10

Gru

Messo – Magnifique

Obserwuję nową tendencję w naszej polskiej modzie. Choć stereotypem wciąż pozostają szary dres, osławiony na wszelkie sposoby (koniec końców okryty złą sławą) oraz tzw. „prostokąty z dziurami na ręce i głowę” (któryś z projektantów kiedyś tak to ogólnie określił i uważam, że bardziej słusznie stwierdzić nie mógł), wreszcie marki oferujące krawiectwo na poziomie zaczynają powoli, lecz konsekwentnie zdobywać szczyt. Cieszę się bardzo, bo coś wreszcie trzeba u nas ruszyć. Piszę tu zawsze optymistycznie i z niewielkimi wyjątkami o pozytywnych zjawiskach – mam jednak świadomość, jak bardzo pozostają niszowe. Prawda o życiu wychodzi podczas spotkań z osobami z modą niezwiązanymi. Gdy czasem podpytuję, jak postrzegają dzieła lokalnych twórców, odpowiedź zwykle zjeża włos na głowie. Bo kogo konkretnie mają na myśli? Nikogo konkretnego, drodzy Państwo, nikogo konkretnego. Raczej ogólne wrażenie, które pozostaje po kolejnych targach (a tych już nie zliczę) czy zakupach na którejś z platform sprzedażowych. Nikt nie ma obowiązku znać się na rzeczy, ale wciskanie przez powstające w zawrotnym tempie nowe marki kitu powinno być karane. Niestety za odpowiednią kwotę tę i ową poleci nawet magazyn, który w podtytule umieszcza „luksus”. Cóż, tabelki muszą się zgadzać, prawda? Do czego zmierzam? Pomijając „harelocentryczne” stwierdzenie, że tutaj nigdy ściemy nie będzie, oraz płacze i narzekania, że źle się dzieje w Polsce, bo nie mamy porządnego tygodnia mody, naprawdę mamy się czym pochwalić. Tylko być może powinniśmy szukać w innym miejscu, niż się spodziewamy. Są takie osoby, które całą swoją wiedzę i energię ładują w wymyślenie i produkcję kolekcji, nie rozmieniają się na drobne, nie organizują imprez z rozmachem, nie promują za pomocą celebrytek i nie strzelają fajerwerkami co pół roku. Serwują za to regularnie świetne ciuchy w przyzwoitych cenach, bardzo dobrze odnajdują w trendach i na dodatek dzielnie wspierają polską gospodarkę, zlecając odszycie lokalnie. To bardzo dobre, przemyślane konstrukcje, przyzwoita (i życiowa) rozmiarówka i dbałość o każdy szczegół. Tak działa m.in. Messo. Podchodziłam do marki ostrożnie i przyglądałam się z ukrycia, ale z każdą kolejną kolekcją utwierdzałam w przekonaniu, że warto o niej pisać. Jesień tylko umocniła tę opinię.

messo-magnifique

„Magnifique” wzięło się, rzecz jasna, z francuskich inspiracji. Niedosłownych, bo beretów czy czarnych trenczy tu nie znajdziemy. Raczej ze zbioru wyobrażeń o Paryżu, zdjęć Cartier-Bressona, filmów Nouvelle Vague, wizji najróżniejszych artystów, a może nawet trochę snów. Te ubrania mogłaby nosić Eva Green w „Marzycielach”, ale może je wybrać też całkiem współczesna kobieta. Nostalgiczne, nieregularne groszki w czerni i bieli, szarfy wiązane pod kołnierzykiem lub na szyi, linia A, spodnie cygaretki i nonszalanckie, przydługie marynarki – widzę tu postaci Bertolucciego, Godarda i Truffaut. Dochodzi kratka w dwóch wersjach i jestem przekonana, że moje skojarzenia to nie przypadek. Jakim cudem udaje się zachować nowoczesny charakter? To zasługa kroju i wspomnianej wcześniej konstrukcji. Zresztą tak swoją drogą, gdy patrzymy na francuskie kostiumy filmowe z lat sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych, czujemy się bardziej znudzeni czy zainspirowani? No właśnie.

Messo to także świetny wybór materiałów. I znów, fajerwerków nie ma, po prostu genialne dopasowanie tkaniny czy dzianiny do danej formy. Rzecz niby oczywista, ale wciąż na tej płaszczyźnie mamy wiele do nadrobienia. Dla twórców marki istotny jest nasz czas, dlatego znajdują zastosowanie dla materiałów nowej generacji, do złudzenia przypominających całkiem inne. Na przykład koszula, która nosi wszelkie cechy wełnianej, tak naprawdę uszyta została z mieszanki wiskozy i poliamidu. Podobnie z kraciastym garniturem czy delikatną różową sukienką. Wybór dobrze wpływa na cenę, ale też zdecydowanie ułatwia pielęgnację. Te rzeczy można prać, prasować i zgniatać w walizce dowolną liczbę razy, ich jakość pozostanie niezmieniona.

Marka doczekała się własnego butiku w Warszawie. Cieszy mnie to bardzo, bo oznacza jedno: chętnych na zakupy jest coraz więcej. Przy Nowogrodzkiej 6 znajdziemy aktualne kolekcje oraz elementy poprzednich – na tyle uniwersalne, by wciąż się nie zestarzeć. Oraz niedawno opisywaną przeze mnie markę Minou Cashmere oraz nieopisywaną tu jeszcze, a zachwycającą biżuterię Gosi Orłowskiej. Uwaga, jeszcze jutro możemy spotkać Messo na HUSHu! Polecam gorąco!

Fot. Marcin Szyszkowski

2 myśli nt. „Messo – Magnifique

Dodaj komentarz
  1. Margaret

    Niestety o marce Manifique nie mozna wypowiadac sie dobrze.Przyklad mojego zakupu sukienki Lucinia ktora ma podszewke z misia ktory klaczy i niszczy bielizne oraz rajstopy.Ceny nijak maja sie fo jakosci.Co z tego ze marka polska jak marna.

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Ale to nie jest marka Magnifique, tylko Messo! „Magnifique” to tytuł jesiennej kolekcji. Polecam się przyjrzeć, bo to zupełnie inna jakość. Pozdrawiam!

      Odpowiedz
       

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *