Miesięczne archiwum: Grudzień 2014

16

gru

Misoui

Człowiek siedzi w danym temacie parę lat i nabiera przekonania, że na dany moment wie wszystko i nic już go nie zaskoczy. Obserwuje, notuje, rejestruje, prowadzi blog, który dla sporej części czytelników jest bazą polskich marek. I nagle odkrywa coś, co istnieje od jakiegoś czasu, ale z tajemniczych powodów nigdy do niego nie dotarło. Decyduje zbieg okoliczności. Tak w skrócie mogłabym opisać moje spotkanie z Misoui. Gdyby nie targi HUSH Warsaw i moja z nimi współpraca, zapewne wciąż bym żyła w nieświadomości. Może nawet bym narzekała, że nie ma w Polsce takiej marki. Tymczasem przy okazji dokonywania autorskiej selekcji trafiłam na zdjęcia przepięknych toreb. Nazwa zaprowadziła mnie na równie piękną stronę internetową. Zarówno produkty, zdjęcia, jak i treść zdobyły mnie w stu procentach.

To nie są nadzwyczajnie wyjątkowe torby. Przynajmniej nie pod względem formy. Ot, najprostsze rozwiązania, ale wykonane z najwyższą precyzją. Tu chodzi o surowce. Skóry pozyskane w naturalny sposób, pochodzą ze sprawdzonych źródeł we Włoszech i Wielkiej Brytanii, wolne są od metali i toksycznych substancji (to drugie dotyczy także okuć). Dostarczane są przez zaprzyjaźnione rodzinne garbarnie. które farbują je organicznymi metodami (to obecnie na świecie rzadkość). W tym celu używa się naturalnej czystej wody z górskich strumieni oraz barwników pozyskanych z kory dębu, brzozy czy owoców szafranu. Na sam koniec skóra jest nabłyszczana i woskowana. Efekt utrzymuje się dość długo, choć – jak przyznają twórcy, nie na zawsze. Tak to bywa z naturą. Zresztą w tym cały urok prawdziwej skóry. Służy nam latami i starzeje się… razem z właścicielem.

Interesujący jest też sposób wykonania. Torby szyte są przede wszystkim ręcznie, a gdy pojawi się zapotrzebowanie na maszynę, w ruch idą te wiekowe, służące do produkcji akcesoriów w XIX wieku. Nieźle, co? „Wiemy że nie ma nic lepszego jak prawdziwie i uduchowione rzemiosło, które różni się absolutnie wszystkim od tego co produkuje się masowo” – czytamy na stronie. Zgadzam się z przedmówcami.

10329808_294824450700415_5470429791799548020_o

10501710_290436981139162_8814010158047559661_n

10517533_294824534033740_9045350657808402498_n

1919638_294824647367062_6789992729920688009_n

10277524_287739784742215_3441577833158653452_n

Fot. Kuba Bereza

15

gru

Konsekwencja

W sobotę wieczorem w imieniu jury blogerów związanych z modą (Fashion PR Girl, Freestyle Voguing, Radzki, Trend Spot oraz swoim) wręczyłam nagrodę HUSH Selected w kategorii „Konsekwencja”. Wygrała osoba, której nazwisko jest branży jeszcze świeże, nie każdemu znane – a jednak wybierając byliśmy wyjątkowo zgodni.

Dwa lata. Czy to mało, czy dużo, by ocenić poziom konsekwencji artysty? Według mnie wystarczająco dużo. Diana Jankiewicz ma za sobą cztery sezony niezwykle dopracowanych, choć niewielkich kolekcji. O tej najnowszej pisałam tu całkiem niedawno. Elementy z poprzednich dokładnie obejrzałam przy okazji wizyty w pracowni. Każdej z nich towarzyszyła nastrojowa sesja wizerunkowa. I każda kolejna okazuje się logicznym następstwem poprzedniej. Od początku funkcjonują pod niezmienionym, bardzo prostym, lecz zmyślnym logo – nazwisko projektantki zdobią cztery kropki ułożone w kwadrat. Wzór przekopiowany bywa już bez liter na niektóre moduły kolekcji – ostatnio pojawił się w formie dziurek na skórzanych ręcznie wykonanych rękawiczkach, a także z tyłu płaszcza.

Szlachetnością stosowanych przez Dianę tkanin już się zachwycałam ostatnio. Dodam tylko, że ani transparentność, ani ciężar jej niestraszne. Jej pomysły niosą w sobie wrażenia z podróży, barwnych bohaterów filmowych, wyimaginowane kobiety o niezwykłej sile, a także powroty do przeszłości. Dyskretnie zaznaczają obecność, nie narzucają się. Nawet etniczne wstawki z lata 2013, odwołujące się do wrażeń z Peru, migają delikatnie, choć mogłyby krzyczeć. Trencze, szmizjerki, luźne koszule, zimowe płaszcze i eleganckie sukienki na jedwabnych podszewkach – bardzo dobrze skonstruowane, bez biegu na skróty i wybierania łatwiutkich materiałów czy form, które wiele wybaczają. Diana od pierwszego sezonu postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Żadnych kompromisów, komercji, ilości ponad jakością. Jej dumą mogą być powracające klientki. Ja liczę jednak, że dzięki naszej nagrodzie młodą projektantkę odkryją nowe osoby, które zauroczy przynajmniej tak samo, jak zauroczyła nas.

Poniżej zbliżenie na pierwszą kolekcję „Wild Women Sisterhood” na wiosnę/lato 2013.

jankiewicz

12

gru

Femi Pleasure

Tej marki długo nie doceniałam. Kojarzyła mi się ze stylem uniwersyteckim (albo raczej „kampusowym” – bo to uniwersytet oglądany przez szkiełko w kolorach amerykańskiej flagi). Wygodne dresy z napisami i charakterystycznym emblematem plus duch surferski lub snowboardowy – w zależności od pory roku. Nie ubierając w zbędne ozdobniki – nic nadzwyczajnego. Polski odpowiednik Quicksilvera czy Abercrombie & Fitch.Tym bardziej nużący, że od lat można podobne fasony znaleźć z młodzieżowych sieciówkach (nie porównuję jakości, tylko wartości wizualne – tzw. pierwszy rzut oka). I zapewne wciąż bym tu o marce nie napisała, gdyby nie przypadek. Otóż w całkiem publicznym miejscu na przeciążonym kurtkami wieszaku (nad moją wysłużoną wojskową parką) zawisło coś pięknego. Granatowa puchowa kurtka ozdobiona wzorem w kwiaty wiśni i ptaki. Nie wiem, do kogo należała, ale, ryzykując swoje dobre imię, postanowiłam zajrzeć pod spód i odszukać metkę. Zanim mi się udało, zachwyciła miękkość materiału, lekkość wypełnienia i różowa podszewka. Nie wspominając o wykonaniu. Femi Pleasure – taki napis ukazał się moim ciekawskim oczom. Wow. Jak to człowiek musi wydawać z wydawaniem sądów „na zawsze”…

Wciąż nieufna, postanowiłam wybadać, czy to jednorazowy strzał, czy część większej zmiany. Zajrzałam na stronę i przepadłam. Nie dość, że sesja wizerunkowa (sfotografowana przez Roberta Ceranowicza) przenosi w świat absolutnie bajkowy, to jeszcze kolekcja jesienno zimowa jest tak piękna, spójna i niebanalna, że chwilowo braknie mi słów. Przy niezmiennym operowaniu estetyką sportowo – kampusową, Anita i Kamila Nawarkiewicz (założycielki i właścicielki) otwierają się na nowe, zdecydowanie bardziej autorskie rozwiązania. Skończył się banał, a zaczęła prawdziwa moda. Wiem, że moda modzie nierówna, ale co innego konfekcja niewyrywająca się poza bezpieczne ramy, a co innego przemyślana wizja i własna reinterpretacja tego, co już dobrze znane.

Najbardziej cieszą oko oczywiście desenie. Fasony pozostają standardowe. Zresztą trudno, żeby nadmiernie bawić się formą przy zachowaniu sportowej funkcjonalności. Sznytu nadają detale. Od skórzanych naszywek w kształcie serca z wytłoczoną nazwą marki (dyskretne, lecz zauważalne) po drewniane guziki przeszywane różową nitką. Siostry nie zapominają o dodatkach, a także bieliźnie termicznej – i to nie byle jakiej, bo w motyw obecny na kurtkach. Czapki, opaski, plecaki i plecaki konsekwentnie odpowiadają charakterowi głównych elementów kolekcji. Jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Zresztą zobaczcie sami.

femi pleasure

femi pleasure (3)

femi pleasure (4)

femi pleasure (5)

femi pleasure (2)

femi pleasure (7)

femi pleasure (8)

femi pleasure (11)

femi pleasure (13)

femi pleasure (14)

femi pleasure (15)

femi pleasure (16)

femi pleasure (17)

femi pleasure (18)

femi pleasure (19)

femi pleasure (20)

Fot. Robert Ceranowicz
Modelka: Zuzanna Zmihrowska
Stylizacja: Anita Nawarkiewicz i Kamila Nawarkiewicz
Obróbka zdjęć: Piotr Karpinski
Produkcja: Anita Nawarkiewicz i Kamila Nawarkiewicz

10

gru

Lunaby

To było styczniowe popołudnie. Spotkałyśmy się we trójkę w mokotowskiej pracowni Metka by Traczka: ja, Ania i Joasia. Pogaduchy, plotki, odrobina zimowego marudzenia. Style Digger chciała opowiedzieć nam o swoim najnowszym pomyśle. Ja z kolei miałam ochotę ponarzekać, że przez cały ranek łaziłam po sklepach w poszukiwaniu zwyczajnej piżamy. Bezowocnie. Albo szmaty, które już w sklepie nie wzbudzają zaufania (więc co by było po pierwszym praniu?), albo stroje tak infantylne, że nawet ja – pokątna wielbicielka kiczu – czułam się znokautowana. I właśnie wtedy przyszła mi do głowy myśl: że też jeszcze nikt nie wpadł na to, żeby produkować proste i piękne piżamy „made in Poland”. Musiała zadziałać telepatia, bo właśnie w tej sprawie Asia nas w ten ciemny dzień zebrała.

Pomysł był w fazie papierowej, rozpoczynały się poszukiwania odpowiednich tkanin (ba, najpierw poukrywanych przed światem fabryk czy hurtowni tekstylnych – ludzie z branży, wiecie, o czym mówię – puszczam tu oczko), szkicowanie idealnej formy, zbieranie doświadczeń własnych i cudzych. Parę tygodni później powstały pierwsze wzory, a we wrzesniu tego roku ruszyła pierwsza stricte piżamowa polska marka, Lunaby, którą tworzy Joanna Glogaza wraz z mamą.

Modeli piżam jest kilka. Późnym latem przeważały bawełniane wersje z krótkimi nogawkami, utrzymane w kwiatowo owocowej kolorystyce. Potem przyszedł czas na fasony klasyczne w błękicie i bieli oraz te bardziej bieliźniane, wykonane z włoskiej mieszanki jedwabiu i bawełny. A w listopadzie pojawiła się kolekcja świąteczna, uszyta z bawełnianej flaneli. Ciepłe, przytulne i zdobione niebanalnymi nadrukami.

Naszym celem było zrobienie wygodnych, klasycznych, ciepłych modeli, które sprawdzą się i teraz, i za rok, i za pięć, no i mogą posłużyć za bezpieczny prezent świąteczny. Życie jest za krótkie na brzydkie piżamy – stąd dbałość o detale, jak złote guziki czy eleganckie lamówki. Chciałyśmy stworzyć piżamę, w której można zrelaksować się wieczorem przy kubku herbaty, ale i bez wstydu otworzyć listonoszowi, czy odpowiedzieć na poranne maile bez poczucia niepozbierania” – mówi Joanna. Zimowej edycji piżam towarzyszy sesja wizerunkowa autorstwa Anity Suchockiej w klimatycznych wnętrzach pensjonatu w Polnej Zdrój (więcej na temat miejsca u Style Digger). Kupuję całość bez cienia narzekania. Moje styczniowe marzenie się spełniło.

A jeśli chcielibyście kupić sobie piżamę w sklepie internetowym Lunaby, mam dla Was zniżkę 15% na hasło HAREL – od dziś do końca świąt, czyli do 26. grudnia. Marka pojawi się też w najbliższy weekend na HUSH Warsaw, nie omieszkam odwiedzić.

lunaby (7)

lunaby

lunaby (2)

lunaby (3)

lunaby (4)

lunaby (5)

lunaby (6)  lunaby (8)

lunaby (9)

lunaby (10)

Fot. Anita Suchocka

9

gru

X AYS

Przedświąteczne zakupy bez tłoku, stresu i bożonarodzeniowych piosenek torturujących nasze uszy w sposób, najdelikatniej mówiąc, gombrowiczowski. Możliwe? Możliwe, o ile nie mamy w planach karpia, buraków czy śledzi, a prezenty (swoją drogą ktoś, kto wynalazł internetowe supermarkety, powinien otrzymać pokojową nagrodę Nobla). Prezenty polskie, uściślając. Art Yard Sale pojawia się w Warszawie i znika, ale ostatnimi czasy utrzymuje się nad podziw długo. Przy Placu Trzech Krzyży, a więc w ścisłym centrum miasta, objawiła się jego świąteczna odsłona, znana z lat poprzednich jako X AYS. Moda jest tu tylko jednym z wielu tematów, bo AYS promuje różne dziedziny sztuki (niekoniecznie w popkulturowym ujęciu, choć to wychodzi twórczyniom skądinąd znakomicie). Są więc i obrazy, i plakaty, i seria fantastycznych albumów pożyczonych z pobliskiej księgarni Bookoff, ostatnio zagościły sprzęty domowe z Magazynu Praga, a pomiędzy wieszaki z dość brutalnie wyselekcjonowanymi ubraniami polskich marek (w sumie całe szczęście, bo chłamu tu nie uświadczymy, w przeciwieństwie do wielu mających ostatnio miejsce tzw. „targów polskiej mody”) oraz blaty z niebanalną biżuterią.

W gości wpadła ostatnio Ania Kuczyńska i różne elementy jej kolekcji, perfumiarskie laboratorium Mo61, Magdalena Łapińska z piękną porcelaną,  ponadto Paweł Jońca, Dawid Ryski, Ania Goszczyńska, Edward Bąk czy Olka Osadzińska z grafikami, które aż się proszą, by zastąpić nimi masówkę z Ikei na naszych ścianach (jeśli kogoś obrażam, to nie miałam zamiaru). Są torby Zofii Chylak i ubrania Kaaskas, o których niedawno tu pisałam, biżuteria Agi Bieleń czy Wyganowskich (warta uwagi). Przestrzeń czynna jest codziennie: od poniedziałku do soboty w godzinach 12-20, a w niedzielę 12-18. Asortyment wciąż się zwiększa, a atmosfera jest tak przyjemna, że człowiek zapomina o czasie (którego zawsze ma za mało – więc lojalnie ostrzegam). A marudzący na temat cen polskich dizajnerów niech najpierw sprawdzą, potem narzekają. Dziękuję za uwagę.

X AYS 2014 (4)   X AYS 2014 (3)

X AYS 2014 (5)

X AYS 2014 (7)

X AYS 2014 (8)

X AYS 2014

X AYS 2014 (9)

X AYS 2014 (6)

Zdjęcia: AYS

8

gru

Bling

Poprawiania grudniowych humorów ciąg dalszy. Dziś w roli głównej Bling, czyli zimowa kolekcja marki Dream Nation. Znajome fasony w nowej odsłonie. Wyjście dla całości stanowi diament. Oszlifowany, mieniący się wszystkimi kolorami tęczy, dosłowny, ale też kreskówkowy, czasem kiczowaty, a czasem jak z hiphopowego teledysku. Bez względu na odmianę, każdy nadrukowany jest na kanwę organicznej bawełny. Tej, która się „nie psuje”, nie przekręca, nie zużywa szybciej niż powinna. Prawdopodobnie już to pisałam (albo przynajmniej mówiłam niektórym z Was), ale sezon po sezonie Luiza Jacob tymi nadrukami otwiera oczy niedowiarkom (cytując klasyka). Bo to nie jest ekologia ani zgrzebna, ani minimalistyczna. To jest szaleństwo w najczystszej postaci. Pigułka szczęścia i radość wstrzyknięte w organiczne włókna. Plus dopracowane szczegóły, takie jak ściągacze stworzone specjalnie na potrzeby kolekcji (nie jest to wcale oczywiste).

Obok żartobliwego luksusu istotne miejsce zajmuje relaks. Słowem „zrelaksowana” można by określić całą diamentową linię Dream Nation. Miękkość i luz podkreśla też nadruk pikowanego aksamitu, żywcem zdjętego z najwygodniejszej na świecie kanapy, której nie powstydziłaby się współczesna Maria Antonina. A tym, których całość przerasta interpretacyjnie (czytaj: kolory i wzory powodują mętlik w głowie), projektantka proponuje niewielkich gabarytów dodatki: czapki, opaski albo nerki. A od wczoraj także linię Dream Nation Minimal – rzecz spokojniejszą, opartą na jednolitych powierzchniach, na szczęście daleką od pojęcia „basic”.

dream nation bling (4)

dream nation bling

darker-sleeves-600x900

dream nation bling

dream nation bling (5)

dream nation bling (6)

dream nation bling (7)

dream nation bling (8)

dream nation bling (9)

longsleeve-600x900

dream nation bling (2)

dream nation bling (3)

Fot. Daniel Jaroszek
Stylizacja: Sara Milczarek
Scenografia: Natalia / Kacper Mleczak
Modele:Ewelina Dzida, Stanley Ayọmo (D’IVISION)
Makijaż: Polcia Dzwigała
Włosy: Gor Duryan
Studio: Daylight