22

wrz

MMC FW1617

Są tacy projektanci, wobec których mam wyższe wymagania niż wobec większości. Prawdopodobnie bierze się to z historii ich wieloletniej działalności, pełnej momentów na najwyższym możliwym poziomie. Każdy nowy wątek to oczekiwanie przynajmniej takich samych doznań, jak poprzednio. Muszę poczuć „to coś”, pierwotne poruszenie serca, za którym idzie – poparty już argumentem rozumu – zachwyt. Nieodżałowane udane edycje łódzkiego tygodnia mody były czasem ich niekwestionowanego panowania. To dla nich wytrzymywało się ścisk tłumu i opóźnienia, dla nich można było przełożyć tak istotny punkt dnia jak posiłek. I wreszcie: to ich pokazy wywoływały największe emocje. Na nich nauczyłam się optymizmu i wiary w polską modę. Ilona Majer i Rafał Michalak istnieli w mojej świadomości na długo przed postawieniem pierwszej litery na tym blogu, ich prace podziwiałam na łamach polskich magazynów o modzie już w końcówce lat dziewięćdziesiątych. Wraz z Joanną Klimas czy Teresą Sedą budowali historię, o której miałam wiele lat później zacząć pisać. Okazuje się, że właśnie minęło dwadzieścia lat ich działalności.

94_web_mmc_200416_fot_filip_okopny

Mimo niechęci sporej części branży do stosowania określenia „polska moda”, uważam, że ma ona rację bytu. To zjawiska, w których dorastaliśmy, nie tylko ubrania, lecz cały kontekst, historia, architektura, wachlarz uczuć wobec naszego otoczenia. Świat zachwyca się miejskimi inspiracjami Demny Gvasalii czy wcześniej Goshy Rubchinskiy’ego, tymczasem oni bazują na swojej codzienności. Choć u MMC moda uliczna poddana została obróbce i istnieje w wersji oszlifowanej, wciąż można mówić o autentyczności naszego lokalnego podwórka. Jubileuszowy pokaz został dodatkowo podbity polską muzyką hiphopową. Co ciekawe, wraz z pierwszymi jej dźwiękami na wybiegu pojawiły się sylwetki męskie. Choć znacznie prostsze i łagodniejsze niż to, co nastąpiło potem, stanowiły wyraźny sygnał o chęci poszerzenia asortymentu.

Wspomniane na początku oczekiwania zostały w pełni zaspokojone. To, co zobaczyłam, śmiało mogę określić jako najlepsza kolekcja w dwudziestoletniej historii marki. Wyrwana nieco z bezpiecznych ram, w których MMC zdarzało się trwać zbyt długo, kontynuująca pewne idee i rozwiązania, ale też odważnie wyrywająca do przodu. Okrycia wierzchnie wciąż pozostają specjalnością Ilony i Rafała, czy mówimy o płaszczach, czy pikowanych kurtkach (jeden z największych hitów obecnego sezonu, przywróconą do życia puchówkę, oni proponują już od paru dobrych lat w najróżniejszych wersjach), dochodzą zabawne sztuczne futerka i kożuchy oraz – oczywiście – bomberki. Podwórkowe akcenty przewijają się pod postaciami za dużych bluz z kapturem, quasi dresowych spodni, militarnych fasonów (zaserwowanych jednakże w wersji lekkostrawnej, bez skojarzeń z demobilem). Całe mnóstwo smacznych detali: asymetrycznie wykańczane białe koszule, taśmy wpuszczone w rękawy, kontrastowe lamowane szwy po wewnętrznej stronie i autorskie hafty w celowo niewykończonej formie. To bukiety kwiatów w odcieniach niebieskiego lub zestawieniu intensywnego różu, zieleni i błękitu. Nie mam pewności, czy zostały naniesione na ubrania w formie aplikacji, czy bezpośrednio na nich wyszyte. Tak czy inaczej efekt końcowy robi wrażenie.

Znalazłam też ciekawe odniesienie do folkloru – zdaję sobie sprawę, że nie wszystko co w paski, musi być łowickie, ale lureksowe pasy podane jako marszczony fartuszek wzbudziły jednoznaczne skojarzenie. Zresztą to niepierwszy przypadek zaczerpnięcia z polskiej etnografii (nomen omen kolekcja, którą mam teraz na myśli, była prezentowana w Państwowym Muzeum Etnograficznym). A gdy porzucimy nasze polskie naleciałości z miast i wsi, pozostanie całkiem przyjemna warstwa uniwersalna, gotowa zarówno na co dzień, jak i poważniejsze wyjścia.

Nie rozumiem tylko jednego. MMC skończyło dwadzieścia lat. Pomysły ma fenomenalne. A jednak próżno szukać choć jednego autorskiego butiku. W idealistycznej projekcji, na którą czasem sobie pozwalam, widzę całą sieć sklepów oraz sprawną dystrybucję zagraniczną. Dlaczego nie? Domyślam się przyziemnej i jakże znamiennej dla naszej branży odpowiedzi. MMC jest jednak zbyt dobrą marką, by egzystować jako pokazowe widmo. Czekam i życzę jak najlepiej, ale od zaciskania kciuków zaczęły mnie boleć ręce.

Fot. Filip Okopny

Jedna myśl nt. „MMC FW1617

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *