8

Kwi

Siedem marek odzieżowych, których potrzebujemy w Polsce

To już standard. Jeśli zwracam uwagę na czyjś ciuch, zazwyczaj okazuje się, że nie można go kupić w Polsce. To taki radar, którego nie potrafię wyłączyć. Bo to, co dzieje się u nas, mam uporządkowane i pogrupowane w głowie na wszelkie sposoby. Potrafię w kilka sekund bezbłędnie określić pochodzenie danej rzeczy – nie tylko markę, ale bardzo często sezon. Ot, skutek uboczny przyglądania się twórczości projektantów i koncernów. Posiadanie czegoś, co nie od razu będzie w naszym zasięgu, w czasach globalizacji mody urosło do rangi nowego snobizmu. Najbliższe źródło świeżych i nieobecnych na naszym rynku marek mamy w Berlinie. Im dalej na Zachód, tym lepiej, choć i Południe ma nam coś do zaoferowania, ale o tym za chwilę.

Powody, dla których marki nie decydują się na rozszerzenie swoich sieci o Polskę, są różne. Ostatni czas dla kilku obecnych u nas okazał się regresywny. Pożegnaliśmy River Island, odejściem grożą Esprit i Gap, całkowicie zniknęły Cottonfield i Jackpot. Polacy są konsumentami specyficznymi. Niektórzy uważają, że nasz rynek jest na niektóre marki niegotowy, innych zaskakuje nasze zainteresowanie. COS nie otworzyłby się tak szybko, gdyby nie decyzja o uruchomieniu wysyłki internetowej do Polski, a raczej jej skutki. Liczba zamówień przerosła wszelkie oczekiwania. Klientów można badać na wszystkie sposoby, elementu zaskoczenia nie da się uniknąć. Choć sama nie prowadziłam żadnych badań, jestem w stanie stwierdzić na pewno, że potrzebujemy wciąż nowych bodźców. Stąd entuzjastyczna reakcja na rodzime marki z charakterystycznym asortymentem – zwłaszcza te trzymające swoje ceny w ryzach. Jesteśmy też lojalni wobec marek, które nas nie zawodzą. I wracamy po jeszcze bez nadmiernej refleksji (to się potocznie nazywa „zaufanie”).

Dziś postanowiłam uruchomić wyobraźnię i sprowadzić do Polski siedem marek, które wg mnie świetnie by się tu odnalazły. Każda z nich ma inny mocny punkt, każda na tyle charakterystyczny asortyment, by nie interferować z pozostałymi (także już obecnymi). Zachęcam Was do wpisywania swoich typów w komentarzach. Bo że nie wzięłam pod uwagę wszystkich możliwości, jestem przekonana.

& Other Stories – najmłodsze dziecko koncernu Hennes & Mauritz. Pierwszy sklep otwarto na początku 2013 roku. Co ciekawe, początkowo miała to być marka kosmetyczna, dopiero na zaawansowanym etapie tworzenia zapadła decyzja o włączeniu pełnej linii ubrań i dodatków. Kosmetyki to niezwykle istotna gałąź sklepu. Wizualnie wygrywają ze wszystkimi w swoim przedziale cenowym, z jakością też nie trzeba dyskutować. Kolorówka dorównuje naszemu Inglotowi, a półka pielęgnacyjna śmiało może konkurować z kultowym swego czasu Body Shopem (zapachy są genialne i zaskakujące: marokańska herbata, mrożona werbena, bawełna…). Sama kolekcja ubrań to nowoczesność zaserwowana w nieco bardziej przystępny sposób niż np. w COSie. Ceny pozostają na podobnym poziomie. Nad projektami czuwa zespół wyszkolony u najlepszych (dla przykładu: za linię obuwia odpowiada osoba wcześniej pracująca dla Acne) – w sumie ponad czterdzieści osób. Każda kolekcja to inna historia z inną bohaterką w tle. Opowieści serwowane są regularnie, o czym informuje nas nienachalny newsletter. & Other Stories nie wysyła do Polski, co jeszcze bardziej podsyca pożądanie.

shops stories

Weekday – dzieci szwedzkiego koncernu ciąg dalszy. Choć akurat Weekday to dziecko przybrane, bo marka działała przez parę dobrych lat, zanim weszła w skład H&M w roku 2008. Ściśle powiązana z Cheap Monday (stworzona przez te same osoby) miała być odpowiedzią na ówczesne potrzeby rynku, posiadającą wszystkie zalety sieciówki (krótkie serie, niskie ceny, reakcja na trendy), ale też mocno naciskająca na aspekt narodowy – stąd od samego początku istnienia nacisk na współprace ze szwedzkimi młodymi projektantami. Obecnie Weekday to kilka „podmarek” z ofertą damską i męską, m.in. MTWTFSS Weekday – z uniwersalną ofertą bazową, MTWTFSS Collection – mocniej zorientowaną na trendy, a także wspomniana Cheap Monday (która istnieje także jako marka oddzielna i której też pragniemy w Polsce, oczywiście, nie tylko w postaci resztek w podejrzanie wysokich cenach). Dobra wiadomość: sklep wysyła do Polski. Najbliższy oddział stacjonarny w Berlinie.

shops weekday

Nanushka – marka, którą poznałam przy okazji niezwykle owocnej wizyty węgierskich projektantów w Warszawie w zeszłym roku. Powstała w 2011 roku i rozwinęła się od tamtego czasu ponadprzeciętnie. Jej założycielka Sandra Sandor ukończyła London College of Fashion i wróciła do kraju, by spełnić swoje ryzykowne marzenie. Aktualnie jej ubrania można kupić na całym świecie, m.in. w Hong Kongu, Norwegii, Szwajcarii, a także w USA. Ceny wysokie, ale też projekty autorskie. I zupełnie inna grupa docelowa niż w przypadku wymienionych przed chwilą marek szwedzkich. Sandra tworzy tylko dla kobiet, skupia się na ubraniach, buty czy torby to produkcja marginalna (choć równie udana). Każdy sezon to ściśle określona paleta kolorów i przynajmniej jeden charakterystyczny deseń. Sklep wysyła do Polski.

shops nanushka

Acne Studios – może i dobrze, że nie ma ich blisko, bo sporo z nas musiałoby się ubiegać o oficjalny status bankruta. To marka o cenach luksusowych i takimże dizajnie. Powstała w 1996 roku jako odnoga kolektywu skupiającego sztukę, modę i szeroko pojętą kulturę, a jej nazwa mimo pozorów nie ma nic wspólnego z trądzikiem, stanowi akronim manifestu grupy: „Ambition to Create Novel Expressions”. Zaczęło się od dżinsów przeszywanych czerwoną nitką, obecnie Acne to wielka korporacja, z której Acne Studios wyodrębniło się w 2006 roku. Marka słynie z wypuszczania na rynek kultowych produktów, których nazwy na stałe trafiają do potocznego języka mody (choćby Pistol czy Alma Boots albo słynny Velocite Jacket – kurtka z kożuszkiem, obiekt westchnień kobiet na całym świecie). Produkcja tańszych odpowiedników przez sieciówki wre, tymczasem Acne Studios odwraca się od demokratyzacji mody na rzecz pierwotnych założeń i umyka coraz bliżej sztuki. Wysyłka do Polski odbywa się bez problemu, tym bardziej że towary Acne oferują także gigantyczne sklepy multibrandowe (w tym Net-a-porter). Podobno w Sztokholmie istnieje niesamowity outlet marki, w którym można znaleźć ciuchy za bezcen, ale niestety nie udało mi się uzyskać adresu.

Aktualizacja dzięki fantastycznej Czytelniczce. Adres outletu Acne Archives: Torsgatan 53, 113 37 Stockholm. Dziękuję!

shops acne

Uterque – najporządniejsza marka koncernu Inditex. Zaczęło się w 2008 roku od jakościowych akcesoriów. Butów, torebek, portfeli i pasków ze skóry, raczej w klasycznej formie, choć nie bez interesujących detali. Ubrania wprowadzano ostrożnie, początkowo były to tzw. „klasyki samograje” – latem beżowy trencz, czarne spodnie, biała koszula, zimą płaszcz z wielbłądziej wełny i kaszmirowe swetry. Filozofią Uterque było tworzenie garderoby na lata, czym zdecydowanie odstawała od reszty hiszpańskiego imperium odzieżowego. Obecnie marka oferuje pełną kolekcję ubrań, lecz wciąż rolę główną odgrywają dodatki. Czasem przypominają do złudzenia te z Zary, zachowując przy tym nieporównywalną jakość. Sklep nie wysyła do Polski. Ubolewamy nad tym bardzo.

shops uterque

Ganni – ze słonecznej Hiszpanii wracamy do Skandynawii. Tym razem Dania i najprostszy na świecie przepis na sieciówkę. Zbierz takie rzeczy, bez których kobieta nie może się obejść, zilustruj je przyjemnym dla oka deseniem, wypuść w różnych fasonach i patrz, jak twój budżet co roku wzrasta dwukrotnie. Z niedużego lokalnego biznesu zarejestrowanego piętnaście lat temu wyrosła marka z czternastoma salonami w całej Europie, a dostępna w czterystu punktach sprzedaży na całym świecie. Ganni to kobiece, dość zachowawcze, lecz dalekie od nudy ciuchy. Nie gonią za chwilową modą, raczej dają od niej odpoczynek i miłe ukojenie. Sklep nie wysyła do Polski (kilka rzeczy widziałam na Zalando, ale to się nie liczy).

shops ganni

Whistles – brytyjska sieć odzieżowa, która kilka lat temu przeżyła prawdziwy renesans i z typowej nudnej sieciówki nieróżniącej się od Dorothy Perkins czy Marks & Spencer przepoczwarzyła w motyla nowoczesności. Do tej pory pamiętam słynną różową plisowaną spódnicę (jeszcze przez szałem na tego typu rzeczy, czyt. przed wystąpieniem plis u Phoebe Philo), na którą – wg brytyjskiego Elle – prowadzono zapisy. Wszystko za sprawą Jane Shepherdson, która w 2008 roku objęła stanowisko dyrektor kreatywnej (wcześniej pracowała dla Topshopu). To był przełom porównywalny do metamorfozy marki Celine pod wodzą wspomnianej wcześniej Philo. Zmienił się nie tylko asortyment, ale też wystrój sklepów i cała filozofia marki. Spore ryzyko, ale było warto. Sklep wysyła do Polski.

shops whistles 2

Zdjęcia: printscreeny stron opisywanych marek.

 

28 myśli nt. „Siedem marek odzieżowych, których potrzebujemy w Polsce

Dodaj komentarz
  1. Ilka

    Dobry wybór. Moje typy sa identyczne. Co do Acne, rzeczy tej marki bedą dostępne w Domu Handlowym VitkAc najprawdopodobniej jeszcze przed wakacjami :) zapewne ograniczona cześć kolekcji, ale zawsze cos ;)

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Rzeczy to już są dostępne w Warszawie od jakiegoś czasu. Fajnie by jednak było mieć salon firmowy. Nawet żeby popatrzeć z bliska na pełne kolekcje ;)

      Odpowiedz
       
  2. Iza

    Marzę o wprowadzeniu do Polski marki Free People, niestety pewnie zostałabym totalnym bankrutem, ale mogłabym chodzić na zakupy tylko do jednego sklepu i nie musieć już nigdzie więcej.

    Odpowiedz
     
    1. Ewa

      Ja również marzę o free people. ciuchy niepowtarzalne nigdzie indziej, a buty to wręcz rewelacja. ceny wysokie,ale za takie fasony warto zapłacić.

      Odpowiedz
       
    1. Agnieszka

      O to, to! Everlane! Do Polski!

      Chyba niedługo pęknę i zacznę kombinować z wysyłką ich ubrań przy pomocy firmy-pośrednika.

      Odpowiedz
       
  3. Maria

    Ze skandynawskich przydałby się jeszcze Wood Wood i Won Hundred.
    Lecę z pomocą i adresem outletu Acne – faktycznie, ceny bardzo atrakcyjne, -50/70% (ostatnio mieli nawet swoje najcudowniejsze na świecie, skórzane ramoneski po ok 2000 koron). Znajduje się w Barkaby wraz z innymi świetnymi markami szwedzkimi i nie tylko :) Majorsvägen 2–4 177 38 Järfälla, Sweden

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      O, super, dzięki! Won Hundred też nie znałam, zaraz sobie pooglądam. Ilu to się można fajnych rzeczy dowiedzieć od Czytelników :)
      Dziękuję za adres, dostałam jeszcze jeden w Sztokholmie, jest w tekście.

      Odpowiedz
       
      1. Maria

        Co do Acne Archive – faktycznie, jest jeszcze ten, w centrum, ale trochę mniejszy. O wiele większy wybór w outlecie za miastem, jakieś 20 minut dojazdu (ostatnio dorwałam koszulę Hope za 250 koron, przy okazji kolejna fajna marka do sprawdzenia!).
        Dania goni Szwecję z markami, co prawda mniej znanymi, chociaż równie dobrymi.

        Odpowiedz
         
  4. Jag

    To ja skromnie wspomnę tylko o jednej marce do której wzdycham od zawsze: monki. Dla nich mogłabym zostać bankrutem. No i – wcześniej wspomniane j.crew. Poproszę.

    Odpowiedz
     
  5. Chris

    Dziwnie się czuję, gdy za spodnie w USA płacę 30 dolarów, tymczasem w PL muszę na te same spodnie wydać dolarów 100. Jeśli więc miałbym czegoś sobie życzyć w kwestiach tekstylnych, to jednakich cen.

    Jeśli chodzi o marki, nie mam wielkich wymagań, ale parę obuwniczych mogłoby do kraju zawitać.

    Odpowiedz
     
  6. k

    &other stories – płaczę cały czas za rzeczami, których nie mogłam kupić w londynie, chciałabym kate spade (te notesy! te kalendarze! te wazoniki! pokręcone torebki!), j.crew, banana republic. i marzę o dostępności butów zespa w polsce :(

    Odpowiedz
     
  7. elf

    Oj, Whistles! Jakie oni mają sukienki! A jaką bizuterię! i to wszystko w wydaniu jewabnym , bawełnianym i skórzanym. Cudo. Z innych to hiszpańska firma Bimba y Lola, cudna bizuteria i ładne ubrania, choc drogie.

    Odpowiedz
     
  8. womanatwindow

    To, że pożegnaliśmy grupę River Island ma związek z upadłością grupy empik, która opiekowała się firmą w Polsce. Nie miało to wiele wspólnego z tym ze specyficznym gustem konsumentów w Polsce. Rzeczywiście brakuje Acne Studio, czy Ganni. Niemniej ostatnio wciąż powtarzam to samo- gdybym mieszkała w Polsce na co dzień, to nagminnie kupowałabym ubrania polskich, młodych marek. Tylko dlatego, że Hiszpania ma niewiele do zaoferowania. Inditex, Mango, czy wiele dostęp do najróżniejszych marek ( w końcu Barcelony tak naprawdę składa się przede wszystkim ze sklepów). Brakuje jednak kreatywności i niezależności, która byłaby dostępna dla każdego. Dlatego pragnę tego, czego nie mam i wciąż po mimo wielu przeszkód, decyduje się na zakup ubrań na showroomie. Ponoć zawsze pragniemy tego, czego akurat nie mamy i absolutnie się z tym zgadzam :)

    Odpowiedz
     
    1. meg

      Przecież ani empik, ani tym bardziej grupa EM&F nie upadły, a nawet w sumie wręcz przeciwnie, dostali teraz wsparcie finansowe także są zabezpieczeni na najbliższe lata. :) A co do ubrań polskich młodych marek, to jak najbardziej się zgadzam, mają taki specyficzny, oryginalny styl :)

      Odpowiedz
       

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *