13

paź

Miejsce na Twoją reklamę

Długo się zbierałam do tego tekstu. Wydawał mi się zbędny i niepasujący do formuły bloga. Kilka podejrzanie podobnych do siebie wydarzeń z ostatniego czasu pomogło mi podjąć decyzję. Dziś nie będzie więc o modzie, ale o tym blogu i treściach, które się na nim pojawiają. Zainspirowała mnie parę miesięcy temu Style Digger, linkując wpis Garance Dore odnośnie zasad współpracy panujących na jej blogu.

Od paru lat słyszę lub czytam, że „U Harel reklama goni reklamę”. Jest to o tyle zabawne, że ten blog jako jeden z nielicznych (o ile nie jedyny w ogóle) pozostaje wolny od reklam. Nie ma tu banerów, boksów, logo w tle czy szeptanych wpisów. Nie szkodzi, ludzie wiedzą lepiej. W ostatnich tygodniach spotkałam się kilkakrotnie z opinią, że danej marki czy projektanta nie stać, by się u mnie pojawić. Tego było za wiele. Postanowiłam więc tym, którzy naprawdę chcą wiedzieć, przedstawić mechanizm moich działań.

  • Od samego początku piszę tu tylko i wyłącznie o rzeczach i zjawiskach, które mnie zachwycają, przekonują, interesują. Żadne pieniądze, samochody czy torebki nie są w stanie zmienić mojego zdania.
  • Blog nie jest moją pracą. Poświęcam mu sporo czasu, osiągnął status profesjonalnego, ale wciąż pozostaje przyjemnym, choć wymagającym hobby. Podziwiam osoby, które blogowaniu poświęciły się w stu procentach. Ja bym tak nie potrafiła. Ponieważ mimo wszystko czas to pieniądz…
  • Zdarzają się tu teksty sponsorowane. Są jednak jasno oznaczone (tagiem „wpis sponsorowany”). I dotyczą tylko tych marek czy produktów, o których naprawdę chcę napisać i które według mnie warto Wam przedstawić. Zasady współpracy określam indywidualnie, a ceny naprawdę nie prowadzą do zawału serca. Ale to już sprawa między mną a potencjalnym klientem.
  • Lubię prezenty, nie będę ukrywać. To jest jeden z najprzyjemniejszych efektów ubocznych prowadzenia bloga. Uważam jednak, że nie muszę czuć się zobligowana do napisania później o marce. To działa w drugą stronę. Marka, o której mam ochotę tu napisać, nie musi się czuć zobligowana do wysyłania mi prezentu. Prosta sprawa. Czy gdy dajesz komuś prezent, spodziewasz się czegoś w zamian? Tak? No to masz w życiu ciężko.
  • Podobnie z zaproszeniami na pokaz, prezentację, imprezę, czyli ogólnie mówiąc „iwent”. Traktuję je jako docenienie moich działań, a nie wiążącą umowę mającą na celu promocję danego projektanta czy marki na blogu.
  • Barter to nie prezent. Jeśli jasno określisz, czego ode mnie oczekujesz, istnieje szansa na współpracę (o ile… patrz punkt pierwszy). Ale najpierw się dogadajmy, potem obdarowujmy, ok?
  • Tak, organizuję konkursy. Bardzo rzadko (choć ostatnio coraz częściej), bo rzadko zdarzają się nagrody, które chciałabym zafundować swoim Czytelnikom. Takie współprace są udane tylko wtedy, gdy produkt dobrze się zgrywa z moim blogiem i moją osobą w ogóle.
  • Mój Facebook śpi. Umieszczam tam tylko linki do blogowych wpisów – na prośbę zrozpaczonych Czytelników, którzy tylko dzięki Facebookowi dowiadywali się, że pojawia się tu coś nowego. Tym bardziej nie lubię Facebooka. Kiedyś po prostu zaglądało się na ulubione strony, teraz nawet tego nie chce się nam robić.
  • Za to nie śpi mój Instagram oraz Pinterest. Ten drugi zyskał zaskakującą nawet dla mnie popularność.
  • Odpisuję na wszystkie maile, o ile są zaadresowane bezpośrednio do mnie, a nie np. do „Pani Sylwii i Renaty” (przypadek sprzed dwóch tygodni) lub przepełnione są zachwytem nad moim niepowtarzalnym stylem, który codziennie prezentuję na blogu. Jeśli więc nie odpisałam, to znaczy, że pechowo mail wpadł do spamu (który staram się sprawdzać, ale czasem zapominam) albo zaginął w drodze.
  • Mocno kibicuję polskiej modzie i nowym markom, ale nie pojawiłam się tu wczoraj i orientuję się, co w trawie piszczy. Więc nie polecam przedstawiać luźnych sukienek z szarego dresu jako „przełomowej kolekcji innej niż wszystkie”. Mam taką zasadę (niektórzy mają mi za złe), że staram się skupiać tylko na pozytywnych stronach tej naszej młodocianej polskiej mody. Jeśli jednak ktoś bardzo mnie będzie męczył, wypowiem się i niekoniecznie będą to słowa, które chciał usłyszeć.
  • Statystyki mnie nie interesują, co nie znaczy, że nie obchodzą mnie Czytelnicy. Jestem zarejestrowana na Google Analytics i na życzenie podaję liczby, ale nie przykładam do nich wagi. Nie ukrywam też, że gdy blog siedział sobie spokojnie na serwerach Agory, miał gigantyczną liczbę wejść, której na własnej domenie nie udaje mi się powtórzyć. Co się nie zmieniło, to stałe grono osób, które najzwyczajniej w świecie lubią tu przebywać. Tego mi nie mówi Google, tylko one same.
  • I na koniec. Nie uważam, że reklama to zło, a blogi, które zawierają dziewięćdziesiąt dziewięć procent treści sponsorowanych to narzędzie szatana. Dobrze jednak pamiętam, od czego się zaczęło i dlaczego to do nas wchodziło się w poszukiwaniu szczerych autentycznych opinii. Dlatego mam zamiar dbać o tę szczerość przede wszystkim. Możecie być pewni, że nigdy Wam tu kitu nie wcisnę.

