroju jak najbardziej. Plus coraz bardziej różnorodne powierzchnie.

Tak, jak zwykle było na co czekać.

est by eS. AW14-15, 1

est by eS. AW14-15, 2

est by eS. AW14-15, 3

est by eS. AW14-15, 4 (2)

est by eS. AW14-15, 4

est by eS. AW14-15, 5

est by eS. AW14-15, 6

est by eS. AW14-15, 9

est by eS. AW14-15, 10 (2)

est by eS. AW14-15, 10

est by eS. AW14-15, 11

est by eS. AW14-15, 12

Zdjęcia: Bartek Wieczorek/LAF
Stylizacja: Robert Kiełb/LAF
Makijaż&Włosy: Wilson/Warsaw Creatives
Modelka: Dominika Robak/D’Vision
Asystent stylisty: Dominik Tynecki
Asystenci: Wojtek Affek, Max Zieliński
Scenografia/lokacja: Rob Svenson
Produkcja: Rob Svenson, Adrian Siekierski
Dziękujemy za współpracę: NAP Concept Mysia

16

wrz

Reserved Concept

H&M ma linię Trend, Topshop kolekcję Unique (która już na stałe wpisała się w kalendarz London Fashion Week), Zara – zgrabną odnogę Studio. To takie twory, które występują w limitowanej liczbie egzemplarzy, tylko w wybranych sklepach, za to intensywnie kuszą z wszelkiego rodzaju zdjęć promocyjnych. Niektórzy (w tym ja) określają je mianem „kolekcji – widmo”. To takie sprytne i urocze wabiki na klienta, ale też wizytówki sieciówek, często ratujące i tak już nadszarpnięty wizerunek.

Pisałam jakiś czas temu, że brakuje mi takiego zabiegu w polskich sieciówkach. I proszę, jest odpowiedź. Reserved Concept to właśnie taka odważniejsza (jak to niektórzy mówią, bardziej „modowa”) idea, która swoją premierę miała podczas Berlińskiego Tygodnia Mody (Reserved w tym roku wyruszyło na podbój rynku niemieckiego). No i proszę, zadziałało. Od czasu tego wydarzenia trwał tu, górnolotnie określając, cichy bojkot firmy LPP. Bez wieszania psów, z oczekiwaniem na odpowiedź w wiadomej sprawie. Ale nie potrafię pogodzić go z faktem, że oto dzieje się w Polsce coś, o czym marzyłam od lat i za co trzymałam kciuki. Znów rozdarcie. Jednak nie będę go dziś analizować, odsyłam do zalinkowanego tekstu, gdzie wszystko jest wyjaśnione wystarczająco. Wróćmy do mody, która ma oczy przewiązane jedwabną apaszką „made in China”.

O ile w przypadku wymienionych wcześniej marek, te linie kolekcji – nawet jeśli stanowią odpowiedź na zjawiska z wybiegu – nie obawiają się narzucać klientom czegoś nowego i świeżego, o tyle w Reserved otrzymujemy szereg sprawdzonych trików. Owszem, materiały są jak na Reserved dość zaskakujące, sporo tu piankowych i strukturalnych surowców, interesująco układających się na ciele. Pozytywne wrażenie robią też akcesoria skórzane (słusznej ceny), aczkolwiek spodziewałabym się tu konsekwencji i przeniosła skórę także do elementów odzieży. Że będą droższe? Trudniejsze do czyszczenia? „Limited ediszyn”, proszę państwa. Trzeba się liczyć z konsekwencjami. No i termin przydatności do spożycia znacznie by się wydłużył.

Ale poza tym nuda. Szarość i powaga (z jednym wzorzystym wyjątkiem) – choć w bardzo dobrym jak na markę guście. Aż się prosi o jakieś szaleństwo, choć jeden wybuchowy egzemplarz, który zafascynowałby klientki i zawędrował do wszelkich możliwych magazynów o modzie (albo chociaż o zakupach). Coś, co nam narzuci nowy sposób myślenia, a nie odzwierciedli te sprawdzone. Żeby jednak nie było, że każda sytuacja generuje nowe powody do narzekania, poczekam na kolejną odsłonę konceptu. Może po nieśmiałym kroku w stronę dobrych zmian nadejdzie kilka pewniejszych?

reserved concept (2)

reserved concept (3)

reserved concept (4)

reserved concept (5)

KW934-MLC-101_1

reserved concept

KW967-03X-102

reserved concept (6)

KZ961-99X-101

reserved concept (7)

reserved concept (8)

Zdjęcia: LPP.

15

wrz

Challenge

Tak. To one chcą stworzyć markę na miarę & Other Stories. Odkąd przyznały się do tego na łamach Elle, nie sądzę, bym dłużej musiała trzymać to w tajemnicy. Zadebiutowały tkaninami w kolorze fuksji, miodu i mięty. Potem przyszła kolej na uniwersalne bawełniane dzianiny, co sezon jednak uparcie zaznaczają, że szarej dresówki u nich nie uświadczymy. Po gładkich powierzchniach przyszła kolej na niebanalne faktury, a po fakturach – wzory. Na razie nieśmiałe w formie klasycznej pepitki i delikatnych czerwonych pęknięć na ciemnoszarej wełnie.

Challenge – to tytuł kolekcji jesiennej marki LOUS, tworzonej przez Sylwię Antoszkiewicz i Renatę Miklewską. To one same stawiają przed sobą największe wyzwania. Choć to, co produkowały do tej pory, sprzedawało się świetnie, nie zamierzają osiadać na laurach. Z powodzeniem zaliczają kolejne etapy. Aktualnie na warsztat trafiła wełniana tkanina. Gruba i mięsista, obowiązkowo na podszewce. Dekolt V pozostaje z nimi zawsze, bez względu na porę roku. To ich szczęśliwy fason – od niego wszystko się zaczęło. No i ja – osobiście i całkiem stronniczo – zawsze do nich wracam po kolejne rzeczy w tej formie, bo jest mi ona pisana przez przeznaczenie, profesjonalistów, a nawet samozwańcze stylistki, a z tajemniczych powodów wcale niełatwa do zdobycia.

I znów możemy sobie skomponować całą garderobę, odwiedzając tylko jedno miejsce. Swetry, płaszcze, sukienki, trochę elementów bazowych w podstawowych kolorach, a także uwielbianej przez projektantki soczystej czerwieni. Do łączenia z elementami poprzednich kolekcji, rzecz jasna.

LOUS CHALLENGE (7)

LOUS CHALLENGE (8)

LOUS CHALLENGE (9)

LOUS CHALLENGE (10)

LOUS CHALLENGE

LOUS CHALLENGE (2)

LOUS CHALLENGE (3)

LOUS CHALLENGE (4)

LOUS CHALLENGE (5)

LOUS CHALLENGE (6)

Fot. Małgorzata Turczyńska

9

wrz

Wisłaki

Wisłaki to projekt, który łączy w sobie tyle tematów, że nie mam pojęcia, od którego zacząć. Może od mody – będzie najprościej. Albo nie. Od nadwiślańskich zwierząt (w większości ptaków oraz dwóch uroczych gryzoni) będących pod ochroną. Kolekcja ubrań nie dość, że inspirowana będzie wizerunkiem ośmiu z nich wybranych w głosowaniu (trwa ono do 21 września tutaj), to jeszcze z każdego sprzedanego egzemplarza 5 zł wpłynie na konto Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Ubrania to elementy bazowe dla dorosłych i dzieci uszyte z bawełny organicznej z certyfikatem GOTS (dla przypomnienia Global Organic Textile Standard). A więc jest już podwójnie ekologicznie. Zostały zaprojektowane pod okiem Dominiki Naziębły. Grafiki stworzą Agata Dudek i Małgorzata Nowak (na razie mamy zimorodka, po cichu liczę, że… wydra wygra).

Przedsięwzięcie opiera się na idei crowdfundingu, a więc każdy może je wesprzeć, nawet symbolicznym groszem (5 zł z każdej wpłąty również wesprze OTOP). Do tej pory udało się uzbierać połowę potrzebnych funduszy. Kto nie ma ochoty robić przelewów, może odwiedzić miejsca partnerskie zlokalizowane w Warszawie w okolicach nadrzecznych i kupić sobie koktajle lub lemoniady wspierające projekt (hasło „Wisłaki”, oczywiście). Wszystkie szczegóły znajdziecie tutaj.

Im bliżej zakończenia zbierania środków, tym więcej się dzieje. Obecnie trwa wystawa w ramach Wawa Design Festival, a w najbliższy weekend można będzie odwiedzić wisłakowe stoisko podczas targów Slow Fashion na Stadionie Narodowym.

Trzymam kciuki, nie tylko za wydrę!

wislaki (2)

wislaki (4)

wislaki (5)

wislaki

10616271_710093489063422_6217020543737840610_n

10448779_699114353494669_7004421522234068336_n

Zdjęcia: Wisłaki

8

wrz

ORNO

Dzieje się w stolicy, dzieje się. Dopiero co Art Yard Sale przedłużył swą bytność w Koloniach Letnich do końca września, a tu kolejne przedsięwzięcie, o które warto zahaczyć choć na moment. ORNO to wystawa w Galerii Raster. Nazwa i miejsce nieprzypadkowe, bowiem w obecnej siedzibie galerii przez blisko pięćdziesiąt lat mieściły się sklep, wzorcownia i warsztaty Spółdzielni Rękodzieła Artystycz­nego ORNO (na elewacji wciąż widoczne są szyldy). Nazwę tę pamiętam jak przez mgłę z czasów głębokiego dzieciństwa (i równie głębokiego PRL-u), potem oczywiście wyparowała wraz z innymi pamiątkami dawnych czasów.

W tym roku Raster przywołuje nie tylko przeszłość, ale zbiera w jednym miejscu twórców i rzemieślników działających obecnie. To projektanci, fotografowie, wydawcy, o których (przyznaję z niekrytą dumą) pisywałam albo tu, albo w innych przyjemnych miejscach. Tym bardziej cieszy, że ich praca może zostać poznana i doceniana przez szersze grono, nie tylko hermetyczny światek wielbicieli. Otwarcie wystawy miało miejsce w sobotę – z żalem to piszę, bo towarzyszył mu szereg spotkań z artystami, a teraz było, minęło. Ale sama ekspozycja będzie na Was czekać do 20 września. Warto!

ORNO

Uczestnicy wystawy: Ania Kuczyńska, Basia Chrabołowska (B SIDES HANDMADE), Córka Rybaka, Ewa Stepnowska, Fundacja Sztuk Wizualnych, Jacek Kołodziejski, k a a s k a s, KROPKA, Kuba Dąbrowski, Mundin, Pokątna Drukarnia Typograficzna, Raster Editions, Slava Varsovia, Zuza Krajewska.

1

wrz

H&M Studio jesień 2014

To już trzecia wybiegowa kolekcja marki H&M pod szyldem Studio. Zaprezentowana minionej wiosny w Paryżu, pojawi się w wybranych sklepach na całym świecie już czwartego września (czyli w najbliższy czwartek). Tym razem Paryż mocno zobowiązał szwedzki dział projektów i jest szykownie do potęgi trzeciej. Oczywiście nonszalancja – słowo wytrych paryskiego stylu – także pozostaje na miejscu. Otulające okrycia wierzchnie, luksusowe piżamy, bieliźniane sukienki, sporo błyskotek (cekiny, lureks, lakierowana skóra), momentami na granicy dobrego smaku. Silny tu wpływ tych, którzy (albo raczej które) we Francji pokazują się na stałe. Ikony. Marant, Philo, Bruno, Waight Keller. Tym razem raczej klimat niż konkretne nawiązania. Zresztą a propos nawiązań, kilka miesięcy temu na łamach brytyjskiego magazynu Vogue Phoebe Philo przyznała, że jeśli sieciówki przestaną ją kopiować, będzie to realny powód do niepokoju. Więc jest dobrze.

Poniżej mocno paryska (oczywiście) i nonszalancka (a jakże) sesja wizerunkowa H&M Studio. W Polsce kolekcja pojawi się w trzech lokalizacjach: w Warszawie w sklepie na Marszałkowskiej, w Poznaniu w Starym Browarze oraz w Krakowie w Galerii Krakowskiej.

hm studio jesien 2014 (3)

hm studio jesien 2014 (4)

hm studio jesien 2014 (6)

hm studio jesien 2014 (8)

hm studio jesien 2014 (9)

hm studio jesien 2014 (10)

hm studio jesien 2014 (14)

hm studio jesien 2014 (15)

hm studio jesien 2014 (16)

hm studio jesien 2014

Zdjęcia: H&M