Miesięczne archiwum: Luty 2015

27

lut

Organic Concept Store

Spełnienie marzeń. Dwie marki, które uwielbiam, w jednym miejscu. Połączyły je wspólne cele, podobne filozofie, miłość do natury i nieustanne dbanie o najwyższą jakość. Kosmetyki i ciuchy – lepiej być nie może. Mowa o Phenome i Bynamesakke. Poznały się w centrum Warszawy, przez jakiś czas mieszkały obok siebie, aż wreszcie postanowiły znajomość przypieczętować wspólną przestrzenią w warszawskiej Galerii Mokotów.

Organic Concept Store

Czytaj dalej

25

lut

Po włosku

To jedna z najpiękniejszych polskich sesji wizerunkowych, jaką ostatnio widziałam. Oszczędna, bardzo prosta, jednocześnie cudownie niedoskonała. Zasługa to starej i dobrej kliszy fotograficznej, wypieranej przez wygodne, pojemne i często przeostrzone cyfry. Że fotografa, Marcina Kempskiego, to oczywiste. Ale i całego zespołu, który z marki nieco przykurzonej wydobywa potencjał na miarę europejską, jeśli nie światową. W samej kolekcji widzę sporo wpływów (winię swoją zbyt dobrą pamięć) marek włoskich i francuskich, nawiązań do hitów sprzed lat – być może przypadkowych. Batikowy zestaw to wypisz wymaluj Prada z wiosny 2004, beże i czernie przywołują początki nowego życia Celine. To już nawet nie konkretne przykłady, ale wybór pewnej estetyki, której urokowi trudno się oprzeć. I dobrze.

Kto zgadnie, cóż to za marka? Hexeline. Przyznam, że nie interesowałam się nią wcześniej – aż do teraz. Zajawki z sesji, które dopadały mnie tu i ówdzie, kazały wierzyć, że efekt będzie spektakularny. I jest. Przy minimum środków. Italia pełną gębą. W najlepszym określenia znaczeniu. Wiem, że historia Hexeline sięga głębokich lat osiemdziesiątych. Nie muszę szukać informacji, wystarczy przypomnieć sobie zawartość szafy mojej mamy – w tym absolutnie niezwykłą i jak na owe czasy totalnie nowoczesną czarną kopertową sukienkę z asymetrycznym kołnierzem (jeśli ją znajdę, obiecuję wrzucić na swój Instagram). Miałam jednak wrażenie, że oprócz stałych i wiernych klientek jedynie zdolni styliści byli w stanie dostrzec siłę marki. Bo ani wystrój sklepów, ani dotychczasowe kampanie specjalnie mnie nie przekonywały. A może po prostu do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć, kto wie?

W każdym razie w tym momencie kłaniam się nisko, z wyrazami szacunku i podziwu. Brawo!

hexeline (8)

hexeline (2)

hexeline (3)

hexeline (4)

hexeline (5)

hexeline (6)

hexeline

hexeline (7)

Fotograf: Marcin Kempski / I Like Photo Group
Stylizacja: Maja Naskrętska / Harper’s Bazaar
Modelka: Michalina Parkosz / D’Vision Models
Make up: Aneta Kostrzewa / I Like Photo Group
Włosy: Kacper Rączkowski / D’vision Art
Studio produkcyjne: I Like Photo Group
Postprodukcja: Grzegorz Skoneczny / I Like Photo Group

23

lut

Many Mornings

Z szerokim uśmiechem przedstawiam Wam nową polską markę, Many Mornings. Skąd taki entuzjazm w poniedziałek? Wystarczy spojrzeć na wzory i kolory, a potem schrupać ze smakiem informację, że jest to produkcja w stu procentach krajowa. Chodzi tylko i aż o skarpetki. Tylko, bo cóż to takiego – drobiazg od czasu do czasu migający spod nogawki. Aż – przypomnijcie sobie, ile może budzić emocji. Od ślinotoku ofiar mody wpatrzonych w mistrzowskie skądinąd dzieła Prady czy Castiglioni, po zgrzytanie zębami na widok popularnego od dekad połączenia tychże z sandałami – zawzięcie komentowanego rok po roku, bez skutku. Przyznaję, że do wspomnianego akcesorium nie przykładałam szczególnej wagi, miałam świadomość istnienia „Happy Socks” i jej podobnych, ale skupiałam się na właściwościach cieplnych przede wszystkim. Szaroczarne pięciopaki z H&M dawały radę od ponad dziesięciu lat. Zresztą po co się trudzić, skoro między dolnym brzegiem dżinsów a górnym botków zdarzy się co najwyżej centymetr przerwy?

Aż tu nagle odezwał się tekstylny patriotyzm. Many Mornings działa w Aleksandrowie Łódzkim, lokalnie określanym jako „polskie skarpetkowo”. Trudno uwierzyć, że skarpetki produkuje się tam od ponad stu lat (zwłaszcza gdy w polskich sieciówkach element ten niezmiennie okraszony jest zbitką „made in China”). Rodzinne przedsiębiorstwo wzięło się do roboty i na bazie najprostszej z możliwych postanowiło stworzyć coś od nowa. Stąd mnogość deseni w najsoczystszych barwach i rodzajach, bez obaw o zbyt wysokie loty. Są i regularne formy geometryczne, i zwierzęta (na wiosnę do sklepu zawitały tukany i pszczoły), i nawiązania do polskiego folkloru (motywy góralskie, łowickie i kaszubskie), i zabawy opartowską iluzją. Aż się nie chce wkładać butów.

Co więcej, marka Many Mornings stworzyła program Share a Pair – niosący pomoc potrzebującym. My kupujemy parę skarpet, a w tym samym czasie druga automatycznie trafia do domów dziecka, ośrodków pomocy społecznej itp. Inicjatywa godna naśladowania. Kończę, bo muszę znów spojrzeć na swoje kolorowe skarpetki. Rozumiecie mnie chyba?

baner2

lookbook_05

lookbook_10

lookbook_11

lookbook_12

lookbook_17

Zdjęcia: Many Mornings

13

lut

Elena Ciuprina

Warto zapamiętać to nazwisko. Elena Ciuprina jest projektantką, o której już niedługo będzie głośno. Tak czuję. Pochodzi z Mołdawii, obecnie mieszka, studiuje i pracuje w Krakowie. Ukończyła Szkołę Artystycznego Projektowania Ubioru, a teraz studiuje na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jej najnowsza kolekcja powstała w oparciu o koncepcję A-POC, którą w 1997 roku stworzyli Issey Miyake oraz Dai Fujiwara. A-POC to skrót od sformułowania „a piece of cloth”, czyli w wolnym tłumaczeniu „kawałek materiału”. Technika polega na stworzeniu wykroju, na który składa się tylko jeden element – tak skonstruowany, by można go było zszyć za jednym razem, jednym kawałkiem nitki. Stąd konstrukcje spiralne lub cięte z koła, siłą rzeczy drapowane, miękko układające się na sylwetce. Koszule zapinane po skosie, płaszcz z kimonowymi rękawami, sukienki, bluzki i spodnie swobodnie nawiązujące do karategi (swoją drogą to mocny wiosenny trend, spójrzcie na kolekcje Marni czy Isabel Marant).

Elena z powodzeniem odwołuje się także do sztuki malarskiej. Błękit płaszcza nieprzypadkowo przywołuje obrazy Mattisse’a, z kolei czarna paproć zdobiąca transparentne elementy kolekcji to swobodna interpretacja prac Williama Fox Talbota (tego od negatywu), tzw. rysunków fotograficznych. Inspiracje jednak w żaden sposób nie przyćmiewają samych ubrań. Projekty bronią się bez względu na to, czy posiadają drugie dno. Brak tu (na szczęście) przesady, zbytniej dosłowności, z której nieliczni potrafią wyjść obronną ręką. Projektantka skupia się na doskonaleniu konstrukcji, szerokim łukiem omija banalne rozwiązania, w przyjemny sposób igra z ambicją odbiorcy. Te rzeczy, choć na pierwszy rzut oka dość trudne, spokojnie obronią się nie tylko na modelce. Zresztą taki cel przyświecał przecież twórcom A-POC. Jestem ogromnie ciekawa, w którą stronę podąży Elena Ciuprina. Bez względu na wybór, będzie to z pewnością ścieżka niezmiernie interesująca.

elena ciuprina spring 2

elena ciuprina spring 3

elena ciuprina spring 4

elena ciuprina spring 5

elena ciuprina spring 6

elena ciuprina spring 7

elena ciuprina spring 8

elena ciuprina spring 9

elena-ciuprina-spring-91

Fot. Anna Ciupryk
Modelka: Justyna Bednarska / Fashion Color Models Agency

9

lut

Uproszczenia

Marka Solar młodnieje w oczach. I dobrze. Bo nie ma tu nic z odmładzania się na siłę i za wszelką cenę, pogoni za świeżością uzyskiwaną przy pomocy jadu kiełbasianego czy innych wybuchowych specyfików. Rdzeń – ku uldze stałych klientek – pozostaje ten sam, natomiast obudowywany jest lekkością i swobodną interpretacją niedawnych trendów. Nie piszę „najnowszych”, bo akurat tego w kolekcji nie widać. Zresztą Solar nigdy nie należał do marek, które narzucają. Raczej odzwierciedla pewne zdarzenia z niedalekiej przeszłości, sprawdzone przez bardziej zasobną konkurencję.

Co się dzieje? Pojawia się dżins – w wersji niedosłownej, lekkiej, idealnej na lato. Sporo też coraz odważniejszych deseni. Niektóre ryzykownie zapożyczone (miękkie pociągnięcia pędzlem z zeszłorocznej kolekcji Celine – entuzjastycznie kopiowanej przez wszystkie możliwe sieciówki z Zarą na czele), ale też przyjemnie nowatorskie (kurtce w deseń kolorowych pikseli wróżę spore powodzenie). Podnosi się jakość akcesoriów. Obok tych ze sztucznego tworzywa stają skórzane – odpowiednio droższe, ale też odpowiednio przyjemniejsze dla oka. Rozkręca zabawa fakturą: żakardy, ażury, tłoczenia znalazły znacznie więcej miejsca niż dotychczas. Paradoksalnie projekty konsekwentnie podążają w stronę prostoty. Nie ma już przeładowania informacji, co się w Solarze niestety zdarzało. Wiosna i lato zostały świetnie podzielone na konkretne tematy. Mam nadzieję, że w butikach stacjonarnych idea będzie kontynuowana.

Poniższa sesja wizerunkowa – wystylizowana przez Roberta Kiełba, który już drugi sezon współpracuje z marką – cytując klasyka, „otwiera oczy niedowiarkom”. Prowadzi za rękę kobiety nieco zagubione między tym, do czego się przyzwyczaiły, a tym, czego chciałyby spróbować, ale nie wiedzą, jak zacząć. Okazuje się, że nowoczesności nie muszą szukać gdzie indziej. A mnie, jako wieloletniej obserwatorce, miło widzieć, jak z sukcesem Solar podejmuje kompromis i nie tracąc dawnego ducha, powoli otwiera się na nowe.

6

10

1

11

2

3

12

4  7

20141206_GTurczynska_Solar_0144

20141206_GTurczynska_Solar_0232

20141206_GTurczynska_Solar_0339_2

20141206_GTurczynska_Solar_0396

20141206_GTurczynska_Solar_0434

20141206_GTurczynska_Solar_0524

Fot. David Vasiljevic (plener), Małgorzata Turczyńska (studio)
Modelki: Myrthe de Poel (plener), Julia Banaś (sturio)
Stylizacja: Robert Kiełb

4

lut

I’m not then

Świdrujący uszy modulujący głos Gaby Kulki w monologu „Not I” Samuela Becketta, zwolniona choreografia modelek, zawężona do minimum paleta barw i niewygodne uczucie, które pogłębiało się z każdą kolejną sylwetką pojawiającą się na wybiegu. Nenukko. Nigdy nie zostawia nas obojętnych, choć łódzki pokaz należał raczej do denerwujących, nie odprężających. Gdzieś w tym wszystkim przepadły same ubrania, w przeciwieństwie do sezonów poprzednich, gdy to właśnie one budowały napięcie. Może dlatego, że tym razem ich forma uspokoiła się, złagodziła, wręcz zobojętniała. Kapelusze Hat Hat (stworzone specjalnie na potrzeby pokazu) opadające na oczy modelek dodatkowo odwracały uwagę od projektów marki, narzucając skojarzenie z młodziutką bohaterką filmu „Kochanek” Jeana-Jacquesa Annauda (swoją drogą, jeśli go nie widzieliście, to gorąco polecam – choć stroje dziewczyny schodzą w historii na drugi plan – dosłownie i w przenośni – warto im się przyjrzeć, a potem odkryć na nowo projektantów słusznie okrzykiwanych minimalistami). A potem wróciłam do tych ubrań w całkiem innych okolicznościach. W zaciszu warszawskiego showroomu przesuwałam wieszak za wieszakiem i dziwiłam się, jak to się mogło stać, że tyle fantastycznych szczegółów umknęło mi podczas pokazu.

„I’m not then” to projekty na wiosnę i lato 2015 stworzone przez Nenukko. Śmiało mogę stwierdzić, że składają się w najbardziej dojrzałą kolekcję w historii marki. Pełną sprawdzonych schematów, a jednocześnie sięgającą wysoko po całkiem nowe. Czystość, transparentność, ale też sporo ukrytych detali. Drobne paseczki na spodniach, plisy sukienki (skojarzenie z pracami Miyake to w tym momencie komplement), kudłaty sweter, celowe zagniecenia, wiązania, warstwy, cięcia… Tradycyjnie przeważają czernie, biele i szarości, nie zabrakło jednak miejsca dla granatów, błękitów i beżów, choć pod tym względem lookbook nieco rozczarowuje, bo nie widać w nim niektórych istotnych momentów. Mimo to prostota kolekcji świetnie oddaje przesłanie projektantek. Zmęczenie kulturą masową, płytkością więzi międzyludzkich, pogonią za niepowtarzalnością. Nie chciałabym nadużywać słowa „normcore”, bo mnie w końcu zatłuczecie, ale nie można odmówić „I’m not then” pewnych podobieństw, chociażby w reakcji na otaczającą rzeczywistość. To pewna niezgoda, cichy bunt, sprzeczna opinia. Mocnym (choć na pierwszy rzut oka niewidocznym) akcentem jest niemal całkowite odejście od sztucznych materiałów. Przewagę bawełny i lnu odbieram jako kolejną deklarację Nenukko, chęć odcięcia się, zmiany i odkrywania nowych ścieżek.

I w końcu jest spokój. Prostota, ale nie nuda. Oddech. Swoboda. Nieskrępowanie. Podsumowując, wszystkie nasze marzenia na lato zamknięte w jednej kolekcji. Kto by przypuszczał?

bluzkaMINTU_spodniePASSO_przod

bluzkaAMEL_szortyIVY_przod

bluzkaBOSE_szortuIVE_narzutaMALTA_przod

bluzkaBOSE_szortuIVE_narzutaMALTA_ty+é

bluzkaFANA_spodniePASSOgray_przod

bluzkaGEMMA_spodniePASSO_przod

bluzkaHAZEL_spodniePASSO_przod

bluzkaHAZEL_spodniePASSO_tyl

bluzkaMINTU_koszulaKAMA_spodnieDUBLIN_przod

spodniePASSO_koszulaLIMMI_przod

tunikaIRIS_spodniePASSO_przod

sukienkaPINA_przod

sukienkaTEYNA_przod

tunikaNOOBI_szortyIVY_przod

Poniżej wybrane sylwetki z łódzkiego pokazu. Nie wszystkie znalazły miejsce w lookbooku, poza tym chciałam Wam pokazać kapelusze, bo piękne. Teraz seans filmowy obowiązkowy.

NENUKKO WIOSNA 15

NENUKKO WIOSNA 15a

Zdjęcia: Nenukko