Uffff, to chyba wszystko. Lepiej późno niż wcale.

Z pozdrowieniami,

Harel

 

25 myśli nt. „Miejsce na Twoją reklamę

Dodaj komentarz
    1. harel Autor wpisu

      Dzięki. Trochę mi to zajęło. Ale już dość wkurzania się, że ludzie nie wiedzą oczywistych rzeczy o tym blogu. Skąd mają wiedzieć? Telepatia nie działa ;).

      Odpowiedz
       
  1. Marta.

    Witaj Harel.

    Na Twój blog natknęłam się dobrych kilka lat temu. Rok 2008? Chyba jakoś tak. Przez większość tego czasu na bieżąco czytałam Twoje kolejne wpisy, choć zdarzały się okresy, kiedy po prostu nie miałam na to czasu. Ale za każdym razem, kiedy trafiałam tutaj z powrotem, uśmiechałam się, z myślą, że Ty wciąż jesteś tą samą, miłą i ciepłą Harel, która nie ogląda się na innych i na nowe, niekoniecznie godne pochwały praktyki w blogosferze. W dzisiejszych czasach to naprawdę duża wartość.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i gratuluję siły charakteru.

    P.S. Bardzo rzadko dodaję komentarze na blogach, które czytam. U Ciebie to mój pierwszy, tak więc – musiałam zostać mocno poruszona. ; )

    Odpowiedz
     
  2. Weronika

    Rzadko zdarza mi się komentować blogi, ale teraz się nie mogę powstrzymać – fajnie że jesteś! Cenię to co robisz, jak to robisz i że w Twoim blogu, pomimo upływu lat, ciągle widać taką sama pasję i szczerość – po dłuższej przerwie znowu zaczęłam regularnie czytać i miły jest to powrót – DZIĘKUJĘ!

    Odpowiedz
     
  3. Mona

    You’re so cool! I don’t believe I’ve read through anything like this before.
    So wonderful to discover someone with a few unique thhoughts on this subject.
    Really.. thank you for startiong this up. This website is one thinbg tat
    is needed on the internet, somone with a bit
    of originality!

    Odpowiedz
     
  4. magdalena

    Facebook to dla mnie bardzo niebezpieczne narzędzie. Tyle się słyszy o ludziach, którzy potrafili się od niego uzależnić. JEdnak osobiście uważam, że jeśli ktoś ma równo pod kopułą wówczas raczej nie będzie w stanie uzależnić się od tego narzędzia. Co do bloga i tego wpisu czytałem go z zaciekawieniem. Pozdrawiam serdecznie i życzę kolejnych ciekawych wpisów.

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Ja zrezygnowałam z Facebooka między innymi dlatego, że zaczął zabierać mi coraz więcej czasu. Teraz ten czas pożytkuję na przykład na pisanie bloga :).

      Odpowiedz
       
  5. panna K

    Muszę to rzec. Jesteś jednym z nielicznych blogów, które zupełnie nie kojarzą mi się z reklamą. Dlatego w mojej głowie, po przeczytaniu wstępu pojawiło się takie spore „wtf!?”. A jeśli już coś się pojawia, to ja jako czytelnik mam pewność, że naprawdę warto w to zainwestować. I dokładnie tak zrobiłam z wearso.organic, nie żałuję, będę grzeszyć częściej, bo warto i już!
    No i ten nagłówek na blogu, „subiektywnie”, więc czego wy-marudzący oczekujecie?

    Czytuję praktycznie od początku (pamiętam lookbooka i sławetny kontakt), wtedy reklam nie było, a ja nadal różnicy nie widzę.

    Pozdrawiam serdecznie,
    K.

    Odpowiedz
     
    1. K.

      Ja też pamiętam wpisy z kontaktem! A raczej same zdjęcia i niesamowity, długi płaszcz (chyba jeden z ostatnich wpisów). Trochę mi brakuje wpisów ciuchowych, z ciekawością zobaczyłabym jak Harel interpretuje proponowane kolekcje na samej sobie. Ale nic na siłę :)
      Szczerość to jedna z tych postaw, która w ostatnim czasie sa w zaniku, a bardzo ją cenię. Stad moja wieloletnia obecność na tym blogu.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Odpowiedz
       
      1. harel Autor wpisu

        Ha! To był płaszcz z H&M. Niestety już z niego wyrosłam (albo raczej moja talia z niego wyrosła ;)). Czasem gdzieś mnie widać, np. na moim Instagramie. Może kiedyś jeszcze wrócę, choć wciąż jednak wolę być po tej drugiej, niewidocznej stronie :).

        Odpowiedz
         
    2. harel Autor wpisu

      Sama nie wiem, skąd to marudzenie się wzięło. Być może niektórzy nie potrafią uwierzyć, że można coś robić tak po prostu, z czystej pasji czy porywu serca. Gdybym robiła to dla kasy, rozczarowałabym się już wiele lat temu i rzuciła pisanie w cholerę ;).

      Odpowiedz
       
      1. panna K

        Obecnie strasznie ciężko ludziom uwierzyć w bezinteresowność i szczerość. Takie smutne czasy nastały, że wszędzie doszukuje się drugiego, ukrytego dna. Ale spójrz na to z innej strony, Twój głos i opinia są decydujące, a pojawienie się u Harel na blogu to lepsza reklama niż wyemitowana w Polsacie ;))

        K.

        Odpowiedz
         
  6. Kasia

    Nie no błagam – jeżeli ktoś powiedział cokolwiek na Ciebie, to nie ma dla niego ratunku na tym świecie. To już tylko Macierewicz może go przyjąć na pokład swojego statku kosmicznego ;))

    Odpowiedz
     
  7. Alicja

    E tam, a ja nie dowiedziałam się niczego nowego z tego wpisu. Rozczarowałaś mnie, bo przecież wchodzę tutaj (z zakładki Ulubione!), żeby przeczytać o czymś, czego jeszcze nie wiem…
    Żarty na bok. Myślę, że Twoi stali czytelnicy doskonale wiedzą (czują?), jak funkcjonuje Twój blog. Szczerość, której nie musisz udowadniać, po prostu wychodzi z każdego artykułu. Może ten był bardziej potrzebny Tobie niż nam, czytelnikom? Bo tymi marudzącymi nie masz co zaprzątać sobie głowy. Taka mądra jestem, ale sama pozwalam, żeby opinia osób trzecich, czwartych czy dziesiątych wpływała na to, jak postrzegam moją pracę… Więc rozumiem.
    Aha i jeszcze jedno. Kilka tygodni temu widziałam Cię w Stacji Mercedes. Masz taki wspaniały dystans do siebie, do branży mody, do blogowania. Jesteś autentyczna i to naprawdę widać na blogu.
    Fajnie, że go prowadzisz i tyle. Mam co czytać. Od kilku lat.
    Pozdrawiam serdecznie i oby tak dalej. Stali czytelnicy czuwają! Jak trzeba, jak widzisz, odzywają się.

    Odpowiedz
     
  8. Mateusz

    Szanowni Państwo
    Jestem uczniem klasy III Technikum Administracyjnego przy SOSW dla Młodzieży Niewidomej i Słabowidzącej. Chciałbym Państwa zainteresować organizowanym przeze mnie konkursem plastycznym „Pieniądz przyszłości”, który jest skierowany do dzieci w wieku od 6 do 13 lat.
    Założenia konkursu:
    -poszerzenie świadomości dziecka dotyczącej pieniądza i jego funkcji w gospodarce,
    -przybliżenie historii pieniądza,
    -upowszechnianie systematycznego oszczędzania i racjonalnego gospodarowania pieniędzmi,
    -popularyzacja praktyki oszczędzania wśród dzieci,
    -popularyzacja pozytywnych postaw przedsiębiorczych,
    -odkrywanie talentów plastycznych u dzieci,

    Nadmienię, że we wrześniu br. zorganizowałem konkurs plastyczny „Kreatywne dziecko” dla dzieci w wieku od 3 do 10 lat, w którym wzięło udział aż 730 uczestników. Wynika z tego dość duże zainteresowanie tematyką bankową zarówno dzieci jak ich rodziców.
    W związku z powyższym poszukuję osoby, która obejmie patronat nad konkursem czyli umieści informację na swojej stronie lub blogu o konkursie.
    Za umieszczenie wpisu o konkursie oferuję szeroką gamę usług reklamowych w ramach współpracy.
    Czy są państwo zainteresowani współpracą?
    Szczegółowe informacje na temat organizacji i przebiegu konkursu pod nr tel. 505 904 182 lub e-mail:
    Licząc na podjęcie współpracy pozostaję z poważaniem
    Mateusz Pawłowski

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *