12

Wrz

Gravity Resistance

Od białego kartonowego pudełka z tyvekową kurtką i manifestem do współpracy ze sportowym gigantem. Jak się zaczęło, mogliście przeczytać u mnie cztery lata temu przy okazji otwarcia butiku UEG w Warszawie. Butik zdążył się zwinąć, ale marka wręcz przeciwnie. Jej twórca od samego początku myślał szeroko, otwarcie sklepu w Polsce najwyraźniej nie stanowiło szczytu jego marzeń. Tym bardziej, że podczas gdy u nas UEG uchodziło za markę niszową (być może teraz odrobinę się to zmieni), na świecie zdołało przez kilkanaście lat istnienia zbudować całkiem mocną pozycję. Na tyle mocną, by dostać propozycję zaprojektowania kolekcji dla… Pumy! Drugiego września w Warszawie odbyła się jej światowa premiera. W zeszły piątek ruszyła internetowa przedsprzedaż. Jest odlotowo. Dosłownie i w przenośni.

ueg-x-puma-12

Poruszając się od lat w ramach ściśle określonej estetyki Michał Łojewski wypracował swego rodzaju kod, zrozumiały dla nielicznych, choć wciąż przybywa chętnych do jego złamania. Współpraca z Pumą to wiele wymiarów porozumienia. Przede wszystkim połączenie sił marki bądź co bądź niezależnej i niszowej z totalnie komercyjną. A także skok na głęboką wodę dla jednej i drugiej. Bo oto Puma po raz pierwszy w historii zleca zaprojektowanie kolekcji marce europejskiej. A rzeczona marka odpowiada odważnie, po swojemu – i to zostaje entuzjastycznie przyjęte. Tytuł „Gravity Resistance” można odczytać na kilka sposobów. Ten literalny, odnoszący się wyraźnie do strojów astronautów, zarówno pod względem kolorystyki, jak i miękkiej, jakby lekko nadmuchanej formy. Ale też głębszy, być może zupełnie podświadomy, grawitacją określający wszystko to, czego otoczenie od nas wymaga, a odpornością na nią – potrzebę niezależności. Bo ja tu widzę kosmos – wystrzelenie Pumy na kompletnie nową orbitę.

Czerń i biel – wiadomo, inaczej być nie mogło. Deseń? Regularnie naniesione na kontrastowe tło plusy. I litery, dużo liter, logo jednej i drugiej marki, ale też zabawne napisy („gravity resistant” na podeszwie buta oraz strzałka z opisem, która jego strona powinna znajdować się na górze). Tradycyjnie wszystkie modele powstały w duchu uniseks – szeroka rozmiarówka w równym stopniu dotyczy butów i sukienek. Żaden z elementów kolekcji nie zawiera skóry, co także świetnie podkreśla świadome spojrzenie w przyszłość. Całość świetnie wpisuje się w modny chwilowo nurt mody ulicznej (zwanej „streetwearem”), który wdarł się szturmem nawet na szykowne do tej pory wybiegi (patrz: Balenciaga). Jest duma, wiadomo, cieszę się ogromnie z tych wieści. Tym bardziej, że pod poniżej prezentowanymi zdjęciami znalazłam dopisek „first collaboration”. Gdyby miała być to część pierwsza i ostatnia, z pewnością by go nie było.

BKRW / Black Rainbow Agency

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *