26

Lis

Hello, Benjamin

Taki tytuł sprawia, że wszystko jest jasne. Nie trzeba być kinomanem, by ten cytat wywołał dreszcze. Matowy ciemny głos Anne Bancroft odzianej w czerń lub lamparcie cętki, nieporadny Dustin Hoffman przy hotelowej recepcji, gorące lato zwieńczające intensywny okres studiów. Podpowiadać dalej? Film Mike’a Nicholsa to tylko pretekst dla kolekcji osadzonej zdecydowanie w czasach obecnych. Kreacje kobiet Benjamina Braddocka stanowią tu punkt wyjścia: kolory, faktury, delikatnie taliowane sylwetki. Co ciekawe, ten sam krój płaszcza poprzez użycie wełny różnej barwy czy struktury dopasowuje się zarówno do bohaterki neurotycznej, jak i jej wrzaskliwej, choć zdecydowanie sympatyczniejszej córki. A przede wszystkim do nas, całkiem współczesnych klientek.

Diana Jankiewicz ma ich całkiem sporo. Przychodzą raz i powracają, bo wiedzą, że znajdą sprawdzony fason w nowej odsłonie. Młoda projektantka się nie rozdrabnia. Dopracowuje wykrój do perfekcji, a potem korzysta z niego znacznie dłużej niż kilka miesięcy. Jesień to same trójki. Trzy formy w trzech kolorach plus trzy pary rękawiczek (na ten moment już tylko jedna). Płaszcz jest powtórką sprzed roku, gdy okazał się bestsellerem. Powraca w wersji beżowej – miękkiej i łagodnej, czarnej – przecinanej drobnymi ukośnymi prążkami oraz zielonej – szorstkiej i surowej. Ta ostatnia wełna to szkocki Harris tweed – tkanina, której każda belka otrzymuje stempel jakości na podstawie aktu parlamentarnego określającego dokładny sposób jej wykonania. Podobno to jedyny taki proceder na całym świecie.

Pod płaszczami zostaje miejsce na sukienki. Ich koszulowy, lecz bliski ciału krój świetnie obrazuje, która idea jest Dianie najbliższa. I choć słowa „ponadczasowa klasyka” zostały przez ostatnie lata wyświechtane do granic możliwości przez wszelkiego rodzaju publikacje o modzie czy stylu (niepotrzebne skreślić), w jej przypadku nadal się broni. Może dlatego, że określa dokładnie to, czym ma być. Jedwabna krepa w kolorze głębokiej czerni lub ciemnej butelkowej zieleni zaskakuje delikatnością, tak mocno kontrastującą ze zdecydowaną formą płaszczy. I znów pojawia się sprawdzony patent – zamiast kołnierzyka mamy plisę na karczku. Guziki z masy perłowej dyskretnie przywołują estetykę lat sześćdziesiątych. Sukienki powstają na zamówienie, realizacja zajmuje około tygodnia.

Nieźle, jak na ciuch od projektanta. Ale trudno się dziwić. Diana Jankiewicz ukończyła projektowanie mody w Instituto Marangoni, odbyła staż, a potem pracowała u Richarda Nicolla w Londynie. W jego pracowni poznała zawrotne tempo działania i profesjonalizm przez wielkie P. Nicoll z kolei terminował u… Marca Jacobsa. Aby koło się zamknęło, brakuje pana Jacobsa krojącego jedwab w ursynowskiej pracowni projektantki.

f9825281c9

Untitled-1

61a47ac1b7

17a75963de

148d871212

4cea221b48

53eb263013

4ff45228da

Fot. Aleksandra Pavoni i Grzegorz Hospod
Makijaż: Magdalena Wińska
Włosy: Emilia Skubisz
Produkcja: Diana Jankiewicz

5 myśli nt. „Hello, Benjamin

Dodaj komentarz
  1. chmiel

    Dopiero zaczynam z twoim blogiem ale jestem zachwycona:) i już kupiłam kurtkę u weareso. ;) Ta miłość do Twoich wpisów, może źle się dla mnie skończyć, a zostało mi jeszcze jakieś 800 do przeczytania :) Dziękuję! :)

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *