17

kwi

Moons Varsovie

Dawno dawno temu, gdy moje okna wychodziły na flamandzki barokowy kościół przy Place de Beguinage w Brukseli, niemalże co weekend miałam przyjemność podglądania ślubów. Jedne były typowe aż do bólu, inne niezwykle inspirujące. Kiedyś nawet o tym pisałam przy okazji ślubnych inspiracji (osiem lat temu!), bo dzięki pewnej parze zdecydowałam się na pozostanie sobą nawet w dniu, w którym zaskakująca liczba osób dla świętego spokoju decyduje porzucić swoje upodobania i marzenia. Dwa dni temu spędzałam miło czas w pracowni Moons Varsovie – nowej polskiej marki specjalizującej się w modzie ślubnej. I doszłam do wniosku, że albo to ja brałam ślub dziesięć lat za wcześnie, albo dziewczyny wystartowały dziesięć lat za późno.

Moons7694_Candra_Fengari

A tak poważnie, każdy moment na start w tej branży jest dobry. Bo śluby były, są i będą. Choć od momentu mojego ślubu minęło sporo czasu, od napisania wspomnianego tekstu też, w modzie ślubnej wciąż niewiele się u nas zmieniło. Wystarczy zajrzeć do pierwszego lepszego magazynu dla przyszłych panien młodych, by przeżyć ostry szok. „O gustach się nie dyskutuje” to frazes, wyświechtane powiedzenie, którym uparcie próbujemy się bronić, gdy braknie prawdziwych argumentów. A ja bym chciała o gustach podyskutować. I o tradycji, która nie wiadomo skąd się wzięła, ale zakorzeniła w naszych głowach tak mocno, że walkę z nią na wszelki wypadek porzucamy od razu.

Dyskusję podjęły też Maria Folta-Szopińska i Magdalena Socha-Włodarska, tworząc Moons Varsovie i kolekcję sukienek, które w każdym calu odbiegają od typowych ślubnych historii. Nie upieram się, że pięknej sukni ślubnej nie sposób było w Polsce znaleźć wcześniej. Sama pisałam swego czasu o przyjemnych alternatywach. Ale jeszcze nikt do tej pory nie porwał się na aż takie ryzyko. Jak same mówią, idea marki wyrosła z tęsknoty za skromnością, precyzją i poszanowaniem wysokiej jakości materiałów. To wybór kilkunastu modeli charakteryzujących się prostym krojem, nieprzerysowaną sylwetką i romantycznym duchem. Niektóre klientki dostrzegają tu inspirację Zosią z „Pana Tadeusza”. Inne mają przed oczami Kate Moss. Projekty są zmysłowe, przyjemne dla oka i ciała, powstają z najwyższej jakości tkanin i dzianin, długo poszukiwanych koronek i gipiur, naturalnych jedwabi, mięsistej bawełny. Kolekcję uzupełniają akcesoria – ozdoby do włosów, maleńkie skórzane torebki do ręki, a także propozycje dla dziewczynek.

Modele dostępne w pracowni to punkt wyjściowy. Rodzaj materiału, kolor czy krój zależy od klientki. W ramach ceny sukienki mieszczą się oczywiście poprawki – o ile nie trzeba zmieniać konstrukcji. Twórczynie marki współpracują z krawcowymi, które świetnie opanowały technikę szycia jedwabiu, stąd perfekcyjne wykonanie każdego zamówienia. Zaskakująco krótki jest czas oczekiwania na sukienkę – około miesiąca. Realizacja każdego projektu zaczyna się od szczegółowej rozmowy z klientką. W przyjemnej domowej atmosferze na warszawskim Wilanowie projektantki mają szansę poznać upodobania i oczekiwania danej kobiety. Chętnych na sukienki jest coraz więcej, ale organizacja pracy jest znakomita. Według mnie lepiej się jednak orientować wcześniej, bo popularność marki rośnie z dnia na dzień.

Moons7605_Fengari

Moons7763_Maan

Moons7859_Maan

Moons7972

Moons8136_Woon

Moons8347_Ilargia__kid_Kuu

Moons8450_Hene

Moons8566_Hene

Moons8732_Lua

Moons9329_Hold__kid_Ay

Moons9472_Cana

Zdjęcia: Moons Varsovie

7 myśli nt. „Moons Varsovie

Dodaj komentarz
  1. ola

    Piękne suknie! Zastanawiam się tylko jak wyglądały by na pełniejszych figurach. Obawiam się że takie kroje mogą być trudne do noszenia dla kobiet o mniej modelowej figurze. Ja na swoim ślubie postawiłam na vintage i nie żałuję

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Na pewno to zależy od fasonu. Każda suknia szyta jest na miarę, więc z pewnością pełniejsze figury też znalazłyby coś dla siebie.
      Vintage na ślubie – jestem na tak :)

      Odpowiedz
       
  2. Monika

    Kiedy kilkanaście lat temu brałam ślub, takich sukien brakowało na rynku. Znalazłam w końcu coś odpowiednio prostego i bezpretensjonalnego, ale o mało nie straciłam nadziei. Dziś pewnie byłabym klientka Moons Varsovie… Chociaż pewnie nie byłoby mnie stać, w końcu jako panna młoda byłam jeszcze mocno na dorobku :)
    Swoją drogą, też mieszkałam kiedyś na placu Beginek w Brukseli – fantastyczne miejsce! Ślubów nie widywałam zbyt często, ale za to prawie co tydzień kręcono tam jakieś filmy, więc pod balkonem rozkładała mi się cała ekipa filmowa z przyczepami gwiazd, garderobami i cateringiem. Jak mieszkać w Brukseli, to tylko tam :D

    Odpowiedz
     
      1. Monika

        Mecze piłki nożnej i turyści, i zakochani, i bezdomni, i różni dziwni przechodnie… I w ogóle mogłam cały dzień spędzić na balkonie przyglądając się wydarzeniom na placu – dużo lepsze, niż telewizja :)

        Odpowiedz
         

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *