1

Wrz

Outfit Format

Zaczęło się od Agnieszki Martyny, mojej redakcyjnej koleżanki z Fashion Post. Skomplementowałam jej sukienkę: granatową, dopasowaną, ale nie obcisłą, z kontrafałdą zebraną w talii, będąc przekonana, że ma na sobie unikatowe dzieło vintage. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy odpowiedziała, że to produkt nowej polskiej marki! Postanowiłam zbadać temat i zobaczyć resztę kolekcji. A potem – jak to często ze mną bywa – zapomniałam i ruszyłam przed siebie w gąszcz innych młodych polskich. Na szczęście opatrzność czuwała i marka od sukienki odezwała się do mnie. Lawirowanie między urlopami jednej i drugiej zakończyło się w pewne nieznośnie gorące popołudnie. Przymusowa piesza wycieczka rozpaloną od słońca ulicą Chmielną, krótkie poszukiwania odpowiedniego podwórka przy Brackiej i jestem na miejscu. Chłodne, zacienione wnętrze, na szklanym blacie stołu kubek zimnej wody, a w witrynie i wzdłuż ścian ubrania skrojone tak świetnie, że cieszą oko jeszcze przed mierzeniem. Gdzie trafiłam? Do świeżo otwartego butiku Outfit Format. Rozmowę z Agnieszką Zawadzką zaczynamy od… Zary.

Look-8-800x1200

Dlaczego? Bo w naszych szafach nadal wiszą ubrania tej marki kupione kilkanaście lat temu – choć noszone regularnie, wciąż w lepszym stanie niż te, które kupiłyśmy choćby w zeszłym roku (szczerze mówiąc nawet ich już nie mam, bo nie nadawały się do niczego). Jakość w sieciówkach drastycznie spadła i spada nadal. Owszem, co pewien czas miło jest kupić jakiś drobiazg „w trendzie”, nawet jeśli jego życie skończy się po trzech praniach. Ale ostatnio bardziej „w trendzie” jest odchodzenie od tego zwyczaju (wybaczcie określenie z cudzysłowu, tak go nie lubię, że używanie go sprawia jakąś dziwną perwersyjną przyjemność). Bywało, że w Zarze kupowało się ubrania do pracy, na oficjalne spotkania czy na wieczór. Była to tzw. inwestycja, autentyczna, bo rzeczywiście ciuch służył przez kilka sezonów – o ile się nie utyło (autoironia). Obecnie nie dość, że gwarancji przetrwania nawet przez miesiąc nie ma, to jeszcze wzrastają wątpliwości natury etycznej. Kto uszył, w jakich warunkach i za jaką cenę.

Agnieszka Zawadzka wraz z Joanną Chruściany zatęskniły za dawnymi czasami. Postanowiły stworzyć markę, którą same chętnie by nosiły, dość uniwersalną w odbiorze, opartą na polskich materiałach (na tyle, ile się da) oraz polskiej produkcji. Projekty łączą w sobie trzy nurty – każdy reprezentowany przez inną kobietę. Agnieszka uwielbia retro, stąd bufiaste rękawy, podkreślona talia i urocze detale. Joanna jest z zawodu architektką (ona też zaprojektowała logo marki), dba o czystą formę i optymalną konstrukcję. Sylwia – projektantka – oprócz wcielania w życie pomysłów wyżej wymienionych, wnosi elementy japońskie – dosłowne i metaforyczne. Choć z tego opisu mogłoby wynikać, że efektem jest chaos i miszmasz, spójrzcie na poniższe zdjęcia i przekonajcie się, jak dobrze może być. Co ważne, ubrania Outfit Format powstają w pełnym wachlarzu rozmiarów. Skonstruowane są ze świadomością, co przetestowałam na sobie. Cieszy powrót do pracy na tkaninach i wykrojach z prawdziwego zdarzenia, zwłaszcza że marki oferujące ubrania w podobnym przedziale cenowym, często brzydko sobie z nas żartują, nie uwzględniając żadnych kształtów (ale o tym może przy innej okazji, o ile będę miała energię zajmować się sprawami negatywnymi).

Wprawdzie w ostatnich dniach światło ujrzała kolekcja jesienna, mnie jednak bardzo zależało na zaprezentowaniu Wam pierwszych projektów Outfit Format. Niech tu będą, niczym w archiwum. Kolejne sezony pojawią się w swoim czasie.

Look-20-800x1200

Look-1-800x1200

Look-2-800x1200

Look-3-800x1200

Look-4-800x1200

Look-5-800x1200

Look-6-800x1200

Look-7-800x1200

Look-9-800x1200

Look-10-800x1200

Look-11-800x1200

Look-12-800x1200

Look-13-800x1200

Look-14-800x1200

Look-15-800x1200

Look-16-800x1200

Look-17-800x1200

Look-18-800x1200

Look-19-800x1200

Zdjęcia: Outfit Format

9 myśli nt. „Outfit Format

Dodaj komentarz
  1. s

    Joanna jest z zawodu ARCHITEKTEM. Nie ma czegoś takiego jak architektka, choć niektóre feministki chciałyby takowego wytworu. Wszystkie koleżanki po fachu używają jednej, poprawnej formy: architekt.

    Przyznaję, że brakowało mi takich właśnie ciuchów – współczesna forma, ale nie wór. Moja figura wymaga wytaliowania albo bardzo dobrego, wyrazistego kroju, niewiele modnych prostych ubrań dobrze na mnie leży. Szczerze mówiąc żaden na mnie dobrze nie leży. W COSie itp. wyglądam komicznie, nieważne co wpadnie mi w ręce. Dzięki za podsunięcie takiej marki!

    Odpowiedz
     
      1. s

        Podobno zmiany są wprowadzane przez Radę Języka Polskiego kiedy spora ilość osób używa danej formy wyrazu. Dzięki czemu odmiana męska „szłem” zamiast szedłem nie jest uznawana jako błąd w użyciu potocznym – ale ludzie na pewnym poziomie i tak nie używają takiego dziwactwa. Z „architektką” jest podobnie, szanujący nasz zawód nie używają takiej formy.
        Harel użyła emotikonki, toż to rewolucja ;)

        Odpowiedz
         
        1. harel Autor wpisu

          W komentarzach pozwalam sobie używać emotikon. Czasami :).
          Co do „szłem”, SJP nie uznaje tej formy. Ale rozumiem Twój punkt widzenia. W sumie też bym nie chciała, żeby pisać o mnie „muzyczka” zamiast „muzyk”. Ja lubię słowo „architektka” ze względu na dźwięczne „tkt” w środku. Ot, językowe zboczenie ;).

          Odpowiedz
           

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *