16

cze

Mapaya

Bardzo lubię te momenty, gdy zupełnym przypadkiem wpadam na świetną nową markę, najlepiej niepodobną do żadnej innej. Bez umawiania się, internetowych poszukiwań czy, nie daj Boże, Facebooka. Po prostu spotykamy się w środku miasta i jest chemia. Tak było z projektem Mapaya.

martyna-art-look-plain2

Przyszłam oglądać kolekcje na kolejny sezon, a zatrzymałam się przy gościnnym stoisku pewnej tajemniczej marki. Będę za to wysyłać podziękowania showroomowi Aliganza do końca roku. Owszem, sporo jesiennych i zimowych kolekcji polskich marek znajdzie tu jeszcze miejsce w odpowiednim czasie. Na razie jednak powrócę wspomnieniami do szafy mamy, sklepów indyjskich i dalekich podróży. Bo tak na mnie zadziałała rzeczona.

Nazwa Mapaya to zbitka słowna – wiąże mango i papaję, ulubione owoce Martyny Wilde i Kasi Cery, założycielek marki. Pierwsza z nich mieszka w Krakowie, przez długi czas zajmowała się teorią i praktyką mody (teorię ukończyła na Uniwersytecie Jagiellońskim, praktykę uprawiała na własną rękę), a teraz uczy jogi. Druga od piątego roku życia jest w drodze. Po raz pierwszy ruszyła w nieznane w wieku pięciu lat, gdy postanowiła samodzielnie wrócić do domu. Potem był Egipt, Australia, Malezja i Malediwy. Jakiś czas temu Kasia osiadła na stałe na wyspie Koh Samui w Tajlandii. I ma więcej niż siedem lat, bo w międzyczasie ukończyła Szkołę Artystycznego Projektowania Ubioru w Krakowie oraz fotografię na poznańskiej ASP. Pracuje jako instruktorka nurkowania.

Duch podróży obydwie mają we krwi. Świetnie je rozumiem, bo choć to podobno obciachowe i niemodne, wciąż mam sentyment do ubrań z etnicznym sznytem, takich, jakie swego czasu można było znaleźć w India Shopach, ale też na najwyższej półce szafy w moim rodzinnym domu. Przywożone z dalekich krajów, w egzotyczne, pobudzające wyobraźnię wzory. Tuniki, sukienki, spódnice, chusty – noszone do rzeczy całkiem zwyczajnych świetnie dostosowywały się do kontekstu. Pośród rzeczy dobrze znanych, wręcz opatrzonych, taki powiew świeżości zyskuje nową wartość. To nie tylko pamiątka z wakacji, to skarb – niepowtarzalny, noszący w sobie nieznaną kulturę i tradycję.

Mapaya to lokalny pomysł realizowany globalnie – mówią dziewczyny. Ubrania są szyte w niewielkich manufakturach rozmieszczonych w różnych zakątkach świata: w Malezji, Indiach, Indonezji, Tajlandii, a także w Polsce). Wzory powstają we współpracy z lokalnymi projektantami, przy wykorzystaniu najróżniejszych technik farbowania (m.in. tie dye czy shibori). Wierzymy, że moda powinna uszczęśliwiać, a nie krzywdzić, dlatego jesteśmy wierne ideologii Fair Trade (…). Za każdą sukienką czy szalikiem stoi historia i osoba, która wykonała dane ubranie dzięki wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Choć opisywana mieszanka kultur, nawiązań i deseni mogłaby przyprawić o zawrót głowy, kolory są dobrane tak, by uniknąć przesytu. Czernie, biele, stonowane beże, brązy, wszystko naturalne i przyjemne dla oka. Ideę dopełnia unikatowa ręcznie robiona biżuteria oraz… pokrowce na maty do jogi. Markę można znaleźć nie tylko w internecie. Stacjonarne miejsca spotkań (zwane showroomami) Mapaya otworzyła w Krakowie (Kraszewskiego 27/1) oraz w Warszawie (Plac Konstytucji 5/72b, wejście od Koszykowej).

11156204_960319003980414_8551371729201412026_n

11156227_960318847313763_9105663818318247852_n

11162449_960318987313749_3829405295201797397_n

10403197_960318857313762_2758863776815644509_n

10404507_960318850647096_3997023962167734527_n

10646888_960319010647080_2012272431532531089_n

10678462_960318860647095_4485054686792704337_n

11050151_960318993980415_3645266590351972731_n

11141109_960319020647079_8573754705177846829_n

11149505_960318853980429_4670648064778708514_n

Zdjęcia: Mapaya

6 myśli nt. „Mapaya

Dodaj komentarz
  1. Jag

    Harel, to jest genialne. Te ubrania przypominają mi złote czasy sklepów indyjskich, w szczególności bluzka z drugiego zdjęcia. Natomiast trzeci look od dołu – WOW! Fantastyczne połącznie wzorów. I z tego co widze na stronie – ceny całkiem przyzwoite :)

    Odpowiedz
     
  2. El

    Chyba wpadnę na Kraszewskiego, bo mam blisko:) A przy okazji, chyba powinno być Malezji, Indonezji, ale może ja się mylę… Serdeczności!

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *