Miesięczne archiwum: Listopad 2015

5

lis

Uniqlo i Lemaire

Jest Rousteing, jest impreza. Dziś do sklepów H&M na całym świecie trafiła najdroższa podobno kolekcja powstała we współpracy z projektantem domu mody Balmain, znanym m.in. z uzależnienia od mediów społecznościowych i przyjaźni z siostrami Kardashian (nie ujmuję mu zasług w modzie, choć wciąż nie mogę odżałować pana Decarnina – bez niego Olivier nie miałby szans być tu gdzie teraz). Przyznam, że nawet przez dwie sekundy miałam w wirtualnym koszyku pewien płaszcz (tak, ja z kolei jestem uzależniona od płaszczy), ale nim zdążyłam dokonać zakupu, ktoś mi go, za przeproszeniem, wirtualnie podpieprzył. Nic to, nawet nie byłam zdziwiona. Nie dziwi też reakcja tłumu, o której dziś huczy spora część internetu. Czy kiedykolwiek było inaczej? This is Sparta! Przedsprzedaż dwa dni wcześniej różniła się niewiele. I to też nic dziwnego. Ostatni raz w tym czymś uczestniczyłam dwa lata temu, gdy na tapecie była niejaka Marant. Zostałam wepchnięta przez jakąś oszalałą kobietę wprost na wieszak z (kolejny raz) wymarzonym płaszczem. Chwyciłam mocno i udałam się do kasy, przemykając obok rozszarpującej się zwierzyny nad pudełkami butów z frędzlami. Walcz albo giń! Osoby odpowiedzialne za imprezę rozkładają ręce. Nawet najdoskonalsza lista zaproszonych nie zagwarantuje kulturalnego zachowania wobec wieszaków z odpowiednio okrojonymi z cen i jakości ciuchami z metką. Tym bardziej że jakość tym razem podobno była porównywalna z oryginalną. Nieważne. Sęk w tym, by w tych ubraniach pokazać się miesiąc przed premierą. Potem nie będzie sensu, jeszcze nas posądzą o czynne uczestnictwo w tym szaleństwie, a to przecież poniżej ludzkiej godności. Więc ruszają do boju managerowie gwiazd i blogerek, portale gotowe „wypromować” kolekcję (najchętniej na własnych naczelnych). Są kłótnie i szantaże, są łzy i rozczarowanie. A i tak wygrała Kendall Jenner, bo w marynarce wysadzanej sztucznymi perłami wystąpiła już w maju. I co? I pstro. Tymczasem miesiąc temu w całkiem innym nastroju odbyła się premiera kolekcji innego znanego projektanta dla innej sieciówki. Jedyną częścią wspólną dwóch wydarzeń jest idea współpracy. Cała reszta to niebo a ziemia.

Lemaire x Uniqlo (7)

Czytaj dalej

4

lis

Płaszcz na miarę naszych możliwości

Dostajesz talon na płaszcz. Szyty na miarę. Specjalnie dla ciebie. Dokładnie taki, jaki sobie wybierzesz. Co robisz? Pytanie retoryczne. Wiadomo, co robisz. Zaczynasz panikować, że musisz się zmierzyć… Gdy już się przełamiesz, musisz podjąć ostateczną decyzję. Fason. Kolor. Materiał. Dodatki. To będzie twój płaszcz osobisty, wynikający z twoich decyzji, odzwierciedlający twoje marzenia. Możesz pozostać zachowawcza, ale możesz też zaszaleć. Wszystko trwa kilka minut. Przycisk „zamawiam” i po krzyku. Tydzień później zjawia się kurier z wielkim pudłem. A w środku…

aryton plaszcz2

Czytaj dalej

3

lis

Love Style Life

Pamiętacie, co robiliście w 2006 roku? Ja mnóstwo rzeczy. Na przykład uczyłam się francuskiego, ale od lekcji, które odbywały się na drugim końcu Brukseli, wolałam francuskie magazyny o modzie i raczkujące blogi. Skutecznie łudziłam się, że czytając kompletnie niezrozumiałe teksty, w magiczny sposób zacznę mówić pięknymi, okrągłymi zdaniami. I to na tematy, które naprawdę mnie interesują. W rezultacie jedyne, co potrafiłam wypowiedzieć w związku z modą, to własny numer buta i prośba o inny rozmiar sukienki. Zainspirowana Géraldine Dormoy i blogiem „Café Mode” (który istnieje do dziś!) próbowałam tworzyć własne teksty (po polsku, rzecz jasna, tu nigdy mi nie brakowało słów) pod pseudonimem Harel. Nigdy jednak nie ujrzały światła dziennego, na pierwszą publiczną odsłonę bloga zdecydowałam się dopiero pod koniec 2006. Tymczasem dzięki Géraldine któregoś dnia trafiam na blog ilustratorki, Garance Doré. To był wymarzony adres dla osoby, której francuski nigdy nie wyszedł poza poziom początkujący. Króciutkie teksty, proste zdania i urocze obrazki, które pozwalały szybciej złapać kontekst. Wszystko w lekkim i żartobliwym klimacie. Gdy pojawiły się pierwsze zdjęcia, byłam zachwycona. Garance fotografowała paryskie dziewczyny, niby zwyczajne i naturalne, ale właśnie dzięki temu fascynujące. To ona odpowiada za pierwszy folder na moim komputerze, w którym zapisywałam wszystkie inspirujące zdjęcia mody ulicznej. A potem pojawiła się sama Garance, z burzą ciemnych loków, nosząca się raczej po męsku, podkreślająca kobiecość czerwoną szminką. Drugi folder być musiał. Nie zliczę, ile rzeczy kupiłam, by choć odrobinę zbliżyć się do jej perfekcyjnego (tak wówczas myślałam, ale miałam tylko dwadzieścia siedem lat) stylu. Lata mijały, a jej blog pozostawał wciąż autentyczny, wciąż zabawny i pełen interesujących treści. Rozkręcała się technicznie, fotografie nie dość, że osiągały mistrzowski poziom, to jeszcze trzymały charakterystyczny styl. Jedno spojrzenie i wiadomo, kto jest autorem. Właśnie ukazała się jej pierwsza książka. W błyskawicznym tempie przetłumaczona na polski. I przyznam się Wam, że dawno nie czekałam na przesyłkę z takim wytęsknieniem.

Dore_Love-Style-Life_lamanie_12.indd

Czytaj dalej