Roczne archiwum: 2017

24

lip

Dewoolicious

Jane Birkin – ikona. Śmiało tak o niej piszę, choć nadużywania tego słowa nie znoszę (zwłaszcza w kontekście lokalnych serialowych gwiazdek rozbijanych o kartony). A najlepsze jest to, że ona się nigdy szczególnie nie starała. Jej ambicja nawet nie otarła się o zostanie okrzykniętą „it girl” swojego pokolenia. Inna sprawa, że wtedy tak idiotyczne stwierdzenia jeszcze nie istniały, chwała siłom wszelakim. Jej córka, Lou Dillon, w którymś z wywiadów opowiadała, że mama zawsze z rezerwą podchodzi do takich spraw, trochę się nawet dziwiąc, że to, co nosi, ktoś określa mianem jakiegokolwiek stylu. Banalne to strasznie, ale naprawdę osobowość robi swoje. Jakiś czas temu mój mąż miał okazję z panią Jane pracować, kazałam mu więc szczegółowo relacjonować jej ubiór. Co mi mówił na koniec dnia? „Wyglądała normalnie, po prostu normalnie, jakieś spodnie, jakiś żakiet…”. Z jednej strony nie tego się spodziewałam. Podejrzewam, że gdybym była na jego miejscu, robiłabym notatki. Ale z drugiej przecież właśnie o to chodzi. Żeby strój nas nie zagłuszał, nie dominował. Ona opanowała tę sztukę do perfekcji. Pewnie nawet, skubana, tego nie ćwiczyła. Gdy patrzę na rzeczy, które Roboty Ręczne proponują na lato, przypomina mi się ona tak bardzo, że nie dziwi nawet totalna nowość u marki: wiklinowe koszyki. Jakby były naturalną koleją rzeczy.

Roboty Reczne

Czytaj dalej

20

lip

Cloudmine Tre

Lipiec. Taki moment, w którym przynajmniej pozornie nic się szczególnego u nas w modzie nie dzieje. Co miało się w tematach letnich ukazać, już się ukazało, a tematy jesienne pozostają nienaruszone, bo po co sobie psuć humory powrotem do niskich temperatur i czterech warstw ciuchów dziennie. I o tej porze od trzech lat pojawia się uroczy drobiazg, kwintesencja lata, kilka do kilkunastu elementów stworzonych przez polskie marki dla butiku Cloudmine. Po prostu odliczamy, więc tegoroczna kolekcja po „Uno” i „Due” otrzymała tytuł „Tre”.

Cloudmine Tre

Czytaj dalej

7

lip

Utalentowany pan Ripley

Rok w rok od momentu pierwszej styczności z produkcją Anthony’ego Minghelli mam z grubsza ten sam pomysł na wakacje. Wymaga oczywiście oprawy włoskich krajobrazów, muzyki Charliego Parkera, kawy gęstej jak smoła i szafy filmowej Marge Sherwood. Jeśli jakimś cudem film Wam umknął, najwyższa pora to nadrobić. Zwłaszcza że warunki pogodowe sprzyjają totalnemu wejściu w nastrój. „Utalentowany pan Ripley” może kusić na wielu płaszczyznach. Jude Law. Koniec zdania, bo więcej nie trzeba. Kostiumy przygotowane przez Ann Roth i Gary’ego Jonesa, docenione przez Akademię Filmową (skończyło się tylko na nominacji, co do dziś uważam za grubą niesprawiedliwość), które inspirują po dziś dzień, choć teoretycznie miały odzwierciedlać modę lat pięćdziesiątych i w niej pozostać. Zatem gdy Stary Browar zaprosił mnie do stworzenia własnych propozycji na sezon letni, nie miałam żadnych wątpliwości. Ripley i spółka muszą się pojawić, choćbym miała chodzić po sklepach przez cały dzień i znaleźć trzy rzeczy na krzyż. Poszło znacznie szybciej, okazuje się, że lekki styl włoskich kurortów zagościł wszędzie – w końcu jest niezmiennie wdzięczny i prosty w noszeniu, a przy tym genialnie się prezentuje na Instagramie.

Do sprawy podeszłam trochę na opak, łącząc znajome z filmu fasony, desenie i kolory (fani docenią neonowe kąpielówki) z elementami współczesnymi jak koszulki z napisem czy wracające do łask Adidasy Gazelle. Marge grana przez Gwynteh Paltrow z pewnością doceniłaby luźne koszule stylizowane na męskie (tu kolejno ESTby eS., Zara i Altro by Patrizia Aryton) i rozkloszowane spódnice, z kolei boski Dickie Greenleaf gdyby był kobietą, ruszyłby do Solara po lniany garnitur, a kapelusik „porkpie” zamienił na miękki słomiany z większym rondem. Pozostaje nam niedoceniony Tom Ripley w tych nieszczęsnych neonach, na zawsze odebrałam mu sztruksową marynarkę, wręczając w zamian album o ówczesnym wzornictwie i parę „awiatorów”.

Istotne są kolory: soczyste, ale przełamane bielą lub pastelami. Jedwabne apaszki noszone we włosach, zabudowane kostiumy kąpielowe, które pozwolą nam wyjść poza „barwę wyjściową” (znów odwołanie do scenariusza) i obowiązkowo koszyki. Na zakupy u pięknej, nieszczęśliwie zakochanej Włoszki, zapas martini na łódkę (nazwaną „Bird” na cześć Parkera) albo jakieś zmyślne narzędzie zbrodni. Na zdjęciu brakuje tylko saksofonu i paru winyli. Dlaczego? Nie pytajcie, lećcie oglądać!

Rzym

Zdjęcie: Stary Browar

6

lip

Slava Varsovia

Jest rok 2013. Wtedy po raz pierwszy spotykam się z projektami Anny Szydłowskiej. Jeszcze nie wiem, kto za nimi stoi, jaka jest idea ani jak długo na tym naszym kapryśnym rynku wytrzymają. Ale już widzę, że jest inaczej, zdecydowanie, mocno, z charakterem. Przyglądam się ogromnej torbie z podwójnymi uszami – z jednej strony bardzo prostej, ale z drugiej widać, że przemyślanej pod każdym względem. Uważna koncepcja popłaca. Podczas niedawnego spotkania z projektantką i właścicielką marki dowiaduję się, że ten model prawdopodobnie nigdy nie wyjdzie z produkcji. Klientki nie pozwolą. Gdy zapada decyzja o zakupie jednego koloru, prawie pewne, że zapadnie druga, o kolorze kolejnym. Przyglądam się i bestsellerom, i nowościom, a wszystko pod pretekstem premiery najnowszej kampanii (fenomentalnej!), zrealizowanej na drugim końcu świata, w scenerii południowoamerykańskiej pustyni.

SLAVA VARSOVIA (3)

Czytaj dalej

4

lip

Femi Stories SS17

Czas na zmiany. Przyjemność, jako rzecz oczywista, ustępuje miejsca historiom – szerszym, zaskakującym, naładowanym różnymi emocjami. Wraz z nowym sezonem przyszło się nam pożegnać z częścią „Pleasure” na rzecz nowej nazwy, Femi Stories. Poznajecie? Projektów sióstr Nawarkiewicz nie da się pomylić. Na szczęście. Jak zwykle niosą porcję wakacyjnej beztroski i radosnego klimatu. Ruch, energia i eksplozja kolorów. Gdy spotkałam się z nimi parę tygodni temu, właśnie kończyły pracę nad przyszłorocznym latem, a otaczała nas barwna (a jakże!) i optymistyczna zima. Muszą być przygotowane. Na nowe kolekcje czekają kupcy na targach w Los Angeles, Las Vegas i Kopenhadze, by potem sprzedawać je m.in. w Madrycie, Moskwie czy Antwerpii.

FEMI STORIES SS17 (35)

Czytaj dalej

3

lip

Messo – Secret Garden

Ile razy zdarzyło Wam się szukać „tej jedynej czarnej marynarki”, „idealnej bluzki do pracy”, „wielofunkcyjnej letniej sukienki”? Gdzie się w tym celu udawałyście? Założę się o stówę, że do Zary. Albo czegoś podobnego. No i owszem, te wszystkie znalezione ideały dawały pewnie radę. Do pierwszego, drugiego, góra trzeciego prania. Albo do pierwszej spotkanej w dokładnie tym samym ciuchu osoby. Nie mam zamiaru udawać, że sama unikam sieciówek jak ognia. Jeśli chodzi o różne tymczasowe mody, są one niezastąpione. I w przypadku obrusowej spódnicy z asymetryczną falbaną czy wariacji na temat swojskich kolekcji Balenciagi naprawdę nie ma sensu kierować się gdzie indziej. Ale jeśli marzy nam się klasyka (z dodatkiem wyświechtanego, lecz jakże potrzebnego słowa „ponadczasowa”), zatrzymajmy się na moment przed wejściem do „galerii” handlowej i pomyślmy raz jeszcze. Bo są miejsca alternatywne, które może nie powalają niską ceną, ale za to gwarantują po pierwsze przemyślane wzornictwo, a po drugie o wiele wyższą niż sieciówkowa jakość. Po trzecie, bo jest jeszcze „po trzecie”, wspierają lokalne zakłady produkcyjne. Powstają w Polsce: od pierwszego szkicu po ostatni wszyty guzik. A ten odpada tylko w sytuacjach ekstremalnych, co mogłam poświadczyć zza wigilijnego stołu. Nie jest bowiem winą marki, że nosząca tak lubi jeść. Lecz do sedna. Dziś będzie o Messo.

Secret Garden

Czytaj dalej