16

Paź

Poza nurtem

Kiedyś Bynamesakke było marką skupioną na ubraniach typu „basic”. Prostych koszulkach z krótkim i długim rękawem uszytych z bawełny supima – bardziej miękkiej i wytrzymałej niż jej standardowa konkurentka (choć nie aż tak odpornej na działanie zębów czasu, co bawełna organiczna). Prócz koszulek równie proste sukienki, dość uniwersalne fasony, raczej obszerne niż dopasowane, choć tych drugich nigdy nie brakowało. Czasem elementy męskie, czasem akcesoria, stonowane, łatwe w noszeniu kolory, bardziej uzupełnienie garderoby niż jej część główna. Strategia marki już dawno uległa zmianie, o czym pisałam tu nie raz (a nawet nie dwa). Pojawiły się wiskozy, mieszanki wełny, więcej elementów, w tym oczywiście płaszcze, kurtki czy marynarki. Wersja letnia, wersja zimowa, koszula, spodnie, żakiet – z czasem okazało się, że w jednym miejscu można bez problemu zbudować całą garderobę. Iza Keyes, twórczyni marki i pomysłodawczyni kolejnych projektów, w tym sezonie idzie jeszcze dalej. Zostawia modę w tyle, by maksymalnie uprościć kobiecą relację z ubraniami.

bynamesakke pies

Ominięcie i wyprzedzenie mody nie jest niczym dziwnym w środowisku… ludzi modą zajmujących się na co dzień. Oczywiście to nie reguła, ale wystarczy spojrzeć na kobiety, które Izę w tym sezonie zainspirowały. Emmanuelle Alt, Capucine Safyurtlu, Geraldine Saglio –  redaktorki i stylistki z Vogue Paris zawsze wyglądają podobnie (nie tylko do siebie). W ramach dość ograniczonej palety form i barw już dawno odnalazły styl, który prawdopodobnie pozwala im skupić się bardziej na kreatywnej pracy niż na tworzeniu wciąż i na nowo własnego wizerunku. Nie dyskutuję, czy to dobrze, czy źle. Sama po wieloletniej fascynacji czymś, co ktoś pewien czas temu wcisnął w określenie „normcore”, mam coraz większą ochotę na łamanie własnych reguł i więcej niespodzianek. Z drugiej strony taka bezpieczna baza ratuje w wielu sytuacjach, jakkolwiek zabawnie nie brzmiałyby wszelkiego rodzaju poradniki na ten temat („każda kobieta musi mieć w szafie…”).

Wracając do meritum, w jesiennej kolekcji Bynamesakke pojawiły się nie tylko nowe płaszcze czy swetry, ale też… dżinsy, rurki z impregnowanej bawełny przypominającej skórę, futrzane kamizelki (ze sztucznego futra, rzecz jasna) i rząd inspirowanych męskimi krojami koszul, w tym absolutnie idealna biała – mój święty Graal od jakichś dwudziestu lat, jeśli nie dłużej. Nowym fasonom towarzyszą nowe materiały, m.in. tencel. Przypomina jedwab, ale jest znacznie bardziej wdzięczny w pielęgnacji. Syntetyczny, ale nie sztuczny (powstaje z celulozy drzewnej), odporny na działanie czasu i praktycznie niezniszczalny (przetestowałam na sobie, swojej starej pralce i jeszcze starszym żelazku). Miłośniczki „starego dobrego Bynamesakke” mogą być spokojne. Dzianina (w tym supima) wciąż obecna, koszulki, bluzy i spodnie dresowe również. Czerń, szarość i biel towarzyszą kolekcjom od zawsze i tego Iza nie ma zamiaru zmieniać. Zwłaszcza że obecnie wpisują się w estetykę wspomnianych wcześniej tzw. „French Vouettes”.

Ubrania Bynamesakke można kupić obecnie w czterech miejscach w Polsce (Złote Tarasy i Galeria Mokotów w Warszawie, Galeria Malta w Poznaniu oraz butik Store&More w Sopocie) oraz w Holandii (Slim & Happy Body w Laren).

byname5

byname

byname7

byname3

byname4

byname6

byname2

Zdjęcia: Bynamesakke

4 myśli nt. „Poza nurtem

Dodaj komentarz
  1. Ola

    Ja wlasnie dzieki Tobie odkrylam jakis czas temu bynamesakke, nabylam kilka rzeczy i jestem bardzo zadowolona. Ta nowa kolekcja tez do mnie przemawia :-)

    Odpowiedz
     
  2. Rebecca Sharp

    Przejrzałam stronę internetową, bo nie znam tej marki i niektóre rzeczy bardzo mi się spodobały w szczególności te mało dopasowane T-shirty z długimi rękawami, które mogą zakryć nasze niedoskonałości.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *